Nie do końca wierzyłam swoim zmysłom i temu co widziałam. Nie byłam pewna czy śnię czy dzieje się ze mną coś jeszcze innego. Byłam zła że nie mogę nic zdziałać. Patrzyłam na ból tego człowieka, który nie był psychicznie i fizycznie przygotowany, na to co się z nim stało. Nikt się niczego nie spodziewał.
Za ten czas który spędziłam poza domem, będąc niewolnicą, doceniłam, własne, prywatne, kilka centymetrów kwadratowych podłogi. Kawałek miejsca w którym było się bezpiecznym i nikt nie musiał się chociaż na chwilę o nic martwić. Brakowało mi tej świadomości od momentu w którym nas tutaj posadzili. Brakowało mi wielu rzeczy, ale najbardziej chciałabym być teraz gdzieś gdzie nic by mi nie zagrażało. Gdzieś gdzie czułabym się spokojnie. Nie zaznam tego uczucia dopóki będę tu siedzieć.
Nie będę w stanie nic z tym zrobić, dopóki będę zmuszona patrzeć na to, jak krzywdzą drugą osobę. Nie ważne jaką. Ważne że człowieka. Kogoś kto czuje, ma uczucia, serce, jest taki jak ja. Bolało mnie to, że nie mogłam nic z tym zrobić, będąc uwięziona jak pies przy budzie. Chciałabym krzyczeć ale boję się konsekwencji. Boję się tego, co może się stać.
Przerażało mnie wiele rzeczy a jedną z nich, była uległość chłopaków. Przecież oni byli skłonni robić z nami tak cholernie paskudne rzeczy a teraz sami kulą się jak szczenięta. Nie rozumiem tego. Powinni być niezłomni, silni, gotowi znieść wszystko, odważni, a tak na prawdę widzę przed sobą dwójkę młodych ludzi, nie mniej przerażonych ode mnie. Nie rozumiem z tego absolutnie nic.
W pokoju rozległ się cichy szloch, pociągnięcie nosem i ciężki oddech. Popatrzylam na nadgarstek Harry'ego. Krwawił, nic praktycznie nie mógł zrobić bo nie dał rady. Cóż, nie byłam w stanie nijak pomóc mu z pęknięciem, ale postanowilam na cos się przydać. Z boku mojej bluzki, oderwalam dosyć długi i dość szeroki pasek materiału. Wstałam nie mając pojęcia, na jak duży krok pozwoli mi łańcuch, ale o dziwo na wiele.
Podeszlam spokojnie do Harry'ego. Jęknął nieco wystraszony kiedy dotknęlam palcami jego skóry na nadgarstku.
-co ty robisz ... ? - usłyszałam drobny szept. Spojrzałam w dół i zobaczyłam że zielone tęczówki przyglądają się z obawą temu co robię.
-uh, powiedzmy że zatamowuję ci krwotok. - delikatnie owinęłam płótno wokół reki robiąc na końcu drobną kokardkę. - nie powinna się już lać krew. - sięgnęłam dłonią do nadgarstka Justina. Krew powoli mu zasychała, wiec nie musialam targać kolejnego fragmentu.
-dziękuję... -u dołu usłyszałam drobne podziękowanie. Lekko usmiechnelam się pod nosem.
-w porządku.
Wrocilam na dawne miejsce. Zatamowalam krwotok, ale nie dałam rady odjąć mu bólu. Nie mam apteczki, więc nic nie poradzę. Ale ... no, co się dało, to się dało. Nic więcej na razie nie poradzę. Zapanowała nad podziw niezręczna cisza.
Nie powinnam była tego mówić na głos, bo ktoś z zewnątrz mógłby to usłyszeć ale postanowiłam że wszyscy się dowiedzą o tym co myślę.
-za tym budynkiem stoi auto, tak? - powiedziałam niemal sama do siebie
-no stoi ale co z tego? - Vick uniosła dłonie
-gdyby na chama chcieć stąd zwiać, wystarczyłoby uwolnić się z tego chujostwa - pokazałam na łańcuch przy kostce - otworzyć, okno - popatrzyłam na okno chwilę się zastanawiając - a potem po prostu stąd spieprzyć. - ponownie zrobiło się cicho
-niby logiczne, ale skąd weźmiesz kluczyki? - rozległ się głos Justina
-no, zawsze jest 50 procent szansy, że zostały w stacyjce.
-a jeśli nie?
-no to tak czy siak nie byli byśmy tu zamknięci.
-i co w tedy? Uciekłabyś na nogach? W las? Bez orientacji w terenie? Na noc? Ze świadomością że mogą cię bez problemu znaleźć i zabić na miejscu?
-a wolisz spróbować czy czekać aż cie zabiją?
Patrzylismy jeden na drugiego, wiedząc że zarówno on jak i ja, mamy rację.
-jak chcesz się z tego wydostać? - zapytał wstrząsając łańcuchem. - nie zapomnij że głowa mi przez tą obrożę się nie przeciśnie.
-masz lepszy pomysł, że tak zapytam? - rzuciłam obraźliwie bo wyczułam sarkazm w jego wypowiedzi - zamknął się.
Nikt nie odzywał się ani chwili dłużej. Bylam zła, bo wiedziałam że gdyby się każdy postarał to byśmy z tego wyszli.
-Vicka.
-mhm?
-spierdalamy stąd, ja nie będę czekać aż wszystkim się spodoba mój tok myślenia.
-nie powiedziałem że coś mi się nie podoba! - rzucił Harry który najchętniej uciekałby z nami.
-ty nie, ale Justinowi coś nie pasuje.
-na chwile obecną mam prawo uważać że to zły pomysł.
-ale człowieku, tobie się nigdy nie podobały moje pomysły niezależnie od tego gdzie i kiedy byliśmy. - splotłam palce
-nie mamy prawie żadnych szans na to że się uda.
-a co ty masz zamiar robić przez cały ten czas? - odezwał się Harry - dawać sobie podcinać ręce i bić jak psa?
-jak niby chcesz zdjąć z szyi to gówno?
Nastała chwila napiętej ciszy, do momentu, odezwania się przez Vickie.
-trzeba będzie zajebać im kluczyki.
-jak?
-coś się wymyśli.
-kiedy?
-no nie marudź, pomyśli się.
Gdzieś usłyszałam szmer. Nie miałam pojęcia skąd mógł on dochodzić ale niepokoił mnie fakt, że w ogóle go słyszałam. Nagle wyobraziłam sobie kogoś stojącego pod drzwiami i sluchajacego tego, co przed chwilą mówiliśmy. Gdyby ktoś nas podsłuchał, nic nie wyszło by po naszej myśli. A jakimś cudem, musieliśmy stąd wiać.
Brakowało mi dosłownie dwóch rzeczy. Kluczyka i kluczyków. Kluczyka do kajdan i tym podobnych oraz kluczyków od samochodu. Dwie rzeczy a tyle problemów.
Rozejrzałam się szukając czegoś, co mogłoby zastąpić klucz. Nic nie znalazłam. Nawet wsuwki we włosach nie miałam. Kurna. Jestem w kropce. Oparłam głowę o ścianę.
Patrząc w sufit widziałam wiele rzeczy. Ale najbardziej wyraźną myślą, byłam ja, w domu. Na łóżku, z pilotem obok mnie, włączonym telewizorem, zasunietymi roletami od okien i z dłonią na głowie usypiajacego Harry'ego. Nie wiem czemu wyobraziłam sobie akurat jego. Idealnie pasował do tej scenerii. Uh, może i nawet mógłby być wtedy ze mną. Przynajmniej czuła bym się bardziej komfortowo niż teraz.
Pomyślałam o tym, co on może aktualnie czuć. Czy jest tak samo przerażony jak ja, mniej, bardziej, w cale? Jaki jest na prawdę? Chciałabym znać odpowiedź na to pytanie ale będąc tutaj zamkniętą, moglabym nie zdążyć. I właśnie dlatego, przyszło mi coś do głowy.
Przysunęłam twarz bliżej Vickie, aby na wszelki wypadek nikt, kto mógł stać blisko drzwi, nic by nie słyszał.
-Vick, robimy tak. Ty zdejmiesz z nogi kajdanki, otworzysz okno, wyjdziesz, sprawdzisz czy w aucie są kluczyki i tu wrócisz. Ja zdejmę to ciulostwo z kostki i po cichu się wymknę, znajdę kluczyki i tutaj wrócę.
-a jak obok samochodu albo gdzieś w okolicy będzie ktoś?
-staraj się żeby nikt cie nie widział.
-dobra, a co potem?
-wrocisz tu i mi powiesz czy są tam klucze czy ich nie ma, żebym wiedziała czy ich szukać czy nie. Gdyby tam były to je ze sobą weź.
-dobra.
-wejdziesz tu z powrotem i założysz kajdanki na niby.
-ok, a ty?
-jak wrócisz, wyjdę po kluczyki do kajdanek, poszukam ich i jak znajdę to tu wrócę. Jak nie znajdę, to poszukam po drodze czegoś czym, mogłybyśmy ogłuszyć kogoś kto by tu przyszedł. W tedy zarąbie się mu klucze i po sprawie.
-a co z nami? - odezwał się Harry na którego twarzy widziałam lęk. Tak jakby nie chciał być zostawionym.
-a ty myślisz że ja dobrowolnie wybieram się na spacer w tamtą stronę - wskazałam ironicznie palcem na drzwi - przecież specjalnie pójdę wam po klucz od kajdanek.
-a jak cię złapią? - tym razem usłyszałam Justina
-uh... No to coś się wymyśli.
Przeciskanie stopy przez ciasne kajdanki nie należało do bardzo przyjemnych czynności, ale po długim zmaganiu z siłą tarcia, uwolniłam stopę z uścisku kajdanek. Po chwili Victoria również była gotowa.
-dobra mała, petarda w tyłek i streszczaj się.
Zniknęła za oknem. Usiadłam na podłodze niecierpliwie czekając.
-Megan, tak na logikę, po co to robicie? - usłyszałam głos Biebera.
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka zastanawiając się chwilę.
-bo nie chcemy patrzeć na to w jaki sposób zabierają wam resztki życia.
-to znaczy?
-nie istotne. Powinieneś się cieszyć że robimy tak a nie inaczej.
-inaczej? Jak inaczej?
-równie dobrze, mogłabym w tym momencie być po drugiej stronie okna i odjeżdżać samochodem. Mogła bym mieć was w dupie, tak jak wy mieliście nas przez cały ostatni miesiąc. Moglabym pozwolić na wasze powolne umieranie, bo ''to nie moja sprawa''. Ale, cóż. Tak wyszło że ani ja, ani Vickie nie chciałyśmy patrzeć na to jak zabijają drugiego człowieka. - patrzyliśmy chwilę na siebie.
-czemu to robisz? - głos Harry'ego rozlał się w moich uszach
-bo mnie zależy. To że tobie nie zależy na mnie to inna sprawa. Ale ja nie będę patrzeć na to jak cie zabijają.
Chciałam dłużej wpatrywać się w jego oczy które patrzyły na mnie jak na obrazek. Nie mogłam. Do okna podbiegła Victoria , po chwili wyskakując przez okno do środka pokoju. Pomachała mi kluczykami przed nosem.
-twoja kolej.
Wzięłam oddech i spojrzałam na Harry'ego. Mam nadzieję że rozumie to co robię. Podeszłam do drzwi, powoli i cicho otwierając je. Na korytarzu nie było nikogo. Był długi i pusty za to na jego końcu migotał fragment metalu. Zrobiłam cichy krok modląc się żeby to były klucze i żeby nikt mnie nie zauważył.
VICKIE'S POV
Byłam niecierpliwa. Wiedziałam że jeśli złapią Megan, wszyscy oberwiemy. WSZYSCY. Czułam w sobie strach, przed tym że może się nie udać. Bałam się tego ale nie mogłam nad tym zapanować.
-Vickie, gdyby coś poszło nie tak ... - trochę przycichły głos Justina zadrgał w mojej głowie
-zaraz, zaraz, co miałoby nie wyjść?
-uh... - spojrzał w dół, pocierając stopami o podłogę - chcę cię po prostu przeprosić. Tak... za wszystko.
Moje oczy polśniały na te słowa. Poczułam w sobie dziwne uczucie. Nawet nie wiem co to było za uczucie. Nigdy wczesniej nie słyszałam z jego strony takich słów.
-w porządku...
Usłyszałam głośne trzasknięcie gdzieś za drzwiami i od razu serię krzyków, kroków i ledwo słyszalny głos Megan.
-co jest?!
Wstałam szukając odpowiedzi za oknem, nic nie widziałam, ale czułam że coś się zjebało.
HARRY'S POV
Moje oczy utkwiły na drzwiach. Wpatrywałem się w nie, licząc że za chwilę wróci Megan i będzie OK. Problem w tym że... Nagle wszystko ucicho, a już sekundy potem, usłyszałem jej krzyk za ścianą. Nie miałem pojęcia co się dzieje dopóki:
-Megan!! - Victoria podbiegła do okna.
-Vickie pomóż mi!! - wrzeszczała już płacząc. Słyszałem płacz w jej głosie. Japierdole co się dzieje?!
Drzwi się otworzyły a w nich dwójka mężczyzn dobrała się do słabego ciała Victorii zabierając ją chwilę potem. Była nieprzygotowana na to i przerażona tym że ją zabierają. Mnie za to przerażało to, że ucichł głos Megan. Nie słyszałem jej i to mnie kurewsko przerażało. Bałem się że coś jej zrobili...
-kurwa, kurwa, Harry co teraz?! - Justin krzyknął w moją stronę. Poczułem ból w ciele i psychice. Po raz pierwszy w życiu wystraszyłem się o los drugiej osoby. Niewolnicy. Kobiety. Megan...
BRUTALITY - Harry Styles & Justin Bieber
wtorek, 11 listopada 2014
sobota, 25 października 2014
Rozdział 23.
Nie
wiedziałam co robię, co ze mną robią i co zrobię. Wszystkie 3
myśli targały moim umysłem. Nie byłam w stanie normalnie myśleć.
Nie potrafiłam zrozumieć. Siedziałam, nie wiedząc : co dalej?
Obok
mnie siedziała Victoria. Jedyna osoba którą znałam do dna. Była
osobą której mogłam zaufać. Tylko jej. Na tamtą chwilę nie
miałam nikogo wartego ufania, poza nią. Z resztą, teraz każdy
musiał polegać na samym, sobie.
Martwił
mnie jeden fakt. Za cholerę nie mogłam usytuować w czasie jednej
sytuacji. Skoro mają z nami skończyć, to : KIEDY? W tedy zrodziła
się w mojej głowie jedna myśl. Jeśli owa czynność ma nadejść
nie w przeciągu kilku najbliższych godzin, to może jest jakaś
szansa, na to, aby jakimś cudem uciec. Nie wiem dokąd, i nie wiem,
jak byśmy przeżyli. Tak, przeżyli. Nie przeżyły. Nie chodzi tu
tylko o mnie i Vickie. Jak uciekamy, to wszyscy. Japierdole, sama w
siebie nie wierzę...
A
może to nawet dobrze? Chociaż... nie. Nie jest to dobre. Czuje że
wdepnęliśmy
w gówno i nie umiemy wyleźć. Trzeba stąd
wiać a nie wiem jak i nie wiem dokąd. Zastanawia mnie też jeszcze
jedna sprawa : co z Ethanem i Loganem? Nie żebym się przejmowała,
ale co z nimi?
Czułam
się niezbyt komfortowo na tamtą chwilę. Z resztą, kto się czuł?
Muszę przyznać że znudziło mi się bycie niewolnicą i w stu
procentach mam tego dość. Tak więc mogę śmiało przyznać że na
tamtą chwilę byłam dość mocno napalona na to, żeby działać.
Szkoda że tylko ja...
Chociaż...
nie dziwię się. Vickie, leżała mi na ramieniu burcząc coś pod
nosem. Znając życie był to fragment piosenki o Tytanicu, ale
pomińmy to. Widać było z kilometra że ma coś na myśli ale nie
chce się wysilać nad obmyślanie strategii ucieczki, tylko woli
zostawić sobie to na potem. Z kolei Justin był bardzo zajęty
absolutnym nic nie robieniem. Dosłownie. Siedział jakby zaraz świat
miał się skończyć. Szturchnęłam go butem.
-co?
- ocknął się z transu
-weź
się człowieku ocknij, wyglądasz jakby zaraz świat miał się
skończyć...
-uwierz
że tak będzie - odburknął chowając twarz pod łokciami, udając
że śpi.
-co
za szczerość.
Postanowiłam
nie negocjować. Spojrzałam na Harry'ego. Patrzył przez łokieć
gdzieś w nieokreślony punkt. Zaczęłam się mu uważnie
przyglądać. No bo co? Patrzy gdzie indziej, to nie wie że się
gapię. Proste. Zauważyłam całą serię siniaków, co było czymś
raczej standardowym przez ostatnie dni. Poza tym potargane nieco
włosy, wielkie dłonie, przybrudzone ciuchy i wzrok. Od zawsze
podobały mi się jego oczy. Nie kwestionuje to faktu że jest podły,
ale oczy ma ładne.
Czułam
się bardzo dziwnie z faktem że przestałam się go bać, ale też
nie mogłam pojąć, dlaczego nie czuję obrzydzenia kiedy na niego
patrzę. Odebrał mi cnotę i powinnam go nienawidzić. A ja tego nie
odczuwam...
Znaczy, coś tam jest, ale... sama już nie wiem co mi się dzieje.
Raz go nienawidzę i życzę mu śmierci a raz chcę go ratować.
Sama już nie wiem.
-Megan,
oni muszą wyjechać gdzieś na jakąś drogę albo coś z tych
rzeczy, no nie? - szepnęła do mnie Vickie
-no,
w sumie racja, a co?
-bo...
tak logicznie myśląc, to zawsze jest jakaś szansa że uda nam się
przez szybę zwrócić na siebie uwagę jakiegoś kierowcy co będzie
jechał za nami. No a w tedy to może i nawet dość szybko byśmy z
tego wyszli...
-Vick,
masz rację, ale czy nie wydaje ci się to zbyt łatwe?
Jej
pomysł był na serio świetny ale, czy to nie byłoby zbyt łatwe
gdyby udało nam się zwiać w tak banalny sposób? Pozatym, już
zdążyłam zapomnieć o tym, że żyjemy w czasach, gdzie
posiadanie niewolników jest legalne i nie każdy przejmowałby się
naszym losem, dlatego prawdopodobieństwo bycia uratowanym, malało z
każdą chwilą. Czułam się dosłownie jak gówno.
-Vick,
posiadanie niewolników na chwilę obecną jest legalne. Sądzisz że
ktoś by się nami przejął?
Spojrzała
na mnie, wiedząc że jesteśmy w tak gównianej sytuacji, że już
bardziej się chyba nie da... Denerwował mnie fakt że nie wiem
zupełnie niczego na temat planów owej bandy w sprawie z nami. Nie
licząc faktu że chcą nas zgwałcić. Co za szajs...
VICKIE'S
POV
Jazda
nam się tak cholernie dłużyła. Przez drobne okienko w drzwiach
zaczynało wpadać coraz mniej światła, dlatego wnioskowałam że
dzień się powoli kończy, lub jedziemy nieustannie lasem. Nie wiem.
Za
to zdziwiłam się jak cholera, czując nagły przypływ palącego
uczucia w gardle i ściskania w żołądku, kiedy samochód zatrzymał
się na dobre i usłyszałam otwieranie drzwi przy przodzie.
Odruchowo skierowałam wzrok na Megan, której ani trochę nie
spieszyło się żeby gdziekolwiek wysiadać. Potem, to tak po
prostu, obrzuciłam wzrokiem chłopaków. Justin robił wrażenie
jakby oczy miały mu wypaść z oczodołów a Harry... ciężko
określić jak wyglądał na tamtą chwilę...
-Meg,
co robimy? - szturchnęłam ją łokciem
-na
chwilę obecną, brak mi jakiegokolwiek pomysłu...
-no
ale przecież mieliśmy dać nogi...
-Vick,
nie wiem co dalej.
Usłyszałam
głosy z zewnątrz. To byli dokładnie ci sami, których głosy
zdążyłam zapamiętać od ostatniej ''wizyty''.
-Gdzie
ich dajemy? - rzucił ktoś
-Piwnica,
albo dzienny.
-w
dziennym nie, bo się nabrudzi – czym ma się nabrudzić ?!
-no
to do piwnicy.
-wszystkich?
-no
te dwie da się na jedną stronę a tamtych na drugą.
-no
to lecimy.
Usłyszałam
odgłos szarpnięcia za klamkę i nagle walnęło mi światłem po
oczach. Drzwi się otwarły i ktoś dość agresywnie wytargał mnie
za ramię, stawiając na równe nogi. To nie było przyjemne.
Pierwsze co zrobiłam to obrzuciłam wzrokiem, miejsce gdzie mnie
zawieźli. Dom w środku lasu. No dobra, willa. Nie cierpię lasów!
Obok
mnie ktoś przytrzymywał dość złą Megan, podczas gdy ostatnią
dwójkę dopiero wyciągali z samochodu. Krzyczeli po sobie nawzajem,
wyzywając się od dziwek, szmat i tym podobnych. Justina dosłownie
wyszarpali z samochodu, Harry'emu musieli mocniej unieruchomić
ramiona, bo by nie dał się wyprowadzić.
Poczułam
że ktoś pcha mnie w stronę domu. Czułam w sobie opór ale nie
chciałam zostać uderzona, dlatego pozwoliłam sobą pokierować.
Wprowadzili nas do domu.
Na
''dzień dobry'' wepchnięto nas do jakiegoś oddzielonego od reszty
pokoi pomieszczenia, w którym chyba już kiedyś kogoś trzymano. A
co bynajmniej takie sprawiało wrażenie.
Zaraz
po tym jak siłą sprowadzono mnie do pozycji klęczącej, poczułam
zimny i ciężki metal obciążający moje kostki u nóg. Krótki
łańcuch uniemożliwiał swobodę ruchu i jedyną wygodną pozycją
na jaką mogłam sobie pozwolić było siedzenie. Chociaż w sumie,
czy łatwo jest siedzieć spokojnie ze świadomością że jakieś
pół metra przed twoim nosem zaczynają okładać pięściami
drugiego człowieka? Obok mnie posadzili Megan, a po drugiej stronie
pokoju, do ściany przykuto Justina i Harry'ego, którym ucieczkę
uniemożliwiał ciężki metal wokół szyi, łańcuch a także
unieruchomione poprzez kajdanki, nadgarstki. Nam zdjęli to
chujostwo, im nie. Nie byłam pewna czy chcę tam być...
-kogo
my tu mamy? - jeden z ludzi, podszedł nieco, rzucając kąśliwe
pytanie. - role się zamieniły i już nie jest wam tak na rękę,
nie?
-nie
macie podstaw do tego żeby nas tu trzymać – odburknął Justin
-niby
racja – przerwał na chwilę – ale skoro role się zamieniły, to
wcale nie muszę się tłumaczyć z tego że kazałem was tu
sprowadzić.
