wtorek, 27 maja 2014

Rozdział 18.

Śmieszył mnie ten widok. Ale za razem fajnie się na to patrzyło. Na tą bezsilność. Bezradność i debilne zachowanie. Byli zaiste onieśmieleni faktem że nie mają już władzy. W sumie to się im nie dziwię. Też bym się czuła podobnie gdyby nagle odebrano mi władzę. Boże... ile ja na to czekałam... Megan wróciła do mnie z miską pełną chipsów. Rozumiem że zaczyna się dla nas luz.

-Ethan złaź! Nie rozumiesz?! Zejdź ze mnie !!! - Ethana śmieszyło zupełnie jak mnie, to że Harry rzucał się na prawo i lewo.
-zamknij się.
-sam się zamknij! Nie będziesz mi rozkazywać! - Harry wyszarpnął się dość solidnie o mało nie zrzucając Ethana ze swoich pleców. Ten jednak szybko zareagował. Uderzył ręką w głowę Harry'ego po czym policzek Stylesa huknął o podłogę.
-a... ! - urwał niedokończony jęk zaciskając zęby w złości.

Ethan z uśmiechem wstał, podnosząc Harry'ego za włosy. Styles jęknął boleśnie kiedy Ethan niespodziewanie wypuścił z garści zaciśnięte loki po czym twarz związanego chłopaka ponownie runęła o ziemię. Spojrzałam na Megan. Wysunęła szeroko kąciki ust w górę odsłaniając 2 rzędy białych zębów. W końcu ma powód do uśmiechu.

-mam tu stać do końca życia? - Justin zadrwił po czym Logan natychmiast zareagował.
-jeśli tylko sobie tego życzysz.
-spadaj gnojku, do pięt mi nie dorastasz.
- i kto to mówi? - Logan wykorzystując nieświadomość chłopaka szybko go odwrócił piorunując jego krocze, uderzeniem z kolana. Justin upadł na podłogę jęcząc jak dziecko. - i kto tu komu do pięt nie dorasta?
-jesteś.... jesteś... - usiłował jakoś mu dogryźć ale ból nim zawładnął więc odczekał jeszcze chwilę - jesteś popierdolony!
-dziękuję. Staram się jak mogę. Teraz wstawaj. - chwycił za zwisający od obroży Justina metalowy krążek ciągnąc go w górę.

 Byłam ciekawa gdzie ich mają zamiar dać. Jednak nie zdziwił mnie fakt że każdy z nich postanowił zabrać swojego ''podopiecznego'' w inną stronę. Poszłam za każdym z nich. Ethan uznał że woli piwnicę. Mądry wybór. Ktoś zakręcił chyba zawór.

Spojrzałam przez uchylone drzwi. Harry rzucał swoim ciałem na wszystkie strony aż Ethan jednym ruchem zrzucił go na ziemię a potem doczepił koniec łańcucha do jego obroży.

-piękna z ciebie suka, wiesz? - Ethan spoliczkował wściekłego Stylesa który ledwo co łapał oddech. Był mega zdenerwowany. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zabójczym tempie. Linia szczęki była solidnie zarysowana na twarzy a spięte mięśnie boleśnie ściskały się w za małych kajdankach. Jakież to... ''przykre''.

Megan pociągnęła mnie dalej. Logan zabrał Justina do drugiej piwnicy na końcu korytarza. Rzadko kiedy tam ktoś kiedyś lądował jednak skoro były dwie, Logan z tego skorzystał. Tak jak Ethan, doczepił miotającemu się chłopakowi łańcuch do szyi. Zauważyłam że ani Logan ani Ethan nie poluzowali uścisku w kajdankach.

Justin siedział naburmuszony, może zły na samego siebie, może przerażony. Nie wiem. Mimo to na pewno był zły. Siedział z zeciśniętą szczęką z wbitym gdzieś wzrokiem. Mimo jego niesamowitej powagi zauważyłam że uwierały go solidnie kajdanki. Cóż. Nic na to nie poradzę. A nawet jeśli bym mogła, to i tak bym nawet nie podeszła. Kto wie, co takiemu teraz siedzi w głowie?

Gapiłam się na spięte ciało Justina jeszcze chwilę. Taki bezbronny... no, w końcu mam to czego chciałam. Azatem wartało czekać, chociaż z pewnej perspektywy nie jestem do końca pewna czy aby na pewno się udało?

Justin i Harry znają ten dom jak własną kieszeń kiedy MY, tak na prawdę dopiero go odkrywamy. Te mury mają tajemnicę. O drugiej części domu wiem prawie nic, oprócz tego że jest tam MARBLE i resztki ciała Mavis. Nawet nie wiem co tak na prawdę kryje się za resztą tych wszystkich drzwi. Co jeśli w tym domu jest KTOŚ jeszcze, a my nawet o tym nie wiemy?

Oprócz głuchoty i dziwnego a zarazem paskudnie słodkiego zapachu to po drugiej stronie drzwi z napisem ''13'', z całą pewnością kryje się coś jeszcze. Druga część domu jest dla mnie zagadką którą chciałabym odkryć a mimo to nie mogę bo się boję. Cmentarz.

Mam też obawy dotyczące własnego bezpieczeństwa. Nie wiem czy Harry i Justin nie zdołają uciec z piwnic a potem po kolei nas pozabijać? Nie wiem kim na prawdę są ludzie którzy wydali ich w nasze ręce? Nie znam okolicy. Nie wiem nawet co jest za domem. Nie wiem gdzie powinniśmy w razie czego uciekać i u kogo szukać pomocy? Tak na prawdę to wiem jedynie tyle, że jestem Victoria i mam przyjaciółkę Megan. Nic więcej.

Patrząc na uziemionego, zakutego w ciasne kajdanki i uczepionego łańcuchem do ściany Justina, który siedział czerwony ze złości, zaczynałam mieć podejrzenie: czy my nie robimy głupoty? Czy to mądre że mamy zamiar dokonać zemsty na kimś, kogo imię i nazwisko widnieje na naszych nadgarstkach? Czy tu jest jakiś haczyk?

