poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 21.

Jeśli mam być szczera to przyznam, że nie spałam prawie całą noc. Jestem zmęczona fizycznie, psychicznie i dalej nie wiem co działo się w nocy? Jestem nieco roztargniona o czym sama dobrze wiem, ale mam nadzieję że nie na długo. Jestem na skraju rozsądku. Serce karze zabronić Ethanowi wszelkich działań, mózg chce bólu i kary, serce chce chronić ciało przed tą kobietą i każe się chować w ukryciu, mózg chce ciągle więcej, chce wiedzieć co się dzieje. Serce czuje, mózg myśli. Nigdy tego nie pogodzę dlatego muszę wybierać.

Wstałam z łóżka lekko chwiejąc się na stopach po czym złapałam równowagę. Rozejrzałam się po pokoju. Tak jak było to do przewidzenia, Ethan i Logan zniknęli. Na łóżku siedziała Victoria ze splecionymi palcami. Nie sądzę żeby w nocy dobrze spała. Siedziała lekko zgarbiona na brzegu łóżka. Podeszłam do okna uchylając je. Świeże powietrze.

-Megan, co teraz? - zapytała podnosząc oczy w górę
-nie wiem. Jeszcze chwila i na serio zwariuję.
-nie wytrzymam tak dłużej. Wysiada mi psychika...
-boję się że mnie też. Musimy coś zrobić.
-co? Powiedz mi co?
-nie wiem do jasnej cholery... - usiadłam bezsilnie na podłodze - jedynymi sprawami które ryją mi psychikę to ta dziwna babka w koszuli, jęki jakieś popierdolone krzyki i ta niedojebana sprawa z chłopakami.
-zgadzam się...
-Vickie, musimy coś zrobić. Albo : po prostu cicho się zbieramy i wynosimy stąd we dwie, albo : zostajemy i odcinamy Logana z Ethanem od Stylesa i Biebera. Bo jeśli zrobimy to pierwsze, to Ethan z Loganem ich po prostu zabiją w męczarni a w przypadku drugim może ocalimy im nędzne dupy.
-zacznijmy od tego że nawet nie wiemy co się tam dzieje?
-sądząc po tłumionych krzykach, lub też krzykach na które po wczorajszym dniu nie mają już siły raczę sądzić że Ethan i Logan są na dole i znęcają się nad pozostałą częścią ekipy w tym domu.
-jakie przemówienie...
-daj spokój...
-dobra, chodź na dół.
-po co?
-chcę wiedzieć w jakim stanie na chwilę obecną jest mój dawny właściciel.

Spojrzałam na drzwi po czym szybko wstałam. Otworzyłam je i powoli zeszłam po schodach. Z każdym krokiem w dół czułam chłód. Nie wiem skąd... słyszałam też jęk. Bolesny jęk i łomot łańcucha uderzającego o skórę. Dobrze wiedziałam co się działo w każdej z cel. Piekło.

Podeszłyśmy na 5 metrów od pierwszej piwnicy i zatrzymałam się. Wystarczył mi sam dźwięk. Wskazałam palcem Victorii żeby poszła pod drugie drzwi. Przechodząc obok tych pierwszych zatrzymała się na moment. Kiedy spojrzała przez kraty, jej oczy rozszerzyły się, usta otwarły a dłoń szybko je zakryła. Odbiegła pod tamte drzwi. Ethan z Loganem zostawili je uchylone.

Stałam przed nimi słuchając. Sam dźwięk wystarczył mi do wszystkiego. Słyszałam ciężki oddech, urywany jęk, płacz łamany ze szlochem i przymusowym milczeniem. Potem był świst powietrza, ciężki grzmot o ciało, które musiało być odkryte. I znowu tłumiony ból.

Byłam niepewna. Tak jak Vickie stałam pod drzwiami czując strach. Ale postawiłam stopę do przodu. Jeden krok, drugi, następny, krok od drzwi... czując serce w gardle, zmusiłam zbuntowane ciało i postawiłam ostatni krok do przodu, stawając w drzwiach. Nie wiem czy chciałam zobaczyć to, co zobaczyłam....

VICTORIA'S POV

Otworzyłam lekko uchylone drzwi. Poczułam wewnętrzne ukłucie i ból gdzieś w sobie kiedy zobaczyłam, co Logan zrobił z Justinem. On go nie pobił. Skatował.

Pobity chłopak leżał na ziemi podtrzymując sponiewierane ciało na łokciach. Jego podkoszulek był w strzępach, spodnie podarte a włosy całkowicie potargane. Na nadgarstkach widniały czerwone linie i optarcia z kajdanek. Plecy promieniowały ranami od łańcucha, ramiona pokryte w fiolecie a twarz... mokra od łez. Czerwona i z krwią. Pod nosem, na wardze, brwi i policzku. Poddał się. Widziałam to. Ale patrząc na niego widziałam samą siebie...