-jesteś
kurwa chory! - dłoń owego mężczyzny zetknęła się z twarzą
Justina. Mocno.
-zamknij
się – warknął. - jesteście teraz pod moją kontrolą i to ja
decyduję co wam wolno a co nie.
-pod
jaką kurwa kontrolą? Czy ciebie człowieku już do końca pojebało?
- Harry podniósł głowę do góry robiąc zdegustowaną minę
-a
w mordę?
-spierdalaj!
- Harry splunął na buta owego mężczyzny
-sam
się o to prosiłeś.
Podszedł
do Harry'ego, krzyżując w dłoni pasek w połowie, po czym biorąc
spory zamach cisnął paskiem w twarz Styles'a. Nieprzygotowany na
cios chłopak, przewrócił się na lewy bok, jęcząc z bólu i
kuląc się na podłodze. Zacisnęłam wargi, słysząc jego
syknięcie. Mężczyzna chwycił w garść jego loki i szarpnął go
do pozycji siedzącej. Jedną ręką trzymając go w pozycji
siedzącej, drugą zaś szorstko potarł po powstałej na twarzy
chłopaka, czerwonej i lekko spuchniętej plamie. Szarpnął za jego
loki uderzając tylną częścią jego głowy i ceglaną ścianę.
Justin w pierwszej chwili był sparaliżowany, ale kiedy ogarnął że
tamten może go uderzyć jeszcze raz, w końcu się ocknął.
-zostaw
go! - szarpnął mocno dłońmi, które rozerwały zawias w jednej
części kajdanek. Wolnym ramieniem odgrodził dostęp do Stylesa
mężczyźnie, stojącemu ciągle z paskiem w dłoni. Nie na długo.
-skujcie
go z powrotem.
-nie,
kurwa, zostawcie mnie! - Justin rzucał się rozgorączkowany.
Mężczyzna dominujący nad nimi, postanowił szorstko go poskromić,
uderzając paskiem w jego uda, momentalnie go uciszył. Słyszałam
tylko syknięcie, i wstrzymany oddech.
-no.
Czyli jednak potraficie się zamknąć i być posłuszni. - spojrzał
na nich, prawdopodobnie z wyższością. - dobre suki.
Żaden
z nich nie otworzył warg żeby cokolwiek powiedzieć. Siedzieli
cicho, prawdopodobnie powoli dochodzili do siebie po ciosach.
-od
teraz, każdy wasz sprzeciw będzie karany. Czy wam się to podoba,
czy nie. Przyswójcie sobie ten fakt.
Nie
chciałam na to patrzeć a byłam świadoma faktu że będę zmuszona
na to patrzeć za każdym razem. Nie chciałam słyszeć tego bólu w
jękach, oddechu, widzieć ich twarzy skrzywionych przez bolesne
uderzenia. Musiałam coś wymyślić ale nie wiedziałam co...
-powiedzmy
że macie ostatnie 15 minut odpoczynku. Zaraz tu wrócimy. Radzę
wykorzystać te 15 minut.
Powiedział
bez jakiej kolwiek obawy lub współczucia w głosie, po czym on i
jego banda – wyszli. Spojrzałam na swoje kostki. Nie dałam rady
się z nich uwolnić. Czułam już wtedy, że czeka mnie długa
przeprawa psychiczna przez to co będę zmuszona znieść. Chwyciłam
za rękę Meg, splatając palce w jej dłoni, będąc świadoma że
tak właściwie nic poza tym, mi tak naprawdę nie zostało...
Podniosłam
oczy do góry. Nie wiedziałam czy tego chcę czy nie, ale zetknęłam
się ze wzrokiem Justina. Patrzył na mnie przez chwilę, po czym
ciężko wzdychając poruszył wargami na słowa : ''będzie
dobrze...''.
W
głębi korytarza już słyszałam kroki. Za oknem był dopiero
wczesny wieczór, awięc zapowiadało się bardzo nieprzyjemne
spędzanie czasu. Przysunęłam się do Megan, opierając głowę o
ceglaną ścianę której nierówności wrzynały mi się w plecy.
Popatrzyłam jeszcze raz na Justina, mając nadzieję że popatrzę
mu w oczy. Niestety zobaczyłam jedynie zawiedzionego chłopaka
mającego zapewne wyrzuty sumienia. Nie wiem co czułam. Wiem tylko
tyle że się wystraszyłam, kiedy w drzwiach ukazało się 3
mężczyzn z czego jeden miał nóż w dłoni.
Tamci
dwaj musieli wiedzieć co mają zrobić. Bez żadnej komendy chwycili
za wcześniej upięte za plecami, nadgarstki chłopaków, po czym
uwalniając od kajdanek, ponownie zakuli we wrzynający się, ciężki
metal i upięli ponad ich głowami. Kiedy te czynności zostały
wykonane popatrzyłam na Justina. Był dosłownie przerażony.
MEGAN'S
POV
Nie
wiedziałam co się dzieje. Bałam się i za razem czułam w sobie
gniew. Przed nami stało trzech mężczyzn z czego jeden trzymał
nóż. Mam z nim złe wspomnienia... Przeszedł mnie niemiły skurcz
w żołądku.
-teoretycznie
powinniście teraz dostać nowych niewolników, a starych powinniście
byli już dawno zabić. I zupełnie nie rozumiem dlaczego tego nie
zrobiliście? - przerwał. Żaden z chłopców mu nie odpowiedział.
- te dwie dziwki co siedzą przed wami, też powinny były być już
dawno martwe. Ale, z jakiegoś powodu dalej są żywe. Więc moje
pierwsze, proste pytanie, czemu ich nie zabiliście?
Podszedł
bliżej Justina który gryzł się w wargę nie chcąc nic
powiedzieć. Siedział nieziemsko zły. W pewnym momencie jednak,
poczułam że nie powinno mnie tam być. Mężczyzna który zadał
pytanie, nie czekał aż Justin mu odpowie. Z rozmachu poderżnął
Justinowi prawy nadgarstek z którego posączyła się krew. Chłopak
wrzasnął, czując palący ból.
-kurwa,
odpowiedz! - syknął długonogi
-chuja
się ode mnie dowiesz!
Chwilę
potem, mężczyzna poderżnął Justinowi drugi nadgarstek. Z jego
ran lała się krew, cieknąc po ramionach. Zakryłam dłonią usta.
Widziałam ból wymalowany na jego twarzy. Powstrzymywał się od
krzyku tak mocno jak tylko umiał. Otwarte rany piekły go w
unieruchomione nadgarstki. Spojrzałam na Vickie. Patrzyła na niego
z przerażeniem. Mężczyzna odszedł od Justina.
-skoro
ty mi nie powiesz, to może od kogoś innego się tego dowiem –
podszedł do Harry'ego wycierając zakrwawiony nóż o ramię
chłopaka. - czemu one żyją?
-ja
sam nie wiem...
-doprawdy?
- wyjął z kieszeni drugi nóż
-jeżeli
powiem, że właśnie tym nożem, za chwilę poderżnę jej gardło,
to może jednak coś sobie przypomnisz? - wskazał w moją stronę.
Nie wiem skąd wiedział że Harry jest w jakimś stopniu ze mną
powiązany, ale nie podobało mi się to, że on chciał mi poderżnąć
gardło... - resztą skoro wy ich nie zabiliście, to jasna sprawa że
my to zrobimy za was.
-nie
macie kurwa prawa tego zrobić!
-to
mi wytłumacz, dlaczego one jeszcze żyją?! Miały być martwe! Oni
wszyscy mieli pozdychać wy nędzne kurwy!
-do
jasnej cholery nie wiem dlaczego, po prostu nie chcieliśmy ich
zabijać, tyle!
-nie
chcieliście ich zabijać, tak … ? - zamyślił się na chwilę, po
czym w napadzie furii przerżnął nadgarstek Harry'ego, przebijając
się nożem na wylot i przywierając go do ściany. Chłopak
wrzasnął, wijąc się pod wpływem bólu pękniętej kości i
rozerwanej skóry. Z rany ciekły strumienie krwi a chwilę potem
usłyszałam gorzkie łzy. Harry nie umiał opanować swojego ciała.
Był przerażony bólem i nie umiał się opanować.
Długonogi
szarpnął za nóż, wyciągając go ze ściany ale zostawiając w
ciele chłopaka.
-może
teraz mi powiesz, co wami kierowało? - wbił palce w jego rękę po
czym drugą dłonią zaczął wiercić nożem dziurę w ranie, łamiąc
mu kości.
-ja
nic nie wiem, ja naprawdę, nie wiem! - krzyczał nie mogąc znieść
bólu, który zadawał mu nóż w jego ciele.
Byłam
przerażona tym co się działo. Ten chłopak nie potrafił opanować
bólu, którego nigdy w sobie nie czuł. Był wobec niego bezsilny.
Justin siedział, nieruchomo, czekając aż rany się zaklepią. Miał
zamknięte oczy. Nie chciał patrzeć na to co się działo z
Harry'm. Poczułam łzę na policzku. Było mi tak cholernie szkoda
Styles'a.
-przestań,
błagam, przestań! - wrzasnął, kiedy długonogi ponownie
przekręcił w nim nóż.
Mężczyzna
wyjął z niego ostre narzędzie. Odszedł krok do tyłu, po czym
kopnął chłopaka w kolano i razem z dwójką towarzyszy, wyszedł
zamykając drzwi. Patrzyłam na to jak Harry bezsilnie usiłuje
uwolnić zdrowy nadgarstek żeby chociaż odrobinę zniwelować w
sobie ból. Nie dałam rady patrzeć na jego cierpienie.
I
dopiero teraz zrozumiałam, że jednak nie dała bym rady się nad
nim znęcać. Ja dopiero teraz widzę że nie potrafiłabym zadać mu
bólu. Dopiero teraz widzę, że chyba zaczyna mi na nim zależeć...
niedziela, 21 września 2014
Rozdział 22.
Megan i Ethan patrzyli na siebie jakby jedno w drugim widziało wroga. Kogoś kto przeszkadza w dążeniu do celu. Obiektem kłótni między nimi był właśnie Styles. Nie wiem czemu Megan postanowiła go bronić ale muszę przyznać że w pewnym sensie robi słusznie. Ethan zaś chciał jedynie się na nim wyżyć fizycznie. Nie rozumiem. To Megan doznała od Stylesa o wiele więcej bólu niż Ethan, a teraz nie może nawet nic zrobić? Powoli zaczyna mi się wszystko pierdolić...
-co ty dziewczyno teraz odpierdalasz?
-to samo pytanie mogłabym zadać tobie - Megan odburknęła zakładając ramiona
-co ci nie pasuje?
-zrobiłeś z siebie jakiegoś wielkiego władcę i wydaje ci się że wszystko ci wolno w momencie kiedy tak na prawdę gówno ci wolno.
-o ile dobrze pamiętam, sama chciałaś żebym go tak traktował więc o co spinasz dupę?
-o to, że tym co mu robisz, zabijesz w go w mniej niż tydzień. A o ile dobrze pamiętam całość miała wedle ciebie trwać 4 tygodnie. Więc co ty kurwa odpierdalasz?
-robię to, co chciałem zrobić przez ostatnie 4 tygodnie.
Odepchnęło mnie gwałtownie w tył kiedy zobaczyłam, że Ethan chwyta mocno Megan za włosy a potem rzuca nią o ścianę wyginając ręce do tyłu i zakładając jej kajdanki!
-Ethan, co ty robisz, puść mnie! - pisnęła rzucając się ale on docisnął ją kolanem do ściany
-zamknij mordę, teraz jesteś moja! - powalił ją na podłogę związując kostki.
-Ethan, zostaw ją! - wrzasnęłam, kiedy zobaczyłam że okręca jej łańcuch wokół szyi
-spokojnie, Vickie, ty będziesz następna!
-spieprzaj stąd! - wrzasnęła Megan kierując mnie wzrokiem do wyjścia. Nogi poderwały mi się do biegu.
Biegłam ile sił przez cały korytarz, niemal krztusząc się powietrzem. Dobiegłam już prawie do drzwi kiedy poczułam ból. Ktoś trzymał moje włosy i szarpał mnie do tyłu. Usiłowałam się wyrwać ale przyłożył mi nóż do gardła... Kurwa!
-Megan! - wrzasnęłam czując ostrze przy skórze
-zamknij się i bądź grzeczna, to może będzie mniej bolało - usłyszałam za plecami głos Logana.
Nie mogłam pozwolić na to żeby mnie związał i wsadził do piwnicy! Rozmachem odrzuciłam jego dłoń dociskającą mi nóż do gardła, odwróciłam się piorunując trzy razy krocze Logana, po czym wybiegłam z domu, uciekając po prostu przed siebie. Nie wiedziałam dokąd biegnę. Moje gardło było jak ogień a do oczu wrywały się łzy. Przewróciłam się ale wiedziałam że może mnie gonić więc wstałam i biegłam dalej. Nie wiedziałam gdzie. Wiedziałam jedynie że muszę uciec. A potem wrócić i naprawić to do czego pozwoliłam żeby doszło.
MEGAN'S POV
Ethan ściskał moją szyję łańcuchem szarpiąc za włosy i dociskając mnie do ściany. Czułam w sobie piekielną złość za to że mu uwierzyłam! Że traktowałam jak przyjaciela! Miałam jedynie nadzieję że Vickie się udało...
-Ethan, przestań, to boli! - pisnęłam czując że się duszę
-i uwierz że ma boleć! - jeszcze mocniej docisnął łańcuch po czym zaczął mówić słowa który uderzyły we mnie jak piorun -odkąd cię zobaczyłem, wiedziałem że chcę cię solidnie zerżnąć. Pieprzyć te malinowe usta i zmasakrować ten drobny tyłek. Wiedziałem, że chcę cię mieć całą dla siebie. Nawet udawałem swoje własne myśli. Zmuszałem się do innego myślenia żebyś jeszcze bardziej mi zaufała. I się udało. Ale jak widać nie zdążyłem być pierwszym który rozerwie cię od środka na kawałki. Ktoś mnie wyprzedził. I ten ktoś właśnie teraz za to zapłaci.
Wstał ode mnie i podniósł łańcuch. Spojrzałam ukradkiem na Stylesa. Jego oczy były utkwione na mnie a brwi niewinnie uniesione w górę. Warga opuszczona nieco w dół i nie mógł zrozumieć co Ethan właściwie przed chwilą zrobił?
Ethan trzymając sztywno łańcuch między dłońmi odwrócił się do Harry'ego zadając mu pytanie na które on nie był gotowy, a tym bardziej ja...
-co wolisz? - Harry podniósł wzrok na Ethana - patrzeć jak mój kutas rozrywa ją od środka czy jak chłostam ten zgrabny tyłek?
Harry potrząsnął głową nie wiedząc co zrobić. Byłam w szoku że mój... kurwa, to nie jest przyjaciel. Że Ethan zaproponował takie dwie rzeczy... wolałam tą drugą.
-ani jedno ani drugie.
-sugerujesz że sam mam wybrać? Uwierz, jeśli to do mnie będzie należał wybór, uwierz że wezmę to pierwsze. Na razie daję wolną rękę tobie.
Spojrzał na mnie. Poczułam łzy w oczach. A chwilę później na policzkach. Byłam piekielnie zła, wściekła i gdybym mogła zapewne w tedy posunęłabym się do zrobienia czegoś, od czego zawsze wystrzegali mnie rodzice. Zabiłabym go. Ale nie mogłam tego zrobić. Mogłam jedynie siedzieć, związana, jak pies, albo i nie, sorry, jak suka. Bez władzy, podwładna tej mordzie o imieniu Ethan, nie miałam ani odrobiny kontroli. Zupełnie nad niczym. NICZYM.
Ethan zaczynał się niecierpliwić, dlatego, zaczął drażnić Harry'ego swoimi kąśliwymi tekstami odnośnymi przeszłości.
-zupełnie nie rozumiem czemu się wahasz? Powinieneś wybrać od razu. A nie kurwa czekać.
-co mi sugerujesz? - Styles spuścił głowę zduszając słowa
-jeszcze dwa dni temu bez skrupułów byłeś w stanie ją zgwałcić, a jeszcze wcześniej, biłeś, katowałeś i jakoś było ci to obojętne, więc co ty kurwa teraz odpierdalasz? Tak ciężko wybrać?
Jego słowa odbijały się we mnie jak stłuczone szkło wrzucone na miękką nawierzchnię. Czułam wewnętrzne rozerwanie. Jak mógł mi to robić? Mnie? Kurwa MNIE ?!
-wybierzesz coś w końcu czy mam wybrać za ciebie?
Harry, wciąż się nie odzywał. Nie patrzyłam już w jego stronę. Nie mogłam nic zrobić na chwilę obecną więc zostało mi jedynie czekać...
-jesteś wkurwiający. - podszedł do mnie, chwytając w garść za włosy i podnosząc mnie z ziemi na kilka centymetrów - a może wolisz patrzeć jak ją gwałcę i rozcinam gardło jednocześnie?
Moje oczy rozbłysnęły łzami.
VICKIE'S POV
Nie miałam bladego pojęcia gdzie jestem. Nigdy nie wychodziłam z tego domu i nie znam okolicy. Nie znam niczego... nawet nie wiem co mam ze sobą zrobić...
Włóczyłam się bezczynnie i bez sensu jakąś godzinę. Targały mną myśli. Chciałam wrócić ale się bałam, wiedziałam że muszę wyciągnąć stamtąd Megan ale do jasnej cholery nie wiedziałam jak, musiałam coś zrobić z Ethanem i Loganem, ale również nie wiedziałam co?
Widziałam w głowie różne rzeczy. Co gorsza, wiedziałam że Ethan nie będzie czekał i w każdej chwili może jej coś zrobić. Byłam w tak zwanej dupie. Ni w prawo ni w lewo. Dołek. Totalna masakra...
Oprócz tego rzucały mną wyrzuty sumienia i niesamowita złość. To ja powinnam była kontrolować co się działo z Justinem a nie Logan. A tymczasem, pozwoliłam mu robić co mu się chciało. Właśnie otrzymałam to, na co sobie zapracowałam. Japierdole...
Poza tym, źle mi było z pewnym faktem. Nie byłam w 100% pewna, czy zachowanie Justina i Harry'ego w stosunku do nas, było celowe czy też sterowane przez siłę wyższą. Nie chodzi mi tu teraz o Boga czy siły natury, ale chociażby o tego gościa który ''niby'' ''pozbawił'' ich ''władzy''. On wydaje, wydawał i będzie mi się wydawać podejrzany niezależnie od tego co będzie robić. ten koleś jest straszny.
Zastanawiało mnie, czy on nie ma jakiegoś wpływu na to wszystko? Miałam odczucia że miał na to wpływ. I to chyba nie mały. Bo jak pamiętam, było mi dziwne, że w domu Justin mnie niemal zabijał a przy nich podkulał ogon i cisza absolutna... To nie jedyna rzecz która mnie dziwiła ale jedna z ważniejszych. Co jeszcze?
MARBLE i spółka. Mówiąc spółka mam na myśli Mavis i tą babeczkę w drzwiach która nas nawiedziła ostatnimi czasy oraz resztę niezbadanych przez nas pokoi. Chuj wie co tam było, ale w każdym razie bądź, coś musiało być. Poza tym nie budowano by tej drugiej części domu bez powodu. Co więcej mam wrażenie że zarówno jedna jak i druga część domu, nie miały prawa powstać w jednym czasie. Konstrukcja, wygląd i rozmiary, niesamowicie się od siebie różnią.
Ale pomijając to, jest jeszcze kilka spraw. Co do chuja robi willa w środku lasu? Tak, ta willa w której ''mieszkaliśmy''. Skąd się brało jedzenie w lodówce, ten idealnie skoszony trawnik, czyste podwórko a co lepsze, czemu nigdzie nie ma śladu drogi, albo chociaż opon? Nie mam pojęcia co z tym wszystkim robić...
Jest jeszcze sporo rzeczy które śmiecą mi w głowie ale staram się je jakoś ignorować żeby nie oszaleć do końca. Muszę coś wymyśleć. Nie wiem od czego POWINNAM zacząć ale chyba zacznę od poczekania do nocy. W nocy mimo że jest w chuj strasznie, mam większe szanse na wślizgnięcie się w dane miejsce i mam zmniejszone ryzyko że ktoś mnie zobaczy.
Szłam jeszcze sporą chwilę kiedy do moich uszu dobiegł niby znajomy odgłos. Trochę mną wzdrygnęło ale powoli i najciszej jak potrafiłam, chowając się za kolejnymi drzewami, zaczęłam się zbliżać do źródła dźwięku. Musiałam być nieziemsko cicho. Podeszłam na jakieś 40 metrów. W oddaleniu zobaczyłam samochód i tego przeklętego gościa co tak rządził chłopakami. Nie było mi dziwne że widzę ich zupełnie bez powodu w środku lasu, ale było mi dziwne to co mówili.
-to kiedy zabieramy się za demaskę ? - nie wiedziałam o co chodzi z tą ''demaską''
-dzisiaj. Za jakieś 3 godziny będziemy się zbierać. Trzeba będzie podjechać i załatwić sprawę w miarę szybko i w miarę cicho.
-co chcesz zrobić?
-panienki sobie zostawimy a tych dwóch co im się wydaje że teraz rządzą odeślemy do Miquela. - rzucił .... uhm, chyba było mu Mike... no ten szef cały.
-a co z Stylesem i Bieberem? Chyba nie damy im nowych niewolników?
-to byłoby bez sensu. Zabierzemy ich ze sobą.
-co? Po jaką cholerę?
-bo tak mi się podoba.
-ale co z nimi zrobisz?
-jeszcze nie wiem, ale trzeba będzie ich uciszyć raz na zawsze.
-mamy ich pozabijać?
-to jakiś problem?
-nie, w sumie to nawet spoko, tylko jak i gdzie?
-może krótko w serce? - zaproponował jeden z ludzi
-nie, to byłoby zbyt proste. Zabili Clarise podcinając jej gardło siekierą i na wpół żywej złamali kręgosłup, więc proponuję zrobić z nimi dokładnie to samo.
-ja tam bym jeszcze coś do tego dołożył.
-na przykład?
-nie wiem, może ręce bym im ponadcinał, ale powydubywał po jednym oku, połamał palce, czy coś takiego a dopiero potem bym z nimi kończył. Trzeba ich trochę dobić !
-w sumie racja. A poza tym oni muszą w końcu zdechnąć. Za długo już przekładamy im termin.
-no, prawda.
-już ósmy raz obiecywali że zapłacą dobrowolnie całą sumę i że tak jak zawsze zabiją tych niewolników.
-a tymczasem znowu się wymignęli. Dlatego nie będę już im przedłużał i czekał aż sami pozabijają tych niewolników, bo zawsze było tak że dawaliśmy im nowych niewolników, część z nich zabili a część im jakimś cudem uciekła i musieliśmy ich sami dobijać.
-dlatego teraz nie będzie kłopotu bo nie będzie już nikogo kto będzie miał tymi niewolnikami rządzić.
-ok, wiem co z Stylesem i Bieberem, ale co Miquel miałby niby zrobić z tamtymi dwoma?
