MEGAN'S POV
Harry dociskał łańcuch do mojej szyi. Czułam jak zimna stal niemal miażdży mi krtań. Był bez uczuć. Zimny i brutalny. Nigdy nie był delikatny. Nigdy nie prosił i nigdy nie przepraszał. Bił, krzyczał, rzucał, poniżał, wyzywał, szarpał. Taki właśnie był Styles. Chłopak, który zaraz mnie zabije...
Drzwi do piwnicy zatrzasnęły się a Harry domknął je kluczem po czym schował go do kieszeni. Łańcuch opadł a ja ledwo co brałam powietrze. Tlen wdzierał się do mojego gardła i boleśnie rozpierał płuca. Ból opanował mnie na kilka pierwszych chwil. Kiedy zdążyłam złapać oddech, zorientowałam się że Styles, stoi tuż nade mną. Podniosłam twarz w górę i moja skóra zetknęła się z jego kolanem. Uderzył mnie w nos.
Przewróciłam się na plecy. Zakręciło mi się w głowie. Harry do mnie podszedł i zaczął chłostać mnie po nogach łańcuchem. O mnie nie chłostał... on mnie katował. Krzyczałam, prosiłam, to tak cholernie bolało. Stal wbijała się w moją skórę i odbijała się. Czułam, że nie mam siły. Dlaczego on mi to robił? Czemu zawsze był dla mnie aż tak podły? Co ja mu zrobiłam?
Jego dłonie nieustannie unosiły w górę łańcuch, który zadawał mi dotkliwy ból. Czułam jak krew mi nie dopływa. Drętwiały mi nogi. Zdrętwiałam cała. Trzęsłam się bo ból mnie rozrywał od środka. Harry mnie nienawidził. Bił mnie bezlitośnie. Spojrzałam na jego twarz. Mokra od potu, brudna od własnej krwi, zmarszczone brwi i oczy w których widziałam złość. Był przerażający.
Dlaczego mnie bił? Czemu musiałam to znosić? Czy zasłużyłam na katusze? Jeśli tak, to co zawiniłam? Jestem niewinna. Płakałam. Bolała mnie skóra a może nawet kości. Ból opanował całe moje ciało. Krzyczałam przez łzy żeby przestał, ale on nie słuchał. Bił mocniej. W końcu porzuciłam nadzieję, i zapytałam odsuwając się od niego jak najdalej i patrząc mu prosto w oczy:
-za co ty mnie tak cholernie nienawidzisz?! Nie skrzywdziłam cię ani razu a ty zadajesz mi piekielny ból codziennie odkąd tu jestem! Co ja ci do jasnej cholery jestem winna?! - płakałam i krzyczałam. Chciałam wiedzieć za co mnie nienawidził.
Patrzył na mnie jego przeszywającym wzrokiem. Sądziłam że zaraz podejdzie i znowu zacznie mnie bić. Bałam się go. Niezależnie od tego co robił, bałam się. Wypuścił bezwładnie łańcuch z dłoni. Otworzył niezdarnie drzwi po czym wyszedł zamykając je za sobą na klucz. Byłam uwięziona. Uwięziona w bólu, piekielnym cierpieniu i cholernie zimnej piwnicy. Dziękuję Harry za twoją pierdoloną łaskawość...
VICTORIA'S POV
Nie wiem gdzie są chłopcy, nie wiem co z Loganem, a co gorsza, nie wiem co się stało z Megan? Kiedy Justin wyszedł z garażu, zaczął wrzeszczeć i kazał mi się wynosić na górę. Nie chciałam być bita więc poszłam. I tak oto siedzę tu. Sama w naszym pokoju. Jest mi tak cholernie źle. Skoro wszyscy doznali bólu fizycznego, to ja też powinnam. Martwię się. Minęło już tyle czasu a ja nadal nie widziałam nikogo z moich przyjaciół. Siedzę tu już trzecią godzinę. Odczuwam tortury psychiczne.
Siedząc bezczynnie na podłodze, usłyszałam głos Styles'a wołający z dołu.
-Victoria! - wstałam i gotowa na porażkę zbiegłam po schodach na dół. Czekał tam tylko Harry. Jego widok był przerażający.
-s-słucham?
-weź klucz i zajmij się nią - Harry wysunął w moją stronę klucze od piwnicy. Niemal wyrwałam mu je z dłoni i już miałam odejść ale...
-mogę ją zabrać z powrotem do pokoju...? - moje pytanie było najcichsze jak tylko można to sobie wyobrazić.
-nie.
-ale, tam jest zimno...
-powiedziałem nie! - nie wiem dlaczego był tak strasznie zły. Przeraził mnie dlatego cofnęłam się o krok i miałam ochotę się rozpłakać. Zauważył to i uspokoił ton głosu - nie. Ona ma tam zostać dopóki sam po nią nie przyjdę. A teraz idź do niej i się nią zajmij.
Odwróciłam się i pobiegłam do znienawidzonej części tego budynku. Do zimnej, prawie ciemnej piwnicy. Otworzyłam drzwi kluczem który wręczył mi Harry i nie wyjmując ich z zamka, wbiegłam do pokoju. W kącie, na podłodze leżała zwinięta Megan z nogami w odcieniu fioletu. Harry to pierdolona bestia!
-Meg, mała, wszystko w porządku? - położyłam się na ziemi kładąc twarz na przeciwko jej twarzy zalanej świeżymi łzami.
-nie, nie kurwa, nie jest w porządku. Jest źle, tak cholernie. - zamknęła oczy wzdychając. - Vickie, mogliśmy w tedy uciekać...
-teraz to nie ma znaczenia. Tak czy siak nie udało by się.
-uh... - podniosłam ją z podłogi, układając w pozycji siedzącej. - gdzie Logan i Ethan?
-nie mam pojęcia. Siedziałam 3 godziny w pokoju. Nie wiem gdzie oni są...
-co? Czemu tam siedziałaś?
-Justin mi kazał...
Siedziałyśmy w milczeniu długie minuty. W końcu przerwałam ten monolog ciągnięty przez ciszę.
-Harry mówił że mam się tobą zająć, potrzebujesz czegoś? - zapytałam chwytając jej rękę.
-nie, nie trzeba. Ból już mi przeszedł.
-zostaną ci siniaki...
-nic na to już teraz nie poradzę. Uh... wracaj, zanim ktoś jeszcze tobie zrobi krzywdę. - poczułam jak łzy cisną mi się do oczu.
-Megan, nie mogę znieść faktu że ciebie za każdym razem to wszystko tak cholernie boli...
-Vickie, kiedyś będzie inaczej, zobaczysz.
Przytuliłam ją do siebie. Jedyna osoba która mi została. Nie mam nikogo więcej. Cenię ją za to że jest ze mną, choć boli mnie że muszę patrzeć na okrucieństwa Harry'ego wobec niej.
Siedziałyśmy jeszcze przez chwilę z ciszy, kiedy zupełnie niespodziewanie w uchylonych drzwiach piwnicy, obie zobaczyłyśmy postać Justina. Ale... to nie wyglądało zwyczajnie. To było jak z amerykańskiego Horroru.
W uchylonych drzwiach, zobaczyłyśmy postać Justina, ubrudzonego czerwoną mazią i pyłem. Był jak nieprzytomny. Jego oczy utkwiły na mnie. Czułam dreszcze. Z jego dłoni, wystawał koniec kolczastego drutu z którego ociekały pojedyncze krople. Czy to... krew? ........ chłopcy....
-Victoria, wstań - powoli wstałam ale czułam jak stres ściska mnie od środka - a teraz idź przede mną. Musimy wyrównać parę rachunków.
Poczułam, że to może być mój koniec. Ostatni raz spojrzałam na Megan a potem na ociekający czymś drut. To co mnie czeka, nie będzie przyjazne...
wtorek, 25 lutego 2014
poniedziałek, 24 lutego 2014
Rozdział 4.
Patrzyłam na bezwładnie leżące ciało Harry'ego. Nie wiem czy było to ciało czy zwłoki, ale przeraził mnie ten widok bardziej niż widok Justina. Ethan nie odpowiedział mi na pytanie.
-wynosimy się stąd! - krzyknął Ethan ciągnąc Megan za rękę. W jednej chwili zapomniałam o tym co przed chwilą tu zaszło. Wybiegłam zaraz za nimi ciągnąć Logana za nadgarstek. Jednak Ethan zdołał mnie znów czymś negatywnie zadziwić.
Kiedy wszyscy wybiegliśmy na korytarz, on wrócił się. Zauważyłam że ciągle trzymał w dłoni resztkę butelki którą roztrzaskał na głowie Stylesa. Nie wiedziałam co dokładnie chce zrobić do momentu w którym nie wrócił się za drzwi. Wziął rozmach i cisnął roztrzaskanym szkłem w głowę nieprzytomnego Harry'ego.
Patrzyłam z przerażeniem na to jak Ethan rzucił w Stylesa szkłem. Trafił niefortunnie i szkło zamiast rozciąć skroń Harry'ego i go zabić, wbiło się w jego ramię i obojczyk. Tam też zostało. Nie mogłam patrzyć na to jak mój przyjaciel zadaje rany nieświadomemu człowiekowi. Owszem podłemu chujowi, ale nie mogę patrzyć na takie rzeczy.
-chodźcie, wynosimy się stąd zanim się wybudzą - powiedział Ethan wycierając o pościel ręce splamione mieszanką jego krwi i krwi Harry'ego. Wtuliłam twarz w ramię Logana. Nie chciałam widzieć tego wszystkiego.
-stary, to nie pomoże - Logan powiedział w stronę Ethana przecierając jedną ręką twarz.
-to co niby chcesz zrobić?
-zabić te gnidy - wystraszyłam się. Nie chcę żeby moi przyjaciele robili komuś krzywdę... - wsadźmy ich do jednego pokoju, oblejmy benzyną i podpalmy. Nikt się nawet nie dowie że coś tu zaszło.
Nienawidziłam Justina i Harry'ego, za to jacy podli byli dla nas. Nienawidziłam na nich patrzeć, słyszeć i głosu i czuć ich dotyku. Ale nie chciałam aby chłopcy ich ukarali za to śmiercią. Na dodatek śmiercią poprzez podpalenie. Ogień zabiłby ich żywcem. A ja nie chcę niczyjego cierpienia. Po prostu wolę, żeby karą dla nich było cierpienie cielesne ale nie śmierć. Chcę żeby było to cierpienie spowodowane odwetem. Chcę żeby role się zamieniły. Żebyśmy MY górowali nad nimi i mogli im wymierzać kolejne surowe baty. Ale nie śmierć.
-zostawmy ich i wynośmy się - powiedziała Megan. Ona chyba myślała tak samo jak ja. Śmierć byłaby z jednej strony zbyt okrutna, ale z drugiej strony byłaby zbyt szybkim bólem. A ja chcę widzieć powolne cierpienia. Takie, jakich musiałam doświadczać dzień w dzień od ponad 3 tygodni. Nie chcę ich śmierci.
