VICTORIA'S POV
Justin zaprowadził mnie w niezbadaną część tegoż właśnie domu. Nie byłam tu wcześniej, chociażby ze względu na to, że nie pozwalali nam na to. Jednak teraz tu jestem. I szczerze, mam dziwne przeczucia związane właśnie z tym miejscem. Jakoś, zawsze mnie tu ciągnęło. Chciałam wiedzieć co tu jest. A teraz, kiedy wiem, że oprócz korytarza z cichą pustką ukrytą za drzwiami nie ma tu nic, wolałabym tu nie być. Tak jakoś... Dziwne przeczucie mnie opanowywuje. Nie żebym się bała chodzenia między pokojami, czy tam coś, ale czuję się dziwnie bo tu jest zbyt cicho. No i jest ze mną Justin rzecz jasna. To akurat przeraża mnie najbardziej...
Szłam dość sztywno. Było słychać stukot naszych butów jak i mój zdenerwowany oddech. Cisza była częścią układanki, która nie pasowała do tego domu. Tu, było cicho. W przeciwieństwie do tamtej części domu, którą znałam na pamięć. Tutaj, było słychać nawet wiatr który ukradkiem wleciał prze dach na strych. Nie lubię takiej ciszy. Ja w ogóle nie lubię ciszy... kiedyś ją kochałam, teraz się jej boję.
Justin chwycił za moje ramię obracając moim ciałem o 90 stopni. Skierował moją twarz jak i całe ciało w stronę schodów. To nie były zwykłe schody. Prowadziły w dół, nie w górę. Podobnie jak zejście do garażu. Tylko że tutaj na końcu były dość... dziwne drzwi. Mówię poważnie. One były na serio dziwne. Justin nakazał mi zejść w dół. Cóż, musiałam posłuchać.
Ostrożnie zeszłam po schodach na dół. Zatrzymałam się jakieś pół metra od nich i od razu narzuciły mi się na myśl dwie rzeczy. Pierwszą z nich był niesamowity kurz i napis. Drzwi były niesamowicie zaniedbane. Co lepsze, były stare i drewniane. Metalowe wzorki utworzone na wzór liter, utworzyły tam napis : MARBLE. Sama ta nazwa nie mówiła mi absolutnie nic. Nie mogłam też na jej podstawie, domyśleć się co może być za drzwiami.
Napis, nie pomógł mi w domyśleniu się, co jest po drugiej stronie, ale zapach który poczułam powiedział mi dość sporo. Zapach był drugą sprawą jaka narzuciła mi się na myśl. Był do prawdy paskudny. Ochydnie słodki i drażniący. Nigdy nie wąchałam niczego bardzie odrażającego. Jednak będąc przy Justinie nie mogłam wybrzydzać.
Z jednej strony kusiło mnie żeby wiedzieć co tam jest i wiedzieć po co Justin mnie tu przyprowadził, ale z drugiej strony wolałam stąd odejść. Wygląd drzwi był nawet kuszący. Sprawiał że chciałam je bliżej zbadać i odkryć ich tajemnicę. Ale zapach który bił od nich, odrzucał mnie i z lekka robiło mi się niedobrze. A może i nawet bardzo niedobrze...
-co tam jest? - odważyłam się zapytać chłopaka który stał za mną. Kiedy się odwróciłam zauważyłam że dalej ma krew na czole. Jeszcze jej nie zmył.
-chcesz wiedzieć? - miałam ochotę powiedzieć : TAK i NIE. Tak, bo byłam ciekawa, Nie, bo odrzucał mnie zapach. - choć w sumie, niepotrzebnie się pytam, i tak byś tam weszła.
-że, co proszę? - moja lewa brew powędrowała ku górze w lekkim zdziwieniu. Jego bezczelny uśmiech wlał się na twarz. Skinieniem ręki wskazał mi na klamkę.
-otwórz, i wejdź do środka.
Nie wiedziałam czy robię dobrze. Postanowiłam że skoro i tak musiałabym tam wejść, to chociaż trochę ułatwię sobie sprawę. Położyłam lewą dłoń na skroni zasłaniając sobie oczy a drugą nacisnęłam na klamkę i pociągnęłam ku sobie. Drzwi ze zgrzytem otwarły się. Postawiłam krok do przodu ciągle zasłaniając sobie oczy. Kiedy natężenie ciśnienia w pokoju zmalało, w mój nos uderzyła ochydna fala tego paskudnego zapachu.
