Patrzyłam na bezwładnie leżące ciało Harry'ego. Nie wiem czy było to ciało czy zwłoki, ale przeraził mnie ten widok bardziej niż widok Justina. Ethan nie odpowiedział mi na pytanie.
-wynosimy się stąd! - krzyknął Ethan ciągnąc Megan za rękę. W jednej chwili zapomniałam o tym co przed chwilą tu zaszło. Wybiegłam zaraz za nimi ciągnąć Logana za nadgarstek. Jednak Ethan zdołał mnie znów czymś negatywnie zadziwić.
Kiedy wszyscy wybiegliśmy na korytarz, on wrócił się. Zauważyłam że ciągle trzymał w dłoni resztkę butelki którą roztrzaskał na głowie Stylesa. Nie wiedziałam co dokładnie chce zrobić do momentu w którym nie wrócił się za drzwi. Wziął rozmach i cisnął roztrzaskanym szkłem w głowę nieprzytomnego Harry'ego.
Patrzyłam z przerażeniem na to jak Ethan rzucił w Stylesa szkłem. Trafił niefortunnie i szkło zamiast rozciąć skroń Harry'ego i go zabić, wbiło się w jego ramię i obojczyk. Tam też zostało. Nie mogłam patrzyć na to jak mój przyjaciel zadaje rany nieświadomemu człowiekowi. Owszem podłemu chujowi, ale nie mogę patrzyć na takie rzeczy.
-chodźcie, wynosimy się stąd zanim się wybudzą - powiedział Ethan wycierając o pościel ręce splamione mieszanką jego krwi i krwi Harry'ego. Wtuliłam twarz w ramię Logana. Nie chciałam widzieć tego wszystkiego.
-stary, to nie pomoże - Logan powiedział w stronę Ethana przecierając jedną ręką twarz.
-to co niby chcesz zrobić?
-zabić te gnidy - wystraszyłam się. Nie chcę żeby moi przyjaciele robili komuś krzywdę... - wsadźmy ich do jednego pokoju, oblejmy benzyną i podpalmy. Nikt się nawet nie dowie że coś tu zaszło.
Nienawidziłam Justina i Harry'ego, za to jacy podli byli dla nas. Nienawidziłam na nich patrzeć, słyszeć i głosu i czuć ich dotyku. Ale nie chciałam aby chłopcy ich ukarali za to śmiercią. Na dodatek śmiercią poprzez podpalenie. Ogień zabiłby ich żywcem. A ja nie chcę niczyjego cierpienia. Po prostu wolę, żeby karą dla nich było cierpienie cielesne ale nie śmierć. Chcę żeby było to cierpienie spowodowane odwetem. Chcę żeby role się zamieniły. Żebyśmy MY górowali nad nimi i mogli im wymierzać kolejne surowe baty. Ale nie śmierć.
-zostawmy ich i wynośmy się - powiedziała Megan. Ona chyba myślała tak samo jak ja. Śmierć byłaby z jednej strony zbyt okrutna, ale z drugiej strony byłaby zbyt szybkim bólem. A ja chcę widzieć powolne cierpienia. Takie, jakich musiałam doświadczać dzień w dzień od ponad 3 tygodni. Nie chcę ich śmierci.
Wybiegliśmy do garażu. Tam stał zaparkowany Mercedes Justina a w nim kluczyki. Justin nigdy ich nie wyjmował. Dotarło do mnie, że mam szansę na ucieczkę. Po prostu, uznałam że jeśli teraz nie ucieknę, to nie ucieknę już nigdy. Cholernie chciałam wrócić do domu i zobaczyć rodzinę. Nie chciałam spędzać kolejnej nocy w koszmarnej piwnicy lub być bitą.
Ale bałam się, że jeśli ucieknę a ktoś nas złapie, to znowu przydzieli nam nowego właściciela. Może rozdzielić mnie z Meg i chłopcami albo zabić. A nie chcę tego. Chciałam wrócić. Ale wiedziałam że bez pomocy profesjonalisty, nie wrócę do domu.
-słuchajcie... to nie ma sensu - oparłam się o maskę samochodu.
Patrzyli na mnie jak na ducha, ale zapewne rozumieli, dlaczego tak powiedziałam. Oni wiedzieli że ja zawsze myślę ''do przodu''. Martwiłam się i tyle.
-chcesz wrócić? Tam na górę?
-a mam inny wybór?
-może jeszcze powiesz że będziesz się opiekować tamtymi paskudami? - Ethan prychnął śmiechem.
-Ethan, to nie jest zabawne, Vickie ma rację - Megan pouczyła go ale on nadal upierał się przy swoim.
-dziewczyny, czy wy na serio chcecie teraz tam iść i im pomagać?
-nie, żadna z nas tego nie chce, ale bez pomocy kogoś doświadczonego nie uda nam się wrócić, tak czy siak.