Wybiegliśmy do garażu. Tam stał zaparkowany Mercedes Justina a w nim kluczyki. Justin nigdy ich nie wyjmował. Dotarło do mnie, że mam szansę na ucieczkę. Po prostu, uznałam że jeśli teraz nie ucieknę, to nie ucieknę już nigdy. Cholernie chciałam wrócić do domu i zobaczyć rodzinę. Nie chciałam spędzać kolejnej nocy w koszmarnej piwnicy lub być bitą.
Ale bałam się, że jeśli ucieknę a ktoś nas złapie, to znowu przydzieli nam nowego właściciela. Może rozdzielić mnie z Meg i chłopcami albo zabić. A nie chcę tego. Chciałam wrócić. Ale wiedziałam że bez pomocy profesjonalisty, nie wrócę do domu.
-słuchajcie... to nie ma sensu - oparłam się o maskę samochodu.
Patrzyli na mnie jak na ducha, ale zapewne rozumieli, dlaczego tak powiedziałam. Oni wiedzieli że ja zawsze myślę ''do przodu''. Martwiłam się i tyle.
-chcesz wrócić? Tam na górę?
-a mam inny wybór?
-może jeszcze powiesz że będziesz się opiekować tamtymi paskudami? - Ethan prychnął śmiechem.
-Ethan, to nie jest zabawne, Vickie ma rację - Megan pouczyła go ale on nadal upierał się przy swoim.
-dziewczyny, czy wy na serio chcecie teraz tam iść i im pomagać?
-nie, żadna z nas tego nie chce, ale bez pomocy kogoś doświadczonego nie uda nam się wrócić, tak czy siak.
Wiedziałam że ucieczka w tym momencie będzie gorszą porażką, niż zostanie tu i przeczekanie wszystkiego z cierpliwością. Bałam się bólu, ran, cierpienia, krzyku i tego że nikt nie mógł mi pomóc. Ale wiedziałam że jeśli od tego ucieknę, mogę tego pożałować 3 razy mocniej niż obecnie.
Staliśmy gapiąc się jeden na drugiego jak idioci. Każdy miał w głowie co innego. Jednak paraliż ogarnął nas wszystkich. Na raz. W kilka sekund. Kiedy staliśmy w głuchej ciszy, rozległ się stukot czyichś kroków. Buty stukały o powierzchnię schodów. Moje serce drżało. Chciało mi wyjść gardłem. Chwyciłam Megan za rękę i z przerażeniem patrzyłam na zgrzypiące drewniane schody.
Najbardziej przeraził mnie moment w którym ujrzałam buty owego człowieka. Fioletowe Vansy. Już wiedziałam że to Justin. Czekałam jedynie aż zejdzie i nas wszystkich po kolei wychłosta. Czułam że tak będzie. Tak cholernie mocno. Serce mi chciało rozerwać pierś od środka a ręce drżały. Schodził powoli. Z każdą sekundą czułam, jak bardzo moje życie się przeciąga.
Kiedy w końcu zszedł popatrzył na nas najzimniejszym wzrokiem, jaki tylko umiał zrobić. Nigdy tak na nas nie patrzył. Nigdy. Widziałam go w takim stanie po raz pierwszy. Trzymał dłonie w kieszeniach. Sekundy się wlekły. Patrzyłam w jego oczy które mierzyły chłopców. Całe szczęście, że nie mnie.
Niemal upadłam plecami na maskę samochodu kiedy Justin bez żadnej zapowiedzi wyjął pistolet i strzelił Loganowi prosto w nogę. Czułam jak zimno rozlewa się po moim ciele.
-Logan! - upadłam na kolana tuż obok chłopaka. Krwawiło mu udo. Nie wiem czy przestrzelił mu nogę na wylot czy kula go jedynie drasnęła, ale należało to opatrzyć. - coś ty mu zrobił ?!
-na górę - Justin zimnym głosem wypowiedział w moją i Megan stronę jedynie 2 słowa, które mnie wbiły w podłogę.
-nigdzie się bez niego nie ruszę - objęłam Logana na szyję trzymając go w pozycji siedzącej.
-powiedziałem, kurwa na górę !!! - rozwścieczony Justin wyszarpnął mnie za ramię. Zaczęłam krzyczeć ale nie skutkowało. W końcu nie dałam rady i zrozpaczona tym, że on mnie nie słucha, uderzyłam go w twarz.
-pożałujesz tego dziwko - wysyczał przez zęby, chciał wyszarpać mnie za włosy. Odwróciłam się w stronę Megan przytulając ją. Bałam się konsekwencji.
Kazał nam iść na górę, a sam zamknął za nami drzwi. Chłopcy, zostali bezbronni na dole. Przypomniało mi się że na górze jest również Harry który może już... żyje. Bałam się ruszyć z miejsca. Nie słyszałam nikogo. Odwróciłam się i wraz z Megan gapiłam się na drzwi zza których słyszałam krzyk i płacz. Brak strzałów. Nie wiem co robił im Justin ale się bałam.
Prąd przeszedł przez moje ciało, kiedy bezszelestnie pojawił się koło nas Harry. Nie był zwykłym Harry'm. Zaciskał łańcuch na szyi Megan, która nawet go nie słyszała za sobą. Dociskał go i ją dusił. Miał na twarzy i ramieniu krew. Megan zajęczała z bólu. Chciałam jej jakoś pomóc ale Harry stanowczo mi tego zakazał
-zrób tylko jeden krok do przodu a ją uduszę żywcem !!! - krzyknął wściekły Styles. Zaczęłam płakać kiedy widziałam jak dusił ją na moich oczach i ciągnął do piwnicy. Wiedziałam co się tam stanie. Ale nie chciałam żeby ją udusił dlatego byłam zmuszona stać w miejscu. Płakałam, słyszałam płacz Logana, krzyk Ethana którego katował własnymi rękami Justin, widziałam wściekłego Stylesa i wystraszoną Megan. Co ja miałam zrobić... ?
-wynosimy się stąd! - krzyknął Ethan ciągnąc Megan za rękę. W jednej chwili zapomniałam o tym co przed chwilą tu zaszło. Wybiegłam zaraz za nimi ciągnąć Logana za nadgarstek. Jednak Ethan zdołał mnie znów czymś negatywnie zadziwić.
Kiedy wszyscy wybiegliśmy na korytarz, on wrócił się. Zauważyłam że ciągle trzymał w dłoni resztkę butelki którą roztrzaskał na głowie Stylesa. Nie wiedziałam co dokładnie chce zrobić do momentu w którym nie wrócił się za drzwi. Wziął rozmach i cisnął roztrzaskanym szkłem w głowę nieprzytomnego Harry'ego.
Patrzyłam z przerażeniem na to jak Ethan rzucił w Stylesa szkłem. Trafił niefortunnie i szkło zamiast rozciąć skroń Harry'ego i go zabić, wbiło się w jego ramię i obojczyk. Tam też zostało. Nie mogłam patrzyć na to jak mój przyjaciel zadaje rany nieświadomemu człowiekowi. Owszem podłemu chujowi, ale nie mogę patrzyć na takie rzeczy.
-chodźcie, wynosimy się stąd zanim się wybudzą - powiedział Ethan wycierając o pościel ręce splamione mieszanką jego krwi i krwi Harry'ego. Wtuliłam twarz w ramię Logana. Nie chciałam widzieć tego wszystkiego.
-stary, to nie pomoże - Logan powiedział w stronę Ethana przecierając jedną ręką twarz.
-to co niby chcesz zrobić?
-zabić te gnidy - wystraszyłam się. Nie chcę żeby moi przyjaciele robili komuś krzywdę... - wsadźmy ich do jednego pokoju, oblejmy benzyną i podpalmy. Nikt się nawet nie dowie że coś tu zaszło.
Nienawidziłam Justina i Harry'ego, za to jacy podli byli dla nas. Nienawidziłam na nich patrzeć, słyszeć i głosu i czuć ich dotyku. Ale nie chciałam aby chłopcy ich ukarali za to śmiercią. Na dodatek śmiercią poprzez podpalenie. Ogień zabiłby ich żywcem. A ja nie chcę niczyjego cierpienia. Po prostu wolę, żeby karą dla nich było cierpienie cielesne ale nie śmierć. Chcę żeby było to cierpienie spowodowane odwetem. Chcę żeby role się zamieniły. Żebyśmy MY górowali nad nimi i mogli im wymierzać kolejne surowe baty. Ale nie śmierć.
-zostawmy ich i wynośmy się - powiedziała Megan. Ona chyba myślała tak samo jak ja. Śmierć byłaby z jednej strony zbyt okrutna, ale z drugiej strony byłaby zbyt szybkim bólem. A ja chcę widzieć powolne cierpienia. Takie, jakich musiałam doświadczać dzień w dzień od ponad 3 tygodni. Nie chcę ich śmierci.
Wybiegliśmy do garażu. Tam stał zaparkowany Mercedes Justina a w nim kluczyki. Justin nigdy ich nie wyjmował. Dotarło do mnie, że mam szansę na ucieczkę. Po prostu, uznałam że jeśli teraz nie ucieknę, to nie ucieknę już nigdy. Cholernie chciałam wrócić do domu i zobaczyć rodzinę. Nie chciałam spędzać kolejnej nocy w koszmarnej piwnicy lub być bitą.
Ale bałam się, że jeśli ucieknę a ktoś nas złapie, to znowu przydzieli nam nowego właściciela. Może rozdzielić mnie z Meg i chłopcami albo zabić. A nie chcę tego. Chciałam wrócić. Ale wiedziałam że bez pomocy profesjonalisty, nie wrócę do domu.
-słuchajcie... to nie ma sensu - oparłam się o maskę samochodu.
Patrzyli na mnie jak na ducha, ale zapewne rozumieli, dlaczego tak powiedziałam. Oni wiedzieli że ja zawsze myślę ''do przodu''. Martwiłam się i tyle.
-chcesz wrócić? Tam na górę?
-a mam inny wybór?
-może jeszcze powiesz że będziesz się opiekować tamtymi paskudami? - Ethan prychnął śmiechem.
-Ethan, to nie jest zabawne, Vickie ma rację - Megan pouczyła go ale on nadal upierał się przy swoim.
-dziewczyny, czy wy na serio chcecie teraz tam iść i im pomagać?
-nie, żadna z nas tego nie chce, ale bez pomocy kogoś doświadczonego nie uda nam się wrócić, tak czy siak.
Wiedziałam że ucieczka w tym momencie będzie gorszą porażką, niż zostanie tu i przeczekanie wszystkiego z cierpliwością. Bałam się bólu, ran, cierpienia, krzyku i tego że nikt nie mógł mi pomóc. Ale wiedziałam że jeśli od tego ucieknę, mogę tego pożałować 3 razy mocniej niż obecnie.
Staliśmy gapiąc się jeden na drugiego jak idioci. Każdy miał w głowie co innego. Jednak paraliż ogarnął nas wszystkich. Na raz. W kilka sekund. Kiedy staliśmy w głuchej ciszy, rozległ się stukot czyichś kroków. Buty stukały o powierzchnię schodów. Moje serce drżało. Chciało mi wyjść gardłem. Chwyciłam Megan za rękę i z przerażeniem patrzyłam na zgrzypiące drewniane schody.