-Logan... - chłopak niespodziewał się mojej wizyty. Odwrócił się z gniewem w oczach - nie zabijaj go.
-zrobię to, co będę chciał.
-nie możesz go zabić!
-bo ? - założył ramiona - nie przeszkodzisz mi w niczym.
-Logan, nigdy nie chciałeś jego śmierci więc czemu teraz chcesz do tego doprowadzić?!
-to moja dziwka. Nie twoja, więc się nie wpierdalaj. Jeśli go zabiję to będzie moja sprawa a ty możesz jedynie patrzeć.
-chyba się nie rozumiemy. Ja mam taki sam status jak ty, więc nie rozumiem dlaczego się rządzisz?
-bo ja jestem panem w tym domu.
-a ja kim niby kurwa jestem ?! - wkurzona rozłożyłam ręce
-Victoria wyjdź stąd zanim on cię uderzy - ... usłyszałam cichy głos Justina który siedział oparty na nadgarstkach.
-zamknij mordę! - Logan jednym ruchem łańcucha gorzko spoliczkował Justina powalając jego ciało z powrotem na podłogę. Chłopak skulił się szlochając pod nosem.
-Logan, nie bij go w ten sposób.
-a w jaki mam go bić? Taki ?! - końcem łańcucha spiorunował krok chłopaka który krzyknął resztą sił zwijając się w kulkę.
-w taki też nie, na miłość boską Logan opanój się!
-zamknij się i wyjdź.

Patrzyłam na niego czując jak gdzieś we mnie gromadzi się bunt i żal. Bałam się że zacznę płakać. Czułam że coś wewnętrznie mnie rozrywa. Poza tym... Justin...

MEGAN'S POV

-boże święty Ethan, co ty z nim zrobiłeś ?! - krzyknęłam jak porażona widząc to, co Ethan zrobił z Harry'm.

Styles klęczał przy ścianie, niemal wisząc na własnych, krwawych nadgarstkach upiętych kajdankami wysoko nad głową. Płakał nie mogąc się bronić. Ethan potargał mu włosy, rozszarpał podkoszulek, porozrywał spodnie. Ale nie to do mnie dotarło najmocniej.

Jego ciało było pokryte bolesnymi ranami od łańcucha. Ręce, dłonie, klatka piersiowa, plecy, nogi, pośladki a nawet stopy były pokaleczone przez łańcuch. Na twarzy wyrzeźbiły się gorzkie łzy. Czerwone policzki i napuchnięte oczy. Wargę zdobiło rozerwanie i krew. Z nosa i czoła sączył się czerwony płyn. Był bezsilny, słaby, sponiewierany i bez szansy na krótki odpoczynek. W ciągu kilku godzin, Ethan odebrał mu całą siłę.

-jakto ''co'' ?
-czy ty nie widzisz jak on wygląda? - Ethan spojrzał na klęczącego Stylesa, który drżał od bólu i zimna
-no i co z tego?
-nie uważasz że za bardzo go pobiłeś? Nie widzisz tych wszystkich ran?
-widzę.

Ethan robił się irytujący. Nie mogłam już powoli tego znosić.

-wyjdź stąd i zostaw go w spokoju.
-nie.
-Ethan wyłaź.
-nie.
-kurwa mać, wypierdalaj stąd ! - puściły mi nerwy

Ethan wypuścił łańcuch i gwałtownie zaczął iść w moją stronę. Cofnęłam się w panice o krok ale on zdążył mną szarpnąć i docisnąć do ściany.

-słuchaj wredoto. Ja tutaj wydaję rozkazy a nie ty, wieź zamknij japę albo skończysz tak jak on.
-grozisz mi?

Nagle poczułam jak wielka dłoń Ethana, gorzko uderzyła w moją twarz. Poczułam... ból...

-E-Ethan... - nie mogłam nic z siebie wykrztusić - ty... jesteś nienormalny ! Zostaw mnie!
-przestań się ruszać albo jebnę ci jeszcze raz!
-Ethan puść mnie!
-zamknij się!
-puszczaj nie jestem twoją niewolnicą!
-a właśnie że jesteś - wyszeptał wciskając swoje kolano między moje nogi.
-Ethan kurwa, puszczaj ją!

W piwnicy rozległ się głośny rozkaz Harry'ego. Bałam się, wiedząc że on też robił ze mną to samo...

-bo co ?!
-wystarczy że ja ją krzywdziłem, a ty się do niej nie dopierdalaj !
-morda, suko! - uderzył go w twarz.
-jesteś gównem.
-co powiedziałeś? - Ethan nachylił się do Harry'ego.
-jesteś gównem. - chwycił za potargane włosy chłopaka podnosząc go w górę. Harry niechętnie podniósł się nieco.
-a teraz, policzymy sobie do dziesięciu.

Ethan szarpiąc za loki chłopaka i trzymając jego kajdanki za jego głową, bezlitośnie kopał kolanem w krok chłopaka. Krzyczał, prosił i przepraszał ale nic nie skutkowało. Nie znosiłam niegdyś Stylesa, ale stanął mi w obronie...

-nie waż się go dotknąć jeszcze raz - stanęłam przed Ethanem zakrywając sobą, sponiewierane ciało Harry'ego, który położył bezsilnie głowę na moim ramieniu.
-Megan odejdź, przyjmę cios. - wyszeptał a jedna z jego łez spadła mi na ramię
-nie.
-posłuchaj go i odejdź bo to ciebie uderzę - Ethanowi pociemniały oczy
-nie odejdę dopóki ty go nie zostawisz.
-czemu miałbym to zrobić?
-bijesz go zbyt długo. Musisz pozwolić mu odpocząć.
-czemu ty tak nagle go bronisz ?!
-bo mimo że go nienawidzę to nie chcę żeby umierał z ręki mojego przyjaciela!
-nie jestem twoim przyjacielem.