Nie wiem tego. Odpowiedzi jednak nie dostanę ani z ust Justina ani Harry'ego. Odpowiedź da mi jedynie czas. Cicha modlitwa nadziei do niepewności. Nie wiem ile minie czasu. Wydawałoby się, że wiem sporo. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że wiem niewiele. Zastanawiam się... czy ta cała bajka ma prawo mieć Happy End?

Rozmyślenia rozmyśleniami a czas płynie. Na tamtą chwilę byłam szczerze napalona na jakiekolwiek działanie bądź na jakikolwiek ruch ze strony Logana. W końcu jednak coś się ''ruszyło''. Tyle że nie w tym kierunku w którym oczekiwałam że ruszy. Logan zamknął nam drzwi przed nosem przekręcając klucz.

-Logan, otwórz. - zastukałam palcami w drzwi. W odpowiedzi uzyskałam jedynie odburknięcie.
-uhm, nie teraz. - nieco rozszerzyłam oczy. Usłyszałam też odgłos podnoszenia z ziemi zwiniętego kawałka łańcucha. Prawdopodobnie.
-Logan nie bądź chamski i otwórz drzwi.
-Vickie, idźcie stąd. To nie jest miejsce i czas dla was. Zajmijcie się na razie czymś innym.
-otwieraj! - uderzyłam pięścią w drzwi.

Drzwi otworzyły się z dość dużym rozmachem. Logana najwidoczniej znudziło moje marudzenie. Stał w drzwiach ze ściągniętą koszulką i kawałkiem nieco przyrdzewiałego łańcucha w dłoni. Wyglądał szczerze mówiąc seksownie. Za nim, na podłodze, dalej siedział Justin. Tym razem, jego wzrok był utkwiony na łańcuchu. No i prawidłowo.

-co chcesz? - jego ton głosu zniżył się co czyniło go jeszcze bardziej seksownym ale i aroganckim zarazem.
-widzieć to, co robisz. Chyba nie ma w tym nic złego?
-nie będziecie na to patrzeć bo to sprawa między mną a nim.
-czyżby? - uniosłam brwi - wedle mnie, mój udział w tej całej szopce jest znacznie większy niż twój, więc czemu nie mogę patrzeć?
-nieistotne. Po prostu nie powinnaś tego widzieć i tyle.
-Logan...
-Sorry ale NIE. - Zatrzasnął nam drzwi przed nosem. Znowu.

Poczułam się obrażona. Nie sądziłam że Logan odmówi mi w sprawie najmniejszego udziału w tym, co chce zrobić. Justin był bestią, która katowała w głównej mierze mnie a nie jego, więc nie rozumiem czemu on nagle przywłaszczył sobie do niego całe prawo?

Nie podobało mi się zachowanie Logana. Oczywiście nie z powodu tego że miał zamiar bić Justina, tylko dlatego że mnie olał.

Stałam pod drzwiami i jedynym sposobem na jakiekolwiek dowiedzenie się tego co tam się dzieje, było słuchanie. W głównej mierze, był to początkowo głos Logana który w arogancki sposób zadawał pytania. Wiedział że jest sam i że może sobie na to pozwolić. Justin nie odpowiedział ani na jedno pytanie.

Po chwili usłyszałam świst powietrza, a zaraz potem zduszony krzyk. Logan wymierzył pierwszy cios. Tak cholernie zależało mi, aby widzieć minę Justina. Chciałam zobaczyć ten ból na jego twarzy. Niestety okazało się to nie realne.

Megan zrezygnowana z dalszego stania pod drzwiami, pociągnęła mnie do przodu. Zdałam sobie sprawę z tego, że chce iść zobaczyć co wyczynia Ethan. Nie sądzę żeby robił cokolwiek innego niż Logan...

Przybliżając się coraz bardziej do drzwi, zaczynałam coraz głośniej słyszeć dźwięki dochodzące z tamtego pokoju. Zapewne, Ethan bawił się już ciałem związanego chłopaka. Bił go, słyszałam. Nie wiedziałam tylko gdzie i jak?

Doszłyśmy do drzwi. Te miały jedną zaletę. Tą zaletą był otwór zabity dwiema rurami. Coś jak drobne okienko. Megan wychyliłam się przystając nieco na palcach. Dołączyłam do niej chwilę potem.

Zobaczyłam dwie postacie. Wysokiego, silnego i górującego , młodego mężczyznę z twardym skórzanym paskiem w ręku, oraz jedynie na pozór silnego, skutego, wściekłego i bezbronnego chłopaka który klęczał przy ścianie. Ethan wymierzał ciosy pasem , chłostając nogi Stylesa. Harry nie mógł pozwolić na to, aby ktoś usłyszał, że go to boli. Upust w bólu dawał jedynie przerywanym oddechem  i zduszonymi jękami. No cóż. My kiedyś znosiłyśmy dokładnie to samo. W dodatku on ma spodnie zakrywające uda. My miałyśmy spodenki...

Patrzyłam na szybkie ruchy Ethana i Harry'ego, który co parę sekund był chłostany. Dokładnie widziałam że przed każdym ciosem chciał się jakoś przygotować na ból.

Nie było mi go szkoda, widząc jakie znosił baty. W głębi serca chciałam aby Ethan przyspieszył i bił go mocnej. Styles zasłużył na ból. Zasłużył za to, co zrobił Megan. Za to jaki był.

Moje oczy były utkwione za zamkniętych oczach Stylesa i zaciśniętej szczęce kiedy Ethan niespodziewanie się odwrócił ocierając lekko spocone czoło.

-czego tutaj szukacie?
-patrzymy tylko.
-no więc Do Widzenia.
-że co? - tym razem, Megan, uniosła brwi. Jemu też coś odjebało?
-to co słyszałaś. To nie jest miejsce dla dziewczyn.
-a niby gdzie jest miejsce dla dziewczyn ?! - krzyknęła podpierając się o biodra.
-w kuchni - Harry nie tracąc arogancji rzucił tekst w stronę Megan.
-morda, suko! - Ethan cisnął paskiem w nogi Harry'ego dając mu do zrozumienia że ma się zamknąć. Styles jęknął z bólu -idźcie do salonu i poczekajcie tam na nas.

W jego oczach był gniew. Nie rozumiem dlaczego? Co zrobiłyśmy patrząc? Czemu jednocześnie Logan z Ethanem tak bardzo chcą mieć ich na własność?!  To nie jest odpowiednie zachowanie na obecną chwilę.