Najbardziej przeraził mnie moment w którym ujrzałam buty owego człowieka. Fioletowe Vansy. Już wiedziałam że to Justin. Czekałam jedynie aż zejdzie i nas wszystkich po kolei wychłosta. Czułam że tak będzie. Tak cholernie mocno. Serce mi chciało rozerwać pierś od środka a ręce drżały. Schodził powoli. Z każdą sekundą czułam, jak bardzo moje życie się przeciąga.
Kiedy w końcu zszedł popatrzył na nas najzimniejszym wzrokiem, jaki tylko umiał zrobić. Nigdy tak na nas nie patrzył. Nigdy. Widziałam go w takim stanie po raz pierwszy. Trzymał dłonie w kieszeniach. Sekundy się wlekły. Patrzyłam w jego oczy które mierzyły chłopców. Całe szczęście, że nie mnie.
Niemal upadłam plecami na maskę samochodu kiedy Justin bez żadnej zapowiedzi wyjął pistolet i strzelił Loganowi prosto w nogę. Czułam jak zimno rozlewa się po moim ciele.
-Logan! - upadłam na kolana tuż obok chłopaka. Krwawiło mu udo. Nie wiem czy przestrzelił mu nogę na wylot czy kula go jedynie drasnęła, ale należało to opatrzyć. - coś ty mu zrobił ?!
-na górę - Justin zimnym głosem wypowiedział w moją i Megan stronę jedynie 2 słowa, które mnie wbiły w podłogę.
-nigdzie się bez niego nie ruszę - objęłam Logana na szyję trzymając go w pozycji siedzącej.
-powiedziałem, kurwa na górę !!! - rozwścieczony Justin wyszarpnął mnie za ramię. Zaczęłam krzyczeć ale nie skutkowało. W końcu nie dałam rady i zrozpaczona tym, że on mnie nie słucha, uderzyłam go w twarz.
-pożałujesz tego dziwko - wysyczał przez zęby, chciał wyszarpać mnie za włosy. Odwróciłam się w stronę Megan przytulając ją. Bałam się konsekwencji.
Kazał nam iść na górę, a sam zamknął za nami drzwi. Chłopcy, zostali bezbronni na dole. Przypomniało mi się że na górze jest również Harry który może już... żyje. Bałam się ruszyć z miejsca. Nie słyszałam nikogo. Odwróciłam się i wraz z Megan gapiłam się na drzwi zza których słyszałam krzyk i płacz. Brak strzałów. Nie wiem co robił im Justin ale się bałam.
Prąd przeszedł przez moje ciało, kiedy bezszelestnie pojawił się koło nas Harry. Nie był zwykłym Harry'm. Zaciskał łańcuch na szyi Megan, która nawet go nie słyszała za sobą. Dociskał go i ją dusił. Miał na twarzy i ramieniu krew. Megan zajęczała z bólu. Chciałam jej jakoś pomóc ale Harry stanowczo mi tego zakazał
-zrób tylko jeden krok do przodu a ją uduszę żywcem !!! - krzyknął wściekły Styles. Zaczęłam płakać kiedy widziałam jak dusił ją na moich oczach i ciągnął do piwnicy. Wiedziałam co się tam stanie. Ale nie chciałam żeby ją udusił dlatego byłam zmuszona stać w miejscu. Płakałam, słyszałam płacz Logana, krzyk Ethana którego katował własnymi rękami Justin, widziałam wściekłego Stylesa i wystraszoną Megan. Co ja miałam zrobić... ?
niedziela, 23 lutego 2014
Rozdział 3.
Wstałam praktycznie nieprzytomna. Cholernie bolała mnie noga, skóra na brzuchu i głowa. Czułam się doprawdy paskudnie. Jednak najbardziej dokuczliwy okazał się ból w nodze. Paraliżował mnie za każdym razem, kiedy próbowałam nią zbyt gwałtownie poruszyć. Cóż. Chyba muszę pogodzić się z losem...
Podniosłam głowę do góry. Spojrzałam na wiszący zegar. Było wczas rano. Idealna pora na wstanie i zrobienie śniadania dla Księżniczek. Chryste... Czy my na prawdę zasłużyliśmy na bycie tutaj? No nie. A czemu tu jesteśmy? W sumie, chyba nikt tego nie wie...
Przypomniało mi się, to co działo się wczoraj wieczorem. Nie zważając na ból w nodze, odwróciłam się w tempie światła, żeby sprawdzić co z Megan. Sama nawet nie wiem, jakie ogarnęło mnie uczucie, kiedy zobaczyłam że już nie śpi. Po prostu czułam się najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Leżała, bo była obolała, ale sam fakt tego że patrzyła na mnie jej wielkimi oczami i uśmiechała się odsłaniając rząd białych zębów, sprawił że niemal zturlałam się z łóżka.
-Meg! - podeszłam do krawędzi jej łóżka kładąc twarz na materacu. - martwiłam się o ciebie...
-niepotrzebnie. Przecież wiesz że prędzej czy później bym wstała. - uszczypnęła mnie żartobliwie w policzek.
-Megan...
-dobrze, już dobrze. - podniosłam się oplatając ostrożnie jej szyję ramionami. Cieszyłam się, że mimo tego, jak bardzo Harry ją skatował - uśmiecha się. Jestem farciarą, bo mam przy sobie kogoś, kto nie boi się przeciwności losu. Megan to czysty przykład wiecznego optymisty.
-boli cię coś? - zapytałam powracając na podłogę.
-plecy... Harry był dla mnie... no... trochę za mocny.
-bardzo cię to boli?
-boli. Ale jestem w stanie normalnie funkcjonować. To tylko... mały ból. Dam sobie rady.
-nie wstawaj z łóżka.
-ale ja muszę do łazienki...
-pomogę ci.
-chyba sobie ze mnie żartujesz?! - zaśmiała się szturchając mnie ręką. Podniosła się o własnych siłach i usiadła na łóżku. Widziałam w jej ruchach wszechobecny ból, ale starała się to ukryć tak bardzo, jak było to możliwe.
Cóż. Dopiero teraz, widać jak bardzo Styles ją wczoraj wychłostał. Wszędzie fioletowe rysy. Nie rozumiem. Za co oni nas tak cholernie nienawidzą?
-Vickie? Gdzie jest Megan? - zapytał Ethan otwierając oczy.
-poszła do łazienki.
-to ona nie śpi?! - podskoczył na łóżku niemal z niego spadając.
-uspokój się głupku - zaśmiałam się - nie, nie śpi już.
-Logan! - zaczął szturchać Logana, który po usłyszeniu ''Megan nie śpi'' również zszedł z łóżka.
Siedzieliśmy i czekaliśmy aż wyjdzie. A kiedy to nastało, obaj rzucili się na nią z taką euforią, jakby jakiś nowy ląd odkryli.
* * *
Justin zlecił, abyśmy tylko my dwie, zajęły się kuchnią. Chłopcom rozkazał, aby sprzątali w pokoju obok. Uznał, że skoro Megan nie śpi, chodzi, mówi i robi podstawowe rzeczy bez problemu, to może ''śmiało'' zająć się sprzątaniem domu. Boże, obym kiedyś trafiła do więzienia... za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem! Dokonanego na osobniku zwanym Bieber. Justin Bieber. Tak, kiedyś. Oby.
Byłam zmuszona do wycierania kuchenki usmarowanej sosem z wczorajszego obiadu. Megan na szczęście dostała inną robotę. Chociaż... nie wiem czy stanie przy zmywaku i trzymanie rąk w brudnej wodzie jest lepszym zajęciem...
Justin nieustannie się koło nas kręcił, a Stylesa nigdzie nie było. To było dość dziwne i podejrzane za razem. Dziwnie się czułam, ze świadomością że Justin się kręcił wokół. Czułam się z lekka osaczona. Ale to jeszcze nic!
Justin, albo nie... Bieber, był na tyle bezczelny aby po tym co mi wczoraj zrobił, podejść do mnie i zacząć mnie dotykać. Chciałam od niego odskoczyć albo mu przywalić i uciec. Wiem że potem bym znowu tego żałowała ale chciałam uciec od jego dotyku jak najdalej. Dotyku, który nigdy nie dawał mi przyjemności. Dotyku który nigdy nie dawał mi poczucia bezpieczeństwa. Był to dotyk, który niósł zniewagę dla mojego ciała a czasem też ból. Tak jak teraz. Kiedy nie zważał na moje łzy. Kiedy dociskał mnie do blatu i drażnił bolesne rozcięcie na nodze. Rana się nie zagoiła. Będzie piękna blizna...
-Justin, proszę nie rób jej krzywdy... - głos Megan drżał. Justin wiedział, że ona nie odważy się do niego podejść. Wykorzystał jej strach, przed Harrym i boleśnie wbijał palce w moją ranę. Niesamowicie mnie to bolało. Płakałam ale nie mogłam się ruszyć z miejsca bo Bieber uniemożliwił mi ucieczkę.
-co my tu mamy? Jedno niewiniątko się znalazło? - poprzez zamęt w głowie i rozlewający się po moim ciele ból, przedzierał się głos Harry'ego. Tego bezczelnego, pustego chłopaka który wczoraj zrobił z siebie kata.
Podszedł do Megan, którą sparaliżowało. Stała w bezruchu z zamkniętymi oczami. Docisnął do jej pleców swoje ciało. Chciałam odepchnąć od siebie Biebera, oderwać Stylesa od Megan i po prostu uciec. Ale nie mogłam. Każdy mój ruch powodował ból.
-nie uważasz że twoje miejsce nie jest przy zmywaku? - Harry zapytał swoim ochrypłym głosem. Zdziwiło mnie to pytanie. Nie powinnam była słuchać tego co on pierdolił ale chciałam zając umysł czymkolwiek, byleby nie czuć bólu.
-o-owszem, uważam.
-więc, może lepiej będzie, jeśli będziesz grzeczna i zamiast rozkładać ręce przy zmywaku, rozłożysz nogi w mojej sypialni?
Nie sądziłam że po tym jak Harry potraktował Meg, ona będzie miała w sobie odwagę. Ale się myliłam. Odwróciła się w błyskawicznym tempie i uderzyła Stylesa w twarz krzycząc mu prosto w oczy:
-ty zasrany fiucie! Czy tobie na serio się wydaje że ja jestem taka łatwa?! Bo jeśli tak myślisz, to się kurwa cholernie mylisz!!!
Harry'ego sparaliżowało przez pierwsze parę sekund. Nie sądził że taka sytuacja może nastąpić. Uderzył ją w twarz po czym zaczął ciągnąć za włosy w stronę jego sypialni. Nie mogłam na to pozwolić.
Wiedziałam, że zaboli mnie to, co zaraz zrobię, ale musiałam. Wyrwałam się z uścisku Justina. Zaczęłam przed nim uciekać. Chciałam dogonić Stylesa i Meg, którą siłą ciągnął do jego sypialni. Justin dogonił mnie na korytarzu. Docisnął do ściany, podniósł moją obolałą nogę i oparł ją na swoim biodrze. Tak cholernie nielubiałam jego dotyku!
