poniedziałek, 24 marca 2014

Rozdział 10.

-po jaką cholerę tam poszliście?! Możecie mi to kurwa wyjaśnić ?! - Justin chodził po pokoju zataczając niebezpieczne kółka. Nie lubię kiedy tak chodzi. Chociaż na tamtą chwilę miałam wrażenie że był zdenerwowany tym, że wszyscy zobaczyliśmy że w cale nie jest taki mocny, na jakiego się podaje. Z resztą oni obaj. Styles jedynie stał wkurwiony tyłem do nas oparty o blat. Jedynie czekaliśmy aż jeszcze on wybuchnie i nastanie 3 wojna światowa...
-albo w końcu zaczniecie gadać albo skończy się to dla was wszystkich kurewsko źle! -Justin wrzasnął poirytowany naszym idiotycznym milczeniem. Ten koleś zaczynał mnie już bawić. Znaczy... do momentu w którym nie podnosił na którąś z nas ręki. Lub na chłopców. W tedy się go bałam. Jednak teraz był nieziemsko debilnym widokiem. Nie mógł się pogodzić z tym co zdołaliśmy zobaczyć.
-weź się tak nie rzucaj bo wyglądasz na serio jak totalny idiota. Pogódź się z faktem że jest ktoś lepszy od ciebie i przestań się wydzierać. - Logan, całkowicie wyluzowany rozłożył się w fotelu i założył łokcie za głowę patrząc z uśmieszkiem na wściekłego Justina.
-ty gówniarzu zasrany! - nie spodziewałam się że Justin to zrobi.

Wstrząśnięty wyluzowanym tonem głosu u Logana wyszarpnął go za włosy na równe nogi. Logan wiedział że musi chronić ranę na nodze, dlatego stał jak najdalej od Justina. Nie zdziwił mnie jednak fakt że w końcu się zdenerwował. Odepchnął Justina zadając mu jednocześnie cios w twarz.

-do jasnej cholery przestańcie obaj! - krzyknął Ethan usiłując ich od siebie odepchnąć. Jednak Harry, ocknął się z transu i wręcz wbiegł na Ethana wyginając mu ramiona do tyłu.

Trzeba przyznać że Justin był o wiele lepiej umięśniony niż Logan. Już po chwili powalił go na ziemię i zadawał kolejne ciosy obezwładniając jednocześnie jego ciało.

Ja nie dałam rady niczego z siebie wydusić. Wbiło mnie w fotel. Nogi chciały biec do pomocy, język krzyczał, myśli huczały a psychika wbiła w fotel i nie pozwoliła się ruszyć.

Harry wypuścił z uścisku Ethana pozwalając mu, aby pomógł Loganowi pozbierać się z podłogi. Justin puścił go i stanął obok.
-wstawać! - nakazał nam ruchem abyśmy wstały. Nogi miałam jak z waty jednak postanowiłam posłuchać. Wstałam, doczepiając się do ramienia Logana. Otulił mnie. Tylko w jego objęciu czułam się choć trochę bezpieczna.
-a teraz przejdziemy sobie na spacerek do drugiej części domu - wysyczał czerwony ze złości Justin.
-c-co? - zamarłam...
-ruchy!

Czułam że zaraz się rozpłaczę. Nie wiem jak wytrzymam te pierdolone trzy dni, ale wiem że być może, będzie to udręka ostateczna. W sumie? Mam taką szczerą nadzieję. Tak właściwie to mam nadzieję na zmianę ról. Wiem, że mówiłam to tyle razy, ale chciałabym chociaż raz, poczuć smak wymierzenia kary komuś, kto na nią całkowicie zasłużył. Tak nieziemsko mi się to marzy... Nawet sobie zdążyłam wymyśleć kilka takich sytuacji. Ale wiem że to nigdy się nie zdarzy. Nigdy nie będę mogła chwycić w dłoń tego paskudnego, skórzanego paska albo łańcucha, nigdy nie zobaczę zwiniętego w kulkę Justina, chowającego twarz przed ciosem, nigdy nie usłyszę jego krzyku i bólu, na który tak cholernie zasłużył. Nie wiem ile bólu otrzymałby każdy z nich od chłopców, ale moja część polegałaby na tym, co sama od niego otrzymałam.

MEGAN'S POV

Postawili nas przed szeregiem paskudnie uciszonych pokoi zasłoniętych białymi drzwiami. Cisza w tej części domu była gorsza nisz koszmar w burzową noc. Słyszałam płacz mimo że nikt nie płakał. Czułam na skórze przeszywający pisk, wrzask, a tego również nie było. Widziałam rozlane kałuże niewinnej krwi. Ale jej też nigdzie nie było. Po prostu czułam że cały ten dom jest przesiąknięty niewinnym i niezasłużonym bólem i katuszami. Zastanawiam się tylko : po co? Czy oni na to zasłużyli?