Nie mogąc dłużej wytrzymać zdjęłam dłoń z oczu zasłaniając sobie nią nos. Przytrzymałam na chwilę palce na nosie, kiedy nagle Justin obrócił moim ciałem. Ręce opadły wzdłuż mojego ciała, a już chwilę potem zasłoniłam usta i zrobiłam krok w tył. Na przeciwko mnie, na zakurzonej, brudnej, niewyremontowanej podłodze widniała wielka czerwona plama. Stało tam też łóżko. Białe, jak w szpitalach z koszmaru. Również brudne. W miejscu gdzie powinna znajdować się klatka piersiowa i głowa pacjenta leżącego na takim właśnie łóżku, prześcieradło tamtegoż łóżka było zakrwawione. Obok łóżka, stał drewniany pień. W jego górną nawierzchnię była wbita siekiera. W z brzegów pieńka strumieniami spływały czerwone krople. Przerażenie mnie sparaliżowało kiedy błądziłam wzrokiem po czerwonym brudzie. Plamy krwi były wszędzie. Ściany... wyglądały tak, jakby czyjeś zakrwawione ręce w nie uderzały. Tak jakby ktoś próbował uciekać. Wszędzie walały się szczątki ubrań w kącie pokoju leżała bielizna. Męska, damska... zaczęłam się cofać w przerażeniu kiedy zatrzymało mnie ciało Justina. Idiotycznie się uśmiechał widząc mój wyraz twarzy. Chwycił za moje ramiona odwracając moją twarz w inną stronę. Zobaczyłam róg ściany. Coś za nią było. A na podłodze był ślad. Ślady na podłodze ciągnęły się od łóżka i pnia. Tak jakby ktoś ciągnął kogoś po podłodze za róg tamtej ściany. Wszechobecna krew sprawiła że poczułam się jak w horrorze.Wróciłam wzrokiem w stronę łóżka. Dopiero teraz zauważyłam że do ramy były przypięte łańcuchy i 2 pary kajdanek. To mnie przerażało...
Justin pchnął mnie w tamtą stronę. Bałam się jak cholera. Zaczynały drżeć mi dłonie i warga. Powoli zaczynałam stawiać kroki. Nie spieszyło mi się. Cóż, mnie nie, ale Justinowi najwidoczniej : TAK. Chwycił za moje ramiona i siłą pokierował moim ciałem w stronę rogu.
Zaczęłam krzyczeć, piszczeć i drżeć. Chciałam stamtąd uciec, zaszyć się w pokoju, daleko od tamtego miejsca. Justin postawił mnie siłą przed rozkładającymi się ludzkimi zwłokami. Każde, krwawe, byli trupami. Martwi, cali we krwi, rozkładające się szczątki zamordowanych ludzi. Odór, ten pierdolony zapach. To on mnie tak drażnił. Justin zmusił mnie bym patrzyła na tych ludzi. Jedni byli nie do końca oskubanymi przez szczury kośćmi, inny świeżo rozpadającymi się zwłokami. Zaczęłam płakać. Tak cholernie się bałam. Ja się boję takich rzeczy. Krew była wszechobecna. Tych ciał było na prawdę sporo. Nie wiem ile. Dużo.
Płakałam, prosiłam żeby pozwolił mi wyjść. On tylko bezczelnie się śmiał. Na nim nie robiło to żadnego wrażenia. To on! On i Styles! To oni zabili tych ludzi! Chryste, proszę, dość...
-skończysz identycznie, jeśli nie będziesz mi posłuszna. Rozumiesz? - Justin wysyczał ściskając za moje dygoczące ramiona.
-błagam, Justin, wypuść mnie stąd! - krzyczałam nie mogąc opanować strumienia łez.
-rozumiesz co do ciebie powiedziałem ?! - krzyknął mi prosto w twarz.
-tak, tak, rozumiem... proszę, chcę wyjść...
Szarpnął mnie do wyjścia. W myślach panował chaos. Bałam się. Wiedziałam że tej nocy nie zasnę.
Wyprowadził mnie za drzwi. I szyderczo oznajmił prowadząc za bluzkę do wyjścia.
-nie martw się, Harry da Megan tą samą lekcję jaką ja właśnie dałem tobie. Nie będziesz sama.
Jeny. alez ty brutalna :P. az mnie ciarki przeszly w niektorych momentach. ale rozdzial cudowny jak kazdy ;)
OdpowiedzUsuńWcale nie straszne niewiem czemu fifi się przerazila :D hahah dawaj więcej takich rozdziałów i jeszcze bardziej brutalnych i proszę o nexta <3<3<3<3
OdpowiedzUsuńAgatka, zapomniałaś się podpisać. ;)
UsuńTak to bywa jak się pisze koło mnie. ;)
No i oczywiście podłączam się do twoich słów "dawaj więcej takich rozdziałów i jeszcze bardziej brutalnych".
No i czekam na nexta, który mam nadzieję, że się wkrótce pojawi. Kocham tego bloga bardzo bardzo :* <3 <3 <3