-ty też chcesz się ze mną pobawić? Tak? Dobrze. - wysyczał, usiłując włożyć dłoń pod moją bluzkę.
-dotknij mnie a dowiesz się co to znaczy ''oberwać od dziewczyny w krok'' ! - Justin patrzył na mnie z pogardą po czym szarpnął za moje włosy rzucając moim ciałem w stronę podłogi. Upadłam z hukiem. Docisnął mnie kolanem do podłogi.
Słyszałam jak wyciąga pasek ze spodni. Zaczęłam się w myślach modlić, żeby nie zrobił ze mną tego, co Harry zrobił z Megan. Krzyczałam ile sił miałam w płucach. Justin położył swoją wielką dłoń na mojej głowie dociskając mnie do zimnej podłogi. Wiedziałam jak to się skończy...
Jednak usłyszałam dziwny dźwięk a potem coś ostrego musnęło moją skórę na ramionach. Leżałam dociskana przez Justina do podłogi, potem usłyszałam ten dźwięk, jego uścisk się poluzował a chwilę później zobaczyłam jak ciało Justina opada na podłogę bezwładnie leżąc. Podniosłam się do góry. Zobaczyłam drobne krople na dywanie, Justina leżącego na podłodze, z którego czoła lała się delikatna smuga krwi i Logana stojącego z rozbitą butelką w dłoni. Boże... on uderzył go w głowę szkłem...
-spokojnie mała, już dobrze. - Logan podniósł mnie z podłogi otulając ramionami.
-Logan, co ty mu zrobiłeś?
-spokojnie, wybudzi się. Nie zabiłem go.
-a co z Harrym i Megan?
-no.. nie wiem czy Ethan był dla Harry'ego tak łaskawy jak ja byłem łaskawy dla Biebera.
Chwyciłam Logana za rękę odbiegając od Justina który lada chwila mógł się obudzić i pobiegliśmy za resztą. Znaleźliśmy ich w sypialni Stylesa. Megan była przytulona do Ethana a Harry leżał na łóżku z odłamkami szkła w koło i krwią na białej pościeli.
-zabiłeś go? - zapytałam drżącym głosem patrząc na zapłakaną Megan a potem na Harry'ego z którego czoła lała się krew.
Podniosłam głowę do góry. Spojrzałam na wiszący zegar. Było wczas rano. Idealna pora na wstanie i zrobienie śniadania dla Księżniczek. Chryste... Czy my na prawdę zasłużyliśmy na bycie tutaj? No nie. A czemu tu jesteśmy? W sumie, chyba nikt tego nie wie...
Przypomniało mi się, to co działo się wczoraj wieczorem. Nie zważając na ból w nodze, odwróciłam się w tempie światła, żeby sprawdzić co z Megan. Sama nawet nie wiem, jakie ogarnęło mnie uczucie, kiedy zobaczyłam że już nie śpi. Po prostu czułam się najszczęśliwszą osobą pod słońcem. Leżała, bo była obolała, ale sam fakt tego że patrzyła na mnie jej wielkimi oczami i uśmiechała się odsłaniając rząd białych zębów, sprawił że niemal zturlałam się z łóżka.
-Meg! - podeszłam do krawędzi jej łóżka kładąc twarz na materacu. - martwiłam się o ciebie...
-niepotrzebnie. Przecież wiesz że prędzej czy później bym wstała. - uszczypnęła mnie żartobliwie w policzek.
-Megan...
-dobrze, już dobrze. - podniosłam się oplatając ostrożnie jej szyję ramionami. Cieszyłam się, że mimo tego, jak bardzo Harry ją skatował - uśmiecha się. Jestem farciarą, bo mam przy sobie kogoś, kto nie boi się przeciwności losu. Megan to czysty przykład wiecznego optymisty.
-boli cię coś? - zapytałam powracając na podłogę.
-plecy... Harry był dla mnie... no... trochę za mocny.
-bardzo cię to boli?
-boli. Ale jestem w stanie normalnie funkcjonować. To tylko... mały ból. Dam sobie rady.
-nie wstawaj z łóżka.
-ale ja muszę do łazienki...
-pomogę ci.
-chyba sobie ze mnie żartujesz?! - zaśmiała się szturchając mnie ręką. Podniosła się o własnych siłach i usiadła na łóżku. Widziałam w jej ruchach wszechobecny ból, ale starała się to ukryć tak bardzo, jak było to możliwe.
Cóż. Dopiero teraz, widać jak bardzo Styles ją wczoraj wychłostał. Wszędzie fioletowe rysy. Nie rozumiem. Za co oni nas tak cholernie nienawidzą?
-Vickie? Gdzie jest Megan? - zapytał Ethan otwierając oczy.
-poszła do łazienki.
-to ona nie śpi?! - podskoczył na łóżku niemal z niego spadając.
-uspokój się głupku - zaśmiałam się - nie, nie śpi już.
-Logan! - zaczął szturchać Logana, który po usłyszeniu ''Megan nie śpi'' również zszedł z łóżka.
Siedzieliśmy i czekaliśmy aż wyjdzie. A kiedy to nastało, obaj rzucili się na nią z taką euforią, jakby jakiś nowy ląd odkryli.
* * *
Justin zlecił, abyśmy tylko my dwie, zajęły się kuchnią. Chłopcom rozkazał, aby sprzątali w pokoju obok. Uznał, że skoro Megan nie śpi, chodzi, mówi i robi podstawowe rzeczy bez problemu, to może ''śmiało'' zająć się sprzątaniem domu. Boże, obym kiedyś trafiła do więzienia... za zabójstwo ze szczególnym okrucieństwem! Dokonanego na osobniku zwanym Bieber. Justin Bieber. Tak, kiedyś. Oby.
Byłam zmuszona do wycierania kuchenki usmarowanej sosem z wczorajszego obiadu. Megan na szczęście dostała inną robotę. Chociaż... nie wiem czy stanie przy zmywaku i trzymanie rąk w brudnej wodzie jest lepszym zajęciem...
Justin nieustannie się koło nas kręcił, a Stylesa nigdzie nie było. To było dość dziwne i podejrzane za razem. Dziwnie się czułam, ze świadomością że Justin się kręcił wokół. Czułam się z lekka osaczona. Ale to jeszcze nic!
Justin, albo nie... Bieber, był na tyle bezczelny aby po tym co mi wczoraj zrobił, podejść do mnie i zacząć mnie dotykać. Chciałam od niego odskoczyć albo mu przywalić i uciec. Wiem że potem bym znowu tego żałowała ale chciałam uciec od jego dotyku jak najdalej. Dotyku, który nigdy nie dawał mi przyjemności. Dotyku który nigdy nie dawał mi poczucia bezpieczeństwa. Był to dotyk, który niósł zniewagę dla mojego ciała a czasem też ból. Tak jak teraz. Kiedy nie zważał na moje łzy. Kiedy dociskał mnie do blatu i drażnił bolesne rozcięcie na nodze. Rana się nie zagoiła. Będzie piękna blizna...
-Justin, proszę nie rób jej krzywdy... - głos Megan drżał. Justin wiedział, że ona nie odważy się do niego podejść. Wykorzystał jej strach, przed Harrym i boleśnie wbijał palce w moją ranę. Niesamowicie mnie to bolało. Płakałam ale nie mogłam się ruszyć z miejsca bo Bieber uniemożliwił mi ucieczkę.
-co my tu mamy? Jedno niewiniątko się znalazło? - poprzez zamęt w głowie i rozlewający się po moim ciele ból, przedzierał się głos Harry'ego. Tego bezczelnego, pustego chłopaka który wczoraj zrobił z siebie kata.
Podszedł do Megan, którą sparaliżowało. Stała w bezruchu z zamkniętymi oczami. Docisnął do jej pleców swoje ciało. Chciałam odepchnąć od siebie Biebera, oderwać Stylesa od Megan i po prostu uciec. Ale nie mogłam. Każdy mój ruch powodował ból.
-nie uważasz że twoje miejsce nie jest przy zmywaku? - Harry zapytał swoim ochrypłym głosem. Zdziwiło mnie to pytanie. Nie powinnam była słuchać tego co on pierdolił ale chciałam zając umysł czymkolwiek, byleby nie czuć bólu.
-o-owszem, uważam.
-więc, może lepiej będzie, jeśli będziesz grzeczna i zamiast rozkładać ręce przy zmywaku, rozłożysz nogi w mojej sypialni?
Nie sądziłam że po tym jak Harry potraktował Meg, ona będzie miała w sobie odwagę. Ale się myliłam. Odwróciła się w błyskawicznym tempie i uderzyła Stylesa w twarz krzycząc mu prosto w oczy:
-ty zasrany fiucie! Czy tobie na serio się wydaje że ja jestem taka łatwa?! Bo jeśli tak myślisz, to się kurwa cholernie mylisz!!!
Harry'ego sparaliżowało przez pierwsze parę sekund. Nie sądził że taka sytuacja może nastąpić. Uderzył ją w twarz po czym zaczął ciągnąć za włosy w stronę jego sypialni. Nie mogłam na to pozwolić.
Wiedziałam, że zaboli mnie to, co zaraz zrobię, ale musiałam. Wyrwałam się z uścisku Justina. Zaczęłam przed nim uciekać. Chciałam dogonić Stylesa i Meg, którą siłą ciągnął do jego sypialni. Justin dogonił mnie na korytarzu. Docisnął do ściany, podniósł moją obolałą nogę i oparł ją na swoim biodrze. Tak cholernie nielubiałam jego dotyku!
-ty też chcesz się ze mną pobawić? Tak? Dobrze. - wysyczał, usiłując włożyć dłoń pod moją bluzkę.
-dotknij mnie a dowiesz się co to znaczy ''oberwać od dziewczyny w krok'' ! - Justin patrzył na mnie z pogardą po czym szarpnął za moje włosy rzucając moim ciałem w stronę podłogi. Upadłam z hukiem. Docisnął mnie kolanem do podłogi.
Słyszałam jak wyciąga pasek ze spodni. Zaczęłam się w myślach modlić, żeby nie zrobił ze mną tego, co Harry zrobił z Megan. Krzyczałam ile sił miałam w płucach. Justin położył swoją wielką dłoń na mojej głowie dociskając mnie do zimnej podłogi. Wiedziałam jak to się skończy...
Jednak usłyszałam dziwny dźwięk a potem coś ostrego musnęło moją skórę na ramionach. Leżałam dociskana przez Justina do podłogi, potem usłyszałam ten dźwięk, jego uścisk się poluzował a chwilę później zobaczyłam jak ciało Justina opada na podłogę bezwładnie leżąc. Podniosłam się do góry. Zobaczyłam drobne krople na dywanie, Justina leżącego na podłodze, z którego czoła lała się delikatna smuga krwi i Logana stojącego z rozbitą butelką w dłoni. Boże... on uderzył go w głowę szkłem...