-nie wiem. Co on z nimi zrobi to już jego sprawa.
-niech wrzuci ich do maszynki do mielenia mięsa!
-Aaron...
-sorry, mam za duży zapał.
-a te dwie lalunie?
-nie będzie z nimi problemu. Żadna nie jest dziewicą więc o gwałt się czepiać nie można.
-mhm, już rozumiem w jakich celach chcesz je tu zgarnąć.
-no a niby w jakich innych?
-dobra, bierzemy się za robotę. Trzeba zgarnąć cały sprzęt i zdążyć przed zachodem słońca.
Serce zaczęło mi nakurwiać jak szalone. Oddaliłam się i zaczęłam biec. Biegłam ile sił w nogach, niemal wypluwając sobie płuca. Miałam palące łzy w oczach i ból w krtani ale biegłam dalej. Nie mogłam pozwolić na to żeby zrobili z nami to, co mówili. Nie zniosłabym tego. Poza tym... już chuj z Ethanem i Loganem! Nie dałabym rady patrzeć na to co robili by z Justinem i z Harrym. Nie zniosłabym tego. Nie mogłam słyszeć ich krzyku, słyszeć tego bólu w głosie i żyć ze świadomością że coś takiego się dzieje. I nie dlatego że spodobali mi się, tylko że znam część prawdy.
Może chcieli nas pozabijać tylko dlatego, żebyśmy nie musieli być katowani przez tamtych? Może w cale nie są tacy za jakich ich miałyśmy? Byłam rozgoryczona i zdesperowana żeby działać ale nie wiedziałam co mam robić? Nie miałam pojęcia... To znaczy... Miałam pomysł który pewnie by nie wypalił no ale... miałam zamiar podkraść się do domu, prześlizgnąć do garażu, otworzyć drzwi, odpalić samochód. Ta część była najprostrza z całego planu. Potem musiałam jeszcze znaleźć Megan i jakimś cudem sprawić żeby ją stamtąd wyciągnąć, a potem... no. Nad ostatnią częścią się wahałam. Uhh... chyba postaram się jeszcze coś zrobić z Justinem i Harrym. Nie mogę ich zostawić, zwłaszcza teraz, kiedy część rzeczy mi się wyjaśniła.
Biegłam w zasadzie przed siebie. Nie wiem nawet jak długo. Na pewno trwało to jakąś chwilę. Z całą pewnością nie 15 minut. To trwało. Długo. Chyba nawet zaczęło się powoli ściemniać. Chyba nawet ''udało'' mi się zabłądzić. Wybiegłam z lasu. Byłam dokładnie w miejscu w którym do niego wbiegłam. Stałam naprzeciwko willi chłopaków. Przerażało mnie to co będę musiała zrobić ale czułam że nie będę mieć innego wyboru.
Patrzyłam na budynek czując ciary na karku. I to dosłownie. Postawiłam krok do przodu. Niepewnie. Nie wiedziałam co robię. Nie byłam pewna czy ktoś mnie widzi. Czułam na sobie spojrzenie. Nie wiedziałam jedynie skąd.
Szłam do przodu kiedy poczułam niesamowicie silne szarpnięcie w tył. Zaczęłam się rzucać i kiedy się odwróciłam, zobaczyłam twarz jednego z nich. Twarz człowieka Mike'a. Był straszny. Trzymał mnie mocno za ramiona i zaczął ciągnąć w stronę samochodu. Rzucił mnie na maskę związując ręce za plecami i kostki. Czułam się tak samo, jak wtedy kiedy mnie łapali prosto z ulicy.
Widziałam że poszli do domu. Wyważyli drzwi. Niemal wrzucił mnie na tyły jakiegoś samochodu. Usłyszałam krzyk Megan. Może nic jej Ethan nie zdążył zrobić? Boże święty, ja zwariuję... Pojawiła się razem z jakimś mężczyzną w drzwiach. Chwilę potem, rzucono ją niemalże na mnie.
-Vick! - odskoczyła w moją stronę całując mnie w policzek - japierdole, myślałam że cię dorwał Logan!
-no bo dorwał, ale mu spieprzyłam.
-chyba że tak.
Usłyszałam kolejny krzyk. Harry'ego. Nie był zwyczajny. Harry był... Był taki... przerażony.
-Megan, ponad wszystko nie ufaj Ethanowi i Loganowi, musisz zaufać Harry'emu. - odwróciłam szybko w jej stronę twarz.
-co ty pierdolisz?
-Megan, wszystko już wiem. Oni nas bili tylko po to żebyśmy szybciej umarli. Ale nie w złym znaczeniu. Oni chyba kiedyś wypuszczali niewolników.
-Vickie, co ty pieprzysz ... ? - dziewczyna patrzyła na mnie z niedowierzaniem
-posłuchaj, jeśli oni by cię wypuścili a ci ludzie znaleźli to byś umierała śmiercią zapewne jeszcze gorszą. Oni... chyba chcieli nam skrócić cierpienia...
-skąd to wiesz?
-znalazłam ich dzisiaj w lesie i podsłuchałam ich rozmowę.
-wiesz coś jeszcze?
-uh... chyba to co mają zamiar z nami zrobić...
-czyli?
-Ethana z Loganem odeślą do jakiegoś Miquela, nas dwie zapewne zgwałcą, ale tak czy siak, najgorzej dostaną Harry i Justin.
-czemu? - rozszerzyła oczy
-chcą im połamać palce, wydłubać oczy, pobić, ponadcinać ręce, ogólnie zmasakrować a potem podciąć gardło siekierą i złamać na żywca kręgosłup!
Jej warga zaczęła się trząść widziałam strach w jej oczach i coś, co zawsze w nich widziałam kiedy się martwiła.
-Meg, nie mów nic nikomu.
-d-dobrze...
Spojrzałam w stronę drzwi, wyprowadzili rzucającego się Logana z Ethanem. Zauważyłam że nawet nie prowadzili ich w stronę naszego samochodu. Popatrzyłam na Logana. Z pewnej perspektywy nie było mi go ani trochę szkoda. Wpakowali ich do jakiegoś innego, który niemal zaraz odjechał. Zostali Harry i Justin.
Wyprowadzili ich. Byli ranni i pobici. Co gorsza? Przerażeni. W ich oczach tkwiły łzy. Wiedzieli że to koniec dla nich. To było widać z każdej strony. Wrzucono ich ciała obok naszych do samochodu, po czym drzwi się domknęły.
MEGAN'S POV
Naprzeciwko mnie, ciasno posadzono przerażonego, młodego człowieka, który zapewne wiedział że umrze. Nie wiedział jak. Był na tamtą chwilę kimś, kogo ja widziałam w sobie przez cały czas pobytu tutaj. Był małą, pokorną, wystraszoną istotą skłonną robić wszystko co się jej karze. Jeśli to co Vickie słyszała jest prawdą, to może się okazać że on w cale nie jest taki jak myślałam...
Samochód ruszył, nie wiedziałam dokąd. Czułam że jeśli razem czegoś nie wymyślimy, to istotnie będzie tak jak powiedziała Victoria.
-co ty dziewczyno teraz odpierdalasz?
-to samo pytanie mogłabym zadać tobie - Megan odburknęła zakładając ramiona
-co ci nie pasuje?
-zrobiłeś z siebie jakiegoś wielkiego władcę i wydaje ci się że wszystko ci wolno w momencie kiedy tak na prawdę gówno ci wolno.
-o ile dobrze pamiętam, sama chciałaś żebym go tak traktował więc o co spinasz dupę?
-o to, że tym co mu robisz, zabijesz w go w mniej niż tydzień. A o ile dobrze pamiętam całość miała wedle ciebie trwać 4 tygodnie. Więc co ty kurwa odpierdalasz?
-robię to, co chciałem zrobić przez ostatnie 4 tygodnie.
Odepchnęło mnie gwałtownie w tył kiedy zobaczyłam, że Ethan chwyta mocno Megan za włosy a potem rzuca nią o ścianę wyginając ręce do tyłu i zakładając jej kajdanki!
-Ethan, co ty robisz, puść mnie! - pisnęła rzucając się ale on docisnął ją kolanem do ściany
-zamknij mordę, teraz jesteś moja! - powalił ją na podłogę związując kostki.
-Ethan, zostaw ją! - wrzasnęłam, kiedy zobaczyłam że okręca jej łańcuch wokół szyi
-spokojnie, Vickie, ty będziesz następna!
-spieprzaj stąd! - wrzasnęła Megan kierując mnie wzrokiem do wyjścia. Nogi poderwały mi się do biegu.
Biegłam ile sił przez cały korytarz, niemal krztusząc się powietrzem. Dobiegłam już prawie do drzwi kiedy poczułam ból. Ktoś trzymał moje włosy i szarpał mnie do tyłu. Usiłowałam się wyrwać ale przyłożył mi nóż do gardła... Kurwa!
-Megan! - wrzasnęłam czując ostrze przy skórze
-zamknij się i bądź grzeczna, to może będzie mniej bolało - usłyszałam za plecami głos Logana.
Nie mogłam pozwolić na to żeby mnie związał i wsadził do piwnicy! Rozmachem odrzuciłam jego dłoń dociskającą mi nóż do gardła, odwróciłam się piorunując trzy razy krocze Logana, po czym wybiegłam z domu, uciekając po prostu przed siebie. Nie wiedziałam dokąd biegnę. Moje gardło było jak ogień a do oczu wrywały się łzy. Przewróciłam się ale wiedziałam że może mnie gonić więc wstałam i biegłam dalej. Nie wiedziałam gdzie. Wiedziałam jedynie że muszę uciec. A potem wrócić i naprawić to do czego pozwoliłam żeby doszło.
MEGAN'S POV
Ethan ściskał moją szyję łańcuchem szarpiąc za włosy i dociskając mnie do ściany. Czułam w sobie piekielną złość za to że mu uwierzyłam! Że traktowałam jak przyjaciela! Miałam jedynie nadzieję że Vickie się udało...
-Ethan, przestań, to boli! - pisnęłam czując że się duszę
-i uwierz że ma boleć! - jeszcze mocniej docisnął łańcuch po czym zaczął mówić słowa który uderzyły we mnie jak piorun -odkąd cię zobaczyłem, wiedziałem że chcę cię solidnie zerżnąć. Pieprzyć te malinowe usta i zmasakrować ten drobny tyłek. Wiedziałem, że chcę cię mieć całą dla siebie. Nawet udawałem swoje własne myśli. Zmuszałem się do innego myślenia żebyś jeszcze bardziej mi zaufała. I się udało. Ale jak widać nie zdążyłem być pierwszym który rozerwie cię od środka na kawałki. Ktoś mnie wyprzedził. I ten ktoś właśnie teraz za to zapłaci.
Wstał ode mnie i podniósł łańcuch. Spojrzałam ukradkiem na Stylesa. Jego oczy były utkwione na mnie a brwi niewinnie uniesione w górę. Warga opuszczona nieco w dół i nie mógł zrozumieć co Ethan właściwie przed chwilą zrobił?
Ethan trzymając sztywno łańcuch między dłońmi odwrócił się do Harry'ego zadając mu pytanie na które on nie był gotowy, a tym bardziej ja...
-co wolisz? - Harry podniósł wzrok na Ethana - patrzeć jak mój kutas rozrywa ją od środka czy jak chłostam ten zgrabny tyłek?
Harry potrząsnął głową nie wiedząc co zrobić. Byłam w szoku że mój... kurwa, to nie jest przyjaciel. Że Ethan zaproponował takie dwie rzeczy... wolałam tą drugą.
-ani jedno ani drugie.
-sugerujesz że sam mam wybrać? Uwierz, jeśli to do mnie będzie należał wybór, uwierz że wezmę to pierwsze. Na razie daję wolną rękę tobie.
Spojrzał na mnie. Poczułam łzy w oczach. A chwilę później na policzkach. Byłam piekielnie zła, wściekła i gdybym mogła zapewne w tedy posunęłabym się do zrobienia czegoś, od czego zawsze wystrzegali mnie rodzice. Zabiłabym go. Ale nie mogłam tego zrobić. Mogłam jedynie siedzieć, związana, jak pies, albo i nie, sorry, jak suka. Bez władzy, podwładna tej mordzie o imieniu Ethan, nie miałam ani odrobiny kontroli. Zupełnie nad niczym. NICZYM.
Ethan zaczynał się niecierpliwić, dlatego, zaczął drażnić Harry'ego swoimi kąśliwymi tekstami odnośnymi przeszłości.
-zupełnie nie rozumiem czemu się wahasz? Powinieneś wybrać od razu. A nie kurwa czekać.
-co mi sugerujesz? - Styles spuścił głowę zduszając słowa
-jeszcze dwa dni temu bez skrupułów byłeś w stanie ją zgwałcić, a jeszcze wcześniej, biłeś, katowałeś i jakoś było ci to obojętne, więc co ty kurwa teraz odpierdalasz? Tak ciężko wybrać?
Jego słowa odbijały się we mnie jak stłuczone szkło wrzucone na miękką nawierzchnię. Czułam wewnętrzne rozerwanie. Jak mógł mi to robić? Mnie? Kurwa MNIE ?!
-wybierzesz coś w końcu czy mam wybrać za ciebie?
Harry, wciąż się nie odzywał. Nie patrzyłam już w jego stronę. Nie mogłam nic zrobić na chwilę obecną więc zostało mi jedynie czekać...
-jesteś wkurwiający. - podszedł do mnie, chwytając w garść za włosy i podnosząc mnie z ziemi na kilka centymetrów - a może wolisz patrzeć jak ją gwałcę i rozcinam gardło jednocześnie?
Moje oczy rozbłysnęły łzami.
VICKIE'S POV
Nie miałam bladego pojęcia gdzie jestem. Nigdy nie wychodziłam z tego domu i nie znam okolicy. Nie znam niczego... nawet nie wiem co mam ze sobą zrobić...
Włóczyłam się bezczynnie i bez sensu jakąś godzinę. Targały mną myśli. Chciałam wrócić ale się bałam, wiedziałam że muszę wyciągnąć stamtąd Megan ale do jasnej cholery nie wiedziałam jak, musiałam coś zrobić z Ethanem i Loganem, ale również nie wiedziałam co?
Widziałam w głowie różne rzeczy. Co gorsza, wiedziałam że Ethan nie będzie czekał i w każdej chwili może jej coś zrobić. Byłam w tak zwanej dupie. Ni w prawo ni w lewo. Dołek. Totalna masakra...
Oprócz tego rzucały mną wyrzuty sumienia i niesamowita złość. To ja powinnam była kontrolować co się działo z Justinem a nie Logan. A tymczasem, pozwoliłam mu robić co mu się chciało. Właśnie otrzymałam to, na co sobie zapracowałam. Japierdole...
Poza tym, źle mi było z pewnym faktem. Nie byłam w 100% pewna, czy zachowanie Justina i Harry'ego w stosunku do nas, było celowe czy też sterowane przez siłę wyższą. Nie chodzi mi tu teraz o Boga czy siły natury, ale chociażby o tego gościa który ''niby'' ''pozbawił'' ich ''władzy''. On wydaje, wydawał i będzie mi się wydawać podejrzany niezależnie od tego co będzie robić. ten koleś jest straszny.
Zastanawiało mnie, czy on nie ma jakiegoś wpływu na to wszystko? Miałam odczucia że miał na to wpływ. I to chyba nie mały. Bo jak pamiętam, było mi dziwne, że w domu Justin mnie niemal zabijał a przy nich podkulał ogon i cisza absolutna... To nie jedyna rzecz która mnie dziwiła ale jedna z ważniejszych. Co jeszcze?
MARBLE i spółka. Mówiąc spółka mam na myśli Mavis i tą babeczkę w drzwiach która nas nawiedziła ostatnimi czasy oraz resztę niezbadanych przez nas pokoi. Chuj wie co tam było, ale w każdym razie bądź, coś musiało być. Poza tym nie budowano by tej drugiej części domu bez powodu. Co więcej mam wrażenie że zarówno jedna jak i druga część domu, nie miały prawa powstać w jednym czasie. Konstrukcja, wygląd i rozmiary, niesamowicie się od siebie różnią.
Ale pomijając to, jest jeszcze kilka spraw. Co do chuja robi willa w środku lasu? Tak, ta willa w której ''mieszkaliśmy''. Skąd się brało jedzenie w lodówce, ten idealnie skoszony trawnik, czyste podwórko a co lepsze, czemu nigdzie nie ma śladu drogi, albo chociaż opon? Nie mam pojęcia co z tym wszystkim robić...
Jest jeszcze sporo rzeczy które śmiecą mi w głowie ale staram się je jakoś ignorować żeby nie oszaleć do końca. Muszę coś wymyśleć. Nie wiem od czego POWINNAM zacząć ale chyba zacznę od poczekania do nocy. W nocy mimo że jest w chuj strasznie, mam większe szanse na wślizgnięcie się w dane miejsce i mam zmniejszone ryzyko że ktoś mnie zobaczy.
Szłam jeszcze sporą chwilę kiedy do moich uszu dobiegł niby znajomy odgłos. Trochę mną wzdrygnęło ale powoli i najciszej jak potrafiłam, chowając się za kolejnymi drzewami, zaczęłam się zbliżać do źródła dźwięku. Musiałam być nieziemsko cicho. Podeszłam na jakieś 40 metrów. W oddaleniu zobaczyłam samochód i tego przeklętego gościa co tak rządził chłopakami. Nie było mi dziwne że widzę ich zupełnie bez powodu w środku lasu, ale było mi dziwne to co mówili.
-to kiedy zabieramy się za demaskę ? - nie wiedziałam o co chodzi z tą ''demaską''
-dzisiaj. Za jakieś 3 godziny będziemy się zbierać. Trzeba będzie podjechać i załatwić sprawę w miarę szybko i w miarę cicho.
-co chcesz zrobić?
-panienki sobie zostawimy a tych dwóch co im się wydaje że teraz rządzą odeślemy do Miquela. - rzucił .... uhm, chyba było mu Mike... no ten szef cały.
-a co z Stylesem i Bieberem? Chyba nie damy im nowych niewolników?
-to byłoby bez sensu. Zabierzemy ich ze sobą.
-co? Po jaką cholerę?
-bo tak mi się podoba.
-ale co z nimi zrobisz?
-jeszcze nie wiem, ale trzeba będzie ich uciszyć raz na zawsze.
-mamy ich pozabijać?
-to jakiś problem?
-nie, w sumie to nawet spoko, tylko jak i gdzie?
-może krótko w serce? - zaproponował jeden z ludzi
-nie, to byłoby zbyt proste. Zabili Clarise podcinając jej gardło siekierą i na wpół żywej złamali kręgosłup, więc proponuję zrobić z nimi dokładnie to samo.
-ja tam bym jeszcze coś do tego dołożył.
-na przykład?
-nie wiem, może ręce bym im ponadcinał, ale powydubywał po jednym oku, połamał palce, czy coś takiego a dopiero potem bym z nimi kończył. Trzeba ich trochę dobić !
-w sumie racja. A poza tym oni muszą w końcu zdechnąć. Za długo już przekładamy im termin.
-no, prawda.
-już ósmy raz obiecywali że zapłacą dobrowolnie całą sumę i że tak jak zawsze zabiją tych niewolników.
-a tymczasem znowu się wymignęli. Dlatego nie będę już im przedłużał i czekał aż sami pozabijają tych niewolników, bo zawsze było tak że dawaliśmy im nowych niewolników, część z nich zabili a część im jakimś cudem uciekła i musieliśmy ich sami dobijać.
-dlatego teraz nie będzie kłopotu bo nie będzie już nikogo kto będzie miał tymi niewolnikami rządzić.
-ok, wiem co z Stylesem i Bieberem, ale co Miquel miałby niby zrobić z tamtymi dwoma?
-nie wiem. Co on z nimi zrobi to już jego sprawa.
-niech wrzuci ich do maszynki do mielenia mięsa!
-Aaron...
-sorry, mam za duży zapał.
-a te dwie lalunie?
-nie będzie z nimi problemu. Żadna nie jest dziewicą więc o gwałt się czepiać nie można.
-mhm, już rozumiem w jakich celach chcesz je tu zgarnąć.
-no a niby w jakich innych?
-dobra, bierzemy się za robotę. Trzeba zgarnąć cały sprzęt i zdążyć przed zachodem słońca.
Serce zaczęło mi nakurwiać jak szalone. Oddaliłam się i zaczęłam biec. Biegłam ile sił w nogach, niemal wypluwając sobie płuca. Miałam palące łzy w oczach i ból w krtani ale biegłam dalej. Nie mogłam pozwolić na to żeby zrobili z nami to, co mówili. Nie zniosłabym tego. Poza tym... już chuj z Ethanem i Loganem! Nie dałabym rady patrzeć na to co robili by z Justinem i z Harrym. Nie zniosłabym tego. Nie mogłam słyszeć ich krzyku, słyszeć tego bólu w głosie i żyć ze świadomością że coś takiego się dzieje. I nie dlatego że spodobali mi się, tylko że znam część prawdy.
Może chcieli nas pozabijać tylko dlatego, żebyśmy nie musieli być katowani przez tamtych? Może w cale nie są tacy za jakich ich miałyśmy? Byłam rozgoryczona i zdesperowana żeby działać ale nie wiedziałam co mam robić? Nie miałam pojęcia... To znaczy... Miałam pomysł który pewnie by nie wypalił no ale... miałam zamiar podkraść się do domu, prześlizgnąć do garażu, otworzyć drzwi, odpalić samochód. Ta część była najprostrza z całego planu. Potem musiałam jeszcze znaleźć Megan i jakimś cudem sprawić żeby ją stamtąd wyciągnąć, a potem... no. Nad ostatnią częścią się wahałam. Uhh... chyba postaram się jeszcze coś zrobić z Justinem i Harrym. Nie mogę ich zostawić, zwłaszcza teraz, kiedy część rzeczy mi się wyjaśniła.
Biegłam w zasadzie przed siebie. Nie wiem nawet jak długo. Na pewno trwało to jakąś chwilę. Z całą pewnością nie 15 minut. To trwało. Długo. Chyba nawet zaczęło się powoli ściemniać. Chyba nawet ''udało'' mi się zabłądzić. Wybiegłam z lasu. Byłam dokładnie w miejscu w którym do niego wbiegłam. Stałam naprzeciwko willi chłopaków. Przerażało mnie to co będę musiała zrobić ale czułam że nie będę mieć innego wyboru.
Patrzyłam na budynek czując ciary na karku. I to dosłownie. Postawiłam krok do przodu. Niepewnie. Nie wiedziałam co robię. Nie byłam pewna czy ktoś mnie widzi. Czułam na sobie spojrzenie. Nie wiedziałam jedynie skąd.
Szłam do przodu kiedy poczułam niesamowicie silne szarpnięcie w tył. Zaczęłam się rzucać i kiedy się odwróciłam, zobaczyłam twarz jednego z nich. Twarz człowieka Mike'a. Był straszny. Trzymał mnie mocno za ramiona i zaczął ciągnąć w stronę samochodu. Rzucił mnie na maskę związując ręce za plecami i kostki. Czułam się tak samo, jak wtedy kiedy mnie łapali prosto z ulicy.
