-co ty dziewczyno teraz odpierdalasz?
-to samo pytanie mogłabym zadać tobie - Megan odburknęła zakładając ramiona
-co ci nie pasuje?
-zrobiłeś z siebie jakiegoś wielkiego władcę i wydaje ci się że wszystko ci wolno w momencie kiedy tak na prawdę gówno ci wolno.
-o ile dobrze pamiętam, sama chciałaś żebym go tak traktował więc o co spinasz dupę?
-o to, że tym co mu robisz, zabijesz w go w mniej niż tydzień. A o ile dobrze pamiętam całość miała wedle ciebie trwać 4 tygodnie. Więc co ty kurwa odpierdalasz?
-robię to, co chciałem zrobić przez ostatnie 4 tygodnie.
Odepchnęło mnie gwałtownie w tył kiedy zobaczyłam, że Ethan chwyta mocno Megan za włosy a potem rzuca nią o ścianę wyginając ręce do tyłu i zakładając jej kajdanki!
-Ethan, co ty robisz, puść mnie! - pisnęła rzucając się ale on docisnął ją kolanem do ściany
-zamknij mordę, teraz jesteś moja! - powalił ją na podłogę związując kostki.
-Ethan, zostaw ją! - wrzasnęłam, kiedy zobaczyłam że okręca jej łańcuch wokół szyi
-spokojnie, Vickie, ty będziesz następna!
-spieprzaj stąd! - wrzasnęła Megan kierując mnie wzrokiem do wyjścia. Nogi poderwały mi się do biegu.
Biegłam ile sił przez cały korytarz, niemal krztusząc się powietrzem. Dobiegłam już prawie do drzwi kiedy poczułam ból. Ktoś trzymał moje włosy i szarpał mnie do tyłu. Usiłowałam się wyrwać ale przyłożył mi nóż do gardła... Kurwa!
-Megan! - wrzasnęłam czując ostrze przy skórze
-zamknij się i bądź grzeczna, to może będzie mniej bolało - usłyszałam za plecami głos Logana.
Nie mogłam pozwolić na to żeby mnie związał i wsadził do piwnicy! Rozmachem odrzuciłam jego dłoń dociskającą mi nóż do gardła, odwróciłam się piorunując trzy razy krocze Logana, po czym wybiegłam z domu, uciekając po prostu przed siebie. Nie wiedziałam dokąd biegnę. Moje gardło było jak ogień a do oczu wrywały się łzy. Przewróciłam się ale wiedziałam że może mnie gonić więc wstałam i biegłam dalej. Nie wiedziałam gdzie. Wiedziałam jedynie że muszę uciec. A potem wrócić i naprawić to do czego pozwoliłam żeby doszło.
MEGAN'S POV
Ethan ściskał moją szyję łańcuchem szarpiąc za włosy i dociskając mnie do ściany. Czułam w sobie piekielną złość za to że mu uwierzyłam! Że traktowałam jak przyjaciela! Miałam jedynie nadzieję że Vickie się udało...
-Ethan, przestań, to boli! - pisnęłam czując że się duszę
-i uwierz że ma boleć! - jeszcze mocniej docisnął łańcuch po czym zaczął mówić słowa który uderzyły we mnie jak piorun -odkąd cię zobaczyłem, wiedziałem że chcę cię solidnie zerżnąć. Pieprzyć te malinowe usta i zmasakrować ten drobny tyłek. Wiedziałem, że chcę cię mieć całą dla siebie. Nawet udawałem swoje własne myśli. Zmuszałem się do innego myślenia żebyś jeszcze bardziej mi zaufała. I się udało. Ale jak widać nie zdążyłem być pierwszym który rozerwie cię od środka na kawałki. Ktoś mnie wyprzedził. I ten ktoś właśnie teraz za to zapłaci.
Wstał ode mnie i podniósł łańcuch. Spojrzałam ukradkiem na Stylesa. Jego oczy były utkwione na mnie a brwi niewinnie uniesione w górę. Warga opuszczona nieco w dół i nie mógł zrozumieć co Ethan właściwie przed chwilą zrobił?