-spokojnie mała, już dobrze. - Logan podniósł mnie z podłogi otulając ramionami.
-Logan, co ty mu zrobiłeś?
-spokojnie, wybudzi się. Nie zabiłem go.
-a co z Harrym i Megan?
-no.. nie wiem czy Ethan był dla Harry'ego tak łaskawy jak ja byłem łaskawy dla Biebera.
Chwyciłam Logana za rękę odbiegając od Justina który lada chwila mógł się obudzić i pobiegliśmy za resztą. Znaleźliśmy ich w sypialni Stylesa. Megan była przytulona do Ethana a Harry leżał na łóżku z odłamkami szkła w koło i krwią na białej pościeli.
-zabiłeś go? - zapytałam drżącym głosem patrząc na zapłakaną Megan a potem na Harry'ego z którego czoła lała się krew.
poniedziałek, 17 lutego 2014
Rozdział 2.
Moim przelotnym marzeniem było posiadanie nadludzkiej siły, żeby móc się wyrwać ze zgniatającego uścisku Justina, uderzyć go w twarz tak mocno żeby miał siniaka w kształcie mojej dłoni i żebym mogła nim rzucić o ścianę a potem dociskać do niej tak mocno, aż Harry zaczął by mnie prosić żebym go nie zmiażdżyła. Co ja bym dała za taką siłę... Ale co mogłam zrobić na tamtą chwilę? Jedynie stać, patrzeć, krzyczeć i marnować kolejne strumienie łez. Nie bolało mnie to, co się działo ze mną, ale to że Harry krzywdził moją przyjaciółkę. Czułam się jakbym była w koszmarze. Śnie, z którego nie mogłam się obudzić. Ten koszmar był inny. Wylewałam w nim łzy, które były prawdziwe. Bolały mnie oczy, głowa, nos i policzki od płaczu i krzyku. To przykre, widzieć jak ktoś katuje drugą osobę która w prawdzie nie zawiniła zupełnie niczym. Zupełnie. Chciałabym żeby właśnie teraz byli tu chłopcy. Chociaż, oni w sumie też się ich boją. Nie wiem dlaczego... To jakaś chora patologia. Nie wiem w jakich oni się wychowali rodzinach, ale wyrośli na zimnokrwiste bestie.
Justin wyjął dłoń spod mojej bluzki, wbił paznokcie w policzki, skierował moją twarz w dół i zmusił, żebym widziała moment w którym Harry bije Megan sprzączką od paska po plecach. Nie mogłam na to patrzeć. Zamknęłam oczy i starałam się nie czuć bólu który przeszywał mnie jak dreszcze. To zbyt bolesne doznanie żeby dało się opisać słowami. Jednak w tedy odczuwałam ból psychiczny.
Poczułam dłoń Justina zsuwającą się niebezpiecznie w dół. Po pośladkach, a potem do końca moich krótkich spodenek. Stałam jak wryta, bałam się otworzyć oczu, aż do momentu, gdy poczułam jak zimna stal ostrza w nożu zatapia się na moim udzie. Wrzasnęłam jak porażona, bo Justin ciął po mojej skórze, boleśnie dociskając ostrze i jednocześnie rzeźbiąc we mnie głęboką ranę. Zacisnęłam zęby czując jak powolne cięcie rozszerza się i powoduje u mnie siarczysty ból. Czułam ogień. Ogień palił rozcięte miejsce. Chłopak wyrzucił nóż z resztką mojej krwi na końcu i brutalnie wcisnął w ranę swoje palce. Zakrztusiłam się powietrzem kiedy poczułam jak pociera swoimi szorstkimi palcami o miękką, rozciętą i szczypiącą ranę. Docisnął ją, powodując, że krew zaczęła się sączyć po mojej nodze, kapiąc kroplami na podłogę. Strumień gorącej krwi oblał moją nogę powodując kolejne serie moich krzyków, próśb i rozkazów. Nic nie skutkowało. Wyciągnął jedynie swoje palce przed moją twarz ukazując mi swoją dłoń oblaną moją krwią.
Spojrzałam ukradkiem na Megan. Nie krzyczała, nie płakała, nie prosiła, nie ruszała się. Nawet ciężko było mi dostrzec, czy jej plecy się unoszą i opadają. W tedy miałabym pewność że oddycha i żyje. Ale nigdzie nie mogłam tego u niej dostrzec. Jej cienki top był rozdarty na plecach, poniekąt ubrudzony krwią, którą Harry wywołał uderzeniami paskiem. Patrzyłam na jej włosy rozwalone na podłodze. Zakrywały jej twarz. Ręce nieruchomo leżały na podłodze. Ona się nie ruszała, jej ciało było całe w fioletowo-czerwonych rysach a Harry nadal dociskał ją do podłogi i nie szczędził uderzeń.
-Harry, zabijesz ją! - wrzasnęłam, kiedy Harry przez przypadek odrzucił nieco jej włosów, odsłaniając jej twarz. Blada, jak nie jej, z czerwonymi policzkami. Miała zamknięte oczy. Bałam się że on na serio zrobił jej poważną krzywdę.
W końcu zdjął z niej nogę. Patrzył przez chwilę na dziewczynę, która zdawała się nie dawać żadnych oznak życia. Bałam się, że ją zabił. Patrzył na nią a ja miałam ochotę paść na kolana i sprawdzić czy ma puls. Justin jednak trzymał mnie zbyt twardo. Nie dałam rady. Czułam jak kolejne partie łez jedynie czekają na chwilę załamania mojej psychiki, żeby mogły swobodnie wypłynąć. Nienawidzę tego stanu, a jak na złość ostatnimi czasy płaczę bardzo często.
Harry patrzył jeszcze chwilę na nią a potem zauważyłam obawę na jego twarzy. Jakby on również zauważył że coś z nią nie w porządku. Na serio wczas się skapnąłeś Styles! Tak jakbyś nie mógł tego zrobić wcześniej!
Chciałam zrobić krok do przodu, ale ból w nodze mnie niemal sparaliżował. Patrzyłam jak Harry odwraca ją za ramię na plecy. Jej twarz... Ręce całe w kreskach po pasku, nogi, odsłonięty brzuch i wielka czerwona plama na twarzy od uderzenia sprzączką od paska. Bałam się nawet na nią patrzeć, żeby się nie rozczarować. Harry Idiota Styles nachylił się odrzucając pasek na bok. Docisnął jej dwa palce do gardła żeby sprawdzić, czy ma puls. Trzymał palce przy jej gardle zaledwie parę sekund, a dla mnie to trwało wieczność...
-żyje. - rzucił szybko. - pewnie jest w śpiączce. Musi się wybudzić! - mówił to tak, jakby chciał zapanować nad prawami natury. Tak, jakby chciał kontrolować moment, w którym ona otworzyła by oczy. Idiota.
* * *
-Meg, mała, żyjesz? - Ethan co chwilę pocierał kciukiem o policzek Megan, mając nadzieję, że ona się obudzi. To jednak nie takie łatwe...
-Ethan, nie dotykaj jej. Ona nie prędko się obudzi. - zawiedziony tym, że musi zrezygnować z dalszych prób obudzenia jej, odszedł na drugi koniec pokoju, siadając obok Logana.
-jak twoja noga? - spojrzałam na bandaż. Rana była po drugiej stronie nogi. Mimo to, cholernie bolało...
-boli.
-bardzo?
-przeżyję.
Tak na prawdę nie wiedziałam czy aby na pewno przeżyję. Chciałam przeżyć, ale wiedziałam że moje życie, obecnie zależy od kogoś innego. A nie ode mnie...
-chodźcie spać. Jutro rano nie wstaniemy a znając życie, te dwie samolubne Panie Domu, będą żądały wykwintnego śniadania - powiedziałam, stwierdzając smutną rzeczywistość.
-oby się udławili tym śniadaniem...
Hej ;* W jednym [lub kilku, nie pamiętam xD] komentarzu padło pytanie na temat częstotliwości dodawania postów w moim przypadku. Cóż. Będę się starała dodawać je często. Może nawet codziennie, lub też co 2 lub co 3 dni. Jeśli będę przewidywała dłuższą nieobecność, napiszę wam o tym <3 xxx
Justin wyjął dłoń spod mojej bluzki, wbił paznokcie w policzki, skierował moją twarz w dół i zmusił, żebym widziała moment w którym Harry bije Megan sprzączką od paska po plecach. Nie mogłam na to patrzeć. Zamknęłam oczy i starałam się nie czuć bólu który przeszywał mnie jak dreszcze. To zbyt bolesne doznanie żeby dało się opisać słowami. Jednak w tedy odczuwałam ból psychiczny.
Poczułam dłoń Justina zsuwającą się niebezpiecznie w dół. Po pośladkach, a potem do końca moich krótkich spodenek. Stałam jak wryta, bałam się otworzyć oczu, aż do momentu, gdy poczułam jak zimna stal ostrza w nożu zatapia się na moim udzie. Wrzasnęłam jak porażona, bo Justin ciął po mojej skórze, boleśnie dociskając ostrze i jednocześnie rzeźbiąc we mnie głęboką ranę. Zacisnęłam zęby czując jak powolne cięcie rozszerza się i powoduje u mnie siarczysty ból. Czułam ogień. Ogień palił rozcięte miejsce. Chłopak wyrzucił nóż z resztką mojej krwi na końcu i brutalnie wcisnął w ranę swoje palce. Zakrztusiłam się powietrzem kiedy poczułam jak pociera swoimi szorstkimi palcami o miękką, rozciętą i szczypiącą ranę. Docisnął ją, powodując, że krew zaczęła się sączyć po mojej nodze, kapiąc kroplami na podłogę. Strumień gorącej krwi oblał moją nogę powodując kolejne serie moich krzyków, próśb i rozkazów. Nic nie skutkowało. Wyciągnął jedynie swoje palce przed moją twarz ukazując mi swoją dłoń oblaną moją krwią.
Spojrzałam ukradkiem na Megan. Nie krzyczała, nie płakała, nie prosiła, nie ruszała się. Nawet ciężko było mi dostrzec, czy jej plecy się unoszą i opadają. W tedy miałabym pewność że oddycha i żyje. Ale nigdzie nie mogłam tego u niej dostrzec. Jej cienki top był rozdarty na plecach, poniekąt ubrudzony krwią, którą Harry wywołał uderzeniami paskiem. Patrzyłam na jej włosy rozwalone na podłodze. Zakrywały jej twarz. Ręce nieruchomo leżały na podłodze. Ona się nie ruszała, jej ciało było całe w fioletowo-czerwonych rysach a Harry nadal dociskał ją do podłogi i nie szczędził uderzeń.
-Harry, zabijesz ją! - wrzasnęłam, kiedy Harry przez przypadek odrzucił nieco jej włosów, odsłaniając jej twarz. Blada, jak nie jej, z czerwonymi policzkami. Miała zamknięte oczy. Bałam się że on na serio zrobił jej poważną krzywdę.