-dobra, chodź. - Megan chwyciła mnie za łokieć ciągnąc w stronę salonu.

Kiedy usiadłyśmy na pierwszej lepszej kanapie, nie dając jej dojść do słowa, zapytałam:

-co się tu nagle stało? - spuściła wzrok patrząc na dłonie
-nie wiem ale nie podoba mi się to. Miało być po równo.
-wiem... - westchnęłam biorąc łyka stojącej niedaleko wody.
-co teraz masz zamiar zrobić?
-cóż... skoro Ethan z Loganem nie chcą nas dopuścić do tej całej SPRAWY... to może wartałoby w końcu iść i zobaczyć co jest za domem?
-c-co? - zakrztusiłam się
-no co? Nigdy tam nie byłyśmy.
-byłyśmy. Raz.
-oj tam, to był tylko raz i na dodatek nie widziałyśmy wszystkiego... chodź, warto zobaczyć jaką rupieciarnię urządzili w ogrodzie.
-jesteś pewna że chcesz tam iść?
-a dlaczego by nie?
-wiesz... jakoś nie jestem przekonana...
-w takim razie, olśnij mnie i powiedz, co masz zamiar robić przez cały dzień?

Zaczęłam w głowie kartkować listę rzeczy jakie mogłybyśmy zrobić.

-wiesz... skoro tak bardzo ci zależy żeby coś robić i sprawdzać, to czemu nie zajrzymy do tych drzwi przy suficie w drugiej części domu?

Jej oczy rozszerzyły się a tęczówki powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki.

-ty na serio chcesz tam iść? - zapytała patrząc z niedowierzaniem. Owszem, nie byłam przekonana, co do tego, czy nie robimy głupoty ale no cóż...
-no... wiesz... chyba lepiej wiedzieć co tam jest, niż żyć w nieświadomości, prawda?

Z głębi korytarza usłyszałyśmy bolesny krzyk Harry'ego. Najwidoczniej już nie dał rady powstrzymywać się od ukrywania emocji. Po chwili usłyszałam jego kolejny krzyk. Nie słyszałam jeszcze jak dotąd Justina. Może dlatego że on był o wiele dalej od nas i drzwi u niego były szczelnie zamknięte?

-wiesz... zamiast słuchania krzyku, to może jednak sprawdzimy co jest w tych drzwiach? - Megan niepewnie zaproponowała unosząc jeden kącik ust w górę.
-coś tak czułam że to powiesz...

                               *******************************************************
Witajcie! <3 przepraszam was że rozdział nie ukazał się w poniedziałek tylko dzisiaj ale szalała u mnie za oknem burza i bałam się korzystać z internetu. Mam nadzieję że mi wybaczycie ;*

poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 17.

Z przerażeniem patrzyłam na gwałtownie unoszące się nademną ciało Harry'ego. Był zbyt silnie zbudowany żebym mogła w jaki kolwiek sposób pomóc samej sobie. Rozwścieczyłam go. Dobrze o tym wiem. W jego głosie był gniew. Spiął mięśnie by swoimi dłońmi rozszarpnąć moje nogi na boki. Nie miałam szans na odwrócenie biegu wydarzeń.

-Harry, błagam, nie rób mi tego! - krzyknęłam z całych sił w płucach zanim poczułam nieziemski ból. Ból który rozerwał w moim ciele to, czego nigdy nie odzyskam. Zacisnęłam powieki i ciężko znosiłam pieczenie, ból i bolesną ranę w psychice która zaczynała się we mnie żłobić. Jedyne co mi zostało to czekać aż poderżnie mi to pierdolone gardło! Boże... dlaczego z nim? Boli...

ETHAN'S POV

Słyszałem ją. Jej bolesny, rozerwany krzyk. Ktoś ją krzywdził. A ja dobrze wiedziałem kto to był. Nie miałem dłużej ochoty pozwalać na to żeby on robił z nią co chce. Wybiegłem przez drzwi zrzucając ze schodów Justina który prawdopodobnie szedł na górę. Biegłem ile sił w nogach. Słyszałem jej coraz głośniejszy krzyk, płacz i lament. Krzywdził ją a ja czułem ogień w dłoniach. Byłem gotowy go zabić.

Wbiegłem po schodach na górę dobiegając do drzwi zza których wydobywał się jej krzyk. Na podłodze stała pusta butelka po piwie. Chwyciłem ją w dłoń i z hukiem otworzyłem drzwi do sypialni Stylesa. Przeraziłem się. Ja. Chłopak.

Harry stał z nożem w jednej dłoni a drugą dłonią szarpał za włosy skuloną przy ścianie, zapłakaną i niemal nagą Megan. Zanim tu wparowałem usłyszałem : ,,zamknij ryj suko!''. Teraz tego pożałuje!

-Ethan!! - Harry nie zwracał nie mnie uwagi mimo jej krzyku w moją stronę.
-przyszedłeś popatrzyć jak zabijam moją niewolnicę? - zadrwił jak palant lekko odwracając głowę w bok.
-nie waż się jej dotknąć!
-ha! Już to zrobiłem. - ponownie zadrwił unosząc gwałtownie nóż.
-Giń ty podła kurwo! - nie wytrzymałem. Cisnąłem szkłem w głowę chłopaka.

Butelka rozprysnęła na setki kawałków. Po czym ciało Stylesa zachwiało się i bezwładnie upadło na podłogę.

VICTORIA'S POV

Wbiegłam po schodach na górę. Do oczu napłynęły mi łzy na widok własnej przyjaciółki z krwią na udach. Wiedziałam co się stało. Siedziała zwinięta w ramionach Ethana. Na podłodze obok, leżał Harry. Nawet nie wiem czy był żywy. Ominęłam go jakby był trupem i podeszłam do Megan całując w policzek.

-za co, kurwa, za co? - szepnęła mi prosto w oczy.
-Meg... ja... przykro mi...

Na moje słowa rozpłakała się jeszcze bardziej. Cholernie bolało mnie to że Harry zabrał jej w tak bestialski sposób cnotę. Jedyną rzecz jaką miała na własność. Każda kobieta ma prawo do wyboru. KAŻDA. Harry będąc świnią jej to odebrał bez jej zgody. Ona go nie kocha. Nigdy go nie kochała.