Ethan trzymając sztywno łańcuch między dłońmi odwrócił się do Harry'ego zadając mu pytanie na które on nie był gotowy, a tym bardziej ja...
-co wolisz? - Harry podniósł wzrok na Ethana - patrzeć jak mój kutas rozrywa ją od środka czy jak chłostam ten zgrabny tyłek?
Harry potrząsnął głową nie wiedząc co zrobić. Byłam w szoku że mój... kurwa, to nie jest przyjaciel. Że Ethan zaproponował takie dwie rzeczy... wolałam tą drugą.
-ani jedno ani drugie.
-sugerujesz że sam mam wybrać? Uwierz, jeśli to do mnie będzie należał wybór, uwierz że wezmę to pierwsze. Na razie daję wolną rękę tobie.
Spojrzał na mnie. Poczułam łzy w oczach. A chwilę później na policzkach. Byłam piekielnie zła, wściekła i gdybym mogła zapewne w tedy posunęłabym się do zrobienia czegoś, od czego zawsze wystrzegali mnie rodzice. Zabiłabym go. Ale nie mogłam tego zrobić. Mogłam jedynie siedzieć, związana, jak pies, albo i nie, sorry, jak suka. Bez władzy, podwładna tej mordzie o imieniu Ethan, nie miałam ani odrobiny kontroli. Zupełnie nad niczym. NICZYM.
Ethan zaczynał się niecierpliwić, dlatego, zaczął drażnić Harry'ego swoimi kąśliwymi tekstami odnośnymi przeszłości.
-zupełnie nie rozumiem czemu się wahasz? Powinieneś wybrać od razu. A nie kurwa czekać.
-co mi sugerujesz? - Styles spuścił głowę zduszając słowa
-jeszcze dwa dni temu bez skrupułów byłeś w stanie ją zgwałcić, a jeszcze wcześniej, biłeś, katowałeś i jakoś było ci to obojętne, więc co ty kurwa teraz odpierdalasz? Tak ciężko wybrać?
Jego słowa odbijały się we mnie jak stłuczone szkło wrzucone na miękką nawierzchnię. Czułam wewnętrzne rozerwanie. Jak mógł mi to robić? Mnie? Kurwa MNIE ?!
-wybierzesz coś w końcu czy mam wybrać za ciebie?
Harry, wciąż się nie odzywał. Nie patrzyłam już w jego stronę. Nie mogłam nic zrobić na chwilę obecną więc zostało mi jedynie czekać...
-jesteś wkurwiający. - podszedł do mnie, chwytając w garść za włosy i podnosząc mnie z ziemi na kilka centymetrów - a może wolisz patrzeć jak ją gwałcę i rozcinam gardło jednocześnie?
Moje oczy rozbłysnęły łzami.
VICKIE'S POV
Nie miałam bladego pojęcia gdzie jestem. Nigdy nie wychodziłam z tego domu i nie znam okolicy. Nie znam niczego... nawet nie wiem co mam ze sobą zrobić...
Włóczyłam się bezczynnie i bez sensu jakąś godzinę. Targały mną myśli. Chciałam wrócić ale się bałam, wiedziałam że muszę wyciągnąć stamtąd Megan ale do jasnej cholery nie wiedziałam jak, musiałam coś zrobić z Ethanem i Loganem, ale również nie wiedziałam co?
Widziałam w głowie różne rzeczy. Co gorsza, wiedziałam że Ethan nie będzie czekał i w każdej chwili może jej coś zrobić. Byłam w tak zwanej dupie. Ni w prawo ni w lewo. Dołek. Totalna masakra...
Oprócz tego rzucały mną wyrzuty sumienia i niesamowita złość. To ja powinnam była kontrolować co się działo z Justinem a nie Logan. A tymczasem, pozwoliłam mu robić co mu się chciało. Właśnie otrzymałam to, na co sobie zapracowałam. Japierdole...
Poza tym, źle mi było z pewnym faktem. Nie byłam w 100% pewna, czy zachowanie Justina i Harry'ego w stosunku do nas, było celowe czy też sterowane przez siłę wyższą. Nie chodzi mi tu teraz o Boga czy siły natury, ale chociażby o tego gościa który ''niby'' ''pozbawił'' ich ''władzy''. On wydaje, wydawał i będzie mi się wydawać podejrzany niezależnie od tego co będzie robić. ten koleś jest straszny.