W końcu zdjął z niej nogę. Patrzył przez chwilę na dziewczynę, która zdawała się nie dawać żadnych oznak życia. Bałam się, że ją zabił. Patrzył na nią a ja miałam ochotę paść na kolana i sprawdzić czy ma puls. Justin jednak trzymał mnie zbyt twardo. Nie dałam rady. Czułam jak kolejne partie łez jedynie czekają na chwilę załamania mojej psychiki, żeby mogły swobodnie wypłynąć. Nienawidzę tego stanu, a jak na złość ostatnimi czasy płaczę bardzo często.
Harry patrzył jeszcze chwilę na nią a potem zauważyłam obawę na jego twarzy. Jakby on również zauważył że coś z nią nie w porządku. Na serio wczas się skapnąłeś Styles! Tak jakbyś nie mógł tego zrobić wcześniej!
Chciałam zrobić krok do przodu, ale ból w nodze mnie niemal sparaliżował. Patrzyłam jak Harry odwraca ją za ramię na plecy. Jej twarz... Ręce całe w kreskach po pasku, nogi, odsłonięty brzuch i wielka czerwona plama na twarzy od uderzenia sprzączką od paska. Bałam się nawet na nią patrzeć, żeby się nie rozczarować. Harry Idiota Styles nachylił się odrzucając pasek na bok. Docisnął jej dwa palce do gardła żeby sprawdzić, czy ma puls. Trzymał palce przy jej gardle zaledwie parę sekund, a dla mnie to trwało wieczność...
-żyje. - rzucił szybko. - pewnie jest w śpiączce. Musi się wybudzić! - mówił to tak, jakby chciał zapanować nad prawami natury. Tak, jakby chciał kontrolować moment, w którym ona otworzyła by oczy. Idiota.
* * *
-Meg, mała, żyjesz? - Ethan co chwilę pocierał kciukiem o policzek Megan, mając nadzieję, że ona się obudzi. To jednak nie takie łatwe...
-Ethan, nie dotykaj jej. Ona nie prędko się obudzi. - zawiedziony tym, że musi zrezygnować z dalszych prób obudzenia jej, odszedł na drugi koniec pokoju, siadając obok Logana.
-jak twoja noga? - spojrzałam na bandaż. Rana była po drugiej stronie nogi. Mimo to, cholernie bolało...
-boli.
-bardzo?
-przeżyję.
Tak na prawdę nie wiedziałam czy aby na pewno przeżyję. Chciałam przeżyć, ale wiedziałam że moje życie, obecnie zależy od kogoś innego. A nie ode mnie...
-chodźcie spać. Jutro rano nie wstaniemy a znając życie, te dwie samolubne Panie Domu, będą żądały wykwintnego śniadania - powiedziałam, stwierdzając smutną rzeczywistość.
-oby się udławili tym śniadaniem...
********************************************************************************
Hej ;* W jednym [lub kilku, nie pamiętam xD] komentarzu padło pytanie na temat częstotliwości dodawania postów w moim przypadku. Cóż. Będę się starała dodawać je często. Może nawet codziennie, lub też co 2 lub co 3 dni. Jeśli będę przewidywała dłuższą nieobecność, napiszę wam o tym <3 xxx
niedziela, 16 lutego 2014
Rozdział 1.
-Logan, Ethan, na dół! - usłyszeliśmy głos Harry'ego wołający z dołu. Siedzieliśmy akurat w pokoju Logana, kiedy rozległo się żądanie.
-coś się stało? - zapytałam patrząc na wstających z podłogi chłopaków.
-nie mam pojęcia co mogło się stać? - Logan wstał poprawiając swoją bluzkę.
-nie zrobiliście czegoś?
-nie wiem, na serio nie wiem co mogło się stać?
Chłopcy wyszli, zamykając za sobą drzwi. Nie byłam w stanie przewidzieć, o co może się właśnie teraz rozchodzić Harry'emu. Ten człowiek jest nieprzewidywalny, zupełnie jak Justin. Podłe bestie. Znając życie, poszło o jakąś durną drobnostkę. Ci dwaj potrafią się czepiać dosłownie wszystkiego. Ale nie miałam pomysłu, czego mogliby się czepiać właśnie teraz?
-myślisz że to coś poważniejszego? - Victoria zmieniła swoją pozycję do siedzenia.
-nie mam pojęcia. Harry jest nieprzewidywalny.
-chcesz podsłuchać czy wolisz się nie wychylać? - zaśmiała się lekko Vickie widząc grymas na mojej twarzy.
-nie, dzięki. Wolę nie ryzykować, bo po ostatnim ''wychyleniu się'' zostało mi sporo siniaków na rękach.
-rozumiem.
Logan i Ethan, stali się naszymi przyjaciółmi odkąd tu trafiłyśmy. Czyli około 3 tygodnie temu. Pomogli nam się tu zaklimatyzować, załapać debilny ''regulamin'' i wspierali nas kiedy zrobiłyśmy coś nie tak i ''szanowni właściciele'' się na nas mścili. Po prostu nam pomagali. A ostatnimi czasy, zdarzało się, że sami popadali przez to w kłopoty. Nienawidziłam Stylesa i Biebera za to jak nas traktowali. Zupełnie, jakbyśmy nie byli ludźmi! Ale my, jako ich niewolnicy, nie mieliśmy nic do gadania. Panowie chcą, Panowie mają. Jedna z wielu panujących tutaj zasad.
Siedząc nieruchomo i gapiąc się w bliżej nieokreślony punkt, usłyszałam krzyk. Ale nie Harry'ego. To Ethan krzyczał. Krzyczał, bo zapewne Harry go bił. Takie sytuacje zdarzają się u nas niemal każdego dnia. Jednak za każdym razem, kiedy Styles bił któregoś z nich, było mi coraz ciężej wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej.
Po chwili usłyszałam jak do krzyku Ethana, którego zapewne Harry katował paskiem, dołączył się krzyk Logana. Nie wiem o co poszło, ale nie mogłyśmy wyjść poza teren naszego pokoju, do puki którychś z naszych ,,Panów'' nas nie zawołał. Kolejna durna zasada. Tak więc, mogłam jedynie patrzeć na Victorię która załamała ręce. Krzyki nasilały się co pare sekund. On musiał go czymś bić. Oni obaj to robili.
Usłyszałam ostatnią serię krzyków, przeplatanych z gorzkim płaczem a potem kroki na schodach. Patrzyłam niemo w drzwi. Słyszałam ciągłe krzyki i to, jak Justin wydawał polecenia, które chłopcy mają zrobić zaraz po powrocie. Kiedy drzwi się otwarły, zobaczyłam w nich chłopaków z oczami napuchniętymi od płaczu i pobitymi ramionami. Styles i Bieber to chore psychicznie bestie!
-przynieść wam apteczkę? - zapytała Vickie zmierzając w inną część pokoju.
-tak, poproszę... - Logan uporczywie przecierał ręką po ramionach. Zarówno u niego, jak i u Ethana zauważyłam czerwone rysy, spowodowane uderzeniami paskiem. To chore...
-o co im poszło? - nałożyłam nieco maści na dłoń wcierając ją w skórę Ethana.
-ostatnim razem jak ci dwaj idioci kazali nam posprzątać piwnicę, któryś z nas nie chcąco musiał szarpnąć lekko za zawór. Woda lała się powoli, kroplami, ale od tamtej pory minął tydzień i kropla po kropli, zalały całą piwnicę. A co bynajmniej podłogę. No i właśnie o to im poszło...
-uh, chwila nieuwagi i kończy się to katastrofą... - wytarłam palce z klejącej mazi i usiadłam ponownie na podłodze.
-boże... - jęknął Logan kładąc głowę na łóżku - co ja bym dał, żeby móc się nad nim znęcać tak jak on robi to ze mną... żeby móc mu tak cholernie mocno przywalić w ten jego krzywy ryj i żebym mógł go zostawiać na całe dni w tej pierdolonej piwnicy, żeby tam marzł, głodził bym go, katował i jeszcze rozkazywałbym mu! Boże... oddałbym wszystko, żeby móc choć prze kilka dni się nad nim po znęcać.
-ale masz marzenia - zaśmiałam się biorąc łyka nieco wystudzonej herbaty.
-musimy się jakoś stąd wyrwać! - krzyknął Ethan
-weź się ucisz, bo cię usłyszą.
-musimy, uciekać.
-tak, ciekawe gdzie, którędy i czym? - zadrwił Ethan. Owszem, miał rację.
-musi się dać jakoś stąd uciec...
-Logan, to nie takie proste.
Westchnęłam na samą myśl o tym, jak wielkim cudem było wrócić do rodziny. Niesamowicie za nimi tęsknię. Pewnie martwią się o mnie... Ale nikt tego nie zrozumie poza naszą czwórką. Oddalibyśmy wszystko żeby móc wrócić do rodziny.
-co Justin wam mówił zanim tu weszliście?
-gadał, że mamy tam wrócić i to posprzątać jak doprowadzimy się do ładu.
-uh, chodźcie. Powinniśmy to zrobić już teraz, żeby potem nie było kłopotów.
-a wy po co chcecie tam iść? - Ethan patrzył na mnie jak na ducha.
-chyba nie myślałeś że pozwolimy wam odwalać całą robotę solo? - zadrwiłam ciągnąc go w stronę drzwi.
Nie wiem czy to dobry pomysł ale wyszłam za drzwi ciągnąc za sobą resztę. Zeszłam po schodach i nie zważając na to, że gapił się na nas Justin, ominęłam go i po prostu ruszyłam w stronę tej cholernęj piwnicy. Nienawidziłam tego miejsca. Było tam zimno i śmierdziało stęchlizną. Harry miewał zwyczaj zamykania mnie tam na całą noc bez koca lub poduszki. Z resztą robił to nie tylko mnie.
-a wy, dokąd? - szyderczy głos Justina rozległ się jak echo w wąskim korytarzu. Domyśliłam się że chodziło o mnie i Victorię.
-pomóc im posprzątać. - usłyszałam jego kroki skierowane w naszą stronę. Schowałam się za ramieniem Ethana patrząc z boku.
-o nie, to robota dla nich. Wy idziecie do salonu.
Spojrzałam na chłopców rzucając im spojrzenie typu : przepraszam. Nie chciałam się narazić na oberwanie w twarz od Justina, dlatego pociągnęłam Victorię za rękę i podążyłam w stronę salonu, omijając Biebera najbardziej jak tylko się dało.
VICTORIA'S POV
Megan ciągnęła mnie za rękę do salonu. Słońce zdążyło dawno zajść. Była noc. Dziwił mnie fakt, że ci dwaj samolubni idioci, mogą coś jeszcze chcieć o tej porze dnia. Muszę się jakoś opanować. Zawsze kiedy widzę Justina albo Harry'ego, mam ochotę wydłubać mu oczy! Nienawidzę go. Traktuje nas jak rzeczy. Nie jak ludzi. Zupełnie tak, jakbyśmy nie mieli uczuć. Za to ich szczerze nienawidzę.