-Ethan...? - otworzyła niemo oczy spoglądając na drzwi w których przystanął Logan.
-no?
-nie zabijaj go. Tylko męcz. Tak kurwa żeby wiedział co to cierpienie. Za mnie i za ciebie. Masz moje pozwolenie.
-zrobię to.

MEGAN'S POV

Aż do rana czułam w sobie ból który przypominał mi o tym co straciłam. Każde drgnięcie omal nie doprowadzało mnie do płaczu. Nie miałam ochoty na nic. Jedyne czego pragnęłam, to wieczora. Tej pierdolonej godziny 20.00. Czekałam na nią jak na nic innego. Czekałam, bo już nic innego mi nie zostało. Chciałam doczekać tego pięknego momentu. Uwieńczenia moich cierpień. Tego wszystkiego co mi wyrządził.

Nie wiem czy on przeżyje. Nie wiem co Ethan chce mu zrobić. Wiem tylko tyle że chciałabym aby otrzymał kilka konkretnych ran. Pierwszą z nich, chce aby była ciągła świadomość tego że jego matka go nienawidzi za to kim jest i że się nim brzydzi. Drugą z nich byłby fizyczny ból zadawany wszelką formą. Tak jak robił to mnie. Łańcuchem, pięściami, paskiem, czasem i nożem. I chcę bólu psychicznego. Chcę jego strachu. Ogromnego. Takiego który by go przeszywał od dołu do góry. Chcę żeby się bał. Prosił o litość. Płakał. Należy mu się. Nie wiem jak surowo Logan zastosuje się w stosunku do Justina, jednak wiem, że nie będzie szczędził siły.

-Ethan? - zapytałam chłopaka leżącego na łóżku obok mojego.
-no?
-co zrobiliście z Justinem? - zapytałam, bo od wczoraj nie wiem o nim zupełnie niczego.
-nic. I jego i tego skurwiela, po prostu trzymamy w podświadomości, związanych , na podłodze w holu i tyle.
-uh... Czy ty wiesz co chcesz mu zrobić?
-wiem.
-możesz mi powiedzieć? - zapytałam odwracając całe ciało w jego stronę.
-przede wszystkim będzie musiał się oswoić z łańcuchem. W przeciwnym wypadku będzie mu ciężko.
-a Justin?
-nie ma ulgowego. Równe traktowanie.
-...jak długo to potrwa?
-dokładnie 4 tygodnie. Tak długo jak długo my to musieliśmy znosić.
-która godzina? - zapytałam niecierpliwiąc się z każdą minutą.
-16.36 a co?
-niecierpliwię się...

Przewróciłam się na drugi bok. Jeśli mam być szczera, to ułożyłam sobie scenariusz w głowie. Co prawda nie był on odzwierciedleniem tego jak będzie to wyglądało w rzeczywistości ale możliwe że niewiele będzie się różnił od tego co się stanie za 4 godziny.

Jako poszkodowana i cholernie zła, miałam w głowie pewien dość ciekawy scenariusz. Wymyśliłam sobie dwie możliwe sytuacje. Pierwsza z nich będzie gwałtowna. Drugą nazwałam ''przesłuchaniem''. Albo zadziałają gwałtownie albo najpierw będą się z nimi kłócić i wypytywać i przyczynę a potem o kasę.

Nie wiem tylko czy zarówno Ethan jak i Logan myślą o wsadzeniu swoich ''podopiecznych'' razem do piwnicy czy też chcą ich mieć na własność. Tego nie wiem. Boże... jak ten czas się dłuży...

*4 godziny później*

Leżałam nadal na łóżku kiedy zegarek wypstrykał godzinę 20.00 . Niemal spadłam z łóżka na świadomość tego, że nadszedł długo oczekiwany przeze mnie moment. W pokoju byłam jedynie ja i Vickie. Chłopcy dawno zeszli na dół. Słyszałam więcej jak 2 głosy dlatego zakładam że szanowne księżniczki już są trzeźwe. Boże, jak ja się nimi brzydzę...

Usłyszałam odgłos kół podjeżdżających pod dom księżniczek i parkujący tak jak ostatnio, pod naszym oknem. Wysiedli z niego ponownie ci sami mężczyźni. Nie zdziwił mnie fakt że mają przy sobie różnej maści ekwipunek typu śmieszny kij z kuleczką na końcu. Z lekka przypominał bat. Ale po co? Nie wiem.

Prawdopodobnie jeden z chłopaków otworzył drzwi. Coś dziwnie podskoczyło mi w żołądku. Tak jakbym kręciła się karuzelą która w szybkim tempie zmienia kierunek jazdy. Na dole zaczęła się już jakaś rozmowa jakiej nie dosłyszałam się. Zaczęłam być wraz z Vickie jej uczestniczką, dopiero w tedy, gdy zeszłyśmy po schodach na dół. Co za piękny widok.

VICTORIA'S POV

Na twarzy Megan gościł uśmiech od momentu wybicia godziny 20.00 . Dobrze wiem, jak bardzo czekałyśmy na ten moment. Zaraz za nią, zeszłam na dół opierając swoje ciało o barierkę i zakładając ramiona. Spojrzałam na dwa samce alfa w tym domu. Co za paskudne, udające niewiniątko gówno...

-gdzie pieniądze? - zapytał [być może] szef całej, przybyłej ekipy w stronę Justina który jak dziecko miętolił w palcach róg od swojego podkoszulka. Nikt się nie odezwał. Ethan oparł się o komodę z wyższością patrząc na odrębną dwójkę. Ciągle obaj milczeli. Justin ani drgnął. Parę razy rzucił wzrokiem po podłodze i to na tyle. A hrabia Harold? Fascynował się czubkami swoich bosych od wczoraj stóp.
-zapytam inaczej- podszedł o krok bliżej i brakowało 20 cm żeby zetknął się z ciałem Justina - gdzie jest sejf? - oczy obojga nastolatków uniosły się momentalnie w górę.
-nie... nie masz prawa zabrać nam pieniędzy... - szepnął Harry
-co powiedziałeś? Powtórz? - speszony chłopak spuścił wzrok
-że... nie masz prawa zabrać nam pieniędzy... - górujący ciałem mężczyzna, gorzko spoliczkował Harry'ego
-co powiedziałeś? Bo się chyba kurwa, przesłyszałem ?! - uniósł głos na co Harry przyłożył dłoń do policzka i cofnął się o krok - gdzie jest sejf?

