wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 6.

Kiedy Justin domknął drzwi od piwnicy poczułam, że mimo iż mam drogę ucieczki, jestem ograniczona. Czułam jego wyższość nade mną chociaż sama równie dobrze mogłam nad nim górować. Ale tak nie było. Nawet nie mam pojęcia dlaczego? Czułam na sobie chłód jego wzroku, słyszałam jego wewnętrzny krzyk i mimo iż nawet mnie nie dotknął czułam nadchodzącą falę bólu która kumulowała się we mnie. To wszystko mną szarpało. Ja się po prostu go bałam. On był inny. Podły i zimny. Styles był chorą bestią która potrzebowała leczenia lub śmierci. Bieber, był bezlitosny, zimny, podły i arogancki. Justin chce, Justin ma.

Kazał mi iść wolnym krokiem do przodu. Nie czułam się dobrze. Nie wiedziałam czego mogę się po nim spodziewać. Napadu złości? Może tego że znowu będzie mnie bić? A może po prostu będzie mnie torturować. Czułam zimny pot. Jego krok nie dorównywał mojemu. Był szybszy. O wiele.

Nagle poczułam jak jego wielka dłoń, ściska moje ramię odwracając mnie. Podniósł ramiona i pchnął mnie w stronę ściany. Odległość między mną a nim zaczynała być niebezpieczna. Dzieliło nas niewiele. Patrzył mi się w oczy a ja czułam drży mi warga i pod oczami robią się rumieńce. Nienawidzę rumieńca. Robię się czerwona jak burak w momencie kiedy nie jest mi to ani na chwilę potrzebne.

-po jaką cholerę chcieliście uciekać, co? - jego głos zadźwięczał mi w uszach i odbijał się echem jeszcze kilka razy zanim zdołałam coś z siebie wydusić.
-nie-nie wiem... ja... chciałam tylko wrócić do domu... - poczułam gorącą łzę na twarzy. Zamknęłam powieki nie chcąc patrzyć na jego bezczelny wyraz twarzy.
-już tam nie wrócisz. Jesteś moja. Tylko moja. A ja nie pozwolę ci odejść.
-Justin, proszę, chcę wrócić do domu...
-nigdy. - Justin splunął na podłogę a potem pociągnął mnie za ramię w stronę wyjścia. Tak cholernie chciałabym wrócić do domu...

MEGAN'S POV

Bolała mnie skaleczona skóra na nogach. Ten ból był jak igły, które ktoś we mnie wbijał. Nie odstępował mnie. Tak bardzo bym chciała, żeby właśnie w tym momencie role się zamieniły. To ja chciałabym być bezlitosnym katem. Chciałabym stać z paskiem w dłoni i patrzeć jak Styles kuli się przede mną, płacze i błaga o litość. Tak kurewsko bym tego chciała. Widzieć łzy i ból w jego oczach. Chcę żeby poczuł smak bycia tym, kim ja jestem obecnie. On na to zasługuje. Ja nie.

Siedziałam, marznąc i pocierając dłonią obolałą skórę. Usłyszałam kroki na korytarzu. Miałam szczerą nadzieję że to Victoria. Niestety...

-dasz radę wstać i wyjść? - głos Harry'ego zabrzmiał jak dźwięcząca pozytywka. Niby ładny daje dźwięk, ale tak na prawdę nie jest nic warta.
-wstać i wyjść? Kpisz ze mnie? - zaśmiałam się gardłowo - najpierw mnie katujesz, wyzywasz, potem przysyłasz tu niewinną Vickie tylko po to żeby po chwili oddać ją w ręce Justina, a teraz przychodzisz do mnie i idiotycznie pytasz czy dam rady wstać? Czy ty jesteś kurwa normalny? - jego brwi zmarszczyły się, widziałam że moje ostatnie pytanie nie podpadło mu do gustu.
-nie igraj ze mną, bo źle się to dla ciebie skończy.
-doprawdy? A co według ciebie znaczy ''źle skończy'' ? Mam rozumieć że znowu mnie tu zamkniesz, będziesz bił, wyzywał, głodził a potem każesz mi po prostu wstać i wyjść? Wiesz, ból, nie jest dla mnie niczym szczególnym. Zwłaszcza przy tobie.

Jego oczy pociemniały. Wszedł zamykając za sobą drzwi. Nie odezwałam się ani słowem. Mam dość jego ciągłego udawania bycia kimś lepszym. Ciągłego robienia mi na złość.

Podszedł i powoli zniżył się do poziomu mojej twarzy. Nie chciałam na niego patrzeć. Miał piękną twarz, ale pokrytą gównem, jakim był jego pierdolony charakter. Nienawidziłam go całym sercem.
-jesteś chodzącą paskudą. Nigdy nie widziałem brzydszego wrzoda na dupie od ciebie. Jesteś szmatą do podłogi a twoje miejsce jest na kolanach z głową między moimi nogami. Zupełnie nie rozumiem dlaczego ty jeszcze żyjesz?

Poczułam wewnętrzną urazę. To co o mnie mówił tak potwornie bolało. Chciałam być twarda. Chociaż przez chwilę. Ale nie umiałam. Zaczęłam płakać. Odwróciłam się od niego w bok i miałam go gdzieś. Nigdy nikt mnie tak nie poniżał. Nie wiedziałam, czy robił mi na złość czy mówił to co o mnie myślał, ale i tak sprawiał mi ból.

-jak widać nie jesteś tak silna jaką zgrywasz - jego słowa wyrywały z mojej psychiki ogromne płaty i rozdzierały je między siebie.
-czy swoją mamę też tak traktowałeś jak mnie teraz? - chciałam mu się odegrać, nie wiedziałam jeszcze jak, ale chciałam mu dopiąć - czy swoją żonę i dziecko też będziesz bił, przezywał, kaleczył i nazywał szmatą do podłogi? A może po prostu nie będziesz miał żony i dziecka? - patrzyłam na jego twarz która momentalnie przybrała innej postaci. Oczy nagle pojaśniały i opadły mu kąciki ust. - czy ty biłeś swoją mamę? Poniżałeś, katowałeś? Czy ty w ogóle masz szacunek do kobiet?

Patrzyłam na Harry'ego który był zaskoczony moimi słowami. Otworzył usta i nie wiedział co ma mi powiedzieć. Zgasiłam go. Nie mogłam pozwolić, aby w dalszym ciągu miał mnie za służącą.

-nigdy, nie uderzyłem swojej mamy. Była wspaniałą kobietą. Nigdy nie chciałem jej krzywdy i nigdy jej tej krzywdy nie wyrządziłem. - patrzył mi w oczy, tak jakby usiłował mi coś wytłumaczyć.
-więc dlaczego robisz to mnie?

3 komentarze:

  1. Fajny rozdział. i to jak megan go zgasiła... genialne. czekam na nexta. ciekawa jestem co harry jej odpowie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedy następny ? <3 kocham !! *-* daj dziś błagam

    OdpowiedzUsuń
  3. Daj następny nawet dziś!!!! Proszę bardzo!!! On bardzo wciąga możesz dodać elemety zboczone... Tak dla pociogniecia płety

    OdpowiedzUsuń