Zastanawiało mnie, czy on nie ma jakiegoś wpływu na to wszystko? Miałam odczucia że miał na to wpływ. I to chyba nie mały. Bo jak pamiętam, było mi dziwne, że w domu Justin mnie niemal zabijał a przy nich podkulał ogon i cisza absolutna... To nie jedyna rzecz która mnie dziwiła ale jedna z ważniejszych. Co jeszcze?
MARBLE i spółka. Mówiąc spółka mam na myśli Mavis i tą babeczkę w drzwiach która nas nawiedziła ostatnimi czasy oraz resztę niezbadanych przez nas pokoi. Chuj wie co tam było, ale w każdym razie bądź, coś musiało być. Poza tym nie budowano by tej drugiej części domu bez powodu. Co więcej mam wrażenie że zarówno jedna jak i druga część domu, nie miały prawa powstać w jednym czasie. Konstrukcja, wygląd i rozmiary, niesamowicie się od siebie różnią.
Ale pomijając to, jest jeszcze kilka spraw. Co do chuja robi willa w środku lasu? Tak, ta willa w której ''mieszkaliśmy''. Skąd się brało jedzenie w lodówce, ten idealnie skoszony trawnik, czyste podwórko a co lepsze, czemu nigdzie nie ma śladu drogi, albo chociaż opon? Nie mam pojęcia co z tym wszystkim robić...
Jest jeszcze sporo rzeczy które śmiecą mi w głowie ale staram się je jakoś ignorować żeby nie oszaleć do końca. Muszę coś wymyśleć. Nie wiem od czego POWINNAM zacząć ale chyba zacznę od poczekania do nocy. W nocy mimo że jest w chuj strasznie, mam większe szanse na wślizgnięcie się w dane miejsce i mam zmniejszone ryzyko że ktoś mnie zobaczy.
Szłam jeszcze sporą chwilę kiedy do moich uszu dobiegł niby znajomy odgłos. Trochę mną wzdrygnęło ale powoli i najciszej jak potrafiłam, chowając się za kolejnymi drzewami, zaczęłam się zbliżać do źródła dźwięku. Musiałam być nieziemsko cicho. Podeszłam na jakieś 40 metrów. W oddaleniu zobaczyłam samochód i tego przeklętego gościa co tak rządził chłopakami. Nie było mi dziwne że widzę ich zupełnie bez powodu w środku lasu, ale było mi dziwne to co mówili.
-to kiedy zabieramy się za demaskę ? - nie wiedziałam o co chodzi z tą ''demaską''
-dzisiaj. Za jakieś 3 godziny będziemy się zbierać. Trzeba będzie podjechać i załatwić sprawę w miarę szybko i w miarę cicho.
-co chcesz zrobić?
-panienki sobie zostawimy a tych dwóch co im się wydaje że teraz rządzą odeślemy do Miquela. - rzucił .... uhm, chyba było mu Mike... no ten szef cały.
-a co z Stylesem i Bieberem? Chyba nie damy im nowych niewolników?
-to byłoby bez sensu. Zabierzemy ich ze sobą.
-co? Po jaką cholerę?
-bo tak mi się podoba.
-ale co z nimi zrobisz?
-jeszcze nie wiem, ale trzeba będzie ich uciszyć raz na zawsze.
-mamy ich pozabijać?
-to jakiś problem?
-nie, w sumie to nawet spoko, tylko jak i gdzie?
-może krótko w serce? - zaproponował jeden z ludzi
-nie, to byłoby zbyt proste. Zabili Clarise podcinając jej gardło siekierą i na wpół żywej złamali kręgosłup, więc proponuję zrobić z nimi dokładnie to samo.
-ja tam bym jeszcze coś do tego dołożył.
-na przykład?
-nie wiem, może ręce bym im ponadcinał, ale powydubywał po jednym oku, połamał palce, czy coś takiego a dopiero potem bym z nimi kończył. Trzeba ich trochę dobić !
-w sumie racja. A poza tym oni muszą w końcu zdechnąć. Za długo już przekładamy im termin.