Znowu żaden z nich się nie odezwał. Wpatrywałam się raz w ową grupę ludzi, raz w Justina, raz w Harry'ego, raz w Logana a raz Ethana. Co chwilę odwracałam głowę do Megan. Cyrk. A nawet gorzej. Porażka. Głucho nasłuchiwałam szmeru. Nawet ich oddechu nie mogłam usłyszeć. Masakra... Ale no cóż.

Nawet nie zauważyłam momentu w którym któryś z ''pomocników'' [nie umiem ich inaczej nazwać] sięgnął do torby z ekwipunkiem i podał do ręki najwyższemu mężczyźnie owy śmieszny kij z kuleczką przypominający bat. Wystawił owy przedmiot Justinowi tuż przed nos.

-powiedz gdzie jest sejf, albo dowiesz się do czego to służy. - Justin jak porażony wpatrywał się przez chwilę w owy przedmiot. Potem odwrócił na chwilę twarz do Harry'ego który swoim ruchem głowy znacząco zabronił mu powiedzenia o znajdowaniu się skrytego pomieszczenia. Nazwijmy sobie tego gościa Mike. Tak więc on, po raz kolejny odezwał się, ale z tego co pamiętam nie był już tak delikatny - dobra, sami tego chcieliście. Nie chcecie powiedzieć po dobroci, dobrze. Nie ma sprawy. Aaron, podaj mi kajdanki.

Uniosłam brwi. Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji ale szczerze powiem że mi się to spodobało. Harry zaplątał się z walające się drobne fotele przez co Ethan szybko go unieruchomił. Justinowi udało się uciec, jednak nie na daleki dystans gdyż już po chwili sztywno przyprowadził go Logan.

Mike rozpinając kajdanki, zakuł je za plecami wyrywających się nastolatków sadzając ich na dwóch osobnych krzesłach. Zaczynało to ciekawie wyglądać. Co dziwne żaden z nich nie wydał z siebie ani słowa protestu. Zupełnie nie rozumiem dlaczego?

Posadzono ich na krzesłach. Przeniosłam się z oparcia o barierki w wygodniejsze miejsce przy kanapie. Dokładnie na przeciwko owych ''niewiniątek'' . Niesamowite.

Mike nakazał dwojgu ze swoich towarzyszy przywiązać ich do oparcia krzesła. Pospiesznie chwycili za sznur. Zdziwiła mnie ich determinacja. Byli małomówni. Bardzo małomówni. Pozwalali sobą manipulować. Na sam koniec Mike zarządził abo każdemu z nich nałożyć opaskę na oczy.

Do momentu w którym mogli patrzeć, zachowywali kamienną twarz. Cichą, bez skrupułów. Byli nieruszeni. Nawet kiedy zasłonięto im oczy. Kiedy Mike zaczął wyczyniając cuda w dłoniach z owym ''batem'' dostrzegłam że owy przedmiot jest dość giętki. Zaczął krążyć wokół nieruchomo usztywnionych ciał dwojga młodych nastolatków.

 

-tak więc, już widać kto tu będzie górą. Panie Styles i Panie Bieber - dotknął końcówką tegoż przedmiotu skóry na szyi Justina i przejechał nim pod samo ucho po czym obszedł jego krzesło i dotarł do krzesła Stylesa, ponownie pocierając końcówką bata o skórę tym razem na ciele Harry'ego, docierając do obojczyków i delikatnie muskając skórę na ramieniu. Widziałam że delikatnie zadrżał. - hm, a może już teraz, lepiej będzie jak dostaniecie miano niewolnika? - pocierał końcówką bata o spięte ramię Harry'ego. - tak... Niewolnik Harry i niewolnik Justin. Brzmi na prawdę nieźle. - lekko machnął palcami a kuleczka delikatnie uderzyła o skórę na ramieniu Harry'ego. Odszedł od niego podchodząc do Justina. Patrzyłam na jego oniemiałe ciało i cerę przybierającą blady odcień. Mike dotknął końcówką bata policzka Justina. - takie ładne twarze... - lekko uderzył batem w policzek Biebera który zadrżał i połknął gwałtownie ślinę. - byłoby szkoda gdybym je teraz potraktował batem. - Justin znów przełknął ślinę a Mike dręczył ich swoim gadaniem dalej. - ale równie dobrze mogę sprawić że mój bat zaprzyjaźni się z waszymi plecami. Może brzuchem, nogami. Ramiona też mogą być. - przejechał Harry'emu końcem bata po ustach - mogę sprawić że całe wasze ciało zaprzyjaźni się z moim batem, jeśli nie powiecie mi gdzie jest sejf?

-nie dowiesz się gdzie trzymamy pieniądze. - Harry stanowczo oznajmił Mike'owi. Dokładnie w tej samej chwili zobaczyłam jak podłużny, cienki, czarny przedmiot z siłą uderza w udo zupełnie niczego nieświadomego chłopaka. Harry jęknął z bólu zaciskając zęby.
-zła odpowiedź.

Podszedł bliżej do Justina. I kładąc bat na jego ramieniu, uświadomił go, gdzie wymierzy cios jeśli nie usłyszy tego co zechce.
-gdzie jest sejf?
-Justin nie mów mu. - Harry ponownie zaprotestował po czym Mike po raz kolejny z rozmachu wymierzył cios batem w jego drugą nogę. Chłopak zacisnął wargi.
-no, to gdzie on jest?
-nie mogę ci powiedzieć.
-dlaczego?
-to wszystko co mamy a ty nie masz prawa nam tego zabrać. - Mike wyraźnie zmarszczył brwi. Uniósł bat i ze świstem powietrza uderzył w ramię Justina który jęknął jak małe dziecko po czym usiłował przysunąć policzek do obolałego miejsca.
-dobra, to nic nie da. Daję wam jeszcze jedną szansę. Jeśli żaden z was mi nie odpowie na moje proste pytanie, będę was chłostać tak długo aż mi któryś powie a potem rozwalę wam ten zasrany dom i sam go znajdę.

