-Logan, Ethan, na dół! - usłyszeliśmy głos Harry'ego wołający z dołu. Siedzieliśmy akurat w pokoju Logana, kiedy rozległo się żądanie.
-coś się stało? - zapytałam patrząc na wstających z podłogi chłopaków.
-nie mam pojęcia co mogło się stać? - Logan wstał poprawiając swoją bluzkę.
-nie zrobiliście czegoś?
-nie wiem, na serio nie wiem co mogło się stać?
Chłopcy wyszli, zamykając za sobą drzwi. Nie byłam w stanie przewidzieć, o co może się właśnie teraz rozchodzić Harry'emu. Ten człowiek jest nieprzewidywalny, zupełnie jak Justin. Podłe bestie. Znając życie, poszło o jakąś durną drobnostkę. Ci dwaj potrafią się czepiać dosłownie wszystkiego. Ale nie miałam pomysłu, czego mogliby się czepiać właśnie teraz?
-myślisz że to coś poważniejszego? - Victoria zmieniła swoją pozycję do siedzenia.
-nie mam pojęcia. Harry jest nieprzewidywalny.
-chcesz podsłuchać czy wolisz się nie wychylać? - zaśmiała się lekko Vickie widząc grymas na mojej twarzy.
-nie, dzięki. Wolę nie ryzykować, bo po ostatnim ''wychyleniu się'' zostało mi sporo siniaków na rękach.
-rozumiem.
Logan i Ethan, stali się naszymi przyjaciółmi odkąd tu trafiłyśmy. Czyli około 3 tygodnie temu. Pomogli nam się tu zaklimatyzować, załapać debilny ''regulamin'' i wspierali nas kiedy zrobiłyśmy coś nie tak i ''szanowni właściciele'' się na nas mścili. Po prostu nam pomagali. A ostatnimi czasy, zdarzało się, że sami popadali przez to w kłopoty. Nienawidziłam Stylesa i Biebera za to jak nas traktowali. Zupełnie, jakbyśmy nie byli ludźmi! Ale my, jako ich niewolnicy, nie mieliśmy nic do gadania. Panowie chcą, Panowie mają. Jedna z wielu panujących tutaj zasad.
Siedząc nieruchomo i gapiąc się w bliżej nieokreślony punkt, usłyszałam krzyk. Ale nie Harry'ego. To Ethan krzyczał. Krzyczał, bo zapewne Harry go bił. Takie sytuacje zdarzają się u nas niemal każdego dnia. Jednak za każdym razem, kiedy Styles bił któregoś z nich, było mi coraz ciężej wierzyć w to, że kiedyś będzie lepiej.
Po chwili usłyszałam jak do krzyku Ethana, którego zapewne Harry katował paskiem, dołączył się krzyk Logana. Nie wiem o co poszło, ale nie mogłyśmy wyjść poza teren naszego pokoju, do puki którychś z naszych ,,Panów'' nas nie zawołał. Kolejna durna zasada. Tak więc, mogłam jedynie patrzeć na Victorię która załamała ręce. Krzyki nasilały się co pare sekund. On musiał go czymś bić. Oni obaj to robili.
Usłyszałam ostatnią serię krzyków, przeplatanych z gorzkim płaczem a potem kroki na schodach. Patrzyłam niemo w drzwi. Słyszałam ciągłe krzyki i to, jak Justin wydawał polecenia, które chłopcy mają zrobić zaraz po powrocie. Kiedy drzwi się otwarły, zobaczyłam w nich chłopaków z oczami napuchniętymi od płaczu i pobitymi ramionami. Styles i Bieber to chore psychicznie bestie!
-przynieść wam apteczkę? - zapytała Vickie zmierzając w inną część pokoju.
-tak, poproszę... - Logan uporczywie przecierał ręką po ramionach. Zarówno u niego, jak i u Ethana zauważyłam czerwone rysy, spowodowane uderzeniami paskiem. To chore...
-o co im poszło? - nałożyłam nieco maści na dłoń wcierając ją w skórę Ethana.