VICTORIA'S POV
-Logan, daj spokój.
-powiedziałem, wyjdź.
-posłuchaj...
-nie, kurwa wyjdź stąd!

Zagotowało się we mnie poczułam gniew który mnie zaczął opanowywać a co gorsze, poczułam że Justin po raz pierwszy jest po mojej stronie. Nie wiedziałam czy robi to abym mu pomagała czy dlatego że poważnie nie chce mojej krzywdy.

Stałam patrząc niemo i zarazem wściekle na Logana - chłopaka który wydawał mi się być niegdyś bliski.

-co ci się tak nagle stało?

Nie odpowiedział mi. Z tyłu zabrzęczał łańcuszek przy kajdankach Justina. Skierowałam oczy w dół. Chłopak powoli wracał do siebie. Jego postać ciągle wydawała się być nieugięta. Zrozumiałam że płacz, był jedynie odzwierciedleniem bólu i niczego więcej. W środku pozostał nienaruszony. On i Styles. Ciągle ci sami a może nieco inni?

-co ty w ogóle chcesz zrobić? Zabić go?
-nie wiem. Ale to na samym końcu.
-jesteś potworem Logan.

Domknęłam drzwi zatrzaskując je w pełni wściekłości. Byłam poważnie zdenerwowana. Doszłam do drzwi. Nie wiedziałam co odpierdala Megan, ale zdziwiła mnie sama jej postawa. Odgradzała Ethanowi drogę do Stylesa... Po co?

Zauważyła mnie a potem cała reszta. Patrzyłam na nich z niezrozumieniem. Megan stała stanowczo przed Ethanem, ale i tak bardziej piorunujący był fakt że pozwoliła Stylesowi oprzeć ciało na swoich plecach. Nie mogłam zrozumieć. Wiedziałam jedynie tyle, że tak jak ja, pokłóciła się z Ethanem.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Rozdział 20.

*    *    *

-śmieszne. - Megan wzdrgnęła ramionami sącząc z kubka gorącą czekoladę.
-co jest śmieszne?
-wszystko.
-to znaczy?
-po prostu wszystko. Zaczynając od tego popierdolonego zdarzenia z przejściem władzy na nas a kończąc na naszej debilnej panice.
-nasza panika nie była debilna...
-była. Wszystko co do tej pory się tu działo jest debilne. Jeszcze chwila i zacznę myśleć że całe to zajście to jedna wielka ściema.
-z czego to wnioskujesz?
-chociażby z nagłej uległości Biebera i Stylesa.
-nie rozumiem...
-jak to możliwe że zawsze byli nieugięci, mocni, wywyższali się ponad nami wszystkimi i miotali nami, podcinali ręce, nogi, bili paskiem, łańcuchem, wyzywali a nawet katowali. A teraz tak nagle, bez większej szarpaniny pozwolili sprowadzić się na ziemię i tak o prostu pozwolili żeby chłopcy ich katowali? - zamyśliłam się na chwilę... - w ogóle jak to możliwe żeby bez większych problemów dało się z nich wycisnąć łzy?
-może w cale nie są tacy silni za jakich ich miałyśmy?
-może.

Poprawiłam się na łóżku. Mimo że miałyśmy do dyspozycji cały dom, to nasz mały, przytulny pokoik i tak był najlepszy.

Zamyśliłam się spoglądając na dłonie. Wsadziłam jedną z nich pod udo. Od momentu kiedy Bieber zrobił mi ciętą rysę na nodze, została mi gruba warstwa zaschniętej krwi. Paskudna sprawa. Chwilę potem podniosłam wzrok spoglądając na zegarek. Było dokładnie 10 minut po północy.

Ogółem w domu byłoby cicho gdyby nie to, że ani Ethan ani Logan nie postanowili wyjść z piwnic. Nie wiem kiedy mają zamiar wrócić i jak będą wyglądać jutro rano Harry z Justinem, ale nie robi to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Może dlatego że nie widzę co się tam dzieje?

Przeszkadzał mi jednak nieco ich krzyk chociażby w zaśnięciu. Ethan z Loganem chyba zbytnio napalili się na wyrządzenie zapłaty. Nie wiem do czego tam doszło ale w każdym razie bądź - do niczego dobrego.

-Meg, nie zasnę... - jęknęłam.
-wiem o tym. Ja też nie. Ale wiesz... - urwała na chwilę unosząc lekko palec w górę - lepsze to, niż krzyki Mavis albo ta dziwna kobieta w koszuli.
-a wieź mi nie pierdol o nich, bo już w cale nie zasnę...
-Vickie, jak myślisz, kim była ta babka co dzisiaj nas nastraszyła w drzwiach?
-no... na pewno to nie był hologram.
-bo?
-hologram nie byłoby w stanie niczego dotknąć a tym bardziej otworzyć drzwi.
-więc kto to był?

Spojrzałam w sufit. W istocie nie miałam pojęcia kim ona była ale jeśli w ogóle ''była'' to z całą pewnością nie mogę jej zarówno zaliczyć do istoty cielesnej, ale też nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie wiem kto to był.

-nie wiem...
-no właśnie...

Zamknęłam powieki chcąc na wszelki sposób zasnąć. Nie mogłam, mimo że krzyki ucichły. W mojej głowie wyrósł widok tej kobiety. Chciałam sobie przypomnieć jak wyglądała, ale nie potrafiłam.