Usłyszałam ciężki oddech Harry'ego. Podoba mi się ten szantaż.

-tak więc, pytam was po raz ostatni : gdzie jest sejf? - tak jak to przewidziałam nastała cisza. Justin spuścił głowę w dół. Wiedział. Oni obaj wiedzieli. Co w tym sejfie było takiego cennego? Kasa? Czy coś więcej?

Mike, zdenerwowany czekaniem które zdawało się nie mieć końca, zaczął bezlitośnie chłostać raz po razie każdego z nich. Raz bił po nagach, raz po brzuchu albo i po ramionach. Słyszałam zduszone jęki. Mike nie oszczędzał siły. Bił po kolei każdego z nich. Czekał aż któryś wymięknie. Robił to ze sporym wkładem siły bo zauważyłam rozdarty kawałek podkoszulka u Justina.

-dobra, jak nie tak, to innym sposobem.

Nakazał aby ich oderwano od krzeseł. Nie za bardzo wiedziałam po co, ale szybko się zorientowałam. Ethan wraz z Loganem, czując niemałą satysfakcję, przytrzymywali nieruchomo ramiona chłopaków których siłą Mike sprowadził na kolana. Nie fatygował się ze zdjęciem im koszulek. Zaczął boleśnie chłostać ich plecy. Teraz słyszałam już głośniejsze jęki przepełnione większym bólem.

Słyszałam ich zduszone oddechy i powstrzymywane krzyki. Mike nie oszczędzał siły, dlatego w końcu Justin wymiękł jęcząc jak dziecko:

-na piętrze... w sypialni, po lewo... za obrazem... przestań już...

Nie słyszałam jeszcze tak dziecięcego głosu Justina, dlatego muszę przyznać że brzmiał istotnie jak małe dziecko.

Mike poszedł na górę. Nie było go z dobre 20 minut kiedy wrócił z torbą pełną pieniędzy. Zakładam że oskubał ich z całej kasy jaką mieli. I to dosłownie. Dopiero kiedy wrócił pozwolił aby postawić ich na równe nogi i zdjąć im opaski z oczu.

-grzeczni chłopcy. Widzicie jak ładnie się dogadujemy? - zadrwił z nich. - a teraz druga sprawa. Wczoraj mówiłem wam o rolach w tym domu. Oni przeżyli, więc chyba dobrze wiecie z czym się to wiąże?
-spierdalaj. - Justin zmarszczył brwi po czym Mike go spoliczkował
-stul pysk, szczeniaku.
-nie mam zamiaru oddać się w ręce niedorostków którzy sami są moimi niewolnikami! - Justin krzyczał zbulwersowany
-trudno. Tak sobie wybrali i nie masz prawa teraz go zmienić.
-to co mam zrobić?! Dać się chłostać za byle gówno ?!
-najwidoczniej.

Patrzyłam na ich wstrząśnięte i zdenerwowane twarze które nie dopuszczały do wiadomości że teraz role się zamieniają. A mnie się to w chuj podobało. Jednak najlepszą rzeczą i tak był fakt że za moment będę świadkiem uwieńczenia mojego czekania.

-to niby co my mamy teraz robić?! - krzyknął zły Harry
-poddać się i słuchać swoich Właścicieli.
-WŁAŚCICIELI ?!  Że niby kurwa kogo?!
-Ethan. Logan. Megan. I Victoria.
-chyba by mnie do reszty pojebało...
-no to widzisz. Od tej pory, to oni mają prawo robić z wami co tam tylko chcą.

Harry nie mógł ciągle doprowadzić do świadomości faktu że teraz to nie on jest Panem swojego niewolnika, tylko Jego Niewolnik jest teraz JEGO Panem. Na jego twarzy była narysowana wyraźną linią pogarda i złość.

-jaka szkoda że nie pozdychaliście tej zasranej nocy... - wymruczał piekielnie zły.
-life is brutal. - rzuciła ironicznie Megan zarzucając luźno puszczonymi włosami i wymijając Harry'ego.

Justin stał i gapił się w sufit zapewne przeklinając ten dzień. Ja tam jednak czułam satysfakcję. Najlepszy cyrk zaczął się jednak w momencie kiedy Mike i reszta postanowili nas zostawić ''SAMYCH'' . Kiedy wyszli chłopcy stali nieruchomo. Zadziwił mnie fakt, jak szybko ból na plecach mógł przerodzić się w złość. Harry poruszył szczęką dając wszystkim do zrozumienia że jest zły.

Co prawda nie powinno mnie to bawić, ale dość zabawny był moment, w którym powinna być totalna spina, a Megan sprawił że o mały włos nie wybuchłam śmiechem. Harry ciągle piekielnie zły na cały świat, w końcu postanowił łaskawie podnieść oczy do góry co dało skutek zetknięciu się jego wzroku z wzrokiem Megan. Ta sytuacja nie byłaby zabawna o ile Megan nie uniosła by ironicznie jeden brwi do góry.

-co się tak na mnie patrzysz?
-przymknij się.
-nie zabronisz mi mówić. Co najwyżej ja mogę zabronić tobie.
-żarty sobie ze mnie stroisz?
-sorry babe, nie ty jesteś od zadawania pytań a już na pewno nie od tego żeby mi pyskować. - Arogancko uśmiechnęła się rzucając mu ironiczne spojrzenie, co wprawiło go w jeszcze większą złość.
-za kogo ty się gówniaro masz?

Megan nie musiała odpowiadać. Ethan sprowadził go na ziemię bijąc siarczyście w tył głowy. Harry'ego to rozgniewało dlatego rzucił się na Ethana mimo rąk spiętych za plecami. Ethan jednak mając szybką drogę dostępu, powalił go na ziemię kładąc na brzuchu. Justin wyrwał jak torpeda, i zaczął kopać Ethana po plecach na Logan zareagował natychmiastowym dociśnięciem go do ściany.