Widziałam że poszli do domu. Wyważyli drzwi. Niemal wrzucił mnie na tyły jakiegoś samochodu. Usłyszałam krzyk Megan. Może nic jej Ethan nie zdążył zrobić? Boże święty, ja zwariuję... Pojawiła się razem z jakimś mężczyzną w drzwiach. Chwilę potem, rzucono ją niemalże na mnie.
-Vick! - odskoczyła w moją stronę całując mnie w policzek - japierdole, myślałam że cię dorwał Logan!
-no bo dorwał, ale mu spieprzyłam.
-chyba że tak.
Usłyszałam kolejny krzyk. Harry'ego. Nie był zwyczajny. Harry był... Był taki... przerażony.
-Megan, ponad wszystko nie ufaj Ethanowi i Loganowi, musisz zaufać Harry'emu. - odwróciłam szybko w jej stronę twarz.
-co ty pierdolisz?
-Megan, wszystko już wiem. Oni nas bili tylko po to żebyśmy szybciej umarli. Ale nie w złym znaczeniu. Oni chyba kiedyś wypuszczali niewolników.
-Vickie, co ty pieprzysz ... ? - dziewczyna patrzyła na mnie z niedowierzaniem
-posłuchaj, jeśli oni by cię wypuścili a ci ludzie znaleźli to byś umierała śmiercią zapewne jeszcze gorszą. Oni... chyba chcieli nam skrócić cierpienia...
-skąd to wiesz?
-znalazłam ich dzisiaj w lesie i podsłuchałam ich rozmowę.
-wiesz coś jeszcze?
-uh... chyba to co mają zamiar z nami zrobić...
-czyli?
-Ethana z Loganem odeślą do jakiegoś Miquela, nas dwie zapewne zgwałcą, ale tak czy siak, najgorzej dostaną Harry i Justin.
-czemu? - rozszerzyła oczy
-chcą im połamać palce, wydłubać oczy, pobić, ponadcinać ręce, ogólnie zmasakrować a potem podciąć gardło siekierą i złamać na żywca kręgosłup!
Jej warga zaczęła się trząść widziałam strach w jej oczach i coś, co zawsze w nich widziałam kiedy się martwiła.
-Meg, nie mów nic nikomu.
-d-dobrze...
Spojrzałam w stronę drzwi, wyprowadzili rzucającego się Logana z Ethanem. Zauważyłam że nawet nie prowadzili ich w stronę naszego samochodu. Popatrzyłam na Logana. Z pewnej perspektywy nie było mi go ani trochę szkoda. Wpakowali ich do jakiegoś innego, który niemal zaraz odjechał. Zostali Harry i Justin.
Wyprowadzili ich. Byli ranni i pobici. Co gorsza? Przerażeni. W ich oczach tkwiły łzy. Wiedzieli że to koniec dla nich. To było widać z każdej strony. Wrzucono ich ciała obok naszych do samochodu, po czym drzwi się domknęły.
MEGAN'S POV
Naprzeciwko mnie, ciasno posadzono przerażonego, młodego człowieka, który zapewne wiedział że umrze. Nie wiedział jak. Był na tamtą chwilę kimś, kogo ja widziałam w sobie przez cały czas pobytu tutaj. Był małą, pokorną, wystraszoną istotą skłonną robić wszystko co się jej karze. Jeśli to co Vickie słyszała jest prawdą, to może się okazać że on w cale nie jest taki jak myślałam...
Samochód ruszył, nie wiedziałam dokąd. Czułam że jeśli razem czegoś nie wymyślimy, to istotnie będzie tak jak powiedziała Victoria.
*****************************************************************************
Witam was po prawie 3 miesięcznej przerwie jaką były wakacje, koniec i początek szkoły !!! <3
Przychodzę do was ze świeżą porcją nowych postów i tak jak było to dawniej, posty będą dodawane regularnie co poniedziałek, z wyjątkiem jutra (22.09.2014) ponieważ post pojawił się dzisiaj. Mam nadzieję że znajdzie się ktoś kto będzie chciał jeszcze czytać ;*** xxx
poniedziałek, 23 czerwca 2014
Rozdział 21.
Jeśli mam być szczera to przyznam, że nie spałam prawie całą noc. Jestem zmęczona fizycznie, psychicznie i dalej nie wiem co działo się w nocy? Jestem nieco roztargniona o czym sama dobrze wiem, ale mam nadzieję że nie na długo. Jestem na skraju rozsądku. Serce karze zabronić Ethanowi wszelkich działań, mózg chce bólu i kary, serce chce chronić ciało przed tą kobietą i każe się chować w ukryciu, mózg chce ciągle więcej, chce wiedzieć co się dzieje. Serce czuje, mózg myśli. Nigdy tego nie pogodzę dlatego muszę wybierać.
Wstałam z łóżka lekko chwiejąc się na stopach po czym złapałam równowagę. Rozejrzałam się po pokoju. Tak jak było to do przewidzenia, Ethan i Logan zniknęli. Na łóżku siedziała Victoria ze splecionymi palcami. Nie sądzę żeby w nocy dobrze spała. Siedziała lekko zgarbiona na brzegu łóżka. Podeszłam do okna uchylając je. Świeże powietrze.
-Megan, co teraz? - zapytała podnosząc oczy w górę
-nie wiem. Jeszcze chwila i na serio zwariuję.
-nie wytrzymam tak dłużej. Wysiada mi psychika...
-boję się że mnie też. Musimy coś zrobić.
-co? Powiedz mi co?
-nie wiem do jasnej cholery... - usiadłam bezsilnie na podłodze - jedynymi sprawami które ryją mi psychikę to ta dziwna babka w koszuli, jęki jakieś popierdolone krzyki i ta niedojebana sprawa z chłopakami.
-zgadzam się...
-Vickie, musimy coś zrobić. Albo : po prostu cicho się zbieramy i wynosimy stąd we dwie, albo : zostajemy i odcinamy Logana z Ethanem od Stylesa i Biebera. Bo jeśli zrobimy to pierwsze, to Ethan z Loganem ich po prostu zabiją w męczarni a w przypadku drugim może ocalimy im nędzne dupy.
-zacznijmy od tego że nawet nie wiemy co się tam dzieje?
-sądząc po tłumionych krzykach, lub też krzykach na które po wczorajszym dniu nie mają już siły raczę sądzić że Ethan i Logan są na dole i znęcają się nad pozostałą częścią ekipy w tym domu.
-jakie przemówienie...
-daj spokój...
-dobra, chodź na dół.
-po co?
-chcę wiedzieć w jakim stanie na chwilę obecną jest mój dawny właściciel.
Spojrzałam na drzwi po czym szybko wstałam. Otworzyłam je i powoli zeszłam po schodach. Z każdym krokiem w dół czułam chłód. Nie wiem skąd... słyszałam też jęk. Bolesny jęk i łomot łańcucha uderzającego o skórę. Dobrze wiedziałam co się działo w każdej z cel. Piekło.
Podeszłyśmy na 5 metrów od pierwszej piwnicy i zatrzymałam się. Wystarczył mi sam dźwięk. Wskazałam palcem Victorii żeby poszła pod drugie drzwi. Przechodząc obok tych pierwszych zatrzymała się na moment. Kiedy spojrzała przez kraty, jej oczy rozszerzyły się, usta otwarły a dłoń szybko je zakryła. Odbiegła pod tamte drzwi. Ethan z Loganem zostawili je uchylone.
Stałam przed nimi słuchając. Sam dźwięk wystarczył mi do wszystkiego. Słyszałam ciężki oddech, urywany jęk, płacz łamany ze szlochem i przymusowym milczeniem. Potem był świst powietrza, ciężki grzmot o ciało, które musiało być odkryte. I znowu tłumiony ból.
Byłam niepewna. Tak jak Vickie stałam pod drzwiami czując strach. Ale postawiłam stopę do przodu. Jeden krok, drugi, następny, krok od drzwi... czując serce w gardle, zmusiłam zbuntowane ciało i postawiłam ostatni krok do przodu, stawając w drzwiach. Nie wiem czy chciałam zobaczyć to, co zobaczyłam....
VICTORIA'S POV
Otworzyłam lekko uchylone drzwi. Poczułam wewnętrzne ukłucie i ból gdzieś w sobie kiedy zobaczyłam, co Logan zrobił z Justinem. On go nie pobił. Skatował.
Pobity chłopak leżał na ziemi podtrzymując sponiewierane ciało na łokciach. Jego podkoszulek był w strzępach, spodnie podarte a włosy całkowicie potargane. Na nadgarstkach widniały czerwone linie i optarcia z kajdanek. Plecy promieniowały ranami od łańcucha, ramiona pokryte w fiolecie a twarz... mokra od łez. Czerwona i z krwią. Pod nosem, na wardze, brwi i policzku. Poddał się. Widziałam to. Ale patrząc na niego widziałam samą siebie...
-Logan... - chłopak niespodziewał się mojej wizyty. Odwrócił się z gniewem w oczach - nie zabijaj go.
-zrobię to, co będę chciał.
-nie możesz go zabić!
-bo ? - założył ramiona - nie przeszkodzisz mi w niczym.
-Logan, nigdy nie chciałeś jego śmierci więc czemu teraz chcesz do tego doprowadzić?!
-to moja dziwka. Nie twoja, więc się nie wpierdalaj. Jeśli go zabiję to będzie moja sprawa a ty możesz jedynie patrzeć.
-chyba się nie rozumiemy. Ja mam taki sam status jak ty, więc nie rozumiem dlaczego się rządzisz?
-bo ja jestem panem w tym domu.
-a ja kim niby kurwa jestem ?! - wkurzona rozłożyłam ręce
-Victoria wyjdź stąd zanim on cię uderzy - ... usłyszałam cichy głos Justina który siedział oparty na nadgarstkach.
-zamknij mordę! - Logan jednym ruchem łańcucha gorzko spoliczkował Justina powalając jego ciało z powrotem na podłogę. Chłopak skulił się szlochając pod nosem.
-Logan, nie bij go w ten sposób.
-a w jaki mam go bić? Taki ?! - końcem łańcucha spiorunował krok chłopaka który krzyknął resztą sił zwijając się w kulkę.
-w taki też nie, na miłość boską Logan opanój się!
-zamknij się i wyjdź.
Patrzyłam na niego czując jak gdzieś we mnie gromadzi się bunt i żal. Bałam się że zacznę płakać. Czułam że coś wewnętrznie mnie rozrywa. Poza tym... Justin...
MEGAN'S POV
-boże święty Ethan, co ty z nim zrobiłeś ?! - krzyknęłam jak porażona widząc to, co Ethan zrobił z Harry'm.
Styles klęczał przy ścianie, niemal wisząc na własnych, krwawych nadgarstkach upiętych kajdankami wysoko nad głową. Płakał nie mogąc się bronić. Ethan potargał mu włosy, rozszarpał podkoszulek, porozrywał spodnie. Ale nie to do mnie dotarło najmocniej.
Jego ciało było pokryte bolesnymi ranami od łańcucha. Ręce, dłonie, klatka piersiowa, plecy, nogi, pośladki a nawet stopy były pokaleczone przez łańcuch. Na twarzy wyrzeźbiły się gorzkie łzy. Czerwone policzki i napuchnięte oczy. Wargę zdobiło rozerwanie i krew. Z nosa i czoła sączył się czerwony płyn. Był bezsilny, słaby, sponiewierany i bez szansy na krótki odpoczynek. W ciągu kilku godzin, Ethan odebrał mu całą siłę.
-jakto ''co'' ?
-czy ty nie widzisz jak on wygląda? - Ethan spojrzał na klęczącego Stylesa, który drżał od bólu i zimna
-no i co z tego?
-nie uważasz że za bardzo go pobiłeś? Nie widzisz tych wszystkich ran?
-widzę.
Ethan robił się irytujący. Nie mogłam już powoli tego znosić.
-wyjdź stąd i zostaw go w spokoju.
-nie.
-Ethan wyłaź.
-nie.
-kurwa mać, wypierdalaj stąd ! - puściły mi nerwy
Ethan wypuścił łańcuch i gwałtownie zaczął iść w moją stronę. Cofnęłam się w panice o krok ale on zdążył mną szarpnąć i docisnąć do ściany.
-słuchaj wredoto. Ja tutaj wydaję rozkazy a nie ty, wieź zamknij japę albo skończysz tak jak on.
-grozisz mi?
Nagle poczułam jak wielka dłoń Ethana, gorzko uderzyła w moją twarz. Poczułam... ból...
-E-Ethan... - nie mogłam nic z siebie wykrztusić - ty... jesteś nienormalny ! Zostaw mnie!
-przestań się ruszać albo jebnę ci jeszcze raz!
-Ethan puść mnie!
-zamknij się!
-puszczaj nie jestem twoją niewolnicą!
-a właśnie że jesteś - wyszeptał wciskając swoje kolano między moje nogi.
-Ethan kurwa, puszczaj ją!
W piwnicy rozległ się głośny rozkaz Harry'ego. Bałam się, wiedząc że on też robił ze mną to samo...
-bo co ?!
-wystarczy że ja ją krzywdziłem, a ty się do niej nie dopierdalaj !
-morda, suko! - uderzył go w twarz.
-jesteś gównem.
-co powiedziałeś? - Ethan nachylił się do Harry'ego.
-jesteś gównem. - chwycił za potargane włosy chłopaka podnosząc go w górę. Harry niechętnie podniósł się nieco.
-a teraz, policzymy sobie do dziesięciu.
Ethan szarpiąc za loki chłopaka i trzymając jego kajdanki za jego głową, bezlitośnie kopał kolanem w krok chłopaka. Krzyczał, prosił i przepraszał ale nic nie skutkowało. Nie znosiłam niegdyś Stylesa, ale stanął mi w obronie...
-nie waż się go dotknąć jeszcze raz - stanęłam przed Ethanem zakrywając sobą, sponiewierane ciało Harry'ego, który położył bezsilnie głowę na moim ramieniu.
-Megan odejdź, przyjmę cios. - wyszeptał a jedna z jego łez spadła mi na ramię
-nie.
-posłuchaj go i odejdź bo to ciebie uderzę - Ethanowi pociemniały oczy
-nie odejdę dopóki ty go nie zostawisz.
-czemu miałbym to zrobić?
-bijesz go zbyt długo. Musisz pozwolić mu odpocząć.
-czemu ty tak nagle go bronisz ?!
-bo mimo że go nienawidzę to nie chcę żeby umierał z ręki mojego przyjaciela!
-nie jestem twoim przyjacielem.
VICTORIA'S POV
-Logan, daj spokój.
-powiedziałem, wyjdź.
-posłuchaj...
-nie, kurwa wyjdź stąd!
Zagotowało się we mnie poczułam gniew który mnie zaczął opanowywać a co gorsze, poczułam że Justin po raz pierwszy jest po mojej stronie. Nie wiedziałam czy robi to abym mu pomagała czy dlatego że poważnie nie chce mojej krzywdy.
Stałam patrząc niemo i zarazem wściekle na Logana - chłopaka który wydawał mi się być niegdyś bliski.
-co ci się tak nagle stało?
Nie odpowiedział mi. Z tyłu zabrzęczał łańcuszek przy kajdankach Justina. Skierowałam oczy w dół. Chłopak powoli wracał do siebie. Jego postać ciągle wydawała się być nieugięta. Zrozumiałam że płacz, był jedynie odzwierciedleniem bólu i niczego więcej. W środku pozostał nienaruszony. On i Styles. Ciągle ci sami a może nieco inni?
-co ty w ogóle chcesz zrobić? Zabić go?
-nie wiem. Ale to na samym końcu.
-jesteś potworem Logan.
Domknęłam drzwi zatrzaskując je w pełni wściekłości. Byłam poważnie zdenerwowana. Doszłam do drzwi. Nie wiedziałam co odpierdala Megan, ale zdziwiła mnie sama jej postawa. Odgradzała Ethanowi drogę do Stylesa... Po co?
Zauważyła mnie a potem cała reszta. Patrzyłam na nich z niezrozumieniem. Megan stała stanowczo przed Ethanem, ale i tak bardziej piorunujący był fakt że pozwoliła Stylesowi oprzeć ciało na swoich plecach. Nie mogłam zrozumieć. Wiedziałam jedynie tyle, że tak jak ja, pokłóciła się z Ethanem.
Wstałam z łóżka lekko chwiejąc się na stopach po czym złapałam równowagę. Rozejrzałam się po pokoju. Tak jak było to do przewidzenia, Ethan i Logan zniknęli. Na łóżku siedziała Victoria ze splecionymi palcami. Nie sądzę żeby w nocy dobrze spała. Siedziała lekko zgarbiona na brzegu łóżka. Podeszłam do okna uchylając je. Świeże powietrze.
-Megan, co teraz? - zapytała podnosząc oczy w górę
-nie wiem. Jeszcze chwila i na serio zwariuję.
-nie wytrzymam tak dłużej. Wysiada mi psychika...
-boję się że mnie też. Musimy coś zrobić.
-co? Powiedz mi co?
-nie wiem do jasnej cholery... - usiadłam bezsilnie na podłodze - jedynymi sprawami które ryją mi psychikę to ta dziwna babka w koszuli, jęki jakieś popierdolone krzyki i ta niedojebana sprawa z chłopakami.
-zgadzam się...
-Vickie, musimy coś zrobić. Albo : po prostu cicho się zbieramy i wynosimy stąd we dwie, albo : zostajemy i odcinamy Logana z Ethanem od Stylesa i Biebera. Bo jeśli zrobimy to pierwsze, to Ethan z Loganem ich po prostu zabiją w męczarni a w przypadku drugim może ocalimy im nędzne dupy.
-zacznijmy od tego że nawet nie wiemy co się tam dzieje?
-sądząc po tłumionych krzykach, lub też krzykach na które po wczorajszym dniu nie mają już siły raczę sądzić że Ethan i Logan są na dole i znęcają się nad pozostałą częścią ekipy w tym domu.
-jakie przemówienie...
-daj spokój...
-dobra, chodź na dół.
-po co?
-chcę wiedzieć w jakim stanie na chwilę obecną jest mój dawny właściciel.
Spojrzałam na drzwi po czym szybko wstałam. Otworzyłam je i powoli zeszłam po schodach. Z każdym krokiem w dół czułam chłód. Nie wiem skąd... słyszałam też jęk. Bolesny jęk i łomot łańcucha uderzającego o skórę. Dobrze wiedziałam co się działo w każdej z cel. Piekło.
Podeszłyśmy na 5 metrów od pierwszej piwnicy i zatrzymałam się. Wystarczył mi sam dźwięk. Wskazałam palcem Victorii żeby poszła pod drugie drzwi. Przechodząc obok tych pierwszych zatrzymała się na moment. Kiedy spojrzała przez kraty, jej oczy rozszerzyły się, usta otwarły a dłoń szybko je zakryła. Odbiegła pod tamte drzwi. Ethan z Loganem zostawili je uchylone.
Stałam przed nimi słuchając. Sam dźwięk wystarczył mi do wszystkiego. Słyszałam ciężki oddech, urywany jęk, płacz łamany ze szlochem i przymusowym milczeniem. Potem był świst powietrza, ciężki grzmot o ciało, które musiało być odkryte. I znowu tłumiony ból.
Byłam niepewna. Tak jak Vickie stałam pod drzwiami czując strach. Ale postawiłam stopę do przodu. Jeden krok, drugi, następny, krok od drzwi... czując serce w gardle, zmusiłam zbuntowane ciało i postawiłam ostatni krok do przodu, stawając w drzwiach. Nie wiem czy chciałam zobaczyć to, co zobaczyłam....
VICTORIA'S POV
Otworzyłam lekko uchylone drzwi. Poczułam wewnętrzne ukłucie i ból gdzieś w sobie kiedy zobaczyłam, co Logan zrobił z Justinem. On go nie pobił. Skatował.
Pobity chłopak leżał na ziemi podtrzymując sponiewierane ciało na łokciach. Jego podkoszulek był w strzępach, spodnie podarte a włosy całkowicie potargane. Na nadgarstkach widniały czerwone linie i optarcia z kajdanek. Plecy promieniowały ranami od łańcucha, ramiona pokryte w fiolecie a twarz... mokra od łez. Czerwona i z krwią. Pod nosem, na wardze, brwi i policzku. Poddał się. Widziałam to. Ale patrząc na niego widziałam samą siebie...
-Logan... - chłopak niespodziewał się mojej wizyty. Odwrócił się z gniewem w oczach - nie zabijaj go.
-zrobię to, co będę chciał.
-nie możesz go zabić!
-bo ? - założył ramiona - nie przeszkodzisz mi w niczym.
-Logan, nigdy nie chciałeś jego śmierci więc czemu teraz chcesz do tego doprowadzić?!
-to moja dziwka. Nie twoja, więc się nie wpierdalaj. Jeśli go zabiję to będzie moja sprawa a ty możesz jedynie patrzeć.
-chyba się nie rozumiemy. Ja mam taki sam status jak ty, więc nie rozumiem dlaczego się rządzisz?
-bo ja jestem panem w tym domu.
-a ja kim niby kurwa jestem ?! - wkurzona rozłożyłam ręce
-Victoria wyjdź stąd zanim on cię uderzy - ... usłyszałam cichy głos Justina który siedział oparty na nadgarstkach.
-zamknij mordę! - Logan jednym ruchem łańcucha gorzko spoliczkował Justina powalając jego ciało z powrotem na podłogę. Chłopak skulił się szlochając pod nosem.
-Logan, nie bij go w ten sposób.
-a w jaki mam go bić? Taki ?! - końcem łańcucha spiorunował krok chłopaka który krzyknął resztą sił zwijając się w kulkę.
-w taki też nie, na miłość boską Logan opanój się!
-zamknij się i wyjdź.
Patrzyłam na niego czując jak gdzieś we mnie gromadzi się bunt i żal. Bałam się że zacznę płakać. Czułam że coś wewnętrznie mnie rozrywa. Poza tym... Justin...
MEGAN'S POV
-boże święty Ethan, co ty z nim zrobiłeś ?! - krzyknęłam jak porażona widząc to, co Ethan zrobił z Harry'm.
Styles klęczał przy ścianie, niemal wisząc na własnych, krwawych nadgarstkach upiętych kajdankami wysoko nad głową. Płakał nie mogąc się bronić. Ethan potargał mu włosy, rozszarpał podkoszulek, porozrywał spodnie. Ale nie to do mnie dotarło najmocniej.
Jego ciało było pokryte bolesnymi ranami od łańcucha. Ręce, dłonie, klatka piersiowa, plecy, nogi, pośladki a nawet stopy były pokaleczone przez łańcuch. Na twarzy wyrzeźbiły się gorzkie łzy. Czerwone policzki i napuchnięte oczy. Wargę zdobiło rozerwanie i krew. Z nosa i czoła sączył się czerwony płyn. Był bezsilny, słaby, sponiewierany i bez szansy na krótki odpoczynek. W ciągu kilku godzin, Ethan odebrał mu całą siłę.
-jakto ''co'' ?
-czy ty nie widzisz jak on wygląda? - Ethan spojrzał na klęczącego Stylesa, który drżał od bólu i zimna
-no i co z tego?