Byłam niemal na granicy snu, kiedy drzwi do naszego pokoju otwarły się. Zerwałam się do pozycji siedzącej jakbym usłyszała strzał a serce nabrało zabójczego tempa.

-spokojnie, mała. To tylko my. - Ethan spokojnie oznajmił zapalając światło. Cholera... walnęło mi po oczach. Spojrzałam na Megan. Zapewne miała minę podobną do mojej.
-czy... to jest krew? - Megan zapytała mrużąc lekko oczy w stronę podkoszulka i dłoni Ethana. Szybko znalazłam wzrokiem Logana. Wyglądał niemal identycznie.
-tak.
-czyja...?
-jego.

Patrzyłam na nich z lekkim niedowierzaniem. Nie wiedziałam skąd tyle krwi by się nagle wzięło na ich dłoniach. Nie było jej tam znowu aż tyle, jakby nie wiem... rozcinali im ręce czy coś, ale krew była solidnie widoczna. Zaczynałam mieć wątpliwości.

-chłopcy, mam nadzieję że wiecie o tym, że ich śmierć nie wchodzi w ogóle w grę?
-jak to nie wchodzi? - Ethan wytężył wzrok lustrując Megan.
-co... nie wiedziałeś o tym?
-zaraz, zaraz, czekaj. Chcesz mi powiedzieć że oni mają nie zdechnąć?
-no, tak.
-żartujesz sobie ze mnie?
-nie.
-nie, czekaj, to chyba jakaś pomyłka Meg.
-w niczym się nie mylę.
-ale nie kurwa, ty na serio sobie ze mnie żartujesz?!
-nie podnoś na mnie głosu. Nie żartuję sobie.
-Megan, podaj mi jeden przykład dla którego mielibyśmy ich nie zabijać.
-podaj mi jeden przykład który przemawia za tym żeby ich zabić. Sensowny przykład.
-ten gościu co nam ich oddał sam przecież powiedział że albo oni zabiją nas, albo my ich. Więc?
-chcesz plamić dłonie krwią? Na prawdę Ethan? Mało ci było patrzeć na krew? - Megan wstała z łóżka stawając twarz w twarz z Ethanem.
-co ci szkodzi? Nie powiesz mi chyba że znowu chcesz go bronić?
-Bronić? Przed czym? - zadrwiła - przed tobą? Nie mogę i nie chcę. Ale to nie oznacza że od razu masz go zabić. Chciałeś o ile dobrze pamiętam zemsty a nie śmierci?
-Zemsta a śmierć to to samo Megan.
-gówno prawda.

Zgasiła światło kładąc się od razu do łóżka. Ja zrobiłam to samo. Leżac patrzyłam jak Logan zmywa w umywalce z dłoni krew która chyba należała do Justina. Zaczynałam w głowie, podświadomie układać scenę w której miałoby rzekomo dojść do rozlewu krwi. Ale nie byłam w stanie pojąć - jeden cios doprowadził do krwi czy seria ciosów? Mnie Justin rzadko bił łańcuchem, więc nie wiem... Ale Harry robił to często z Megan. I pamiętam że mimo iż bił ją mocno, to nigdy do krwi. Tak więc Ethan z Loganem nieźle musieli ich pobić skoro doszło do rozlewu krwi.

NARRATOR POV

Vickie zasnęła niedługo potem, Megan również a chłopcy, zmyli zbędną krew i również położyli się do łóżek. Całość była nienaturalnie sztuczną grą o której wiedzieli podświadomie jedynie chłopcy. Nie chcieli by dziewczyny miały jakikolwiek udział w tym co się działo. Chcieli być jedynymi mającymi nieograniczoną władzę.

W środku nocy, kiedy już absolutnie wszyscy spali, nastał wrzask, potem huk, jeszcze jeden wrzask, następny huk i gorzkie szlochanie.

MEGAN'S POV

Otworzyłam oczy słysząc że za drzwiami, na dole coś się stało. Całe to nienaturalne zajście wybudziło nie tylko mnie. Również chłopaków i Vickie. Patrzyliśmy jeden na drugiego aż w końcu Logan zapalił światło.

-co tak kurwa jebło?! - Ethan wstał z łóżka
-nie wiem ale bardziej zastanawia mnie, kto krzyczał.
-jeden raz na pewno krzyczał Styles, drugi raz już nie wiem...
-spadło coś na niego czy jak?
-a chuj wie.
-chodźcie, trzeba sprawdzić.

Zanim ktokolwiek z nas w ogóle dotknął klamki usłyszałam ten sam dźwięk zgrzypiących drzwi, które nawiedziły nas kilka godzin temu.

Cofnęłam się o krok będąc świadoma tego że w tych samych drzwiach, które były na dole, teraz może stać ta kobieta.

-chodźcie. - warknęła Vickie otwierając stanowczo klamkę i od razu oświecając hol.
-Vick, ale ona...
-zamknij się i chodź. - chwyciła mnie za rękę ciągnąc w dół.

Zbiegłam po schodach nie patrząc nawet w stronę ''owych'' drzwi. Skierowałam się stronę pierwszych drzwi do piwnicy będąc pewna że drugi usłyszany przeze mnie krzyk należał właśnie do Harry'ego.

Podbiegłam do drzwi piwnicy, unosząc ciało na palcach. Nie mogłam otworzyć drzwi bo to Ethan miał klucze w dodatku gdzieś na górze. Nawet sama nie wiem, jak wielkie musiało być na mojej twarzy zdziwienie kiedy zobaczyłam, że Harry śpi...