-ostatnim razem jak ci dwaj idioci kazali nam posprzątać piwnicę, któryś z nas nie chcąco musiał szarpnąć lekko za zawór. Woda lała się powoli, kroplami, ale od tamtej pory minął tydzień i kropla po kropli, zalały całą piwnicę. A co bynajmniej podłogę. No i właśnie o to im poszło...
-uh, chwila nieuwagi i kończy się to katastrofą... - wytarłam palce z klejącej mazi i usiadłam ponownie na podłodze.
-boże... - jęknął Logan kładąc głowę na łóżku - co ja bym dał, żeby móc się nad nim znęcać tak jak on robi to ze mną... żeby móc mu tak cholernie mocno przywalić w ten jego krzywy ryj i żebym mógł go zostawiać na całe dni w tej pierdolonej piwnicy, żeby tam marzł, głodził bym go, katował i jeszcze rozkazywałbym mu! Boże... oddałbym wszystko, żeby móc choć prze kilka dni się nad nim po znęcać.
-ale masz marzenia - zaśmiałam się biorąc łyka nieco wystudzonej herbaty.
-musimy się jakoś stąd wyrwać! - krzyknął Ethan
-weź się ucisz, bo cię usłyszą.
-musimy, uciekać.
-tak, ciekawe gdzie, którędy i czym? - zadrwił Ethan. Owszem, miał rację.
-musi się dać jakoś stąd uciec...
-Logan, to nie takie proste.
Westchnęłam na samą myśl o tym, jak wielkim cudem było wrócić do rodziny. Niesamowicie za nimi tęsknię. Pewnie martwią się o mnie... Ale nikt tego nie zrozumie poza naszą czwórką. Oddalibyśmy wszystko żeby móc wrócić do rodziny.
-co Justin wam mówił zanim tu weszliście?
-gadał, że mamy tam wrócić i to posprzątać jak doprowadzimy się do ładu.
-uh, chodźcie. Powinniśmy to zrobić już teraz, żeby potem nie było kłopotów.
-a wy po co chcecie tam iść? - Ethan patrzył na mnie jak na ducha.
-chyba nie myślałeś że pozwolimy wam odwalać całą robotę solo? - zadrwiłam ciągnąc go w stronę drzwi.
Nie wiem czy to dobry pomysł ale wyszłam za drzwi ciągnąc za sobą resztę. Zeszłam po schodach i nie zważając na to, że gapił się na nas Justin, ominęłam go i po prostu ruszyłam w stronę tej cholernęj piwnicy. Nienawidziłam tego miejsca. Było tam zimno i śmierdziało stęchlizną. Harry miewał zwyczaj zamykania mnie tam na całą noc bez koca lub poduszki. Z resztą robił to nie tylko mnie.
-a wy, dokąd? - szyderczy głos Justina rozległ się jak echo w wąskim korytarzu. Domyśliłam się że chodziło o mnie i Victorię.
-pomóc im posprzątać. - usłyszałam jego kroki skierowane w naszą stronę. Schowałam się za ramieniem Ethana patrząc z boku.
-o nie, to robota dla nich. Wy idziecie do salonu.
Spojrzałam na chłopców rzucając im spojrzenie typu : przepraszam. Nie chciałam się narazić na oberwanie w twarz od Justina, dlatego pociągnęłam Victorię za rękę i podążyłam w stronę salonu, omijając Biebera najbardziej jak tylko się dało.
VICTORIA'S POV
Megan ciągnęła mnie za rękę do salonu. Słońce zdążyło dawno zajść. Była noc. Dziwił mnie fakt, że ci dwaj samolubni idioci, mogą coś jeszcze chcieć o tej porze dnia. Muszę się jakoś opanować. Zawsze kiedy widzę Justina albo Harry'ego, mam ochotę wydłubać mu oczy! Nienawidzę go. Traktuje nas jak rzeczy. Nie jak ludzi. Zupełnie tak, jakbyśmy nie mieli uczuć. Za to ich szczerze nienawidzę.