-nie uważasz że za bardzo go pobiłeś? Nie widzisz tych wszystkich ran?
-widzę.
Ethan robił się irytujący. Nie mogłam już powoli tego znosić.
-wyjdź stąd i zostaw go w spokoju.
-nie.
-Ethan wyłaź.
-nie.
-kurwa mać, wypierdalaj stąd ! - puściły mi nerwy
Ethan wypuścił łańcuch i gwałtownie zaczął iść w moją stronę. Cofnęłam się w panice o krok ale on zdążył mną szarpnąć i docisnąć do ściany.
-słuchaj wredoto. Ja tutaj wydaję rozkazy a nie ty, wieź zamknij japę albo skończysz tak jak on.
-grozisz mi?
Nagle poczułam jak wielka dłoń Ethana, gorzko uderzyła w moją twarz. Poczułam... ból...
-E-Ethan... - nie mogłam nic z siebie wykrztusić - ty... jesteś nienormalny ! Zostaw mnie!
-przestań się ruszać albo jebnę ci jeszcze raz!
-Ethan puść mnie!
-zamknij się!
-puszczaj nie jestem twoją niewolnicą!
-a właśnie że jesteś - wyszeptał wciskając swoje kolano między moje nogi.
-Ethan kurwa, puszczaj ją!
W piwnicy rozległ się głośny rozkaz Harry'ego. Bałam się, wiedząc że on też robił ze mną to samo...
-bo co ?!
-wystarczy że ja ją krzywdziłem, a ty się do niej nie dopierdalaj !
-morda, suko! - uderzył go w twarz.
-jesteś gównem.
-co powiedziałeś? - Ethan nachylił się do Harry'ego.
-jesteś gównem. - chwycił za potargane włosy chłopaka podnosząc go w górę. Harry niechętnie podniósł się nieco.
-a teraz, policzymy sobie do dziesięciu.
Ethan szarpiąc za loki chłopaka i trzymając jego kajdanki za jego głową, bezlitośnie kopał kolanem w krok chłopaka. Krzyczał, prosił i przepraszał ale nic nie skutkowało. Nie znosiłam niegdyś Stylesa, ale stanął mi w obronie...
-nie waż się go dotknąć jeszcze raz - stanęłam przed Ethanem zakrywając sobą, sponiewierane ciało Harry'ego, który położył bezsilnie głowę na moim ramieniu.
-Megan odejdź, przyjmę cios. - wyszeptał a jedna z jego łez spadła mi na ramię
-nie.
-posłuchaj go i odejdź bo to ciebie uderzę - Ethanowi pociemniały oczy
-nie odejdę dopóki ty go nie zostawisz.
-czemu miałbym to zrobić?
-bijesz go zbyt długo. Musisz pozwolić mu odpocząć.
-czemu ty tak nagle go bronisz ?!
-bo mimo że go nienawidzę to nie chcę żeby umierał z ręki mojego przyjaciela!
-nie jestem twoim przyjacielem.
VICTORIA'S POV
-Logan, daj spokój.
-powiedziałem, wyjdź.
-posłuchaj...
-nie, kurwa wyjdź stąd!
Zagotowało się we mnie poczułam gniew który mnie zaczął opanowywać a co gorsze, poczułam że Justin po raz pierwszy jest po mojej stronie. Nie wiedziałam czy robi to abym mu pomagała czy dlatego że poważnie nie chce mojej krzywdy.
Stałam patrząc niemo i zarazem wściekle na Logana - chłopaka który wydawał mi się być niegdyś bliski.
-co ci się tak nagle stało?
Nie odpowiedział mi. Z tyłu zabrzęczał łańcuszek przy kajdankach Justina. Skierowałam oczy w dół. Chłopak powoli wracał do siebie. Jego postać ciągle wydawała się być nieugięta. Zrozumiałam że płacz, był jedynie odzwierciedleniem bólu i niczego więcej. W środku pozostał nienaruszony. On i Styles. Ciągle ci sami a może nieco inni?
-co ty w ogóle chcesz zrobić? Zabić go?
-nie wiem. Ale to na samym końcu.
-jesteś potworem Logan.
Domknęłam drzwi zatrzaskując je w pełni wściekłości. Byłam poważnie zdenerwowana. Doszłam do drzwi. Nie wiedziałam co odpierdala Megan, ale zdziwiła mnie sama jej postawa. Odgradzała Ethanowi drogę do Stylesa... Po co?
Zauważyła mnie a potem cała reszta. Patrzyłam na nich z niezrozumieniem. Megan stała stanowczo przed Ethanem, ale i tak bardziej piorunujący był fakt że pozwoliła Stylesowi oprzeć ciało na swoich plecach. Nie mogłam zrozumieć. Wiedziałam jedynie tyle, że tak jak ja, pokłóciła się z Ethanem.
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 20.
* * *
-śmieszne. - Megan wzdrgnęła ramionami sącząc z kubka gorącą czekoladę.
-co jest śmieszne?
-wszystko.
-to znaczy?
-po prostu wszystko. Zaczynając od tego popierdolonego zdarzenia z przejściem władzy na nas a kończąc na naszej debilnej panice.
-nasza panika nie była debilna...
-była. Wszystko co do tej pory się tu działo jest debilne. Jeszcze chwila i zacznę myśleć że całe to zajście to jedna wielka ściema.
-z czego to wnioskujesz?
-chociażby z nagłej uległości Biebera i Stylesa.
-nie rozumiem...
-jak to możliwe że zawsze byli nieugięci, mocni, wywyższali się ponad nami wszystkimi i miotali nami, podcinali ręce, nogi, bili paskiem, łańcuchem, wyzywali a nawet katowali. A teraz tak nagle, bez większej szarpaniny pozwolili sprowadzić się na ziemię i tak o prostu pozwolili żeby chłopcy ich katowali? - zamyśliłam się na chwilę... - w ogóle jak to możliwe żeby bez większych problemów dało się z nich wycisnąć łzy?
-może w cale nie są tacy silni za jakich ich miałyśmy?
-może.
Poprawiłam się na łóżku. Mimo że miałyśmy do dyspozycji cały dom, to nasz mały, przytulny pokoik i tak był najlepszy.
Zamyśliłam się spoglądając na dłonie. Wsadziłam jedną z nich pod udo. Od momentu kiedy Bieber zrobił mi ciętą rysę na nodze, została mi gruba warstwa zaschniętej krwi. Paskudna sprawa. Chwilę potem podniosłam wzrok spoglądając na zegarek. Było dokładnie 10 minut po północy.
Ogółem w domu byłoby cicho gdyby nie to, że ani Ethan ani Logan nie postanowili wyjść z piwnic. Nie wiem kiedy mają zamiar wrócić i jak będą wyglądać jutro rano Harry z Justinem, ale nie robi to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Może dlatego że nie widzę co się tam dzieje?
Przeszkadzał mi jednak nieco ich krzyk chociażby w zaśnięciu. Ethan z Loganem chyba zbytnio napalili się na wyrządzenie zapłaty. Nie wiem do czego tam doszło ale w każdym razie bądź - do niczego dobrego.
-Meg, nie zasnę... - jęknęłam.
-wiem o tym. Ja też nie. Ale wiesz... - urwała na chwilę unosząc lekko palec w górę - lepsze to, niż krzyki Mavis albo ta dziwna kobieta w koszuli.
-a wieź mi nie pierdol o nich, bo już w cale nie zasnę...
-Vickie, jak myślisz, kim była ta babka co dzisiaj nas nastraszyła w drzwiach?
-no... na pewno to nie był hologram.
-bo?
-hologram nie byłoby w stanie niczego dotknąć a tym bardziej otworzyć drzwi.
-więc kto to był?
Spojrzałam w sufit. W istocie nie miałam pojęcia kim ona była ale jeśli w ogóle ''była'' to z całą pewnością nie mogę jej zarówno zaliczyć do istoty cielesnej, ale też nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie wiem kto to był.
-nie wiem...
-no właśnie...
Zamknęłam powieki chcąc na wszelki sposób zasnąć. Nie mogłam, mimo że krzyki ucichły. W mojej głowie wyrósł widok tej kobiety. Chciałam sobie przypomnieć jak wyglądała, ale nie potrafiłam.
Byłam niemal na granicy snu, kiedy drzwi do naszego pokoju otwarły się. Zerwałam się do pozycji siedzącej jakbym usłyszała strzał a serce nabrało zabójczego tempa.
-spokojnie, mała. To tylko my. - Ethan spokojnie oznajmił zapalając światło. Cholera... walnęło mi po oczach. Spojrzałam na Megan. Zapewne miała minę podobną do mojej.
-czy... to jest krew? - Megan zapytała mrużąc lekko oczy w stronę podkoszulka i dłoni Ethana. Szybko znalazłam wzrokiem Logana. Wyglądał niemal identycznie.
-tak.
-czyja...?
-jego.
Patrzyłam na nich z lekkim niedowierzaniem. Nie wiedziałam skąd tyle krwi by się nagle wzięło na ich dłoniach. Nie było jej tam znowu aż tyle, jakby nie wiem... rozcinali im ręce czy coś, ale krew była solidnie widoczna. Zaczynałam mieć wątpliwości.
-chłopcy, mam nadzieję że wiecie o tym, że ich śmierć nie wchodzi w ogóle w grę?
-jak to nie wchodzi? - Ethan wytężył wzrok lustrując Megan.
-co... nie wiedziałeś o tym?
-zaraz, zaraz, czekaj. Chcesz mi powiedzieć że oni mają nie zdechnąć?
-no, tak.
-żartujesz sobie ze mnie?
-nie.
-nie, czekaj, to chyba jakaś pomyłka Meg.
-w niczym się nie mylę.
-ale nie kurwa, ty na serio sobie ze mnie żartujesz?!
-nie podnoś na mnie głosu. Nie żartuję sobie.
-Megan, podaj mi jeden przykład dla którego mielibyśmy ich nie zabijać.
-podaj mi jeden przykład który przemawia za tym żeby ich zabić. Sensowny przykład.
-ten gościu co nam ich oddał sam przecież powiedział że albo oni zabiją nas, albo my ich. Więc?
-chcesz plamić dłonie krwią? Na prawdę Ethan? Mało ci było patrzeć na krew? - Megan wstała z łóżka stawając twarz w twarz z Ethanem.
-co ci szkodzi? Nie powiesz mi chyba że znowu chcesz go bronić?
-Bronić? Przed czym? - zadrwiła - przed tobą? Nie mogę i nie chcę. Ale to nie oznacza że od razu masz go zabić. Chciałeś o ile dobrze pamiętam zemsty a nie śmierci?
-Zemsta a śmierć to to samo Megan.
-gówno prawda.
Zgasiła światło kładąc się od razu do łóżka. Ja zrobiłam to samo. Leżac patrzyłam jak Logan zmywa w umywalce z dłoni krew która chyba należała do Justina. Zaczynałam w głowie, podświadomie układać scenę w której miałoby rzekomo dojść do rozlewu krwi. Ale nie byłam w stanie pojąć - jeden cios doprowadził do krwi czy seria ciosów? Mnie Justin rzadko bił łańcuchem, więc nie wiem... Ale Harry robił to często z Megan. I pamiętam że mimo iż bił ją mocno, to nigdy do krwi. Tak więc Ethan z Loganem nieźle musieli ich pobić skoro doszło do rozlewu krwi.
NARRATOR POV
Vickie zasnęła niedługo potem, Megan również a chłopcy, zmyli zbędną krew i również położyli się do łóżek. Całość była nienaturalnie sztuczną grą o której wiedzieli podświadomie jedynie chłopcy. Nie chcieli by dziewczyny miały jakikolwiek udział w tym co się działo. Chcieli być jedynymi mającymi nieograniczoną władzę.
W środku nocy, kiedy już absolutnie wszyscy spali, nastał wrzask, potem huk, jeszcze jeden wrzask, następny huk i gorzkie szlochanie.
MEGAN'S POV
Otworzyłam oczy słysząc że za drzwiami, na dole coś się stało. Całe to nienaturalne zajście wybudziło nie tylko mnie. Również chłopaków i Vickie. Patrzyliśmy jeden na drugiego aż w końcu Logan zapalił światło.
-co tak kurwa jebło?! - Ethan wstał z łóżka
-nie wiem ale bardziej zastanawia mnie, kto krzyczał.
-jeden raz na pewno krzyczał Styles, drugi raz już nie wiem...
-spadło coś na niego czy jak?
-a chuj wie.
-chodźcie, trzeba sprawdzić.
Zanim ktokolwiek z nas w ogóle dotknął klamki usłyszałam ten sam dźwięk zgrzypiących drzwi, które nawiedziły nas kilka godzin temu.
Cofnęłam się o krok będąc świadoma tego że w tych samych drzwiach, które były na dole, teraz może stać ta kobieta.
-chodźcie. - warknęła Vickie otwierając stanowczo klamkę i od razu oświecając hol.
-Vick, ale ona...
-zamknij się i chodź. - chwyciła mnie za rękę ciągnąc w dół.
Zbiegłam po schodach nie patrząc nawet w stronę ''owych'' drzwi. Skierowałam się stronę pierwszych drzwi do piwnicy będąc pewna że drugi usłyszany przeze mnie krzyk należał właśnie do Harry'ego.
Podbiegłam do drzwi piwnicy, unosząc ciało na palcach. Nie mogłam otworzyć drzwi bo to Ethan miał klucze w dodatku gdzieś na górze. Nawet sama nie wiem, jak wielkie musiało być na mojej twarzy zdziwienie kiedy zobaczyłam, że Harry śpi...
-zaraz... - chwyciłam się za głowę. - czyli... to nie on krzyczał?
Patrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Żaden z nas nie wiedział do kogo należał owy krzyk. Był niemal identyczny jakby krzyczał Styles. To jego głos słyszałam... ale jak to możliwe skoro on śpi?
-dobra, nie ogarniam co tu się dzieje ale wartało by znaleźć to coś to tak hukło.
-coś? Czy masz może pomysł co to było?
-nie, ale to walnęło gdzieś blisko.
-jasne... Ethan wszystko jest blisko naszego pokoju...
Odwróciłam jeszcze raz twarz żeby popatrzeć na Stylesa. Spał. To było oczywiste. Nie było innej opcji. Nie mogliśmy więc stwierdzić że to on krzyczał. Na pewno nie zrobiłby tego tak głośno przez sen.
Patrzyłam na niego nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w gruncie rzeczy, za tym wszystkim może stać ta dziwna postać.
-a tak kobieta? Może to ona?
-Megan... to nie możliwe.
-Ethan, w tym domu wszystko jest możliwe.
-co sugerujesz?
-skąd masz pewność że to nie ona krzyczała?
-nie mam żadnej pewności Meg. Wiem tylko tyle, że oprócz krzyku był jakiś huk. Dziwi mnie jednak pewien fakt...
-jaki?
-skoro nas postawiło to na równe nogi, to jakim cudem on śpi?! Nic nie słyszał czy jak?!
Spojrzałam znowu na jego ciało. Teraz dopiero zaczynałam nieco rozkminiać sytuację. Jego ciało leżało nieruchomo i nie widziałam odstępstw w oddechach.
-czy on w ogóle żyje? - zapytałam dociskając ciałem do drzwi. Patrzyłam chwilę na ciało chłopaka leżącego pod ścianą - Harry? - moje pytanie odbiło się echem po ścianach.
-Ethan, co ty mu zrobiłeś? - Vickie zapytała w stronę chłopaka a już chwilę potem podbiegła pod drzwi drugiej piwnicy a za nią Logan.
-No co mu zrobiłeś? - powtórzyłam patrząc zdezorientowana na chłopaka
-potraktowałem go łańcuchem.
-zabiłeś go?
-nie.
-Ethan on nie oddycha.
-śpi.
-chłopie, coś ty zrobił?!
-nie zabiłem go, co najwyżej otumaniłem i mógł zemdleć, dziewczyno nie panikuj! - cofnęłam się o krok. Nie... nie lubię kiedy na mnie krzyczy... - przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć... - podszedł otulając mnie ramieniem. - nie, martw się, nie zrobiłem mu nic poważnego.
-Ethan, na pewno?
-tak.
Zobaczyłam obok siebie Vickie i Logana. Spojrzałam na nic szukając odpowiedzi. Usłyszałam jedynie komendę Logana.
-chodźcie, trzeba znaleźć to, co tak huknęło.
-ale gdzie ty chcesz tego szukać i to na dodatek w nocy?
Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Patrzyliśmy się na siebie nie wiedząc co zrobić. Spojrzałam w oczy Ethanowi. W tych oczach coś było. Coś się ukrywało. Nie wiem co, ale czułam że coś tam chował. Z głębi piwnicy wydobył się ciężki, urwany oddech. Żyje...
-mówiłem, że go nie zabiłem. - Ethan uśmiechnął się zawadiacko
-co z Justinem?
-w... porządku. Nie jest źle aczkolwiek rano będzie jeszcze gorzej.
-Logan, daj sobie na chwilę na wstrzymanie...
-nie.
* * *
Nie byłam pewna czy powinnam dać Ethanowi całkowitą kontrolę nad nim. On zrobi głupotę a ja tego nie chcę. Zemsta to nie śmierć. A Ethan, nie jest tego świadomy. Jak tak dalej pójdzie, Logan splami na zawsze ręce krwią Justina, a Ethan zakończy życie Harry'ego. A jeśli mam być szczera - nie mogę do tego dopuścić.
**********************************************************************************
Tak, tak, jest post ;3 wybaczcie mi ten ostatni incydent z postem... na serio przepraszam... <3 a, i jeśli ktoś nie wie, w ostatnim ogłoszeniu [post przed tym] zadałam wam pytanie, plis, powiedzcie mi co sądzicie <3
-śmieszne. - Megan wzdrgnęła ramionami sącząc z kubka gorącą czekoladę.
-co jest śmieszne?
-wszystko.
-to znaczy?
-po prostu wszystko. Zaczynając od tego popierdolonego zdarzenia z przejściem władzy na nas a kończąc na naszej debilnej panice.
-nasza panika nie była debilna...
-była. Wszystko co do tej pory się tu działo jest debilne. Jeszcze chwila i zacznę myśleć że całe to zajście to jedna wielka ściema.
-z czego to wnioskujesz?
-chociażby z nagłej uległości Biebera i Stylesa.
-nie rozumiem...
-jak to możliwe że zawsze byli nieugięci, mocni, wywyższali się ponad nami wszystkimi i miotali nami, podcinali ręce, nogi, bili paskiem, łańcuchem, wyzywali a nawet katowali. A teraz tak nagle, bez większej szarpaniny pozwolili sprowadzić się na ziemię i tak o prostu pozwolili żeby chłopcy ich katowali? - zamyśliłam się na chwilę... - w ogóle jak to możliwe żeby bez większych problemów dało się z nich wycisnąć łzy?
-może w cale nie są tacy silni za jakich ich miałyśmy?
-może.
Poprawiłam się na łóżku. Mimo że miałyśmy do dyspozycji cały dom, to nasz mały, przytulny pokoik i tak był najlepszy.
Zamyśliłam się spoglądając na dłonie. Wsadziłam jedną z nich pod udo. Od momentu kiedy Bieber zrobił mi ciętą rysę na nodze, została mi gruba warstwa zaschniętej krwi. Paskudna sprawa. Chwilę potem podniosłam wzrok spoglądając na zegarek. Było dokładnie 10 minut po północy.
Ogółem w domu byłoby cicho gdyby nie to, że ani Ethan ani Logan nie postanowili wyjść z piwnic. Nie wiem kiedy mają zamiar wrócić i jak będą wyglądać jutro rano Harry z Justinem, ale nie robi to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Może dlatego że nie widzę co się tam dzieje?
Przeszkadzał mi jednak nieco ich krzyk chociażby w zaśnięciu. Ethan z Loganem chyba zbytnio napalili się na wyrządzenie zapłaty. Nie wiem do czego tam doszło ale w każdym razie bądź - do niczego dobrego.
-Meg, nie zasnę... - jęknęłam.
-wiem o tym. Ja też nie. Ale wiesz... - urwała na chwilę unosząc lekko palec w górę - lepsze to, niż krzyki Mavis albo ta dziwna kobieta w koszuli.
-a wieź mi nie pierdol o nich, bo już w cale nie zasnę...
-Vickie, jak myślisz, kim była ta babka co dzisiaj nas nastraszyła w drzwiach?
-no... na pewno to nie był hologram.
-bo?
-hologram nie byłoby w stanie niczego dotknąć a tym bardziej otworzyć drzwi.
-więc kto to był?
Spojrzałam w sufit. W istocie nie miałam pojęcia kim ona była ale jeśli w ogóle ''była'' to z całą pewnością nie mogę jej zarówno zaliczyć do istoty cielesnej, ale też nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie wiem kto to był.
-nie wiem...
-no właśnie...
Zamknęłam powieki chcąc na wszelki sposób zasnąć. Nie mogłam, mimo że krzyki ucichły. W mojej głowie wyrósł widok tej kobiety. Chciałam sobie przypomnieć jak wyglądała, ale nie potrafiłam.
Byłam niemal na granicy snu, kiedy drzwi do naszego pokoju otwarły się. Zerwałam się do pozycji siedzącej jakbym usłyszała strzał a serce nabrało zabójczego tempa.
-spokojnie, mała. To tylko my. - Ethan spokojnie oznajmił zapalając światło. Cholera... walnęło mi po oczach. Spojrzałam na Megan. Zapewne miała minę podobną do mojej.
-czy... to jest krew? - Megan zapytała mrużąc lekko oczy w stronę podkoszulka i dłoni Ethana. Szybko znalazłam wzrokiem Logana. Wyglądał niemal identycznie.
-tak.
-czyja...?
-jego.
Patrzyłam na nich z lekkim niedowierzaniem. Nie wiedziałam skąd tyle krwi by się nagle wzięło na ich dłoniach. Nie było jej tam znowu aż tyle, jakby nie wiem... rozcinali im ręce czy coś, ale krew była solidnie widoczna. Zaczynałam mieć wątpliwości.
-chłopcy, mam nadzieję że wiecie o tym, że ich śmierć nie wchodzi w ogóle w grę?
-jak to nie wchodzi? - Ethan wytężył wzrok lustrując Megan.
-co... nie wiedziałeś o tym?
-zaraz, zaraz, czekaj. Chcesz mi powiedzieć że oni mają nie zdechnąć?
-no, tak.
-żartujesz sobie ze mnie?
-nie.
-nie, czekaj, to chyba jakaś pomyłka Meg.
-w niczym się nie mylę.
-ale nie kurwa, ty na serio sobie ze mnie żartujesz?!
-nie podnoś na mnie głosu. Nie żartuję sobie.
-Megan, podaj mi jeden przykład dla którego mielibyśmy ich nie zabijać.
-podaj mi jeden przykład który przemawia za tym żeby ich zabić. Sensowny przykład.
-ten gościu co nam ich oddał sam przecież powiedział że albo oni zabiją nas, albo my ich. Więc?
-chcesz plamić dłonie krwią? Na prawdę Ethan? Mało ci było patrzeć na krew? - Megan wstała z łóżka stawając twarz w twarz z Ethanem.