Pierwsze drzwi, jakie rzuciły mi się najbardziej w oczy były oczywiście, drzwiami prowadzącymi do MARBLE. Były na prawdę paskudne i odstające od reszty. Chwała Panu Bogu że ominęliśmy je. Nie chcę drugi raz powtarzać koszmaru.

Postawili nas przed ostatnimi drzwiami na końcu korytarza. Tak jak prawie wszystkie drzwi w tej części domu, były białe. Równie zakurzone i brudne. Nie bił od nich zapach, nie widziałam plam, zadrapań, podłoga przy wejściu była czysta. Wisiał numer 8. Nie za bardzo wiedziałam dlaczego, to akurat przed tymi drzwiami postawili nas chłopcy ale czułam że musi być za nimi coś konkretnego, skoro wybrali akurat te. Nakazali nam podejść, nacisnąć klamkę i po prostu wejść.

Dobrze wiedziałam co mogło być za drzwiami. WSZYSTKO. Nie byłam w stanie przewidzieć co dokładnie. Tam mogło być wszystko. Poczułam najpaskudniejszy dreszcz na świecie kiedy podeszliśmy bliżej. To dziwne i głupie, wahać się z otwarciem drzwi ale bałam się. Jeszcze chwila i okaże się że moją fobią są białe drzwi...

Wrzasnęłam i wtuliłam twarz w przestrachu do klatki piersiowej Ethana. Kiedy stałam zaledwie kilka centymetrów od drzwi i brakowało może dwóch centymetrów żebym dotknęła klamki, nagle coś lub ktoś uderzył po drugiej stronie w drzwi. To nie był zwykły huk. Ktoś wrzasnął drapiąc w drzwi. Kobieta. Za drzwiami była kobieta. Ale nie mogła być normalną kobietą. Wrzeszczała, drapała drzwi, biła w nie i kopała. TE drzwi, chyba było soldnej grubości...

Jej krzyk przypominał wrzask nawiedzonego ducha z Chińskiego horroru. Tuliłam twarz w skórę Logana który odepchnął mnie natychmiastowo od drzwi.
-kto-kto tam jest? - drżącym głosem zapytała Vickie kładąc dłonie na torsie Logana.
-nasza pokojówka.
-dlaczego jej stamtąd nie wypuścicie?!
-nie możemy. Wyzabijała by nas wszystkich żywcem. Jest niebezpieczna. - oznajmił z całkowitym spokojem Harry
-wyzabijałaby żywcem? Co z nią nie tak? - drżałam pod wpływem własnych słów.
-jest chora psychicznie, fizycznie i ma dziwny rodzaj wścieklizny.
-co to wszystko znaczy?
-jest chora psychicznie bo siedzi tam już od ponad roku, fizycznie bo jakieś 3 miesiące temu zaczął u niej występować samokanibalizm.
-co to znaczy?
-zeżarła własną rękę. Zaczynając od palców. A potem prawie odgryzła mi palec kiedy zanosiłem jej jedzenie. - oznajmił Justin pocierając palec w dłoni
-to... paskudne i straszne zarazem...
-czemu trzymacie ją tam już rok? Nie lepiej żeby specjaliści się nią zajęli?
-nikt tam nie wchodzi, poza tym, kto musi. Ona jest na prawdę chora.
-jak to się stało... i co z tą wścieklizną?
-zaczęło się od tego że rok jak Harry miał jeszcze kota, to ta kotka urodziła 6 młodych.
-one były takie śliczne... - wtrącił Harry. O, ktoś tu lubi koty.
-w tedy zauważyliśmy że z dnia na dzień ubywało o jedno młode. Pewnego wieczora po prostu przyłapaliśmy ją jak zjadała tego małego kota.
-chcieliśmy ją powstrzymać ale ona zaczęła nas drapać, wrzeszczeć i mówiła że nas wszystkich pozabija.
-obaj uciekliśmy żeby zadzwonić po policję i pogotowie żeby ją zabrali.
-tylko że jak przyjechali, to jej nigdzie nie było. Przeszukaliśmy calutki dom.
-nawet MARBLE? - wtrąciłam.
-w tedy jeszcze tego nie było.
-Znaleźliśmy ją dokładnie w tym pokoju jak zjadała resztki biednego kota.
-Chryste... Dusty... - Harry chyba musiał kochać tego kota...
-jak ją zobaczyła policja, kazali nam zaryglować drzwi na wszystkie możliwe sposoby i nigdy jej z tamtąd nie wypuszczać.
-skąd wiecie że... no... ta ręka...
-bo jak raz zanosiliśmy jej żarcie, to resztki z jej ręki leżały na podłodze a ona miętoliła w żebach swój kciuk. Znaczy się chyba, kciuk...
-a ta wścieklizna? Czemu pozabijałaby żywcem? Skoro sama zaczyna się pożerać, to nogi pewnie też już sobie zdążyła zjeść? - Ethan mnie powalił...
-no właśnie nie... Ok, dobra, przyznam, byłem u niej tydzień temu. Nawet nie wyobrażacie sobie, jaka z niej paskuda. Jest wściekła. Boimy się nawet do niej podejść z bliska. Jej ślina jest zarażona. Jeśli ona ugryzłaby na przykład mnie, a Justin nie zdążył by mnie zamknąć, to ugryzłbym jego, potem on was a potem, jeśli byśmy wyszli z tego domu to zaczęlibyśmy gryźć wszystkich po kolei aż policja musiałaby nas zabić.
-nie zaraziliście jej w tedy czymś?
-nie.