Wiedziałam że ucieczka w tym momencie będzie gorszą porażką, niż zostanie tu i przeczekanie wszystkiego z cierpliwością. Bałam się bólu, ran, cierpienia, krzyku i tego że nikt nie mógł mi pomóc. Ale wiedziałam że jeśli od tego ucieknę, mogę tego pożałować 3 razy mocniej niż obecnie.
Staliśmy gapiąc się jeden na drugiego jak idioci. Każdy miał w głowie co innego. Jednak paraliż ogarnął nas wszystkich. Na raz. W kilka sekund. Kiedy staliśmy w głuchej ciszy, rozległ się stukot czyichś kroków. Buty stukały o powierzchnię schodów. Moje serce drżało. Chciało mi wyjść gardłem. Chwyciłam Megan za rękę i z przerażeniem patrzyłam na zgrzypiące drewniane schody.
Najbardziej przeraził mnie moment w którym ujrzałam buty owego człowieka. Fioletowe Vansy. Już wiedziałam że to Justin. Czekałam jedynie aż zejdzie i nas wszystkich po kolei wychłosta. Czułam że tak będzie. Tak cholernie mocno. Serce mi chciało rozerwać pierś od środka a ręce drżały. Schodził powoli. Z każdą sekundą czułam, jak bardzo moje życie się przeciąga.
Kiedy w końcu zszedł popatrzył na nas najzimniejszym wzrokiem, jaki tylko umiał zrobić. Nigdy tak na nas nie patrzył. Nigdy. Widziałam go w takim stanie po raz pierwszy. Trzymał dłonie w kieszeniach. Sekundy się wlekły. Patrzyłam w jego oczy które mierzyły chłopców. Całe szczęście, że nie mnie.
Niemal upadłam plecami na maskę samochodu kiedy Justin bez żadnej zapowiedzi wyjął pistolet i strzelił Loganowi prosto w nogę. Czułam jak zimno rozlewa się po moim ciele.
-Logan! - upadłam na kolana tuż obok chłopaka. Krwawiło mu udo. Nie wiem czy przestrzelił mu nogę na wylot czy kula go jedynie drasnęła, ale należało to opatrzyć. - coś ty mu zrobił ?!
-na górę - Justin zimnym głosem wypowiedział w moją i Megan stronę jedynie 2 słowa, które mnie wbiły w podłogę.
-nigdzie się bez niego nie ruszę - objęłam Logana na szyję trzymając go w pozycji siedzącej.
-powiedziałem, kurwa na górę !!! - rozwścieczony Justin wyszarpnął mnie za ramię. Zaczęłam krzyczeć ale nie skutkowało. W końcu nie dałam rady i zrozpaczona tym, że on mnie nie słucha, uderzyłam go w twarz.
-pożałujesz tego dziwko - wysyczał przez zęby, chciał wyszarpać mnie za włosy. Odwróciłam się w stronę Megan przytulając ją. Bałam się konsekwencji.
Kazał nam iść na górę, a sam zamknął za nami drzwi. Chłopcy, zostali bezbronni na dole. Przypomniało mi się że na górze jest również Harry który może już... żyje. Bałam się ruszyć z miejsca. Nie słyszałam nikogo. Odwróciłam się i wraz z Megan gapiłam się na drzwi zza których słyszałam krzyk i płacz. Brak strzałów. Nie wiem co robił im Justin ale się bałam.
Prąd przeszedł przez moje ciało, kiedy bezszelestnie pojawił się koło nas Harry. Nie był zwykłym Harry'm. Zaciskał łańcuch na szyi Megan, która nawet go nie słyszała za sobą. Dociskał go i ją dusił. Miał na twarzy i ramieniu krew. Megan zajęczała z bólu. Chciałam jej jakoś pomóc ale Harry stanowczo mi tego zakazał
-zrób tylko jeden krok do przodu a ją uduszę żywcem !!! - krzyknął wściekły Styles. Zaczęłam płakać kiedy widziałam jak dusił ją na moich oczach i ciągnął do piwnicy. Wiedziałam co się tam stanie. Ale nie chciałam żeby ją udusił dlatego byłam zmuszona stać w miejscu. Płakałam, słyszałam płacz Logana, krzyk Ethana którego katował własnymi rękami Justin, widziałam wściekłego Stylesa i wystraszoną Megan. Co ja miałam zrobić... ?
BOŻE BOŻE BOŻĘ PROSZĘ DAJ JUŻ 5 BŁAGAM !!! *O* JA NIE WYTRZYMAM :'(
OdpowiedzUsuń5 proszę daj dziś już :"( co będzie dalej ?! '-'
OdpowiedzUsuńKocham ciebie i tego bloga . Piszesz tak że nie moge się skupić z myślą o następnym rozdziale . Błagam cię mołga byś dodać następny dziś ? PROSZEEEEE <3 KC KC KC KC
OdpowiedzUsuńDlaczego skonczylas w takim momencie? nie moge sie teraz doczekac 5. Mam nadzieje ze szybko sie pojawi ;)
OdpowiedzUsuńZycze weny ;)
Jezu dodaj dziś 5 pliska *o*
OdpowiedzUsuńLove love love!!! <3<3<3
OdpowiedzUsuń