-co ci szkodzi? Nie powiesz mi chyba że znowu chcesz go bronić?
-Bronić? Przed czym? - zadrwiła - przed tobą? Nie mogę i nie chcę. Ale to nie oznacza że od razu masz go zabić. Chciałeś o ile dobrze pamiętam zemsty a nie śmierci?
-Zemsta a śmierć to to samo Megan.
-gówno prawda.
Zgasiła światło kładąc się od razu do łóżka. Ja zrobiłam to samo. Leżac patrzyłam jak Logan zmywa w umywalce z dłoni krew która chyba należała do Justina. Zaczynałam w głowie, podświadomie układać scenę w której miałoby rzekomo dojść do rozlewu krwi. Ale nie byłam w stanie pojąć - jeden cios doprowadził do krwi czy seria ciosów? Mnie Justin rzadko bił łańcuchem, więc nie wiem... Ale Harry robił to często z Megan. I pamiętam że mimo iż bił ją mocno, to nigdy do krwi. Tak więc Ethan z Loganem nieźle musieli ich pobić skoro doszło do rozlewu krwi.
NARRATOR POV
Vickie zasnęła niedługo potem, Megan również a chłopcy, zmyli zbędną krew i również położyli się do łóżek. Całość była nienaturalnie sztuczną grą o której wiedzieli podświadomie jedynie chłopcy. Nie chcieli by dziewczyny miały jakikolwiek udział w tym co się działo. Chcieli być jedynymi mającymi nieograniczoną władzę.
W środku nocy, kiedy już absolutnie wszyscy spali, nastał wrzask, potem huk, jeszcze jeden wrzask, następny huk i gorzkie szlochanie.
MEGAN'S POV
Otworzyłam oczy słysząc że za drzwiami, na dole coś się stało. Całe to nienaturalne zajście wybudziło nie tylko mnie. Również chłopaków i Vickie. Patrzyliśmy jeden na drugiego aż w końcu Logan zapalił światło.
-co tak kurwa jebło?! - Ethan wstał z łóżka
-nie wiem ale bardziej zastanawia mnie, kto krzyczał.
-jeden raz na pewno krzyczał Styles, drugi raz już nie wiem...
-spadło coś na niego czy jak?
-a chuj wie.
-chodźcie, trzeba sprawdzić.
Zanim ktokolwiek z nas w ogóle dotknął klamki usłyszałam ten sam dźwięk zgrzypiących drzwi, które nawiedziły nas kilka godzin temu.
Cofnęłam się o krok będąc świadoma tego że w tych samych drzwiach, które były na dole, teraz może stać ta kobieta.
-chodźcie. - warknęła Vickie otwierając stanowczo klamkę i od razu oświecając hol.
-Vick, ale ona...
-zamknij się i chodź. - chwyciła mnie za rękę ciągnąc w dół.
Zbiegłam po schodach nie patrząc nawet w stronę ''owych'' drzwi. Skierowałam się stronę pierwszych drzwi do piwnicy będąc pewna że drugi usłyszany przeze mnie krzyk należał właśnie do Harry'ego.
Podbiegłam do drzwi piwnicy, unosząc ciało na palcach. Nie mogłam otworzyć drzwi bo to Ethan miał klucze w dodatku gdzieś na górze. Nawet sama nie wiem, jak wielkie musiało być na mojej twarzy zdziwienie kiedy zobaczyłam, że Harry śpi...
-zaraz... - chwyciłam się za głowę. - czyli... to nie on krzyczał?
Patrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Żaden z nas nie wiedział do kogo należał owy krzyk. Był niemal identyczny jakby krzyczał Styles. To jego głos słyszałam... ale jak to możliwe skoro on śpi?
-dobra, nie ogarniam co tu się dzieje ale wartało by znaleźć to coś to tak hukło.
-coś? Czy masz może pomysł co to było?
-nie, ale to walnęło gdzieś blisko.
-jasne... Ethan wszystko jest blisko naszego pokoju...
Odwróciłam jeszcze raz twarz żeby popatrzeć na Stylesa. Spał. To było oczywiste. Nie było innej opcji. Nie mogliśmy więc stwierdzić że to on krzyczał. Na pewno nie zrobiłby tego tak głośno przez sen.
Patrzyłam na niego nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w gruncie rzeczy, za tym wszystkim może stać ta dziwna postać.
-a tak kobieta? Może to ona?
-Megan... to nie możliwe.
-Ethan, w tym domu wszystko jest możliwe.
-co sugerujesz?
-skąd masz pewność że to nie ona krzyczała?
-nie mam żadnej pewności Meg. Wiem tylko tyle, że oprócz krzyku był jakiś huk. Dziwi mnie jednak pewien fakt...
-jaki?
-skoro nas postawiło to na równe nogi, to jakim cudem on śpi?! Nic nie słyszał czy jak?!
Spojrzałam znowu na jego ciało. Teraz dopiero zaczynałam nieco rozkminiać sytuację. Jego ciało leżało nieruchomo i nie widziałam odstępstw w oddechach.
-czy on w ogóle żyje? - zapytałam dociskając ciałem do drzwi. Patrzyłam chwilę na ciało chłopaka leżącego pod ścianą - Harry? - moje pytanie odbiło się echem po ścianach.
-Ethan, co ty mu zrobiłeś? - Vickie zapytała w stronę chłopaka a już chwilę potem podbiegła pod drzwi drugiej piwnicy a za nią Logan.
-No co mu zrobiłeś? - powtórzyłam patrząc zdezorientowana na chłopaka
-potraktowałem go łańcuchem.
-zabiłeś go?
-nie.
-Ethan on nie oddycha.
-śpi.
-chłopie, coś ty zrobił?!
-nie zabiłem go, co najwyżej otumaniłem i mógł zemdleć, dziewczyno nie panikuj! - cofnęłam się o krok. Nie... nie lubię kiedy na mnie krzyczy... - przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć... - podszedł otulając mnie ramieniem. - nie, martw się, nie zrobiłem mu nic poważnego.
-Ethan, na pewno?
-tak.
Zobaczyłam obok siebie Vickie i Logana. Spojrzałam na nic szukając odpowiedzi. Usłyszałam jedynie komendę Logana.
-chodźcie, trzeba znaleźć to, co tak huknęło.
-ale gdzie ty chcesz tego szukać i to na dodatek w nocy?
Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Patrzyliśmy się na siebie nie wiedząc co zrobić. Spojrzałam w oczy Ethanowi. W tych oczach coś było. Coś się ukrywało. Nie wiem co, ale czułam że coś tam chował. Z głębi piwnicy wydobył się ciężki, urwany oddech. Żyje...
-mówiłem, że go nie zabiłem. - Ethan uśmiechnął się zawadiacko
-co z Justinem?
-w... porządku. Nie jest źle aczkolwiek rano będzie jeszcze gorzej.
-Logan, daj sobie na chwilę na wstrzymanie...
-nie.
* * *
Nie byłam pewna czy powinnam dać Ethanowi całkowitą kontrolę nad nim. On zrobi głupotę a ja tego nie chcę. Zemsta to nie śmierć. A Ethan, nie jest tego świadomy. Jak tak dalej pójdzie, Logan splami na zawsze ręce krwią Justina, a Ethan zakończy życie Harry'ego. A jeśli mam być szczera - nie mogę do tego dopuścić.
**********************************************************************************
Tak, tak, jest post ;3 wybaczcie mi ten ostatni incydent z postem... na serio przepraszam... <3 a, i jeśli ktoś nie wie, w ostatnim ogłoszeniu [post przed tym] zadałam wam pytanie, plis, powiedzcie mi co sądzicie <3
środa, 11 czerwca 2014
OGŁOSZENIE.
Hej wszystkim !!! Od razu tłumaczę powód mojego pisania. Chodzi o posta który tak jak wiecie miał być w poniedziałek a się nie pojawił. Problem jest oczywisty. W poniedziałek post nie był gotowy więc nie mogłam go dodać. We wtorek coś ''spierdoliłam'' i post mi się skasował z brudnopisu. Oprócz tego wybiło mi neta.
Chcę wam powiedzieć że teraz od nowa piszę tego posta i dodam go tak szybko jak to tylko możliwe. I chcę żebyście wiedziały/li że post nie pojawił się w poniedziałek też w głównej mierze z mojego lenistwa i braku dyscypliny żeby go dokończyć. Za to was na prawdę bardzo przepraszam. Gdybym dodała w poniedziałek, nie byłoby takiego ''cyrku''. Na prawdę przepraszam was.
PRZESKOCZMY TEMAT
W nocy naszła mnie dzika myśl. Wiem że mój blog nie ma wielu czytelników, ale czy wartałoby założyć aska dla bloga? Moglibyście/mogłybyście dopytywać się o posty, bohaterów, sytuacje itp. Warto czy nie warto? Bardzo proszę, powiedzcie mi, nie mijajcie mojego pytania, proszę was <3
Chcę wam powiedzieć że teraz od nowa piszę tego posta i dodam go tak szybko jak to tylko możliwe. I chcę żebyście wiedziały/li że post nie pojawił się w poniedziałek też w głównej mierze z mojego lenistwa i braku dyscypliny żeby go dokończyć. Za to was na prawdę bardzo przepraszam. Gdybym dodała w poniedziałek, nie byłoby takiego ''cyrku''. Na prawdę przepraszam was.
PRZESKOCZMY TEMAT
W nocy naszła mnie dzika myśl. Wiem że mój blog nie ma wielu czytelników, ale czy wartałoby założyć aska dla bloga? Moglibyście/mogłybyście dopytywać się o posty, bohaterów, sytuacje itp. Warto czy nie warto? Bardzo proszę, powiedzcie mi, nie mijajcie mojego pytania, proszę was <3
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Rozdział 19.
Patrzyłam jeszcze przez dłuższą chwilę na drzwi przez które mogłybyśmy przejść do drugiej części domu. Z głębi korytarza wydobył się kolejny krzyk Harry'ego, a potem o dziwo, mino oddalonych, zamkniętych i bez okien drzwi, usłyszałam krzyk Justina. Cóż. Można powiedzieć : ZACZĘŁO SIĘ.
-cholera to niesprawiedliwe że nawet teraz nie mamy ani odrobiny kontroli nad tym co się tam dzieje... - westchnęłam zakładając ramiona - nie podoba mi się to.
-wiesz... - Megan podniosła dłoń drapiąc się w czubek głowy - może oni po prostu chcą udowodnić że ani Justin ani Harry w cale nie są tacy silni ?
-co to ma do rzeczy?
-może po prostu nie chcą żebyśmy wiedziały jak mają zamiar zademonstrować swoją siłę ? Sama wiesz że nie powiedzieli nam co chcą im zrobić... W sumie to słyszałam co nieco ale to nie było logiczne...
-więc czemu nie wolno nam patrzeć?
-mówię ci, nie chcą żebyśmy wiedziały w jaki sposób chcą ich no wiesz...
-poniżyć?
-też...
-wychłostać?
-też, ale nie o tym myślę...
-ukarać?
-właśnie!
-...
Podniosłam dłoń podnosząc kciukiem policzek. Zaczęłam się zastanawiać co za tym stoi.
-Meg, chcę wiedzieć co się tam dzieje. I nie obchodzi mnie, jak to zrobię, chcę widzieć co się tam dzieje. - popatrzyłam jej w oczy podpierając się o biodra
-to co robimy? Idziemy zobaczyć te drzwi czy jakimś cudem sprawdzamy co wyczynia Ethan z Loganem?
-to drugie.
Olśniło mnie dosłownie w sekundę. Będąc nie raz zamkniętą w piwnicy gdzie Ethan zamknął Harry'ego, dobrze wiedziałam że jest małe okienko. Nie wiem jak w przypadku piwnicy którą wybrał sobie Logan, ale ostatni raz jak widziałam, było tam dość jasno więc chyba... okienko jakieś tam jest.
-chodź. Wystarczy że wyjdziemy z domu i podejdziemy pod okna.
-Vickie, zauważą nas...
-trudno, chcę widzieć i koniec. A ty ze mną pójdziesz czy ci się to podoba czy nie.
Pociągnęłam brunetkę za dłoń w stronę drzwi. Będąc w domu i stojąc w korytarzu, każdy krzyk prowokował mnie do tego aby iść i sprawdzić. Byłam tak cholernie ciekawa... Nie zmienia to faktu że Logan albo Ethan mogli się wydrzeć. Ale jakoś nie szczególnie mnie to odpychało. Byłam ciekawa.
Megan zapewne ma rację. Zarówno Logan jak i Ethan chcą mieć władzę absolutną którą nie chcą się z nami podzielić. A to że nie chcą pozwolić nam patrzeć, może być spowodowane różnymi rzeczami. I nie wiadomo o którą może chodzić? Większości, czasem trzeba się po prostu domyśleć... co nie zawsze jest takie proste jak mogłoby się wydawać...
Dochodząc już niemal do drzwi, zauważyłam że ciało Megan zesztywniało a zaraz potem moje, kiedy dotarły do nas słowa:
''zdychaj, podła kurwo!''
A chwilę potem usłyszałyśmy wrzaśnięcie. Nie krzyk. To był wrzask. Nie wiem w jaką część ciała Ethan uderzył Harry'ego, ale jest duże prawdopodobieństwo że uderzył go w krocze.
Samo zdanie nie byłoby tak piorunujące, gdyby nie obecność słowa : zdychaj. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam chcąc jak najszybciej wiedzieć co się tam dzieje. Zżerała mnie ciekawość ale i zarazem niepewność.
Podeszłyśmy powoli i cicho pod okienko. Pierwsza była piwnica wraz z Ethanem i Harry'm dlatego pozwoliłam aby Megan zajęła większą i lepszą do patrzenia część okna. Ethan stał tyłem i był zbyt zajęty żeby nas zobaczyć.
Stojąc przy oknie zauważyłam że obie sylwetki i ich postawy zmieniły się od czasu kiedy stałyśmy pod drzwiami ostatni raz. Harry wymiękł i to było solidnie widoczne. Ethan zaś stał się ... nawet ciężko to opisać. Jego spięte mięśnie były mocno zarysowane. Postawa ciało sygnalizowała że jest zdesperowany i gotowy zrobić wszystko. Harry zaś leżał. Pod ścianą, skulony, podparty jedynie na łokciu, i... aż mnie dziwi że to widzę, ale ze łzami na twarzy. Ethan, swoim łańcuchem w kilku miejscach roztargał jego ubrania. Styles wyglądał jak nie on. Wyglądał tak, jak sobie to wyobrażałam.
Ethan nie szczędził siły. Przed każdym ciosem coś mówił, a potem siarczyście chłostał go po nogach lub ramionach. Styles nie miał jak się bronić dlatego był zmuszony znosić ból. Był zupełnie bezsilny. Bezradny. Wyglądał jak małe dziecko. Nie było w jego oczach prośby o litość tylko ból. Gdyby mógł, krzyczałby zapewne o pomoc, ale nie miał nawet kogo prosić o pomoc. Był świadomy tego, jak bardzo Ethan go nienawidzi ale też dobrze wiedział, że Ethan odda mu cały ból dwukrotnie. Nie wspominając o karze za skrzywdzenie Megan. Karę za to, Ethan, chyba chce zostawić na moment, kiedy uzna że będzie go to bolało najbardziej. W cale mi go nie szkoda, chociaż mam nadzieję że Ethan, nie mówił poważnie o tym zdychaniu. Nikt nie mówił że chcemy się pozabijać nawzajem...
-z pewnej perspektywy to okrutne i brutalne - Megan szepnęła do mnie kiedy zaczęłyśmy iść w stronę drugiej piwnicy - ale z innej perspektywy, właśnie tak sobie to wyobrażałam i odczuwam pewną satysfakcję.
-zgadzam się, chociaż byłabym szczerze ... no... chyba zawiedziona gdyby Ethan go zabił...
-no coś ty! Śmierć nie wchodzi w grę!
-myślisz że on o tym wie?
-nie jest głupi, więc chyba wie...
-a jeśli nie?
-zapytam go.
Doszłyśmy pod drugie okno. Tym razem mnie dostał się lepszy widok. Cóż. W końcu się dowiedziałam dlaczego ledwo co słyszałyśmy Justina.
Logan zakleił mu szarą taśmą usta uniemożliwiając krzyk. Chłopak krztusił się własnymi łzami ale Logan nie oderwał taśmy z jego twarzy. Patrząc na nich, po raz pierwszy zrozumiałam i zobaczyłam na własne oczy, nienawiść Logana do Justina. Widziałam to w jego ruchach. Justin NIGDY by nie kulił się przed kimś kogo miał za niewolnika. Logan w końcu zademonstrował mu że nie jest zerem. Logan zrównał go z ziemią. A Justin dobrze o tym wiedział. Miałam wrażenie że był świadomy tego, jak bardzo Logan go nienawidzi. Tak samo z Harry'm i Ethanem. Justin był może silny emocjonalnie, i z pozoru silny fizycznie, ale z tego co widziałam, źle znosił ciosy jakie zadawał mu Logan. Znoszenie bólu nie było jego mocną stroną. Może na początku udawało mu się ukryć ból. Ale nie teraz. Kiedy leżał jak dziecko z kolanami podwiniętymi niemal pod sam nos, z czerwonymi policzkami, strugami łez na twarzy. To nie ten sam, silny chłopak który się nade mną znęcał.
Odeszłam na krok od okna splatając palce. Czułam się jakoś tak... inaczej niż sobie to wyobrażałam. Byłam zdziwiona i trochę rozczarowana. Sądziłam że w ciele Stylesa i Biebera jest trochę więcej determinacji, a tymczasem zetknęłam się z poddaniem i brak przeciwstawności.
Ale oczywiście nie był to powód do mojego martwienia się. Z innej strony nawet cieszyło mnie to, że tak łatwo można było sobie z nimi poradzić. W gruncie rzeczy mogliśmy tak zrobić już dawno temu...
-nad czym myślisz?
-czemu nigdy wcześniej nie sprowadziliśmy ich do takiego stanu, tylko dopiero teraz? - Megan uniosła brew. Chyba nie do końca zrozumiała o co mi chodziło.
-o czym mówisz?
-zobacz w jak banalny sposób oni pozwolili sobą manipulować... Wystarczyło parę minut żeby zmiękli do zera... Czemu nie mogliśmy nimi zawładnąć już wcześniej?
Zmarszczyła brwi patrząc w dół. Rozumiała o co mi chodzi i chyba czuła rozczarowanie.
-Vickie... nie rozumiem jednej rzeczy...
-jakiej?
-owszem, mamy władzę i kontrolę nad nimi a także nad ich domem. Możemy robić co chcemy, ale gdzie tu logika? Nie możemy do końca życia tu siedzieć i patrzeć jak Harry z Justinem spędzają kolejne dni życia w męczarniach tylko dlatego że to było nasze marzenie... Megan, musimy jakoś wrócić do domu... Nie możemy tu zostać. Nigdy nie wiadomo kto czai się w okolicy... Rozumiesz o co mi chodzi?
-Rozumiem. Ale co chcesz zrobić żeby to zmienić? Nie możemy zostawić teraz Ethana z Loganem samych i pozwolić im robić co chcą bo z całą pewnością ich zabiją a ja niczyjej śmierci nie chcę.
-nie wiem co należy a co wypada mi zrobić. Logan i Ethan czują w sobie władzę kiedy nie mają ograniczeń i dobrze wiem że w ich przypadku, nie doprowadzi to do niczego dobrego. Do niczego.
-wiem o tym...
Spojrzałam na swoje dłonie uświadamiając sobie że mogę z nimi zrobić tylko dwie rzeczy na chwilę obecną. Albo nimi zadam ból, albo uleczę ból. Nie wiem jeszcze do czego zmusi mnie sytuacja. Chcący się dowiedzieć jestem zmuszona poczekać. Nie wiem ile.
-Vickie, wartało by wrócić. Ethan kazał nam poczekać. Może być zły jak zobaczy że gdzieś poszłyśmy...
-taa...
Poczłapałam nierównomiernym krokiem za Megan. W mojej głowie myśli robiły z moją psychiką wszystko co tylko im się chciało. Wojna... Totalny rozpierdol. Chaos. Nie czuję się dobrze z takim nawałem myśli. Powinnam być w gruncie rzeczy szczęśliwa że nadszedł ''TEN DZIEŃ'' ale jakoś nie czuję tego ''klimatu''. Coś tu nie gra...
Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi. Zamiast spokojnie zrobić kilka kroków, musiałam znowu przystanąć. Nie tylko ja. Na podłodze, tuż pod fotelami leżała koszula. Nie była jaka koszula. Biała. Wydawała się należeć do jakiejś kobiety. Ot zwykła koszula nocna. Ale... co ona robi na środku pokoju, kiedy przedtem jej tu nie było?
-zaraz... - Megan podniosła materiał z podłogi. Podnosząc go, zobaczyłyśmy spód materiału. Nieskazitelna biel, z drugiej strony kryła charakterystyczne plamy i jedno roztarganie. Ten zapach był paskudny... taki ... słodki?
-czyje to może być?
-nie wiem, ale cuchnie paskudnie.
-kobieca?
-raczej. Facet by w takiej nie chodził.
Za naszymi plecami coś zaszeleściło. Odwróciłam się. Nie widziałam nikogo i niczego. Ponownie spojrzałam na koszulę żeby się jej przyjrzeć, kiedy tym razem, z blatu spadł nóż a potem łyżeczka zataczając z brzękiem kółka na podłodze. Patrzyłam jak w omam na sztućce walające się na podłodze. Ich ''zachowanie'' nie było naturalne. Patrzyłam w nie jak w obrazek do puki brzęk nie ustał. Kiedy ostatni raz postanowiłam spojrzeć na koszulę którą trzymała Megan, w głębi korytarza rozległ się krzyk Harry'ego po czym zaskrzypiały otwierające się drzwi do drugiej części domu. To co się działo w tamtej chwili nie było tak po prostu normalnym zachowaniem...
-Megan, odłóż to. - dziewczyna powoli położyła materiał na podłodze. Odsunęłam się o krok w tył kiedy usłyszałam dziwny dźwięk, po czym drzwi od przejścia do drugiej części domu zaczęły się cudem powoli, zgrzypiąco otwierać. Zamarłam nie wiedząc co się dzieje ?! Za nami rozległ się kolejny krzyk. Poczułam w głębi siebie strach.
Czułam serce w piersi a z każdym kolejnym krzykiem który wydawał z siebie Harry, drzwi poszerzały się coraz mocniej. Zaczynałam panikować i bać się, czy w tym domu jest ktoś jeszcze ? Ktoś nie powołany i czy jest to stworzenie cielesne ... ?
Mój mózg przestał logicznie myśleć, serce zatrzymało się, źrenice powiększyły, oczy wyłupiały, ręce zaczęły drżeć a nogi zerwały się do ucieczki, kiedy nagle w drzwiach zobaczyłyśmy kobietę w bieli...
