MEGAN'S POV
Rano obudziłam się z krwią pod nosem. Dobrze pamiętam coś się stało. Harry kazał mi wejść w głębszą i najbardziej paskudną część MARBLE, a ja odmówiłam. Uderzył mnie. Stąd ta krew. Cóż. Lepiej było oberwać i wyjść, niż pozwolić sobą manipulować i siedzieć tam aż do wieczora. Nie dałabym rady. W nocy obudziłam się nawet parę razy i sprawdzałam gdzie jestem. Paskudne uczucie.
Rozjerzałam się. Vickie nie było w pokoju. Zrzuciłam nogi z łóżka spoglądając na wczorajszo zrobione siniaki. Moje nogi wyglądały jak po jakieś bitwie. Nie lubię mieć siniaków. Nigdy nie umiem ich zakryć. W dodatku dzisiaj są o wiele mocniej widoczne niż wczoraj. Paskudny widok. Cóż, ważne że jeszcze niczego mi nikt nie złamał. Nie zniosłabym odgłosu łamanej kości.
Spojrzałam w lusterko, cóż, nie najgorzej. Poprawiłam ręką rozburzone włosy. Włożyłam świeże ubrania i zeszłam po schodach w dół. Nie widziałam i też nie słyszałam nikogo. No, nikogo poza praktycznie bezszelestnie poruszającą się Vickie. Tak, poza nią nie było nikogo. Rzuciłam w jej stronę uśmiech. Na co ona odpowiedziała ciężkim westchnieniem i spuszczeniem głowy w dół.
-co jest? - nie chcąc owijać w bawełnę podeszłam do niej, odciągając od robienia śniadania i zmuszając do powiedzenia mi tego co się stało.
-Harry i Justin zniknęli bardzo wczas rano. Za cholerę nie mogę się domyślić po co wstali tak wcześnie? - rzuciła oczami w bok robiąc wrażenie że nad czymś myśli. Po chwili znowu spojrzała na mnie. - ale dobra, pomijając to. Usiłowałam zejść do garażu żeby dać chłopcom coś do zjedzenia. Problem jedynie w tym, że ich tam nie było. No a... ja mam stracha, żeby iść i ich szukać bóg wie gdzie. Zwłaszcza po tym jak udało mi się dowiedzieć co jest w drugiej części domu.
-daj mi spokój, nie mogłam przez to w nocy spać...
-nie mam odwagi przekroczyć granicy między częściami tego domu.
-ale... w czym problem?
-Meg, obeszłam 2 razy wszystkie pokoje. WSZYSTKIE POKOJE. Każdy skrawek znanej części domu przebadałam 2 razy. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że nigdzie ich nie ma.
-to... co?
-skoro nie ma ich tutaj, to : albo są za domem ale tam też wolę się nie zapuszczać, albo w drugiej części domu, a tam, to w ogóle wolałabym nie wchodzić. Chuj wie co się kryje za tymi wszystkimi drzwiami?
-a Styles i Biebs?
-cóż, skoro zniknęli chłopcy to oni pewnie też.
Rozjerzałam się po głuchych pokojach. Nie było słychać niczego oprócz naszych oddechów. Vickie ma rację. Druga część domu jest przerażająco irytująca. Przeraża mnie w każdym calu, ale za razem irytuje mnie fakt że nie mogę wiedzieć co tam jest? Chociaż dobrze wiem, że lepiej dla mnie.
Chciałam wiedzieć gdzie Styles i reszta dla tego chwyciłam Vickie za rękę i pociągnęłam do przodu. Zatrzymałam się dopiero w tedy, kiedy przed naszymi oczami ukazały się drzwi z pechowym jak dla mnie, numerem 13. Przejście z jednej części domu do drugiej. Dwa światy. Piekło i jeszcze większe piekło. Miałyśmy dwie opcje:
-albo wchodzimy przez TE drzwi i badamy skrawek po skrawku morderczych pokoi, albo ryzykujemy oberwaniem za wyjście na podwórko i sprawdzamy co jest za domem?
-wiesz... z pewnej perspektywy chyba jednak wolę wyjść na dwór. Mam wrażenie że za drzwiami są duchy.
-Tak, tak, wiem. To twoja fobia.
VICTORIA'S POV
Po cichu wymknęłyśmy się oknem na parterze i zaczęłyśmy bezszelestnie sprawdzać każdy kąt podwórka, którego nie byłyśmy w stanie dostrzec z okien. Niby nic nadzwyczajnego. Zadbany trawnik i tyle. Coś mi tu cholernie nie pasowało.
-Meg, gdzie jeszcze nie byłyśmy? - lekko pomieszało mi się w głowie.
-wydaje mi się że TAM - wskazała palcem, na odgrodzoną płotem część podwórka która od razu pobudziła moją ciekawość.