-zaraz... - chwyciłam się za głowę. - czyli... to nie on krzyczał?

Patrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Żaden z nas nie wiedział do kogo należał owy krzyk. Był niemal identyczny jakby krzyczał Styles. To jego głos słyszałam... ale jak to możliwe skoro on śpi?

-dobra, nie ogarniam co tu się dzieje ale wartało by znaleźć to coś to tak hukło.
-coś? Czy masz może pomysł co to było?
-nie, ale to walnęło gdzieś blisko.
-jasne... Ethan wszystko jest blisko naszego pokoju...

Odwróciłam jeszcze raz twarz żeby popatrzeć na Stylesa. Spał. To było oczywiste. Nie było innej opcji. Nie mogliśmy więc stwierdzić że to on krzyczał. Na pewno nie zrobiłby tego tak głośno przez sen.

Patrzyłam na niego nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w gruncie rzeczy, za tym wszystkim może stać ta dziwna postać.

-a tak kobieta? Może to ona?
-Megan... to nie możliwe.
-Ethan, w tym domu wszystko jest możliwe.
-co sugerujesz?
-skąd masz pewność że to nie ona krzyczała?
-nie mam żadnej pewności Meg. Wiem tylko tyle, że oprócz krzyku był jakiś huk. Dziwi mnie jednak pewien fakt...
-jaki?
-skoro nas postawiło to na równe nogi, to jakim cudem on śpi?! Nic nie słyszał czy jak?!

Spojrzałam znowu na jego ciało. Teraz dopiero zaczynałam nieco rozkminiać sytuację. Jego ciało leżało nieruchomo i nie widziałam odstępstw w oddechach.

-czy on w ogóle żyje? - zapytałam dociskając ciałem do drzwi. Patrzyłam chwilę na ciało chłopaka leżącego pod ścianą - Harry? - moje pytanie odbiło się echem po ścianach.
-Ethan, co ty mu zrobiłeś? - Vickie zapytała w stronę chłopaka a już chwilę potem podbiegła pod drzwi drugiej piwnicy a za nią Logan.
-No co mu zrobiłeś? - powtórzyłam patrząc zdezorientowana na chłopaka
-potraktowałem go łańcuchem.
-zabiłeś go?
-nie.
-Ethan on nie oddycha.
-śpi.
-chłopie, coś ty zrobił?!
-nie zabiłem go, co najwyżej otumaniłem i mógł zemdleć, dziewczyno nie panikuj! - cofnęłam się o krok. Nie... nie lubię kiedy na mnie krzyczy... - przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć... - podszedł otulając mnie ramieniem. - nie, martw się, nie zrobiłem mu nic poważnego.
-Ethan, na pewno?
-tak.

Zobaczyłam obok siebie Vickie i Logana. Spojrzałam na nic szukając odpowiedzi. Usłyszałam jedynie komendę Logana.

-chodźcie, trzeba znaleźć to, co tak huknęło.
-ale gdzie ty chcesz tego szukać i to na dodatek w nocy?

Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Patrzyliśmy się na siebie nie wiedząc co zrobić. Spojrzałam w oczy Ethanowi. W tych oczach coś było. Coś się ukrywało. Nie wiem co, ale czułam że coś tam chował. Z głębi piwnicy wydobył się ciężki, urwany oddech. Żyje...

-mówiłem, że go nie zabiłem. - Ethan uśmiechnął się zawadiacko
-co z Justinem?
-w... porządku. Nie jest źle aczkolwiek rano będzie jeszcze gorzej.
-Logan, daj sobie na chwilę na wstrzymanie...
-nie.

*   *   *

Nie byłam pewna czy powinnam dać Ethanowi całkowitą kontrolę nad nim. On zrobi głupotę a ja tego nie chcę. Zemsta to nie śmierć. A Ethan, nie jest tego świadomy. Jak tak dalej pójdzie, Logan splami na zawsze ręce krwią Justina, a Ethan zakończy życie Harry'ego. A jeśli mam być szczera - nie mogę do tego dopuścić.

**********************************************************************************
Tak, tak, jest post ;3 wybaczcie mi ten ostatni incydent z postem... na serio przepraszam... <3 a, i jeśli ktoś nie wie, w ostatnim ogłoszeniu [post przed tym] zadałam wam pytanie, plis, powiedzcie mi co sądzicie <3

środa, 11 czerwca 2014

OGŁOSZENIE.

Hej wszystkim !!! Od razu tłumaczę powód mojego pisania. Chodzi o posta który tak jak wiecie miał być w poniedziałek a się nie pojawił. Problem jest oczywisty. W poniedziałek post nie był gotowy więc nie mogłam go dodać. We wtorek coś ''spierdoliłam'' i post mi się skasował z brudnopisu. Oprócz tego wybiło mi neta.

Chcę wam powiedzieć że teraz od nowa piszę tego posta i dodam go tak szybko jak to tylko możliwe. I chcę żebyście wiedziały/li że post nie pojawił się w poniedziałek też w głównej mierze z mojego lenistwa i braku dyscypliny żeby go dokończyć. Za to was na prawdę bardzo przepraszam. Gdybym dodała w poniedziałek, nie byłoby takiego ''cyrku''. Na prawdę przepraszam was.