-nie macie prawa nas dotknąć! - syknął wściekły Justin
-o? A od kiedy to?! - Logan wygiął Justinowi ramiona w tył
-Puszczaj mnie!
-Zamknij się - Logan z uśmiecham na twarzy szarpnął za włosy Justina wyginając mu głowę w tył.
-Ethan złaź ze mnie! - Harry rzucał się na prawo i lewo a Ethan z aroganckim uśmiechem cały czas dawał mu klapsy. W istocie.. zabawnie to wyglądało.
-dobra suczki, nie ma tak dobrze! Wypadałoby założyć obrożę! - Ethan również szarpnął Harry'ego za włosy odchylając jego głowę do tyłu i wyciągając z szafki typową obrożę, zakładając mu ciasno na szyję po czym drugą podał Loganowi.



-Jesteś nienormalny! - rzucał się Justin wrzeszcząc na Logana
-morda suczko. Teraz jesteś podwładny. I lepiej żebyś się słuchał.



*********************************************************************

Hej wszystkim !!! Tak, dzisiaj dłuższy post niż zwykle ale miało to konkretny cel. Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu dlatego postanowiłam że będą posty dodawane co poniedziałek takiej długości jak dzisiaj. Mam nadzieję że podobał się wam post ;3 Jeśli przeczytaliście a się wam podoba, proszę napiszcie krótkiego komentarza xxx

piątek, 9 maja 2014

Rozdział 16.

Zamknęłam oczy. Chciałam się delektować chwilą w której mogę po raz ostatni bezkarnie stać przy oknie, przytulać przyjaciółkę i czuć zapach powietrza jakie roznosiło się wraz z nadchodzącym wieczorem. Przerażał mnie fakt, jak cholernie byłam bezbronna wobec sytuacji. Jeśli ucieknę, to mnie na pewno ktoś znajdzie i prawdopodobnie umrę w katuszach. Jeśli jednak zostanę, mogę ale nie muszę umierać. Jeśli jednak mój koniec pisany jest na dzień dzisiejszy, to... cóż. Może uda mi się umrzeć śmiercią szybką?

Boże, o czym ja myślę... Puściłam jej drżące i ciepłe ciało. Patrzyła na mnie takimi oczami, jakimi patrzyła na mnie od zawsze. Takimi dużymi i pełnymi czegoś co ja zawsze odbierałam jako spokojne zrozumienie tego co właśnie zrobiłam. Tak jakby mówiła w głowie : ,,jesteś głupia, ale i tak cię kocham''. Tak patrzyła na mnie i teraz. Wiedziałam że się boi, ale że od zawsze była optymistą nie mogła pozwolić bym zobaczyła strach na jej twarzy. To po prostu moja przyjaciółka.

-słuchajcie, są dwie opcje na przetrwanie sytuacji. - Ethan nachylił się do nas, co zrobiliśmy również i my tworząc koło. - albo weźmiemy i ich gdzieś przytrzymamy do jutrzejszego wieczora albo się wymkniemy i uciekniemy. Co robimy?

Spojrzałam najpierw na Megan. Wydawało mi się że sądziła o ucieczce to samo co ja.

-proponuję ich przytrzymać w jakimś miejscu. To najlepszy sposób na rozwiązanie sytuacji.
-w takim razie od czego zaczynamy, co nam będzie potrzebne, kiedy zaczynamy i gdzie ich wsadzimy?
-pamiętaj że nie mogą wiedzieć o tym że ich przetrzymujemy! - Logan nas wyprzedził
-czemu?
-jeśli jutro powiedzą, że ich siłą przytrzymaliśmy to możemy za to oberwać.
-w sumie racja...
-no to może zróbmy tak jak kiedyś z tymi butelkami?
-chcesz ich?
-chcę żeby zemdleli.
-dobra, to od czego zaczynamy?
-no, na pewno nie możemy działać w grupie.
-dobra potrzebny nam plan.

Ethan wyjął spod łóżka notes i ołówek. Wyrwał jedną kartkę i położył na podłodze. Zaczęliśmy się zastanawiać co nam będzie potrzebne, kto co będzie robił i gdzie ich zamkniemy? Tak więc po naradzie doszliśmy do wniosku iż:

1. Zamkniemy ich w piwnicy i będziemy się starali się przytrzymać ich w omdleniu aż do 19. Potem, zanim się obudzą wystawimy ich na korytarz tak aby myśleli że zemdleli poprzez upadek.
2. Ja zejdę do piwnicy tak by nikt mnie nie zobaczył i po cichu nieco odkręcę zawór z parą przez co w piwnicy znacznie się ochłodzi.
3. Megan będzie udawać że nie wie zupełnie o niczym, zejdzie na dół i będzie się tam kręcić a na samym końcu powie że idzie posprzątać na górze w sypialni. Tam wyjmie spod łóżka kajdanki które Styles od zawsze tam trzyma i potajemnie przyniesie je na górę.
4. Kiedy Megan wróci a ja odkręcę zawór Ethan wraz z Loganem zejdą na dół i pójdą w stronę drugiej części domu, gubiąc chłopaków w jednym z korytarzy by potem z zaskoczenia palnąć ich szkłem bądź czymś twardym.
5. Na samym końcu chłopcy zabiorą ich do piwnicy a tam już naszą rolą będzie dokładne zakłucie im kostek i nadgarstków. Pilnować będziemy co 4 godziny. Na zmianę bądź wszyscy razem.

-sądzę że to wypali. - Ethan mlasnął zadowolony wargami.
-ta, no to wypadałoby zacząć działać, nie?
-chyba tak.
-Vickie, ty pierwsza.
-...uh... okay.
-tylko pamiętaj żeby nikt cię nie zauważył.
-postaram się...

Otworzyłam drzwi niemal bezszelestnie. W holu nie było nikogo. Świecił się telewizor i słyszałam głosy chłopaków. Oznaczało to że są na dole.

Mając sporą nadzieję jak i ''koci'' refleks ześlizgnęłam się bezszelestnie po schodach wymykając się w stronę piwnicy. Powoli stąpałam na palcach żeby moje ostatnie kroki przypadkiem mnie nie wydały.

Kiedy odeszłam wystarczająco daleko otworzyłam metalową klapę w ścianie odsłaniając dziesiątki guziczków i jeden dość spory czerwony zawór. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Chwyciłam za niego i mocno przekręciłam. Nieco przyrdzewiał więc wymagało to użycia siły z mojej strony. Lekko odkręciłam pokrętło i domknęłam klapę. Podeszłam do drzwi od piwnicy by przez kratki zobaczyć czy z rury wydobywa się gaz. Owszem, udało się. Kolejnym zadaniem był powrót na górę.