Cicho jak koty, podeszłyśmy ''gęsiego'' pod ścianą do owego płotu który w dość dziwny sposób dzielił ogród na dwie części. Zaczynałam coś słyszeć. Było to pierwszym obcym dźwiękiem oprócz głosu Megan. Był jednak zbyt cichy żebym była w stanie rozpoznać go. Był jeden problem. Chcący wiedzieć co tam jest musiałyśmy przejść przez płot, ryzykując że potem, utrudni nam to ucieczkę. Z resztą tak czy siak musiałybyśmy potem wleźć przez okno, tak więc...
Megan jako pierwsza przeskoczyła druciany płot. Ja byłam zaraz po niej. Zadziwia mnie jej wytrzymałość. Nogi ma całe w siniakach ale zapierdalać jak gazela i skakać to dziada potrafi? Skubana. Ok, pomijając to. Zniżyłam się nieco.
Nie szukałyśmy daleko. Jednak to co zastałyśmy minęło się całkowicie z naszymi oczekiwaniami. W sumie spodziewałam się bóg wie czego, a tym czasem po prostu zastałyśmy Logana i Ethana siedzących na trawie, jedynie ze związanymi rękami. Dziwne...
-coś wam się stało? - wyjęłam scyzoryk rozcinając taśmę.
-tak, jest w miarę ok, tylko tamci jakoś dziwnie się zachowują.
-dziwnie? Coś się stało?
-w sumie, to nie wiem. Kazali nam tu siedzieć i czekać a sami gdzieś poleźli.
-gdzieś, czyli gdzie?
-no... TAM.
Pociągnęłam za sobą Megan. Chłopcy rozłożyli ręce patrząc na nas z całkowitym niedowierzaniem.
-nie powiecie mi że pójdziecie tam sprawdzić, co się stało? - Logan zadrwił
-ciekawość mnie zżera - Megan uśmiechnęła się na jego pytanie.
Niezbyt byli zadowoleni, że idziemy zobaczyć co wyprawiają tamci, jednak poczłapali za nami. Zrobiłyśmy jeszcze spory kawałek drogi, zanim udało nam się dojść do celu. A było nim sześciu chłopaków, mniej więcej w jednym przedziale wiekowym i ''NASZA'' dwójka. Patrzyłam na nich ze zdziwieniem. Było widać między nimi ogromną różnicę. Ich sposób mówienia i ruchy zdradzały doprawdy wiele.
Co zdziwiło mnie najbardziej? Przy tamtej szóstce Harry z Justinem nie byli już tak odważni w działaniach jak przy nas. Wręcz przeciwnie. No, może jedynie Justin PRÓBOWAŁ stawiać mały opór, co mu ani trochę nie wychodziło. Harry natomiast kulił się za każdym razem, kiedy ktoś unosił ramię lub dłoń na wysokość jego twarzy. Zdziwienie rozrywało moją twarz, za każdym razem, kiedy widziałam, jak Justin pozwala na to by jeden z nich bił go po twarzy. Był to dla mnie zupełnie niespodziewany widok. Harry zachowywał się przy nich jak małe dziecko które szuka pomocy u dorosłych. Pozwalał na każdy cios wymierzony w jego ciało, co dla mnie było zupełnym szokiem.
Takie dwie alfy, Styles i Bieber, nagle stają się potulne i słuchają wszystkiego co się do nich mówi. Nie wiem, kim byli tamci ludzie, ale miałam wrażenie że mają nad nimi całkowitą kontrolę. Zaczynało mnie to nawet z lekka zastanawiać. Nie mogłam wręcz oderwać wzroku. Nawet nie wiem o czym rozmawiali, byłam zbyt skupiona na ich ruchach.
Poczułam że oczy za chwilę wypadną mi z orbit ze zdziwienia. Kłócili się. Chyba... o jakieś pieniądze, albo nie dotrzymane obietnice. Tak właściwie to z ich krzyków ciężko było wyłapać cokolwiek. Jednak usłyszałam urwaną końcówkę zdania którą jeden z mężczyzn usiłował zakończyć spotkanie.
-[...] jeśli nie oddacie tych pierdolonych długów to zapłacicie mi za to sto razy boleśniej, niż teraz wasi niewolnicy płacą wam za to że są niewinni. Mogę wam przysiądz że będzie kurewsko bolało a ratunku nie będzie. Daję wam 3 dni. Jeśli za 3 dni nie dostanę hajsu, to zrównam was z powierzchnią ziemi.
Ale sie porobilo. akcja nabiera tempa i zaczyna sie robic coraz to ciekawej. Harry i Justin juz nie tacy mocni. no to sie bedzie dzialo. 3 dni to wcale nie tak duzo. ciekawe co wykombinuja 2 cwaniaczki. czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuńGENIALNY <3
OdpowiedzUsuń