Weszłam do salonu w którym na fotelu siedział rozwalony Styles i gapił się jakby nas pierwszy raz widział na oczy. Zignorowałam to, stawając tuż obok Megan. Justin wszedł i zamknął drzwi na klucz. Przeraziło mnie to, że on zamknął je na klucz, odcinając nam możliwość wycofania się. Stałam i gapiłam się na brzeg dywanu.
-no... - nawet nie zauważyłam, kiedy Justin podszedł do mnie, chwytając za moje pośladki.
-nie dotykaj mnie! - rzuciłam odskakując od niego. Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, podszedł i uderzył mnie dłonią w twarz.
-zła dziewczynka. - chwycił za moje ramiona, docisnął mnie do ściany a potem przesunął swoimi wielkimi dłońmi po moim udzie.
-powiedziałam nie dotykaj mnie! - odepchnęłam go z taką siłą na jaką mi starczyło odwagi. Justin przewrócił się padając na podłogę. Wystraszyłam się, bo wiedziałam że, zrobiłam to za mocno i że zaraz tego pożałuję...
-ty suko! - Justin szybko podniósł się z podłogi. Zakryłam się dłońmi żeby nie czuć siły ciosu, jaki wymierzył w moją stronę. Uderzył mnie w brzuch. Rzuciło moim ciałem o drzwi. Poczułam ból. Ale nie był tak silny, jak silny był kiedy bił mnie po raz pierwszy. Już nieco przywykłam. Odrzucił moje ręce i zaczął mnie bić po twarzy, ramionach brzuchu.
Usłyszałam krzyk Megan odciągniętej na bok i przyciśniętej do ściany przez ciało Harry'ego. Justin chwycił za moje ramiona, wygiął boleśnie do tyłu, chwycił je jedną ręką, drugą szarpnął za moje włosy, odwrócił i kazał patrzeć na to, co Harry robił z Megan.
Docisnął ją do ściany. Ona jednak jest sprytna. On stał przy niej w rozkroku, a ona to wykorzystała, podnosząc kolano do góry, i boleśnie uderzając w krocze Harry'ego. Poczułam, że jestem z niej dumna. Ale, nie na długo... Harry szybko się pozbierał, jak na taki cios. Chyba jednak zrobiła to za słabo. Znowu docisnął ją do ściany. Zrobił to z taką złością... Ona go odepchnęła, chciała mu uciec, ale on ją szarpnął za ramię i powalił na podłogę. Nie chciałam patrzeć na to co stanie się za chwilę. Docisnął ją nogą do podłogi i wyjął pasek ze spodni. Wiedziałam jak to się skończy. Zaczął ją chłostać po całym ciele, ciągle dociskając nogą do podłogi. Bił po rękach, nogach, brzuchu, potem plecach, a w końcu uderzył ją w twarz. Krzyczałam żeby przestał. Widziałam jej łzy na twarzy. Najgorzej poczułam się w momencie, gdy Justin puścił moje włosy. Nie spodziewałam się tego co zrobił. Byłam zbyt przejęta tym, żeby pomóc Megan, którą Harry katował na podłodze. Justin wykorzystał chwilę mojej nieuwagi, bezczelnie wkładając dłoń pod mój stanik. Boże... co ja bym dała żebym mogła mu właśnie teraz solidnie przypierdolić?
-coś się stało? - zapytałam patrząc na wstających z podłogi chłopaków.
-nie mam pojęcia co mogło się stać? - Logan wstał poprawiając swoją bluzkę.
-nie zrobiliście czegoś?
-nie wiem, na serio nie wiem co mogło się stać?
Chłopcy wyszli, zamykając za sobą drzwi. Nie byłam w stanie przewidzieć, o co może się właśnie teraz rozchodzić Harry'emu. Ten człowiek jest nieprzewidywalny, zupełnie jak Justin. Podłe bestie. Znając życie, poszło o jakąś durną drobnostkę. Ci dwaj potrafią się czepiać dosłownie wszystkiego. Ale nie miałam pomysłu, czego mogliby się czepiać właśnie teraz?
-myślisz że to coś poważniejszego? - Victoria zmieniła swoją pozycję do siedzenia.
-nie mam pojęcia. Harry jest nieprzewidywalny.
-chcesz podsłuchać czy wolisz się nie wychylać? - zaśmiała się lekko Vickie widząc grymas na mojej twarzy.
-nie, dzięki. Wolę nie ryzykować, bo po ostatnim ''wychyleniu się'' zostało mi sporo siniaków na rękach.
-rozumiem.
Logan i Ethan, stali się naszymi przyjaciółmi odkąd tu trafiłyśmy. Czyli około 3 tygodnie temu. Pomogli nam się tu zaklimatyzować, załapać debilny ''regulamin'' i wspierali nas kiedy zrobiłyśmy coś nie tak i ''szanowni właściciele'' się na nas mścili. Po prostu nam pomagali. A ostatnimi czasy, zdarzało się, że sami popadali przez to w kłopoty. Nienawidziłam Stylesa i Biebera za to jak nas traktowali. Zupełnie, jakbyśmy nie byli ludźmi! Ale my, jako ich niewolnicy, nie mieliśmy nic do gadania. Panowie chcą, Panowie mają. Jedna z wielu panujących tutaj zasad.
Siedząc nieruchomo i gapiąc się w bliżej nieokreślony punkt, usłyszałam krzyk. Ale nie Harry'ego. To Ethan krzyczał. Krzyczał, bo zapewne Harry go bił. Takie sytuacje zdarzają się u nas niemal każdego dnia. Jednak za każdym razem, kiedy Styles bił któregoś z nich, było mi coraz ciężej wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej.
Po chwili usłyszałam jak do krzyku Ethana, którego zapewne Harry katował paskiem, dołączył się krzyk Logana. Nie wiem o co poszło, ale nie mogłyśmy wyjść poza teren naszego pokoju, do puki którychś z naszych ,,Panów'' nas nie zawołał. Kolejna durna zasada. Tak więc, mogłam jedynie patrzeć na Victorię która załamała ręce. Krzyki nasilały się co pare sekund. On musiał go czymś bić. Oni obaj to robili.
Usłyszałam ostatnią serię krzyków, przeplatanych z gorzkim płaczem a potem kroki na schodach. Patrzyłam niemo w drzwi. Słyszałam ciągłe krzyki i to, jak Justin wydawał polecenia, które chłopcy mają zrobić zaraz po powrocie. Kiedy drzwi się otwarły, zobaczyłam w nich chłopaków z oczami napuchniętymi od płaczu i pobitymi ramionami. Styles i Bieber to chore psychicznie bestie!
-przynieść wam apteczkę? - zapytała Vickie zmierzając w inną część pokoju.
-tak, poproszę... - Logan uporczywie przecierał ręką po ramionach. Zarówno u niego, jak i u Ethana zauważyłam czerwone rysy, spowodowane uderzeniami paskiem. To chore...
-o co im poszło? - nałożyłam nieco maści na dłoń wcierając ją w skórę Ethana.
-ostatnim razem jak ci dwaj idioci kazali nam posprzątać piwnicę, któryś z nas nie chcąco musiał szarpnąć lekko za zawór. Woda lała się powoli, kroplami, ale od tamtej pory minął tydzień i kropla po kropli, zalały całą piwnicę. A co bynajmniej podłogę. No i właśnie o to im poszło...
-uh, chwila nieuwagi i kończy się to katastrofą... - wytarłam palce z klejącej mazi i usiadłam ponownie na podłodze.
-boże... - jęknął Logan kładąc głowę na łóżku - co ja bym dał, żeby móc się nad nim znęcać tak jak on robi to ze mną... żeby móc mu tak cholernie mocno przywalić w ten jego krzywy ryj i żebym mógł go zostawiać na całe dni w tej pierdolonej piwnicy, żeby tam marzł, głodził bym go, katował i jeszcze rozkazywałbym mu! Boże... oddałbym wszystko, żeby móc choć prze kilka dni się nad nim po znęcać.
-ale masz marzenia - zaśmiałam się biorąc łyka nieco wystudzonej herbaty.
-musimy się jakoś stąd wyrwać! - krzyknął Ethan
-weź się ucisz, bo cię usłyszą.
-musimy, uciekać.
-tak, ciekawe gdzie, którędy i czym? - zadrwił Ethan. Owszem, miał rację.
-musi się dać jakoś stąd uciec...
-Logan, to nie takie proste.
Westchnęłam na samą myśl o tym, jak wielkim cudem było wrócić do rodziny. Niesamowicie za nimi tęsknię. Pewnie martwią się o mnie... Ale nikt tego nie zrozumie poza naszą czwórką. Oddalibyśmy wszystko żeby móc wrócić do rodziny.
-co Justin wam mówił zanim tu weszliście?
-gadał, że mamy tam wrócić i to posprzątać jak doprowadzimy się do ładu.
-uh, chodźcie. Powinniśmy to zrobić już teraz, żeby potem nie było kłopotów.
-a wy po co chcecie tam iść? - Ethan patrzył na mnie jak na ducha.
-chyba nie myślałeś że pozwolimy wam odwalać całą robotę solo? - zadrwiłam ciągnąc go w stronę drzwi.
Nie wiem czy to dobry pomysł ale wyszłam za drzwi ciągnąc za sobą resztę. Zeszłam po schodach i nie zważając na to, że gapił się na nas Justin, ominęłam go i po prostu ruszyłam w stronę tej cholernęj piwnicy. Nienawidziłam tego miejsca. Było tam zimno i śmierdziało stęchlizną. Harry miewał zwyczaj zamykania mnie tam na całą noc bez koca lub poduszki. Z resztą robił to nie tylko mnie.
-a wy, dokąd? - szyderczy głos Justina rozległ się jak echo w wąskim korytarzu. Domyśliłam się że chodziło o mnie i Victorię.
-pomóc im posprzątać. - usłyszałam jego kroki skierowane w naszą stronę. Schowałam się za ramieniem Ethana patrząc z boku.
-o nie, to robota dla nich. Wy idziecie do salonu.
Spojrzałam na chłopców rzucając im spojrzenie typu : przepraszam. Nie chciałam się narazić na oberwanie w twarz od Justina, dlatego pociągnęłam Victorię za rękę i podążyłam w stronę salonu, omijając Biebera najbardziej jak tylko się dało.
VICTORIA'S POV
Megan ciągnęła mnie za rękę do salonu. Słońce zdążyło dawno zajść. Była noc. Dziwił mnie fakt, że ci dwaj samolubni idioci, mogą coś jeszcze chcieć o tej porze dnia. Muszę się jakoś opanować. Zawsze kiedy widzę Justina albo Harry'ego, mam ochotę wydłubać mu oczy! Nienawidzę go. Traktuje nas jak rzeczy. Nie jak ludzi. Zupełnie tak, jakbyśmy nie mieli uczuć. Za to ich szczerze nienawidzę.
Weszłam do salonu w którym na fotelu siedział rozwalony Styles i gapił się jakby nas pierwszy raz widział na oczy. Zignorowałam to, stawając tuż obok Megan. Justin wszedł i zamknął drzwi na klucz. Przeraziło mnie to, że on zamknął je na klucz, odcinając nam możliwość wycofania się. Stałam i gapiłam się na brzeg dywanu.