MEGAN'S POV

Stresowałam się, nie powiem. Ode mnie zależała 1/4 część zadania. Kiedy drzwi od naszego pokoju powoli się otwarły, zobaczyłam uśmiechniętą Victorię. Chyba się jej udało...

-no mała, teraz twoja kolej. - Ethan przyjaźnie poklepał mnie po ramieniu.
-uh, a jak mi nie wyjdzie?
-to przyspieszymy akcję i też się uda. Spokojnie, będzie dobrze. Idź.

Wyszłam tym razem normalnie. Nie jak Vickie. Normalnie. Tak by to słyszeli. Zeszłam po schodach i doszłam do lodówki. Jedynie Styles zwrócił na mnie uwagę odwracając głowę na chwilę w moją stronę. Wyjęłam ser, wędlinę, 2 kromki chleba i starałam się robić atmosferę jakbym nie wiedziała zupełnie o niczym. Potem dołożyłam kolejne dwie kromki i robiąc w sumie 4 ułożyłam na talerzu, i zaczęłam wchodzić po schodach. Zrobiłam wrażenie że przygotowałam nam kolację. Nie było tego w planie ale ok.

Zaniosłam talerz na górę i odczekałam jakieś 5 minut. Zjedliśmy, bo szkoda byłoby zmarnować, zabrałam talerz i mając w głowie plan - zeszłam na dół. Odłożyłam talerz do zmywarki i jak gdyby nigdy nic, cicho, nic nie mówiąc, ruszyłam w stronę sypialni, starając się na wszystkie możliwe sposoby, robić wrażenie że idę do łazienki.

Cicho obeszłam drzwi od toalety i podreptałam na górę. Tak szybko i cicho zarazem dobiegłam do sypialni i zaczęłam szukać kajdanek. Przyklękłam zaglądając pod łóżko. Kurwa. Nie ma. Styles musiał je gdzieś przełożyć! Cholera... gdzie mam szukać tych zasranych kajdanek?!

-szukasz może tego? - nagle moje serce przystanęło. Odwróciłam się i zobaczyłam w drzwiach Harry'ego wymachującego w dłoni kajdankami których szukałam. Poczułam że grunt mi się usuwa spod nóg.
-j-ja, nie...
-czego tu szukasz? - domknął drzwi. Poczułam się zagrożona.
-ja... już miałam wyjść. - wstałam szybko podbiegając do drzwi i usiłując jak najszybciej wyminąć Stylesa.
-dokąd to?! - chwycił za moje włosy i szarpnął do tyłu.
-puść, ja już wychodzę! - pisnęłam przerażona nagłym ruchem
-nigdzie nie wychodzisz. Już nigdy stąd nie wyjdziesz.

Szarpnął za moje włosy rzucając mnie na łóżko. Poczułam że strach ściska mnie w dołku. Chciałam go złapać a sama stałam się jego ofiarą. Leżałam na brzuchu. Harry usiadł na moich pośladkach jedną ręką ściskając moje nadgarstki za plecami a drugą dociskał moją głowę w materac. Zaczęłam krzyczeć.

-zamknij się dziwko! - Odwrócił mnie policzkując.
-co ty chcesz mi zrobić!? - pisnęłam przerażona, kiedy zobaczyłam jak odsłania swoje ciało zdejmując podkoszulek a potem rozpinając pasek od spodni.
-zrobić sobie przyjemność. Potem poderżnę ci gardło. - syknął ponownie odwracając mnie na brzuch i noże m rozrywając moje spodenki a potem bieliznę.
-Harry nie rób tego! - w moich żyłach krew płynęła osiem razy szybciej. Z każdym jego drgnięciem czułam że jestem już martwa. Moje ciało się buntowało. Chciałam uciec. Krzyczałam, błagałam żeby nie robił mi krzywdy ale nie słuchał.
-szukałaś kajdanek, teraz ich na tobie użyję - wyciągnął moje ręce wysoko i przypiął kajdankami do ramy łóżka. Poczułam że za chwilę stracę coś czego nigdy w życiu nie odzyskam. Stracę to z kimś kogo nie kocham, z kimś kto mnie w tym momencie krzywdzi i dobrze o tym wie. Czuję wewnętrzny ból...

Odwrócił mnie po raz ostatni wyciągając moje nogi wysoko do góry a potem rozchylając je na boki. Nie chciałam na to patrzeć. Nie na to jak ten chuj zabiera mi coś czego nie miałam zamiaru mu ofiarować.
-Harry, proszę, nie rób mi tego... - wyjęłczałam zalewając policzki kolejnymi strugami ciepłych łez.

Jego dłonie krążyły po całym moim ciele. Bezczelnie dotykały biustu, ściskały, gładziły moją skórę w momencie kiedy czułam do niego odrazę. Był paskudny jak dla mnie. Jego górująca nade mną figura była jedynie cząstką niego. Czułam jak ściska swoimi palcami moje pośladki. Pisnęłam.

Poczułam jego usta na swojej szyi. Tak cholernie nie chciałam żeby to robił! Nie mnie! Boże...
-Harry... nie rób mi tego...
-niby czemu miałbym tego nie robić? - nachylił się nade mną odrywając swoje wargi od mojej skóry po czym szorstko przejechał kciukiem po mojej kobiecości. - jesteś słaba, naga, przykuta do łóżka a przede wszystkim MOJA. Powinnaś mnie zadowalać.
-nie chcę z tobą seksu! Nie rozumiesz!? Nie kocham cię i nie chcę tego!
-a jeśli pokażę ci to? - wyjął spod łóżka nóż i przyłożył mi do gardła. Serce we mnie stanęło.
-dalej będziesz się opierać czy się zamkniesz i zrobisz mi dobrze? - jego arogancka twarz nachyliła się ku mojej szepcząc mi do ucha...
-jesteś pierdoloną cipą Styles! - splunęłam na jego policzek. Spojrzał na mnie oczami w odcieniu szmaragdu po czym zmarszczył brwi.
-dobra suko, sama tego chciałaś !!!