-no, prawda.
-już ósmy raz obiecywali że zapłacą dobrowolnie całą sumę i że tak jak zawsze zabiją tych niewolników.
-a tymczasem znowu się wymignęli. Dlatego nie będę już im przedłużał i czekał aż sami pozabijają tych niewolników, bo zawsze było tak że dawaliśmy im nowych niewolników, część z nich zabili a część im jakimś cudem uciekła i musieliśmy ich sami dobijać.
-dlatego teraz nie będzie kłopotu bo nie będzie już nikogo kto będzie miał tymi niewolnikami rządzić.
-ok, wiem co z Stylesem i Bieberem, ale co Miquel miałby niby zrobić z tamtymi dwoma?
-nie wiem. Co on z nimi zrobi to już jego sprawa.
-niech wrzuci ich do maszynki do mielenia mięsa!
-Aaron...
-sorry, mam za duży zapał.
-a te dwie lalunie?
-nie będzie z nimi problemu. Żadna nie jest dziewicą więc o gwałt się czepiać nie można.
-mhm, już rozumiem w jakich celach chcesz je tu zgarnąć.
-no a niby w jakich innych?
-dobra, bierzemy się za robotę. Trzeba zgarnąć cały sprzęt i zdążyć przed zachodem słońca.
Serce zaczęło mi nakurwiać jak szalone. Oddaliłam się i zaczęłam biec. Biegłam ile sił w nogach, niemal wypluwając sobie płuca. Miałam palące łzy w oczach i ból w krtani ale biegłam dalej. Nie mogłam pozwolić na to żeby zrobili z nami to, co mówili. Nie zniosłabym tego. Poza tym... już chuj z Ethanem i Loganem! Nie dałabym rady patrzeć na to co robili by z Justinem i z Harrym. Nie zniosłabym tego. Nie mogłam słyszeć ich krzyku, słyszeć tego bólu w głosie i żyć ze świadomością że coś takiego się dzieje. I nie dlatego że spodobali mi się, tylko że znam część prawdy.
Może chcieli nas pozabijać tylko dlatego, żebyśmy nie musieli być katowani przez tamtych? Może w cale nie są tacy za jakich ich miałyśmy? Byłam rozgoryczona i zdesperowana żeby działać ale nie wiedziałam co mam robić? Nie miałam pojęcia... To znaczy... Miałam pomysł który pewnie by nie wypalił no ale... miałam zamiar podkraść się do domu, prześlizgnąć do garażu, otworzyć drzwi, odpalić samochód. Ta część była najprostrza z całego planu. Potem musiałam jeszcze znaleźć Megan i jakimś cudem sprawić żeby ją stamtąd wyciągnąć, a potem... no. Nad ostatnią częścią się wahałam. Uhh... chyba postaram się jeszcze coś zrobić z Justinem i Harrym. Nie mogę ich zostawić, zwłaszcza teraz, kiedy część rzeczy mi się wyjaśniła.
Biegłam w zasadzie przed siebie. Nie wiem nawet jak długo. Na pewno trwało to jakąś chwilę. Z całą pewnością nie 15 minut. To trwało. Długo. Chyba nawet zaczęło się powoli ściemniać. Chyba nawet ''udało'' mi się zabłądzić. Wybiegłam z lasu. Byłam dokładnie w miejscu w którym do niego wbiegłam. Stałam naprzeciwko willi chłopaków. Przerażało mnie to co będę musiała zrobić ale czułam że nie będę mieć innego wyboru.
Patrzyłam na budynek czując ciary na karku. I to dosłownie. Postawiłam krok do przodu. Niepewnie. Nie wiedziałam co robię. Nie byłam pewna czy ktoś mnie widzi. Czułam na sobie spojrzenie. Nie wiedziałam jedynie skąd.
Szłam do przodu kiedy poczułam niesamowicie silne szarpnięcie w tył. Zaczęłam się rzucać i kiedy się odwróciłam, zobaczyłam twarz jednego z nich. Twarz człowieka Mike'a. Był straszny. Trzymał mnie mocno za ramiona i zaczął ciągnąć w stronę samochodu. Rzucił mnie na maskę związując ręce za plecami i kostki. Czułam się tak samo, jak wtedy kiedy mnie łapali prosto z ulicy.