Weszłam do salonu w którym na fotelu siedział rozwalony Styles i gapił się jakby nas pierwszy raz widział na oczy. Zignorowałam to, stawając tuż obok Megan. Justin wszedł i zamknął drzwi na klucz. Przeraziło mnie to, że on zamknął je na klucz, odcinając nam możliwość wycofania się. Stałam i gapiłam się na brzeg dywanu.
-no... - nawet nie zauważyłam, kiedy Justin podszedł do mnie, chwytając za moje pośladki.
-nie dotykaj mnie! - rzuciłam odskakując od niego. Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, podszedł i uderzył mnie dłonią w twarz.
-zła dziewczynka. - chwycił za moje ramiona, docisnął mnie do ściany a potem przesunął swoimi wielkimi dłońmi po moim udzie.
-powiedziałam nie dotykaj mnie! - odepchnęłam go z taką siłą na jaką mi starczyło odwagi. Justin przewrócił się padając na podłogę. Wystraszyłam się, bo wiedziałam że, zrobiłam to za mocno i że zaraz tego pożałuję...
-ty suko! - Justin szybko podniósł się z podłogi. Zakryłam się dłońmi żeby nie czuć siły ciosu, jaki wymierzył w moją stronę. Uderzył mnie w brzuch. Rzuciło moim ciałem o drzwi. Poczułam ból. Ale nie był tak silny, jak silny był kiedy bił mnie po raz pierwszy. Już nieco przywykłam. Odrzucił moje ręce i zaczął mnie bić po twarzy, ramionach brzuchu.
Usłyszałam krzyk Megan odciągniętej na bok i przyciśniętej do ściany przez ciało Harry'ego. Justin chwycił za moje ramiona, wygiął boleśnie do tyłu, chwycił je jedną ręką, drugą szarpnął za moje włosy, odwrócił i kazał patrzeć na to, co Harry robił z Megan.
Docisnął ją do ściany. Ona jednak jest sprytna. On stał przy niej w rozkroku, a ona to wykorzystała, podnosząc kolano do góry, i boleśnie uderzając w krocze Harry'ego. Poczułam, że jestem z niej dumna. Ale, nie na długo... Harry szybko się pozbierał, jak na taki cios. Chyba jednak zrobiła to za słabo. Znowu docisnął ją do ściany. Zrobił to z taką złością... Ona go odepchnęła, chciała mu uciec, ale on ją szarpnął za ramię i powalił na podłogę. Nie chciałam patrzeć na to co stanie się za chwilę. Docisnął ją nogą do podłogi i wyjął pasek ze spodni. Wiedziałam jak to się skończy. Zaczął ją chłostać po całym ciele, ciągle dociskając nogą do podłogi. Bił po rękach, nogach, brzuchu, potem plecach, a w końcu uderzył ją w twarz. Krzyczałam żeby przestał. Widziałam jej łzy na twarzy. Najgorzej poczułam się w momencie, gdy Justin puścił moje włosy. Nie spodziewałam się tego co zrobił. Byłam zbyt przejęta tym, żeby pomóc Megan, którą Harry katował na podłodze. Justin wykorzystał chwilę mojej nieuwagi, bezczelnie wkładając dłoń pod mój stanik. Boże... co ja bym dała żebym mogła mu właśnie teraz solidnie przypierdolić?
Jezu *-* dobrze! Dawaj. Czekam, czytam ^^
OdpowiedzUsuńZabije ich normalnie!
OdpowiedzUsuńUGH!
Rozdział super,daje po kościach.
Czekam na nn
Zabiłabym.
OdpowiedzUsuń...
Świetny rozdział! :* Będę czytać! <3
+
co ile ok. będziesz dodawać? ;))
Świetny :* naprawde czekam na 2 rozdział :D ten blog wyróżnia się wszystkimi blogami ponieważ to jest pierwsze opowiadanie gdzie właśnie dziewczyny są porwane ! Wow . Mam nadzieje że szybko dodasz 2 rozdział . Życzę weny ;**
OdpowiedzUsuńNa 100% bede czytac. strasznie interesujacy. czekam na nexta. ;)
OdpowiedzUsuń