PRZESKOCZMY TEMAT

W nocy naszła mnie dzika myśl. Wiem że mój blog nie ma wielu czytelników, ale czy wartałoby założyć aska dla bloga? Moglibyście/mogłybyście dopytywać się o posty, bohaterów, sytuacje itp. Warto czy nie warto? Bardzo proszę, powiedzcie mi, nie mijajcie mojego pytania, proszę was <3

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Rozdział 19.

Patrzyłam jeszcze przez dłuższą chwilę na drzwi przez które mogłybyśmy przejść do drugiej części domu. Z głębi korytarza wydobył się kolejny krzyk Harry'ego, a potem o dziwo, mino oddalonych, zamkniętych i bez okien drzwi, usłyszałam krzyk Justina. Cóż. Można powiedzieć : ZACZĘŁO SIĘ.

-cholera to niesprawiedliwe że nawet teraz nie mamy ani odrobiny kontroli nad tym co się tam dzieje... - westchnęłam zakładając ramiona - nie podoba mi się to.
-wiesz... - Megan podniosła dłoń drapiąc się w czubek głowy - może oni po prostu chcą udowodnić że ani Justin ani Harry w cale nie są tacy silni ?
-co to ma do rzeczy?
-może po prostu nie chcą żebyśmy wiedziały jak mają zamiar zademonstrować swoją siłę ? Sama wiesz że nie powiedzieli nam co chcą im zrobić... W sumie to słyszałam co nieco ale to nie było logiczne...
-więc czemu nie wolno nam patrzeć?
-mówię ci, nie chcą żebyśmy wiedziały w jaki sposób chcą ich no wiesz...
-poniżyć?
-też...
-wychłostać?
-też, ale nie o tym myślę...
-ukarać?
-właśnie!
-...

Podniosłam dłoń podnosząc kciukiem policzek. Zaczęłam się zastanawiać co za tym stoi.

-Meg, chcę wiedzieć co się tam dzieje. I nie obchodzi mnie, jak to zrobię, chcę widzieć co się tam dzieje. - popatrzyłam jej w oczy podpierając się o biodra
-to co robimy? Idziemy zobaczyć te drzwi czy jakimś cudem sprawdzamy co wyczynia Ethan z Loganem?
-to drugie.

Olśniło mnie dosłownie w sekundę. Będąc nie raz zamkniętą w piwnicy gdzie Ethan zamknął Harry'ego, dobrze wiedziałam że jest małe okienko. Nie wiem jak w przypadku piwnicy którą wybrał sobie Logan, ale ostatni raz jak widziałam, było tam dość jasno więc chyba... okienko jakieś tam jest.

-chodź. Wystarczy że wyjdziemy z domu i podejdziemy pod okna.
-Vickie, zauważą nas...
-trudno, chcę widzieć i koniec. A ty ze mną pójdziesz czy ci się to podoba czy nie.

Pociągnęłam brunetkę za dłoń w stronę drzwi. Będąc w domu i stojąc w korytarzu, każdy krzyk prowokował mnie do tego aby iść i sprawdzić. Byłam tak cholernie ciekawa... Nie zmienia to faktu że Logan albo Ethan mogli się wydrzeć. Ale jakoś nie szczególnie mnie to odpychało. Byłam ciekawa.

Megan zapewne ma rację. Zarówno Logan jak i Ethan chcą mieć władzę absolutną którą nie chcą się z nami podzielić. A to że nie chcą pozwolić nam patrzeć, może być spowodowane różnymi rzeczami. I nie wiadomo o którą może chodzić? Większości, czasem trzeba się po prostu domyśleć... co nie zawsze jest takie proste jak mogłoby się wydawać...

Dochodząc już niemal do drzwi, zauważyłam że ciało Megan zesztywniało a zaraz potem moje, kiedy dotarły do nas słowa:

''zdychaj, podła kurwo!''

A chwilę potem usłyszałyśmy wrzaśnięcie. Nie krzyk. To był wrzask. Nie wiem w jaką część ciała Ethan uderzył Harry'ego, ale jest duże prawdopodobieństwo że uderzył go w krocze.

Samo zdanie nie byłoby tak piorunujące, gdyby nie obecność słowa : zdychaj. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam chcąc jak najszybciej wiedzieć co się tam dzieje. Zżerała mnie ciekawość ale i zarazem niepewność.

Podeszłyśmy powoli i cicho pod okienko. Pierwsza była piwnica wraz z Ethanem i Harry'm dlatego pozwoliłam aby Megan zajęła większą i lepszą do patrzenia część okna. Ethan stał tyłem i był zbyt zajęty żeby nas zobaczyć.

Stojąc przy oknie zauważyłam że obie sylwetki i ich postawy zmieniły się od czasu kiedy stałyśmy pod drzwiami ostatni raz. Harry wymiękł i to było solidnie widoczne. Ethan zaś stał się ... nawet ciężko to opisać. Jego spięte mięśnie były mocno zarysowane. Postawa ciało sygnalizowała że jest zdesperowany i gotowy zrobić wszystko. Harry zaś leżał. Pod ścianą, skulony, podparty jedynie na łokciu, i... aż mnie dziwi że to widzę, ale ze łzami na twarzy. Ethan, swoim łańcuchem w kilku miejscach roztargał jego ubrania. Styles wyglądał jak nie on. Wyglądał tak, jak sobie to wyobrażałam.