To był moment w którym biegłam, krzycząc, dysząc, uciekając i niemal płacząc jednocześnie. Nawet nie wiedziałam gdzie? Wrzasnęłam wniebogłosy, kiedy usłyszałam ponowny zgrzyt drzwi. Byłyśmy już niemal przy piwnicy Logana. Kiedy Ethan wybiegł z tamtej piwnicy jak porażony, słysząc nasz krzyk. Logan wypadł po chwili również z drzwi, nie mogąc zrozumieć czemu krzyczałyśmy...
-duch, kobieta, potwór, nie wiem kto to był... - Megan wypuściła z siebie emocje dając upust we łzach. Bała się. mnie serce chciało wyjść gardłem. Wtuliłam się w Logana który gładził mnie po włosach.
-gdzie to było?
-w drzwiach, tam w przejściu...
-do drugiej części domu?
-tak...
Chłopcy postanowili sprawdzić co się stało. Logan zostawił uchylone drzwi poszedł za Ethanem, który mijając drzwi do jego piwnicy, trzasnął nimi zamykając je. Spojrzałam lekko w bok. Justin klęczał z rękami uniesionymi wysoko nad głowę. Jego twarz była mokra i czerwona a oddech nierównomierny. Na gołych ramionach widoczne były czerwone kreski które niedługo potem zamianią barwę na inny kolor. W takiej odsłonie, nawet mi się podobał.
Czułam zimno na kostkach. To nie był dobry znak. Czułam się jak w jakimś nawiedzonym domu. Z resztą to był nawiedzony dom... tak sądzę. Nawiedzony i nienormalny. Nie lubię takich domów... Boję się ich. Boję się nawet teraz. Nie wiem czy obok mnie kogoś nie ma... Wiem że to nienormalne wierzyć w duchy, ale ja w nie wierzę. Boże Święty, ja się boję... nie przetrwam nocy... Śpię dzisiaj z Loganem. Innej opcji nie ma.
***********************************************************************
Hej !!! Mam do was prośbę, jeśli ktoś z was głosował w mojej ankiecie, to proszę... niech zrobi to jeszcze raz... coś się zepsuło i straciłam wszystkie głosy... Bardzo was proszę <3 Mam nadzieję że post się podobał ;** xx
-cholera to niesprawiedliwe że nawet teraz nie mamy ani odrobiny kontroli nad tym co się tam dzieje... - westchnęłam zakładając ramiona - nie podoba mi się to.
-wiesz... - Megan podniosła dłoń drapiąc się w czubek głowy - może oni po prostu chcą udowodnić że ani Justin ani Harry w cale nie są tacy silni ?
-co to ma do rzeczy?
-może po prostu nie chcą żebyśmy wiedziały jak mają zamiar zademonstrować swoją siłę ? Sama wiesz że nie powiedzieli nam co chcą im zrobić... W sumie to słyszałam co nieco ale to nie było logiczne...
-więc czemu nie wolno nam patrzeć?
-mówię ci, nie chcą żebyśmy wiedziały w jaki sposób chcą ich no wiesz...
-poniżyć?
-też...
-wychłostać?
-też, ale nie o tym myślę...
-ukarać?
-właśnie!
-...
Podniosłam dłoń podnosząc kciukiem policzek. Zaczęłam się zastanawiać co za tym stoi.
-Meg, chcę wiedzieć co się tam dzieje. I nie obchodzi mnie, jak to zrobię, chcę widzieć co się tam dzieje. - popatrzyłam jej w oczy podpierając się o biodra
-to co robimy? Idziemy zobaczyć te drzwi czy jakimś cudem sprawdzamy co wyczynia Ethan z Loganem?
-to drugie.
Olśniło mnie dosłownie w sekundę. Będąc nie raz zamkniętą w piwnicy gdzie Ethan zamknął Harry'ego, dobrze wiedziałam że jest małe okienko. Nie wiem jak w przypadku piwnicy którą wybrał sobie Logan, ale ostatni raz jak widziałam, było tam dość jasno więc chyba... okienko jakieś tam jest.
-chodź. Wystarczy że wyjdziemy z domu i podejdziemy pod okna.
-Vickie, zauważą nas...
-trudno, chcę widzieć i koniec. A ty ze mną pójdziesz czy ci się to podoba czy nie.
Pociągnęłam brunetkę za dłoń w stronę drzwi. Będąc w domu i stojąc w korytarzu, każdy krzyk prowokował mnie do tego aby iść i sprawdzić. Byłam tak cholernie ciekawa... Nie zmienia to faktu że Logan albo Ethan mogli się wydrzeć. Ale jakoś nie szczególnie mnie to odpychało. Byłam ciekawa.
Megan zapewne ma rację. Zarówno Logan jak i Ethan chcą mieć władzę absolutną którą nie chcą się z nami podzielić. A to że nie chcą pozwolić nam patrzeć, może być spowodowane różnymi rzeczami. I nie wiadomo o którą może chodzić? Większości, czasem trzeba się po prostu domyśleć... co nie zawsze jest takie proste jak mogłoby się wydawać...
Dochodząc już niemal do drzwi, zauważyłam że ciało Megan zesztywniało a zaraz potem moje, kiedy dotarły do nas słowa:
''zdychaj, podła kurwo!''
A chwilę potem usłyszałyśmy wrzaśnięcie. Nie krzyk. To był wrzask. Nie wiem w jaką część ciała Ethan uderzył Harry'ego, ale jest duże prawdopodobieństwo że uderzył go w krocze.
Samo zdanie nie byłoby tak piorunujące, gdyby nie obecność słowa : zdychaj. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam chcąc jak najszybciej wiedzieć co się tam dzieje. Zżerała mnie ciekawość ale i zarazem niepewność.
Podeszłyśmy powoli i cicho pod okienko. Pierwsza była piwnica wraz z Ethanem i Harry'm dlatego pozwoliłam aby Megan zajęła większą i lepszą do patrzenia część okna. Ethan stał tyłem i był zbyt zajęty żeby nas zobaczyć.
Stojąc przy oknie zauważyłam że obie sylwetki i ich postawy zmieniły się od czasu kiedy stałyśmy pod drzwiami ostatni raz. Harry wymiękł i to było solidnie widoczne. Ethan zaś stał się ... nawet ciężko to opisać. Jego spięte mięśnie były mocno zarysowane. Postawa ciało sygnalizowała że jest zdesperowany i gotowy zrobić wszystko. Harry zaś leżał. Pod ścianą, skulony, podparty jedynie na łokciu, i... aż mnie dziwi że to widzę, ale ze łzami na twarzy. Ethan, swoim łańcuchem w kilku miejscach roztargał jego ubrania. Styles wyglądał jak nie on. Wyglądał tak, jak sobie to wyobrażałam.
Ethan nie szczędził siły. Przed każdym ciosem coś mówił, a potem siarczyście chłostał go po nogach lub ramionach. Styles nie miał jak się bronić dlatego był zmuszony znosić ból. Był zupełnie bezsilny. Bezradny. Wyglądał jak małe dziecko. Nie było w jego oczach prośby o litość tylko ból. Gdyby mógł, krzyczałby zapewne o pomoc, ale nie miał nawet kogo prosić o pomoc. Był świadomy tego, jak bardzo Ethan go nienawidzi ale też dobrze wiedział, że Ethan odda mu cały ból dwukrotnie. Nie wspominając o karze za skrzywdzenie Megan. Karę za to, Ethan, chyba chce zostawić na moment, kiedy uzna że będzie go to bolało najbardziej. W cale mi go nie szkoda, chociaż mam nadzieję że Ethan, nie mówił poważnie o tym zdychaniu. Nikt nie mówił że chcemy się pozabijać nawzajem...
-z pewnej perspektywy to okrutne i brutalne - Megan szepnęła do mnie kiedy zaczęłyśmy iść w stronę drugiej piwnicy - ale z innej perspektywy, właśnie tak sobie to wyobrażałam i odczuwam pewną satysfakcję.
-zgadzam się, chociaż byłabym szczerze ... no... chyba zawiedziona gdyby Ethan go zabił...
-no coś ty! Śmierć nie wchodzi w grę!
-myślisz że on o tym wie?
-nie jest głupi, więc chyba wie...
-a jeśli nie?
-zapytam go.
Doszłyśmy pod drugie okno. Tym razem mnie dostał się lepszy widok. Cóż. W końcu się dowiedziałam dlaczego ledwo co słyszałyśmy Justina.
Logan zakleił mu szarą taśmą usta uniemożliwiając krzyk. Chłopak krztusił się własnymi łzami ale Logan nie oderwał taśmy z jego twarzy. Patrząc na nich, po raz pierwszy zrozumiałam i zobaczyłam na własne oczy, nienawiść Logana do Justina. Widziałam to w jego ruchach. Justin NIGDY by nie kulił się przed kimś kogo miał za niewolnika. Logan w końcu zademonstrował mu że nie jest zerem. Logan zrównał go z ziemią. A Justin dobrze o tym wiedział. Miałam wrażenie że był świadomy tego, jak bardzo Logan go nienawidzi. Tak samo z Harry'm i Ethanem. Justin był może silny emocjonalnie, i z pozoru silny fizycznie, ale z tego co widziałam, źle znosił ciosy jakie zadawał mu Logan. Znoszenie bólu nie było jego mocną stroną. Może na początku udawało mu się ukryć ból. Ale nie teraz. Kiedy leżał jak dziecko z kolanami podwiniętymi niemal pod sam nos, z czerwonymi policzkami, strugami łez na twarzy. To nie ten sam, silny chłopak który się nade mną znęcał.
Odeszłam na krok od okna splatając palce. Czułam się jakoś tak... inaczej niż sobie to wyobrażałam. Byłam zdziwiona i trochę rozczarowana. Sądziłam że w ciele Stylesa i Biebera jest trochę więcej determinacji, a tymczasem zetknęłam się z poddaniem i brak przeciwstawności.
Ale oczywiście nie był to powód do mojego martwienia się. Z innej strony nawet cieszyło mnie to, że tak łatwo można było sobie z nimi poradzić. W gruncie rzeczy mogliśmy tak zrobić już dawno temu...
-nad czym myślisz?
-czemu nigdy wcześniej nie sprowadziliśmy ich do takiego stanu, tylko dopiero teraz? - Megan uniosła brew. Chyba nie do końca zrozumiała o co mi chodziło.
-o czym mówisz?
-zobacz w jak banalny sposób oni pozwolili sobą manipulować... Wystarczyło parę minut żeby zmiękli do zera... Czemu nie mogliśmy nimi zawładnąć już wcześniej?
Zmarszczyła brwi patrząc w dół. Rozumiała o co mi chodzi i chyba czuła rozczarowanie.
-Vickie... nie rozumiem jednej rzeczy...
-jakiej?
-owszem, mamy władzę i kontrolę nad nimi a także nad ich domem. Możemy robić co chcemy, ale gdzie tu logika? Nie możemy do końca życia tu siedzieć i patrzeć jak Harry z Justinem spędzają kolejne dni życia w męczarniach tylko dlatego że to było nasze marzenie... Megan, musimy jakoś wrócić do domu... Nie możemy tu zostać. Nigdy nie wiadomo kto czai się w okolicy... Rozumiesz o co mi chodzi?
-Rozumiem. Ale co chcesz zrobić żeby to zmienić? Nie możemy zostawić teraz Ethana z Loganem samych i pozwolić im robić co chcą bo z całą pewnością ich zabiją a ja niczyjej śmierci nie chcę.
-nie wiem co należy a co wypada mi zrobić. Logan i Ethan czują w sobie władzę kiedy nie mają ograniczeń i dobrze wiem że w ich przypadku, nie doprowadzi to do niczego dobrego. Do niczego.
-wiem o tym...
Spojrzałam na swoje dłonie uświadamiając sobie że mogę z nimi zrobić tylko dwie rzeczy na chwilę obecną. Albo nimi zadam ból, albo uleczę ból. Nie wiem jeszcze do czego zmusi mnie sytuacja. Chcący się dowiedzieć jestem zmuszona poczekać. Nie wiem ile.
-Vickie, wartało by wrócić. Ethan kazał nam poczekać. Może być zły jak zobaczy że gdzieś poszłyśmy...
-taa...
Poczłapałam nierównomiernym krokiem za Megan. W mojej głowie myśli robiły z moją psychiką wszystko co tylko im się chciało. Wojna... Totalny rozpierdol. Chaos. Nie czuję się dobrze z takim nawałem myśli. Powinnam być w gruncie rzeczy szczęśliwa że nadszedł ''TEN DZIEŃ'' ale jakoś nie czuję tego ''klimatu''. Coś tu nie gra...
Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi. Zamiast spokojnie zrobić kilka kroków, musiałam znowu przystanąć. Nie tylko ja. Na podłodze, tuż pod fotelami leżała koszula. Nie była jaka koszula. Biała. Wydawała się należeć do jakiejś kobiety. Ot zwykła koszula nocna. Ale... co ona robi na środku pokoju, kiedy przedtem jej tu nie było?
-zaraz... - Megan podniosła materiał z podłogi. Podnosząc go, zobaczyłyśmy spód materiału. Nieskazitelna biel, z drugiej strony kryła charakterystyczne plamy i jedno roztarganie. Ten zapach był paskudny... taki ... słodki?
-czyje to może być?
-nie wiem, ale cuchnie paskudnie.
-kobieca?
-raczej. Facet by w takiej nie chodził.
Za naszymi plecami coś zaszeleściło. Odwróciłam się. Nie widziałam nikogo i niczego. Ponownie spojrzałam na koszulę żeby się jej przyjrzeć, kiedy tym razem, z blatu spadł nóż a potem łyżeczka zataczając z brzękiem kółka na podłodze. Patrzyłam jak w omam na sztućce walające się na podłodze. Ich ''zachowanie'' nie było naturalne. Patrzyłam w nie jak w obrazek do puki brzęk nie ustał. Kiedy ostatni raz postanowiłam spojrzeć na koszulę którą trzymała Megan, w głębi korytarza rozległ się krzyk Harry'ego po czym zaskrzypiały otwierające się drzwi do drugiej części domu. To co się działo w tamtej chwili nie było tak po prostu normalnym zachowaniem...
-Megan, odłóż to. - dziewczyna powoli położyła materiał na podłodze. Odsunęłam się o krok w tył kiedy usłyszałam dziwny dźwięk, po czym drzwi od przejścia do drugiej części domu zaczęły się cudem powoli, zgrzypiąco otwierać. Zamarłam nie wiedząc co się dzieje ?! Za nami rozległ się kolejny krzyk. Poczułam w głębi siebie strach.
Czułam serce w piersi a z każdym kolejnym krzykiem który wydawał z siebie Harry, drzwi poszerzały się coraz mocniej. Zaczynałam panikować i bać się, czy w tym domu jest ktoś jeszcze ? Ktoś nie powołany i czy jest to stworzenie cielesne ... ?
Mój mózg przestał logicznie myśleć, serce zatrzymało się, źrenice powiększyły, oczy wyłupiały, ręce zaczęły drżeć a nogi zerwały się do ucieczki, kiedy nagle w drzwiach zobaczyłyśmy kobietę w bieli...
To był moment w którym biegłam, krzycząc, dysząc, uciekając i niemal płacząc jednocześnie. Nawet nie wiedziałam gdzie? Wrzasnęłam wniebogłosy, kiedy usłyszałam ponowny zgrzyt drzwi. Byłyśmy już niemal przy piwnicy Logana. Kiedy Ethan wybiegł z tamtej piwnicy jak porażony, słysząc nasz krzyk. Logan wypadł po chwili również z drzwi, nie mogąc zrozumieć czemu krzyczałyśmy...
-duch, kobieta, potwór, nie wiem kto to był... - Megan wypuściła z siebie emocje dając upust we łzach. Bała się. mnie serce chciało wyjść gardłem. Wtuliłam się w Logana który gładził mnie po włosach.
-gdzie to było?
-w drzwiach, tam w przejściu...
-do drugiej części domu?
-tak...
Chłopcy postanowili sprawdzić co się stało. Logan zostawił uchylone drzwi poszedł za Ethanem, który mijając drzwi do jego piwnicy, trzasnął nimi zamykając je. Spojrzałam lekko w bok. Justin klęczał z rękami uniesionymi wysoko nad głowę. Jego twarz była mokra i czerwona a oddech nierównomierny. Na gołych ramionach widoczne były czerwone kreski które niedługo potem zamianią barwę na inny kolor. W takiej odsłonie, nawet mi się podobał.
Czułam zimno na kostkach. To nie był dobry znak. Czułam się jak w jakimś nawiedzonym domu. Z resztą to był nawiedzony dom... tak sądzę. Nawiedzony i nienormalny. Nie lubię takich domów... Boję się ich. Boję się nawet teraz. Nie wiem czy obok mnie kogoś nie ma... Wiem że to nienormalne wierzyć w duchy, ale ja w nie wierzę. Boże Święty, ja się boję... nie przetrwam nocy... Śpię dzisiaj z Loganem. Innej opcji nie ma.
***********************************************************************
Hej !!! Mam do was prośbę, jeśli ktoś z was głosował w mojej ankiecie, to proszę... niech zrobi to jeszcze raz... coś się zepsuło i straciłam wszystkie głosy... Bardzo was proszę <3 Mam nadzieję że post się podobał ;** xx
wtorek, 27 maja 2014
Rozdział 18.
Śmieszył mnie ten widok. Ale za razem fajnie się na to patrzyło. Na tą bezsilność. Bezradność i debilne zachowanie. Byli zaiste onieśmieleni faktem że nie mają już władzy. W sumie to się im nie dziwię. Też bym się czuła podobnie gdyby nagle odebrano mi władzę. Boże... ile ja na to czekałam... Megan wróciła do mnie z miską pełną chipsów. Rozumiem że zaczyna się dla nas luz.
-Ethan złaź! Nie rozumiesz?! Zejdź ze mnie !!! - Ethana śmieszyło zupełnie jak mnie, to że Harry rzucał się na prawo i lewo.
-zamknij się.
-sam się zamknij! Nie będziesz mi rozkazywać! - Harry wyszarpnął się dość solidnie o mało nie zrzucając Ethana ze swoich pleców. Ten jednak szybko zareagował. Uderzył ręką w głowę Harry'ego po czym policzek Stylesa huknął o podłogę.
-a... ! - urwał niedokończony jęk zaciskając zęby w złości.
Ethan z uśmiechem wstał, podnosząc Harry'ego za włosy. Styles jęknął boleśnie kiedy Ethan niespodziewanie wypuścił z garści zaciśnięte loki po czym twarz związanego chłopaka ponownie runęła o ziemię. Spojrzałam na Megan. Wysunęła szeroko kąciki ust w górę odsłaniając 2 rzędy białych zębów. W końcu ma powód do uśmiechu.
-mam tu stać do końca życia? - Justin zadrwił po czym Logan natychmiast zareagował.
-jeśli tylko sobie tego życzysz.
-spadaj gnojku, do pięt mi nie dorastasz.
- i kto to mówi? - Logan wykorzystując nieświadomość chłopaka szybko go odwrócił piorunując jego krocze, uderzeniem z kolana. Justin upadł na podłogę jęcząc jak dziecko. - i kto tu komu do pięt nie dorasta?
-jesteś.... jesteś... - usiłował jakoś mu dogryźć ale ból nim zawładnął więc odczekał jeszcze chwilę - jesteś popierdolony!
-dziękuję. Staram się jak mogę. Teraz wstawaj. - chwycił za zwisający od obroży Justina metalowy krążek ciągnąc go w górę.
Byłam ciekawa gdzie ich mają zamiar dać. Jednak nie zdziwił mnie fakt że każdy z nich postanowił zabrać swojego ''podopiecznego'' w inną stronę. Poszłam za każdym z nich. Ethan uznał że woli piwnicę. Mądry wybór. Ktoś zakręcił chyba zawór.
Spojrzałam przez uchylone drzwi. Harry rzucał swoim ciałem na wszystkie strony aż Ethan jednym ruchem zrzucił go na ziemię a potem doczepił koniec łańcucha do jego obroży.
-piękna z ciebie suka, wiesz? - Ethan spoliczkował wściekłego Stylesa który ledwo co łapał oddech. Był mega zdenerwowany. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zabójczym tempie. Linia szczęki była solidnie zarysowana na twarzy a spięte mięśnie boleśnie ściskały się w za małych kajdankach. Jakież to... ''przykre''.
Megan pociągnęła mnie dalej. Logan zabrał Justina do drugiej piwnicy na końcu korytarza. Rzadko kiedy tam ktoś kiedyś lądował jednak skoro były dwie, Logan z tego skorzystał. Tak jak Ethan, doczepił miotającemu się chłopakowi łańcuch do szyi. Zauważyłam że ani Logan ani Ethan nie poluzowali uścisku w kajdankach.
Justin siedział naburmuszony, może zły na samego siebie, może przerażony. Nie wiem. Mimo to na pewno był zły. Siedział z zeciśniętą szczęką z wbitym gdzieś wzrokiem. Mimo jego niesamowitej powagi zauważyłam że uwierały go solidnie kajdanki. Cóż. Nic na to nie poradzę. A nawet jeśli bym mogła, to i tak bym nawet nie podeszła. Kto wie, co takiemu teraz siedzi w głowie?
Gapiłam się na spięte ciało Justina jeszcze chwilę. Taki bezbronny... no, w końcu mam to czego chciałam. Azatem wartało czekać, chociaż z pewnej perspektywy nie jestem do końca pewna czy aby na pewno się udało?
Justin i Harry znają ten dom jak własną kieszeń kiedy MY, tak na prawdę dopiero go odkrywamy. Te mury mają tajemnicę. O drugiej części domu wiem prawie nic, oprócz tego że jest tam MARBLE i resztki ciała Mavis. Nawet nie wiem co tak na prawdę kryje się za resztą tych wszystkich drzwi. Co jeśli w tym domu jest KTOŚ jeszcze, a my nawet o tym nie wiemy?
Oprócz głuchoty i dziwnego a zarazem paskudnie słodkiego zapachu to po drugiej stronie drzwi z napisem ''13'', z całą pewnością kryje się coś jeszcze. Druga część domu jest dla mnie zagadką którą chciałabym odkryć a mimo to nie mogę bo się boję. Cmentarz.
Mam też obawy dotyczące własnego bezpieczeństwa. Nie wiem czy Harry i Justin nie zdołają uciec z piwnic a potem po kolei nas pozabijać? Nie wiem kim na prawdę są ludzie którzy wydali ich w nasze ręce? Nie znam okolicy. Nie wiem nawet co jest za domem. Nie wiem gdzie powinniśmy w razie czego uciekać i u kogo szukać pomocy? Tak na prawdę to wiem jedynie tyle, że jestem Victoria i mam przyjaciółkę Megan. Nic więcej.
Patrząc na uziemionego, zakutego w ciasne kajdanki i uczepionego łańcuchem do ściany Justina, który siedział czerwony ze złości, zaczynałam mieć podejrzenie: czy my nie robimy głupoty? Czy to mądre że mamy zamiar dokonać zemsty na kimś, kogo imię i nazwisko widnieje na naszych nadgarstkach? Czy tu jest jakiś haczyk?