Przerażenie krążyło w moich żyłach. To na serio nawiedzony dom... boże, żyję z żywym trupem...

-zaraz... - spojrzałam pytająco zarówno na Justina jak i na Harry'ego - dwa pytania. Po pierwsze: po jaką cholerę nas tu przyprowadziliście, a po drugie: skoro MARBLE nie istniało rok temu, to czemu istnieje teraz?!

Patrzyli na siebie, tak jakby pytali się wzrokiem o to czy wyjawić nam prawdę czy nie.

-chcieliśmy wam zarówno pokazać zagrożenie w tym domu jak i uświadomić was o tym że możecie skończyć za drzwiami tej klatki.
-jak... to skończyć? Wy... chcecie nas tam wrzucić ... ? - poczułam łzy w oczach
-nie. My nigdy z własnej woli nie wepchnęliśmy tam człowieka. To nie nasza rola. W ogóle ta paskuda nie jest nasza, tylko tych pieprzonych typków których dzisiaj udało wam się zobaczyć.
-a... a co z MARBLE?
-to... ci ludzie którzy leżeli jeden na drugim, byli właśnie ofiarami tej pokojówki.

Zaczęłam płakać. Strach opanował moje ciało kiedy ta kobieta ponownie walnęła w drzwi.

-to nie od nas zależało kto tam trafiał a kto nie. My MUSIELIŚMY robić to, co nam kazali.
-ale kto wam kazał?
-ci pierdoleni idioci. Ci co byli tu dzisiaj. To oni rozkazywali.

Patrzyłam z przerażeniem na Justina i Harry'ego którzy stali z pochylonymi w dół głowami. Nie umiałam zrozumieć, co się tak właściwie stało? Ci skruszeni nastolatkowie, nie byli tymi samymi którzy dzień w dzień zadawali nam ból.

-zabraliśmy was tu, żeby uświadomić wam jak cholernie jest duży PROBLEM.
-jaki? - powiedziałam ocierając resztkę łez.
-jeśli oddamy im pieniądze, to role się zamienią. Tamci będą pilnować tego domu, cały czas, to wy będziecie mieć górę nad nami. Wiem, nie wyobrażacie sobie tego, ale tak będzie. Wsadzą wam w dłonie bat i każą bić za to co wam zrobiliśmy... nie pozwolą się wam wycofać. Każą wam zadać tyle bólu ile my zadaliśmy wam.
-więc po co to nam robiliście... ?
-to... to... przeszłość kazała... - jęknął Harry

Nie mieściło mi się w głowie że to na prawdę może się stać...

-ale jeśli nie oddamy im pieniędzy, to każą nam was powoli torturować i w pół żywych wepchnąć za TE drzwi... a... potem... nie wiem co zrobią z nami...
-dlatego wybierajcie.

Justin wypowiedział ostatnie słowa z niebywałą powagą. Słyszałam przerażające szmery dochodzące zza drzwi. W mojej głowie był chaos. Kazali nam wybierać. Ale co my do cholery mamy wybrać ?! Boję się. Tak cholernie się boję...

1 komentarz:

  1. Cudne. cudne. ja bym na ich miejscu sie porzadnie zastanowila. dla dziewczyn korzystniejsze byloby to pierwsze wyjscie. ale nie do konca. w koncu nie kazdy lubi zadawac komus bol. czeka ich trudna decyzja. i to bardzo

    OdpowiedzUsuń