Ethan nie szczędził siły. Przed każdym ciosem coś mówił, a potem siarczyście chłostał go po nogach lub ramionach. Styles nie miał jak się bronić dlatego był zmuszony znosić ból. Był zupełnie bezsilny. Bezradny. Wyglądał jak małe dziecko. Nie było w jego oczach prośby o litość tylko ból. Gdyby mógł, krzyczałby zapewne o pomoc, ale nie miał nawet kogo prosić o pomoc. Był świadomy tego, jak bardzo Ethan go nienawidzi ale też dobrze wiedział, że Ethan odda mu cały ból dwukrotnie. Nie wspominając o karze za skrzywdzenie Megan. Karę za to, Ethan, chyba chce zostawić na moment, kiedy uzna że będzie go to bolało najbardziej. W cale mi go nie szkoda, chociaż mam nadzieję że Ethan, nie mówił poważnie o tym zdychaniu. Nikt nie mówił że chcemy się pozabijać nawzajem...

-z pewnej perspektywy to okrutne i brutalne - Megan szepnęła do mnie kiedy zaczęłyśmy iść w stronę drugiej piwnicy - ale z innej perspektywy, właśnie tak sobie to wyobrażałam i odczuwam pewną satysfakcję.
-zgadzam się, chociaż byłabym szczerze ... no... chyba zawiedziona gdyby Ethan go zabił...
-no coś ty! Śmierć nie wchodzi w grę!
-myślisz że on o tym wie?
-nie jest głupi, więc chyba wie...
-a jeśli nie?
-zapytam go.

Doszłyśmy pod drugie okno. Tym razem mnie dostał się lepszy widok. Cóż. W końcu się dowiedziałam dlaczego ledwo co słyszałyśmy Justina.

Logan zakleił mu szarą taśmą usta uniemożliwiając krzyk. Chłopak krztusił się własnymi łzami ale Logan nie oderwał taśmy z jego twarzy. Patrząc na nich, po raz pierwszy zrozumiałam i zobaczyłam na własne oczy, nienawiść Logana do Justina. Widziałam to w jego ruchach. Justin NIGDY by nie kulił się przed kimś kogo miał za niewolnika. Logan w końcu zademonstrował mu że nie jest zerem. Logan zrównał go z ziemią. A Justin dobrze o tym wiedział. Miałam wrażenie że był świadomy tego, jak bardzo Logan go nienawidzi. Tak samo z Harry'm i Ethanem. Justin był może silny emocjonalnie, i z pozoru silny fizycznie, ale z tego co widziałam, źle znosił ciosy jakie zadawał mu Logan. Znoszenie bólu nie było jego mocną stroną. Może na początku udawało mu się ukryć ból. Ale nie teraz. Kiedy leżał jak dziecko z kolanami podwiniętymi niemal pod sam nos, z czerwonymi policzkami, strugami łez na twarzy. To nie ten sam, silny chłopak który się nade mną znęcał.

Odeszłam na krok od okna splatając palce. Czułam się jakoś tak... inaczej niż sobie to wyobrażałam. Byłam zdziwiona i trochę rozczarowana. Sądziłam że w ciele Stylesa i Biebera jest trochę więcej determinacji, a tymczasem zetknęłam się z poddaniem i brak przeciwstawności.

Ale oczywiście nie był to powód do mojego martwienia się. Z innej strony nawet cieszyło mnie to, że tak łatwo można było sobie z nimi poradzić. W gruncie rzeczy mogliśmy tak zrobić już dawno temu...

-nad czym myślisz?
-czemu nigdy wcześniej nie sprowadziliśmy ich do takiego stanu, tylko dopiero teraz? - Megan uniosła brew. Chyba nie do końca zrozumiała o co mi chodziło.
-o czym mówisz?
-zobacz w jak banalny sposób oni pozwolili sobą manipulować... Wystarczyło parę minut żeby zmiękli do zera... Czemu nie mogliśmy nimi zawładnąć już wcześniej?

Zmarszczyła brwi patrząc w dół. Rozumiała o co mi chodzi i chyba czuła rozczarowanie.

-Vickie... nie rozumiem jednej rzeczy...
-jakiej?
-owszem, mamy władzę i kontrolę nad nimi a także nad ich domem. Możemy robić co chcemy, ale gdzie tu logika? Nie możemy do końca życia tu siedzieć i patrzeć jak Harry z Justinem spędzają kolejne dni życia w męczarniach tylko dlatego że to było nasze marzenie... Megan, musimy jakoś wrócić do domu... Nie możemy tu zostać. Nigdy nie wiadomo kto czai się w okolicy... Rozumiesz o co mi chodzi?
-Rozumiem. Ale co chcesz zrobić żeby to zmienić? Nie możemy zostawić teraz Ethana z Loganem samych i pozwolić im robić co chcą bo z całą pewnością ich zabiją a ja niczyjej śmierci nie chcę.
-nie wiem co należy a co wypada mi zrobić. Logan i Ethan czują w sobie władzę kiedy nie mają ograniczeń i dobrze wiem że w ich przypadku, nie doprowadzi to do niczego dobrego. Do niczego.
-wiem o tym...

Spojrzałam na swoje dłonie uświadamiając sobie że mogę z nimi zrobić tylko dwie rzeczy na chwilę obecną. Albo nimi zadam ból, albo uleczę ból. Nie wiem jeszcze do czego zmusi mnie sytuacja. Chcący się dowiedzieć jestem zmuszona poczekać. Nie wiem ile.