-no... - nawet nie zauważyłam, kiedy Justin podszedł do mnie, chwytając za moje pośladki.
-nie dotykaj mnie! - rzuciłam odskakując od niego. Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, podszedł i uderzył mnie dłonią w twarz.
-zła dziewczynka. - chwycił za moje ramiona, docisnął mnie do ściany a potem przesunął swoimi wielkimi dłońmi po moim udzie.
-powiedziałam nie dotykaj mnie! - odepchnęłam go z taką siłą na jaką mi starczyło odwagi. Justin przewrócił się padając na podłogę. Wystraszyłam się, bo wiedziałam że, zrobiłam to za mocno i że zaraz tego pożałuję...
-ty suko! - Justin szybko podniósł się z podłogi. Zakryłam się dłońmi żeby nie czuć siły ciosu, jaki wymierzył w moją stronę. Uderzył mnie w brzuch. Rzuciło moim ciałem o drzwi. Poczułam ból. Ale nie był tak silny, jak silny był kiedy bił mnie po raz pierwszy. Już nieco przywykłam. Odrzucił moje ręce i zaczął mnie bić po twarzy, ramionach brzuchu.
Usłyszałam krzyk Megan odciągniętej na bok i przyciśniętej do ściany przez ciało Harry'ego. Justin chwycił za moje ramiona, wygiął boleśnie do tyłu, chwycił je jedną ręką, drugą szarpnął za moje włosy, odwrócił i kazał patrzeć na to, co Harry robił z Megan.
Docisnął ją do ściany. Ona jednak jest sprytna. On stał przy niej w rozkroku, a ona to wykorzystała, podnosząc kolano do góry, i boleśnie uderzając w krocze Harry'ego. Poczułam, że jestem z niej dumna. Ale, nie na długo... Harry szybko się pozbierał, jak na taki cios. Chyba jednak zrobiła to za słabo. Znowu docisnął ją do ściany. Zrobił to z taką złością... Ona go odepchnęła, chciała mu uciec, ale on ją szarpnął za ramię i powalił na podłogę. Nie chciałam patrzeć na to co stanie się za chwilę. Docisnął ją nogą do podłogi i wyjął pasek ze spodni. Wiedziałam jak to się skończy. Zaczął ją chłostać po całym ciele, ciągle dociskając nogą do podłogi. Bił po rękach, nogach, brzuchu, potem plecach, a w końcu uderzył ją w twarz. Krzyczałam żeby przestał. Widziałam jej łzy na twarzy. Najgorzej poczułam się w momencie, gdy Justin puścił moje włosy. Nie spodziewałam się tego co zrobił. Byłam zbyt przejęta tym, żeby pomóc Megan, którą Harry katował na podłodze. Justin wykorzystał chwilę mojej nieuwagi, bezczelnie wkładając dłoń pod mój stanik. Boże... co ja bym dała żebym mogła mu właśnie teraz solidnie przypierdolić?
sobota, 15 lutego 2014
BOHATEROWIE
Megan Hurley
Wiek: 17 lat
O niej: Jest miła, przyjacielska, nieco uparta,
czasami wredna. Wraz z Vickie trafia w ręce handlarzy niewolnikami.
Victoria Tooker
Wiek: 17 lat
O niej: Jest otwartą na ludzi, wesołą i nieco
zawziętą osobą. Jej historia życiowa niemal
niczym nie różni się od tej, która spotkała Megan.
Harry Styles
Wiek: 19 lat
O nim: nienawidzi być w miejscach publicznych,
arogancki, bezczelny i bezlitosny. Jest najgorszy i najbardziej bestialski
wobec słabszych. Z czasem, zmięknie i będzie kruchszy niż porcelana.
Justin Bieber
Wiek: 19 lat
O nim: chamski, śmiały, lubi kiedy ktoś go podziwia za
jego bestialstwo, nie lubi patrzeć na zakrwione oczy u dziewczyn.
Nie potrafi panować w gniewie nad sowimi emocjami. Po pewnym czasie
jego stabilny i silny charakter, rozpadnie się,
zostawiając jedynie miękką warstwę.
Ethan Jason
Wiek: 18 lat
O nim: bierze wszystkich na litość. Z początku
chce być dobry i pomaga dziewczynom w ich codziennym
piekle. Z czasem, sam zrobi im piekło.
Logan Caprio
Wiek: 18 lat
O nim: również chce być miłym i pomaga
dziewczynom. Zapewne nawet nie wie, jak wielkie
piekło, jest w stanie sam im urządzić.
Prolog
''Dlaczego takie chore życie musiało spotkać akurat mnie? Czemu wciągnęło w to Victorię? Co ja takiego zrobiłam, że muszę żyć w taki sposób? Dlaczego w obecnych czasach, bycie kobietą musi być cały czas wykorzystywane przeciwko nam? My też mamy uczucia, ciało, duszę... Oddałabym wiele żeby móc cofnąć czas... ''
Ta myśl wraca do mnie co noc, kiedy muszę patrzyć na swoje obolałe ręce, obdarte nadgarstki, siniaki na nogach, kiedy patrzę w lustro i widzę krew na twarzy, łzy, kiedy przytulam zmarzniętą Victorię która śpi na moich nogach, kiedy słyszę krzyk niewinnego człowieka katowanego za drzwiami. Nie zawsze tak było. Kiedyś było inaczej. Żyłam wraz z rodziną. Ludźmi którzy mnie kochali i chronili. Miałam wspaniałych znajomych, chodziłam do szkoły, miałam swój własny pokój, dom. Teraz, kiedy tego zabrakło, mam jedynie swoją przyjaciółkę od pieluchy - Victorię. Zwariowałabym tu bez niej. Moje, a właściwie nasze życie, legło w całkowitych gruzach, kiedy nas porwano prosto z ulicy, a potem sprzedano. Uh... ciężko mi mówić o tym, kim jestem obecnie, ale nie mam wyboru. W momencie gdy ktoś oddał nas za pieniądze, stałyśmy się niewolnicami. Szczerze mówiąc głupio to brzmi. Ale cóż. Tak więc, ja i Vickie, jesteśmy niewolnicami. Nienawidzę tego określenia... Sądziłam że kiedyś będę kimś innym. A teraz? Jaki nasz los? My nie mamy nikogo, poza sobą. W tym piekle, każdy jest zdany na siebie. Zawsze mogę liczyć na Vickie, a ona na mnie. Jednak nie zawsze jesteśmy w stanie sobie pomóc nawzajem... Uh. Czasem, zastanawiam się, jak to było kiedyś? Jak to było mieć swój własny telefon, możliwość wyboru tego co się chce na śniadanie? Jak to było opychać się czekoladą, frytkami, chipsami, pić kolę i siedzieć całe dnie przed telewizorem albo laptopem? Jak to było? Cóż. Zapewne lepiej. Teraz, kiedy nasze warunki są tak surowe, można się cieszyć jedynie tym, że dzień minął dla ciebie bezboleśnie. Bo ból, łzy i widok drugiego człowieka bitego łańcuchem, to dla nas codzienność.
Nasza codzienna rutyna, polega na nieustannym czuwaniu w gotowości, robieniu tego co ktoś karze i zezwalanie bez słowa protestu, na dotykanie się. Gdybym chciała to zmienić, zamknęli by mnie pewnie w MARBLE, bili albo zostawili na noc w cholernie zimnej piwnicy. Odkąd tu trafiłam, moim marzeniem jest doczekać momentu, w którym ten, który bije mnie niemal dzień w dzień po twarzy, będzie bity sto razy mocniej.
Ta myśl wraca do mnie co noc, kiedy muszę patrzyć na swoje obolałe ręce, obdarte nadgarstki, siniaki na nogach, kiedy patrzę w lustro i widzę krew na twarzy, łzy, kiedy przytulam zmarzniętą Victorię która śpi na moich nogach, kiedy słyszę krzyk niewinnego człowieka katowanego za drzwiami. Nie zawsze tak było. Kiedyś było inaczej. Żyłam wraz z rodziną. Ludźmi którzy mnie kochali i chronili. Miałam wspaniałych znajomych, chodziłam do szkoły, miałam swój własny pokój, dom. Teraz, kiedy tego zabrakło, mam jedynie swoją przyjaciółkę od pieluchy - Victorię. Zwariowałabym tu bez niej. Moje, a właściwie nasze życie, legło w całkowitych gruzach, kiedy nas porwano prosto z ulicy, a potem sprzedano. Uh... ciężko mi mówić o tym, kim jestem obecnie, ale nie mam wyboru. W momencie gdy ktoś oddał nas za pieniądze, stałyśmy się niewolnicami. Szczerze mówiąc głupio to brzmi. Ale cóż. Tak więc, ja i Vickie, jesteśmy niewolnicami. Nienawidzę tego określenia... Sądziłam że kiedyś będę kimś innym. A teraz? Jaki nasz los? My nie mamy nikogo, poza sobą. W tym piekle, każdy jest zdany na siebie. Zawsze mogę liczyć na Vickie, a ona na mnie. Jednak nie zawsze jesteśmy w stanie sobie pomóc nawzajem... Uh. Czasem, zastanawiam się, jak to było kiedyś? Jak to było mieć swój własny telefon, możliwość wyboru tego co się chce na śniadanie? Jak to było opychać się czekoladą, frytkami, chipsami, pić kolę i siedzieć całe dnie przed telewizorem albo laptopem? Jak to było? Cóż. Zapewne lepiej. Teraz, kiedy nasze warunki są tak surowe, można się cieszyć jedynie tym, że dzień minął dla ciebie bezboleśnie. Bo ból, łzy i widok drugiego człowieka bitego łańcuchem, to dla nas codzienność.
Nasza codzienna rutyna, polega na nieustannym czuwaniu w gotowości, robieniu tego co ktoś karze i zezwalanie bez słowa protestu, na dotykanie się. Gdybym chciała to zmienić, zamknęli by mnie pewnie w MARBLE, bili albo zostawili na noc w cholernie zimnej piwnicy. Odkąd tu trafiłam, moim marzeniem jest doczekać momentu, w którym ten, który bije mnie niemal dzień w dzień po twarzy, będzie bity sto razy mocniej.
***********************************************************************************
od Autorki
Witajcie! Oto prolog opowiadania które właśnie zaczynam pisać. Cóż, wielu z was, możliwe powie że taki temat nie nadaje się na opowiadanie, ale ja uważam że jest na prawdę dobry. Chciałabym abyście byli ze mną szczerzy, jeśli czytacie moje opowiadanie, chciałabym po prostu o tym wiedzieć. Bardzo motywuje świadomość, że jest dla kogo pisać. Tak więc byłabym wdzięczna, jeśli zostawilibyście po sobie jakiś ślad. Pamiętajcie jednak, że jest to tylko opowiadanie i nie ma ono nic wspólnego z rzeczywistością. Mam nadzieję że będziecie chętni i nie znudzi się wam szybko moje opowiadanie xxx
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