Widziałam że poszli do domu. Wyważyli drzwi. Niemal wrzucił mnie na tyły jakiegoś samochodu. Usłyszałam krzyk Megan. Może nic jej Ethan nie zdążył zrobić? Boże święty, ja zwariuję... Pojawiła się razem z jakimś mężczyzną w drzwiach. Chwilę potem, rzucono ją niemalże na mnie.
-Vick! - odskoczyła w moją stronę całując mnie w policzek - japierdole, myślałam że cię dorwał Logan!
-no bo dorwał, ale mu spieprzyłam.
-chyba że tak.
Usłyszałam kolejny krzyk. Harry'ego. Nie był zwyczajny. Harry był... Był taki... przerażony.
-Megan, ponad wszystko nie ufaj Ethanowi i Loganowi, musisz zaufać Harry'emu. - odwróciłam szybko w jej stronę twarz.
-co ty pierdolisz?
-Megan, wszystko już wiem. Oni nas bili tylko po to żebyśmy szybciej umarli. Ale nie w złym znaczeniu. Oni chyba kiedyś wypuszczali niewolników.
-Vickie, co ty pieprzysz ... ? - dziewczyna patrzyła na mnie z niedowierzaniem
-posłuchaj, jeśli oni by cię wypuścili a ci ludzie znaleźli to byś umierała śmiercią zapewne jeszcze gorszą. Oni... chyba chcieli nam skrócić cierpienia...
-skąd to wiesz?
-znalazłam ich dzisiaj w lesie i podsłuchałam ich rozmowę.
-wiesz coś jeszcze?
-uh... chyba to co mają zamiar z nami zrobić...
-czyli?
-Ethana z Loganem odeślą do jakiegoś Miquela, nas dwie zapewne zgwałcą, ale tak czy siak, najgorzej dostaną Harry i Justin.
-czemu? - rozszerzyła oczy
-chcą im połamać palce, wydłubać oczy, pobić, ponadcinać ręce, ogólnie zmasakrować a potem podciąć gardło siekierą i złamać na żywca kręgosłup!
Jej warga zaczęła się trząść widziałam strach w jej oczach i coś, co zawsze w nich widziałam kiedy się martwiła.
-Meg, nie mów nic nikomu.
-d-dobrze...
Spojrzałam w stronę drzwi, wyprowadzili rzucającego się Logana z Ethanem. Zauważyłam że nawet nie prowadzili ich w stronę naszego samochodu. Popatrzyłam na Logana. Z pewnej perspektywy nie było mi go ani trochę szkoda. Wpakowali ich do jakiegoś innego, który niemal zaraz odjechał. Zostali Harry i Justin.
Wyprowadzili ich. Byli ranni i pobici. Co gorsza? Przerażeni. W ich oczach tkwiły łzy. Wiedzieli że to koniec dla nich. To było widać z każdej strony. Wrzucono ich ciała obok naszych do samochodu, po czym drzwi się domknęły.
MEGAN'S POV
Naprzeciwko mnie, ciasno posadzono przerażonego, młodego człowieka, który zapewne wiedział że umrze. Nie wiedział jak. Był na tamtą chwilę kimś, kogo ja widziałam w sobie przez cały czas pobytu tutaj. Był małą, pokorną, wystraszoną istotą skłonną robić wszystko co się jej karze. Jeśli to co Vickie słyszała jest prawdą, to może się okazać że on w cale nie jest taki jak myślałam...
Samochód ruszył, nie wiedziałam dokąd. Czułam że jeśli razem czegoś nie wymyślimy, to istotnie będzie tak jak powiedziała Victoria.
*****************************************************************************
Witam was po prawie 3 miesięcznej przerwie jaką były wakacje, koniec i początek szkoły !!! <3
Przychodzę do was ze świeżą porcją nowych postów i tak jak było to dawniej, posty będą dodawane regularnie co poniedziałek, z wyjątkiem jutra (22.09.2014) ponieważ post pojawił się dzisiaj. Mam nadzieję że znajdzie się ktoś kto będzie chciał jeszcze czytać ;*** xxx