-Vickie, wartało by wrócić. Ethan kazał nam poczekać. Może być zły jak zobaczy że gdzieś poszłyśmy...
-taa...

Poczłapałam nierównomiernym krokiem za Megan. W mojej głowie myśli robiły z moją psychiką wszystko co tylko im się chciało. Wojna... Totalny rozpierdol. Chaos. Nie czuję się dobrze z takim nawałem myśli. Powinnam być w gruncie rzeczy szczęśliwa że nadszedł ''TEN DZIEŃ'' ale jakoś nie czuję tego ''klimatu''. Coś tu nie gra...

Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi. Zamiast spokojnie zrobić kilka kroków, musiałam znowu przystanąć. Nie tylko ja. Na podłodze, tuż pod fotelami leżała koszula. Nie była jaka koszula. Biała. Wydawała się należeć do jakiejś kobiety. Ot zwykła koszula nocna. Ale... co ona robi na środku pokoju, kiedy przedtem jej tu nie było?

-zaraz... - Megan podniosła materiał z podłogi. Podnosząc go, zobaczyłyśmy spód materiału. Nieskazitelna biel, z drugiej strony kryła charakterystyczne plamy i jedno roztarganie. Ten zapach był paskudny... taki ... słodki?
-czyje to może być?
-nie wiem, ale cuchnie paskudnie.
-kobieca?
-raczej. Facet by w takiej nie chodził.

Za naszymi plecami coś zaszeleściło. Odwróciłam się. Nie widziałam nikogo i niczego. Ponownie spojrzałam na koszulę żeby się jej przyjrzeć, kiedy tym razem, z blatu spadł nóż a potem łyżeczka zataczając z brzękiem kółka na podłodze. Patrzyłam jak w omam na sztućce walające się na podłodze. Ich ''zachowanie'' nie było naturalne. Patrzyłam w nie jak w obrazek do puki brzęk nie ustał. Kiedy ostatni raz postanowiłam spojrzeć na koszulę którą trzymała Megan, w głębi korytarza rozległ się krzyk Harry'ego po czym zaskrzypiały otwierające się drzwi do drugiej części domu. To co się działo w tamtej chwili nie było tak po prostu normalnym zachowaniem...

-Megan, odłóż to. - dziewczyna powoli położyła materiał na podłodze. Odsunęłam się o krok w tył kiedy usłyszałam dziwny dźwięk, po czym drzwi od przejścia do drugiej części domu zaczęły się cudem powoli, zgrzypiąco otwierać. Zamarłam nie wiedząc co się dzieje ?! Za nami rozległ się kolejny krzyk. Poczułam w głębi siebie strach.

Czułam serce w piersi a z każdym kolejnym krzykiem który wydawał z siebie Harry, drzwi poszerzały się coraz mocniej. Zaczynałam panikować i bać się, czy w tym domu jest ktoś jeszcze ? Ktoś nie powołany i czy jest to stworzenie cielesne ... ?

Mój mózg przestał logicznie myśleć, serce zatrzymało się, źrenice powiększyły, oczy wyłupiały, ręce zaczęły drżeć a nogi zerwały się do ucieczki, kiedy nagle w drzwiach zobaczyłyśmy kobietę w bieli...

To był moment w którym biegłam, krzycząc, dysząc, uciekając i niemal płacząc jednocześnie. Nawet nie wiedziałam gdzie? Wrzasnęłam wniebogłosy, kiedy usłyszałam ponowny zgrzyt drzwi. Byłyśmy już niemal przy piwnicy Logana. Kiedy Ethan wybiegł z tamtej piwnicy jak porażony, słysząc nasz krzyk. Logan wypadł po chwili również z drzwi, nie mogąc zrozumieć czemu krzyczałyśmy...

-duch, kobieta, potwór, nie wiem kto to był... - Megan wypuściła z siebie emocje dając upust we łzach. Bała się. mnie serce chciało wyjść gardłem. Wtuliłam się w Logana który gładził mnie po włosach.
-gdzie to było?
-w drzwiach, tam w przejściu...
-do drugiej części domu?
-tak...

Chłopcy postanowili sprawdzić co się stało. Logan zostawił uchylone drzwi poszedł za Ethanem, który mijając drzwi do jego piwnicy, trzasnął nimi zamykając je. Spojrzałam lekko w bok. Justin klęczał z rękami uniesionymi wysoko nad głowę. Jego twarz była mokra i czerwona a oddech nierównomierny. Na gołych ramionach widoczne były czerwone kreski które niedługo potem zamianią barwę na inny kolor. W takiej odsłonie, nawet mi się podobał.

Czułam zimno na kostkach. To nie był dobry znak. Czułam się jak w jakimś nawiedzonym domu. Z resztą to był nawiedzony dom... tak sądzę. Nawiedzony i nienormalny. Nie lubię takich domów... Boję się ich. Boję się nawet teraz. Nie wiem czy obok mnie kogoś nie ma... Wiem że to nienormalne wierzyć w duchy, ale ja w nie wierzę. Boże Święty, ja się boję... nie przetrwam nocy... Śpię dzisiaj z Loganem. Innej opcji nie ma.

          ***********************************************************************
Hej !!! Mam do was prośbę, jeśli ktoś z was głosował w mojej ankiecie, to proszę... niech zrobi to jeszcze raz... coś się zepsuło i straciłam wszystkie głosy... Bardzo was proszę <3 Mam nadzieję że post się podobał ;** xx