Nie wiem tego. Odpowiedzi jednak nie dostanę ani z ust Justina ani Harry'ego. Odpowiedź da mi jedynie czas. Cicha modlitwa nadziei do niepewności. Nie wiem ile minie czasu. Wydawałoby się, że wiem sporo. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że wiem niewiele. Zastanawiam się... czy ta cała bajka ma prawo mieć Happy End?
Rozmyślenia rozmyśleniami a czas płynie. Na tamtą chwilę byłam szczerze napalona na jakiekolwiek działanie bądź na jakikolwiek ruch ze strony Logana. W końcu jednak coś się ''ruszyło''. Tyle że nie w tym kierunku w którym oczekiwałam że ruszy. Logan zamknął nam drzwi przed nosem przekręcając klucz.
-Logan, otwórz. - zastukałam palcami w drzwi. W odpowiedzi uzyskałam jedynie odburknięcie.
-uhm, nie teraz. - nieco rozszerzyłam oczy. Usłyszałam też odgłos podnoszenia z ziemi zwiniętego kawałka łańcucha. Prawdopodobnie.
-Logan nie bądź chamski i otwórz drzwi.
-Vickie, idźcie stąd. To nie jest miejsce i czas dla was. Zajmijcie się na razie czymś innym.
-otwieraj! - uderzyłam pięścią w drzwi.
Drzwi otworzyły się z dość dużym rozmachem. Logana najwidoczniej znudziło moje marudzenie. Stał w drzwiach ze ściągniętą koszulką i kawałkiem nieco przyrdzewiałego łańcucha w dłoni. Wyglądał szczerze mówiąc seksownie. Za nim, na podłodze, dalej siedział Justin. Tym razem, jego wzrok był utkwiony na łańcuchu. No i prawidłowo.
-co chcesz? - jego ton głosu zniżył się co czyniło go jeszcze bardziej seksownym ale i aroganckim zarazem.
-widzieć to, co robisz. Chyba nie ma w tym nic złego?
-nie będziecie na to patrzeć bo to sprawa między mną a nim.
-czyżby? - uniosłam brwi - wedle mnie, mój udział w tej całej szopce jest znacznie większy niż twój, więc czemu nie mogę patrzeć?
-nieistotne. Po prostu nie powinnaś tego widzieć i tyle.
-Logan...
-Sorry ale NIE. - Zatrzasnął nam drzwi przed nosem. Znowu.
Poczułam się obrażona. Nie sądziłam że Logan odmówi mi w sprawie najmniejszego udziału w tym, co chce zrobić. Justin był bestią, która katowała w głównej mierze mnie a nie jego, więc nie rozumiem czemu on nagle przywłaszczył sobie do niego całe prawo?
Nie podobało mi się zachowanie Logana. Oczywiście nie z powodu tego że miał zamiar bić Justina, tylko dlatego że mnie olał.
Stałam pod drzwiami i jedynym sposobem na jakiekolwiek dowiedzenie się tego co tam się dzieje, było słuchanie. W głównej mierze, był to początkowo głos Logana który w arogancki sposób zadawał pytania. Wiedział że jest sam i że może sobie na to pozwolić. Justin nie odpowiedział ani na jedno pytanie.
Po chwili usłyszałam świst powietrza, a zaraz potem zduszony krzyk. Logan wymierzył pierwszy cios. Tak cholernie zależało mi, aby widzieć minę Justina. Chciałam zobaczyć ten ból na jego twarzy. Niestety okazało się to nie realne.
Megan zrezygnowana z dalszego stania pod drzwiami, pociągnęła mnie do przodu. Zdałam sobie sprawę z tego, że chce iść zobaczyć co wyczynia Ethan. Nie sądzę żeby robił cokolwiek innego niż Logan...
Przybliżając się coraz bardziej do drzwi, zaczynałam coraz głośniej słyszeć dźwięki dochodzące z tamtego pokoju. Zapewne, Ethan bawił się już ciałem związanego chłopaka. Bił go, słyszałam. Nie wiedziałam tylko gdzie i jak?
Doszłyśmy do drzwi. Te miały jedną zaletę. Tą zaletą był otwór zabity dwiema rurami. Coś jak drobne okienko. Megan wychyliłam się przystając nieco na palcach. Dołączyłam do niej chwilę potem.
Zobaczyłam dwie postacie. Wysokiego, silnego i górującego , młodego mężczyznę z twardym skórzanym paskiem w ręku, oraz jedynie na pozór silnego, skutego, wściekłego i bezbronnego chłopaka który klęczał przy ścianie. Ethan wymierzał ciosy pasem , chłostając nogi Stylesa. Harry nie mógł pozwolić na to, aby ktoś usłyszał, że go to boli. Upust w bólu dawał jedynie przerywanym oddechem i zduszonymi jękami. No cóż. My kiedyś znosiłyśmy dokładnie to samo. W dodatku on ma spodnie zakrywające uda. My miałyśmy spodenki...
Patrzyłam na szybkie ruchy Ethana i Harry'ego, który co parę sekund był chłostany. Dokładnie widziałam że przed każdym ciosem chciał się jakoś przygotować na ból.
Nie było mi go szkoda, widząc jakie znosił baty. W głębi serca chciałam aby Ethan przyspieszył i bił go mocnej. Styles zasłużył na ból. Zasłużył za to, co zrobił Megan. Za to jaki był.
Moje oczy były utkwione za zamkniętych oczach Stylesa i zaciśniętej szczęce kiedy Ethan niespodziewanie się odwrócił ocierając lekko spocone czoło.
-czego tutaj szukacie?
-patrzymy tylko.
-no więc Do Widzenia.
-że co? - tym razem, Megan, uniosła brwi. Jemu też coś odjebało?
-to co słyszałaś. To nie jest miejsce dla dziewczyn.
-a niby gdzie jest miejsce dla dziewczyn ?! - krzyknęła podpierając się o biodra.
-w kuchni - Harry nie tracąc arogancji rzucił tekst w stronę Megan.
-morda, suko! - Ethan cisnął paskiem w nogi Harry'ego dając mu do zrozumienia że ma się zamknąć. Styles jęknął z bólu -idźcie do salonu i poczekajcie tam na nas.
W jego oczach był gniew. Nie rozumiem dlaczego? Co zrobiłyśmy patrząc? Czemu jednocześnie Logan z Ethanem tak bardzo chcą mieć ich na własność?! To nie jest odpowiednie zachowanie na obecną chwilę.
-dobra, chodź. - Megan chwyciła mnie za łokieć ciągnąc w stronę salonu.
Kiedy usiadłyśmy na pierwszej lepszej kanapie, nie dając jej dojść do słowa, zapytałam:
-co się tu nagle stało? - spuściła wzrok patrząc na dłonie
-nie wiem ale nie podoba mi się to. Miało być po równo.
-wiem... - westchnęłam biorąc łyka stojącej niedaleko wody.
-co teraz masz zamiar zrobić?
-cóż... skoro Ethan z Loganem nie chcą nas dopuścić do tej całej SPRAWY... to może wartałoby w końcu iść i zobaczyć co jest za domem?
-c-co? - zakrztusiłam się
-no co? Nigdy tam nie byłyśmy.
-byłyśmy. Raz.
-oj tam, to był tylko raz i na dodatek nie widziałyśmy wszystkiego... chodź, warto zobaczyć jaką rupieciarnię urządzili w ogrodzie.
-jesteś pewna że chcesz tam iść?
-a dlaczego by nie?
-wiesz... jakoś nie jestem przekonana...
-w takim razie, olśnij mnie i powiedz, co masz zamiar robić przez cały dzień?
Zaczęłam w głowie kartkować listę rzeczy jakie mogłybyśmy zrobić.
-wiesz... skoro tak bardzo ci zależy żeby coś robić i sprawdzać, to czemu nie zajrzymy do tych drzwi przy suficie w drugiej części domu?
Jej oczy rozszerzyły się a tęczówki powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki.
-ty na serio chcesz tam iść? - zapytała patrząc z niedowierzaniem. Owszem, nie byłam przekonana, co do tego, czy nie robimy głupoty ale no cóż...
-no... wiesz... chyba lepiej wiedzieć co tam jest, niż żyć w nieświadomości, prawda?
Z głębi korytarza usłyszałyśmy bolesny krzyk Harry'ego. Najwidoczniej już nie dał rady powstrzymywać się od ukrywania emocji. Po chwili usłyszałam jego kolejny krzyk. Nie słyszałam jeszcze jak dotąd Justina. Może dlatego że on był o wiele dalej od nas i drzwi u niego były szczelnie zamknięte?
-wiesz... zamiast słuchania krzyku, to może jednak sprawdzimy co jest w tych drzwiach? - Megan niepewnie zaproponowała unosząc jeden kącik ust w górę.
-coś tak czułam że to powiesz...
*******************************************************
Witajcie! <3 przepraszam was że rozdział nie ukazał się w poniedziałek tylko dzisiaj ale szalała u mnie za oknem burza i bałam się korzystać z internetu. Mam nadzieję że mi wybaczycie ;*
-Ethan złaź! Nie rozumiesz?! Zejdź ze mnie !!! - Ethana śmieszyło zupełnie jak mnie, to że Harry rzucał się na prawo i lewo.
-zamknij się.
-sam się zamknij! Nie będziesz mi rozkazywać! - Harry wyszarpnął się dość solidnie o mało nie zrzucając Ethana ze swoich pleców. Ten jednak szybko zareagował. Uderzył ręką w głowę Harry'ego po czym policzek Stylesa huknął o podłogę.
-a... ! - urwał niedokończony jęk zaciskając zęby w złości.
Ethan z uśmiechem wstał, podnosząc Harry'ego za włosy. Styles jęknął boleśnie kiedy Ethan niespodziewanie wypuścił z garści zaciśnięte loki po czym twarz związanego chłopaka ponownie runęła o ziemię. Spojrzałam na Megan. Wysunęła szeroko kąciki ust w górę odsłaniając 2 rzędy białych zębów. W końcu ma powód do uśmiechu.
-mam tu stać do końca życia? - Justin zadrwił po czym Logan natychmiast zareagował.
-jeśli tylko sobie tego życzysz.
-spadaj gnojku, do pięt mi nie dorastasz.
- i kto to mówi? - Logan wykorzystując nieświadomość chłopaka szybko go odwrócił piorunując jego krocze, uderzeniem z kolana. Justin upadł na podłogę jęcząc jak dziecko. - i kto tu komu do pięt nie dorasta?
-jesteś.... jesteś... - usiłował jakoś mu dogryźć ale ból nim zawładnął więc odczekał jeszcze chwilę - jesteś popierdolony!
-dziękuję. Staram się jak mogę. Teraz wstawaj. - chwycił za zwisający od obroży Justina metalowy krążek ciągnąc go w górę.
Byłam ciekawa gdzie ich mają zamiar dać. Jednak nie zdziwił mnie fakt że każdy z nich postanowił zabrać swojego ''podopiecznego'' w inną stronę. Poszłam za każdym z nich. Ethan uznał że woli piwnicę. Mądry wybór. Ktoś zakręcił chyba zawór.
Spojrzałam przez uchylone drzwi. Harry rzucał swoim ciałem na wszystkie strony aż Ethan jednym ruchem zrzucił go na ziemię a potem doczepił koniec łańcucha do jego obroży.
-piękna z ciebie suka, wiesz? - Ethan spoliczkował wściekłego Stylesa który ledwo co łapał oddech. Był mega zdenerwowany. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zabójczym tempie. Linia szczęki była solidnie zarysowana na twarzy a spięte mięśnie boleśnie ściskały się w za małych kajdankach. Jakież to... ''przykre''.
Megan pociągnęła mnie dalej. Logan zabrał Justina do drugiej piwnicy na końcu korytarza. Rzadko kiedy tam ktoś kiedyś lądował jednak skoro były dwie, Logan z tego skorzystał. Tak jak Ethan, doczepił miotającemu się chłopakowi łańcuch do szyi. Zauważyłam że ani Logan ani Ethan nie poluzowali uścisku w kajdankach.
Justin siedział naburmuszony, może zły na samego siebie, może przerażony. Nie wiem. Mimo to na pewno był zły. Siedział z zeciśniętą szczęką z wbitym gdzieś wzrokiem. Mimo jego niesamowitej powagi zauważyłam że uwierały go solidnie kajdanki. Cóż. Nic na to nie poradzę. A nawet jeśli bym mogła, to i tak bym nawet nie podeszła. Kto wie, co takiemu teraz siedzi w głowie?
Gapiłam się na spięte ciało Justina jeszcze chwilę. Taki bezbronny... no, w końcu mam to czego chciałam. Azatem wartało czekać, chociaż z pewnej perspektywy nie jestem do końca pewna czy aby na pewno się udało?
Justin i Harry znają ten dom jak własną kieszeń kiedy MY, tak na prawdę dopiero go odkrywamy. Te mury mają tajemnicę. O drugiej części domu wiem prawie nic, oprócz tego że jest tam MARBLE i resztki ciała Mavis. Nawet nie wiem co tak na prawdę kryje się za resztą tych wszystkich drzwi. Co jeśli w tym domu jest KTOŚ jeszcze, a my nawet o tym nie wiemy?
Oprócz głuchoty i dziwnego a zarazem paskudnie słodkiego zapachu to po drugiej stronie drzwi z napisem ''13'', z całą pewnością kryje się coś jeszcze. Druga część domu jest dla mnie zagadką którą chciałabym odkryć a mimo to nie mogę bo się boję. Cmentarz.
Mam też obawy dotyczące własnego bezpieczeństwa. Nie wiem czy Harry i Justin nie zdołają uciec z piwnic a potem po kolei nas pozabijać? Nie wiem kim na prawdę są ludzie którzy wydali ich w nasze ręce? Nie znam okolicy. Nie wiem nawet co jest za domem. Nie wiem gdzie powinniśmy w razie czego uciekać i u kogo szukać pomocy? Tak na prawdę to wiem jedynie tyle, że jestem Victoria i mam przyjaciółkę Megan. Nic więcej.
Patrząc na uziemionego, zakutego w ciasne kajdanki i uczepionego łańcuchem do ściany Justina, który siedział czerwony ze złości, zaczynałam mieć podejrzenie: czy my nie robimy głupoty? Czy to mądre że mamy zamiar dokonać zemsty na kimś, kogo imię i nazwisko widnieje na naszych nadgarstkach? Czy tu jest jakiś haczyk?
Nie wiem tego. Odpowiedzi jednak nie dostanę ani z ust Justina ani Harry'ego. Odpowiedź da mi jedynie czas. Cicha modlitwa nadziei do niepewności. Nie wiem ile minie czasu. Wydawałoby się, że wiem sporo. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że wiem niewiele. Zastanawiam się... czy ta cała bajka ma prawo mieć Happy End?
Rozmyślenia rozmyśleniami a czas płynie. Na tamtą chwilę byłam szczerze napalona na jakiekolwiek działanie bądź na jakikolwiek ruch ze strony Logana. W końcu jednak coś się ''ruszyło''. Tyle że nie w tym kierunku w którym oczekiwałam że ruszy. Logan zamknął nam drzwi przed nosem przekręcając klucz.
-Logan, otwórz. - zastukałam palcami w drzwi. W odpowiedzi uzyskałam jedynie odburknięcie.
-uhm, nie teraz. - nieco rozszerzyłam oczy. Usłyszałam też odgłos podnoszenia z ziemi zwiniętego kawałka łańcucha. Prawdopodobnie.
-Logan nie bądź chamski i otwórz drzwi.
-Vickie, idźcie stąd. To nie jest miejsce i czas dla was. Zajmijcie się na razie czymś innym.
-otwieraj! - uderzyłam pięścią w drzwi.
Drzwi otworzyły się z dość dużym rozmachem. Logana najwidoczniej znudziło moje marudzenie. Stał w drzwiach ze ściągniętą koszulką i kawałkiem nieco przyrdzewiałego łańcucha w dłoni. Wyglądał szczerze mówiąc seksownie. Za nim, na podłodze, dalej siedział Justin. Tym razem, jego wzrok był utkwiony na łańcuchu. No i prawidłowo.
-co chcesz? - jego ton głosu zniżył się co czyniło go jeszcze bardziej seksownym ale i aroganckim zarazem.
-widzieć to, co robisz. Chyba nie ma w tym nic złego?
-nie będziecie na to patrzeć bo to sprawa między mną a nim.
-czyżby? - uniosłam brwi - wedle mnie, mój udział w tej całej szopce jest znacznie większy niż twój, więc czemu nie mogę patrzeć?
-nieistotne. Po prostu nie powinnaś tego widzieć i tyle.
-Logan...
-Sorry ale NIE. - Zatrzasnął nam drzwi przed nosem. Znowu.
Poczułam się obrażona. Nie sądziłam że Logan odmówi mi w sprawie najmniejszego udziału w tym, co chce zrobić. Justin był bestią, która katowała w głównej mierze mnie a nie jego, więc nie rozumiem czemu on nagle przywłaszczył sobie do niego całe prawo?
Nie podobało mi się zachowanie Logana. Oczywiście nie z powodu tego że miał zamiar bić Justina, tylko dlatego że mnie olał.
Stałam pod drzwiami i jedynym sposobem na jakiekolwiek dowiedzenie się tego co tam się dzieje, było słuchanie. W głównej mierze, był to początkowo głos Logana który w arogancki sposób zadawał pytania. Wiedział że jest sam i że może sobie na to pozwolić. Justin nie odpowiedział ani na jedno pytanie.
Po chwili usłyszałam świst powietrza, a zaraz potem zduszony krzyk. Logan wymierzył pierwszy cios. Tak cholernie zależało mi, aby widzieć minę Justina. Chciałam zobaczyć ten ból na jego twarzy. Niestety okazało się to nie realne.
Megan zrezygnowana z dalszego stania pod drzwiami, pociągnęła mnie do przodu. Zdałam sobie sprawę z tego, że chce iść zobaczyć co wyczynia Ethan. Nie sądzę żeby robił cokolwiek innego niż Logan...
Przybliżając się coraz bardziej do drzwi, zaczynałam coraz głośniej słyszeć dźwięki dochodzące z tamtego pokoju. Zapewne, Ethan bawił się już ciałem związanego chłopaka. Bił go, słyszałam. Nie wiedziałam tylko gdzie i jak?
Doszłyśmy do drzwi. Te miały jedną zaletę. Tą zaletą był otwór zabity dwiema rurami. Coś jak drobne okienko. Megan wychyliłam się przystając nieco na palcach. Dołączyłam do niej chwilę potem.
Zobaczyłam dwie postacie. Wysokiego, silnego i górującego , młodego mężczyznę z twardym skórzanym paskiem w ręku, oraz jedynie na pozór silnego, skutego, wściekłego i bezbronnego chłopaka który klęczał przy ścianie. Ethan wymierzał ciosy pasem , chłostając nogi Stylesa. Harry nie mógł pozwolić na to, aby ktoś usłyszał, że go to boli. Upust w bólu dawał jedynie przerywanym oddechem i zduszonymi jękami. No cóż. My kiedyś znosiłyśmy dokładnie to samo. W dodatku on ma spodnie zakrywające uda. My miałyśmy spodenki...
Patrzyłam na szybkie ruchy Ethana i Harry'ego, który co parę sekund był chłostany. Dokładnie widziałam że przed każdym ciosem chciał się jakoś przygotować na ból.
Nie było mi go szkoda, widząc jakie znosił baty. W głębi serca chciałam aby Ethan przyspieszył i bił go mocnej. Styles zasłużył na ból. Zasłużył za to, co zrobił Megan. Za to jaki był.
Moje oczy były utkwione za zamkniętych oczach Stylesa i zaciśniętej szczęce kiedy Ethan niespodziewanie się odwrócił ocierając lekko spocone czoło.
-czego tutaj szukacie?
-patrzymy tylko.
-no więc Do Widzenia.
-że co? - tym razem, Megan, uniosła brwi. Jemu też coś odjebało?
-to co słyszałaś. To nie jest miejsce dla dziewczyn.
-a niby gdzie jest miejsce dla dziewczyn ?! - krzyknęła podpierając się o biodra.
-w kuchni - Harry nie tracąc arogancji rzucił tekst w stronę Megan.
-morda, suko! - Ethan cisnął paskiem w nogi Harry'ego dając mu do zrozumienia że ma się zamknąć. Styles jęknął z bólu -idźcie do salonu i poczekajcie tam na nas.
W jego oczach był gniew. Nie rozumiem dlaczego? Co zrobiłyśmy patrząc? Czemu jednocześnie Logan z Ethanem tak bardzo chcą mieć ich na własność?! To nie jest odpowiednie zachowanie na obecną chwilę.
-dobra, chodź. - Megan chwyciła mnie za łokieć ciągnąc w stronę salonu.
Kiedy usiadłyśmy na pierwszej lepszej kanapie, nie dając jej dojść do słowa, zapytałam:
-co się tu nagle stało? - spuściła wzrok patrząc na dłonie
-nie wiem ale nie podoba mi się to. Miało być po równo.
-wiem... - westchnęłam biorąc łyka stojącej niedaleko wody.
-co teraz masz zamiar zrobić?
-cóż... skoro Ethan z Loganem nie chcą nas dopuścić do tej całej SPRAWY... to może wartałoby w końcu iść i zobaczyć co jest za domem?
-c-co? - zakrztusiłam się
-no co? Nigdy tam nie byłyśmy.
-byłyśmy. Raz.
-oj tam, to był tylko raz i na dodatek nie widziałyśmy wszystkiego... chodź, warto zobaczyć jaką rupieciarnię urządzili w ogrodzie.
-jesteś pewna że chcesz tam iść?
-a dlaczego by nie?
-wiesz... jakoś nie jestem przekonana...
-w takim razie, olśnij mnie i powiedz, co masz zamiar robić przez cały dzień?
Zaczęłam w głowie kartkować listę rzeczy jakie mogłybyśmy zrobić.
-wiesz... skoro tak bardzo ci zależy żeby coś robić i sprawdzać, to czemu nie zajrzymy do tych drzwi przy suficie w drugiej części domu?
Jej oczy rozszerzyły się a tęczówki powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki.
-ty na serio chcesz tam iść? - zapytała patrząc z niedowierzaniem. Owszem, nie byłam przekonana, co do tego, czy nie robimy głupoty ale no cóż...
-no... wiesz... chyba lepiej wiedzieć co tam jest, niż żyć w nieświadomości, prawda?
Z głębi korytarza usłyszałyśmy bolesny krzyk Harry'ego. Najwidoczniej już nie dał rady powstrzymywać się od ukrywania emocji. Po chwili usłyszałam jego kolejny krzyk. Nie słyszałam jeszcze jak dotąd Justina. Może dlatego że on był o wiele dalej od nas i drzwi u niego były szczelnie zamknięte?
-wiesz... zamiast słuchania krzyku, to może jednak sprawdzimy co jest w tych drzwiach? - Megan niepewnie zaproponowała unosząc jeden kącik ust w górę.
-coś tak czułam że to powiesz...
*******************************************************
Witajcie! <3 przepraszam was że rozdział nie ukazał się w poniedziałek tylko dzisiaj ale szalała u mnie za oknem burza i bałam się korzystać z internetu. Mam nadzieję że mi wybaczycie ;*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
