poniedziałek, 23 czerwca 2014

Rozdział 21.

Jeśli mam być szczera to przyznam, że nie spałam prawie całą noc. Jestem zmęczona fizycznie, psychicznie i dalej nie wiem co działo się w nocy? Jestem nieco roztargniona o czym sama dobrze wiem, ale mam nadzieję że nie na długo. Jestem na skraju rozsądku. Serce karze zabronić Ethanowi wszelkich działań, mózg chce bólu i kary, serce chce chronić ciało przed tą kobietą i każe się chować w ukryciu, mózg chce ciągle więcej, chce wiedzieć co się dzieje. Serce czuje, mózg myśli. Nigdy tego nie pogodzę dlatego muszę wybierać.

Wstałam z łóżka lekko chwiejąc się na stopach po czym złapałam równowagę. Rozejrzałam się po pokoju. Tak jak było to do przewidzenia, Ethan i Logan zniknęli. Na łóżku siedziała Victoria ze splecionymi palcami. Nie sądzę żeby w nocy dobrze spała. Siedziała lekko zgarbiona na brzegu łóżka. Podeszłam do okna uchylając je. Świeże powietrze.

-Megan, co teraz? - zapytała podnosząc oczy w górę
-nie wiem. Jeszcze chwila i na serio zwariuję.
-nie wytrzymam tak dłużej. Wysiada mi psychika...
-boję się że mnie też. Musimy coś zrobić.
-co? Powiedz mi co?
-nie wiem do jasnej cholery... - usiadłam bezsilnie na podłodze - jedynymi sprawami które ryją mi psychikę to ta dziwna babka w koszuli, jęki jakieś popierdolone krzyki i ta niedojebana sprawa z chłopakami.
-zgadzam się...
-Vickie, musimy coś zrobić. Albo : po prostu cicho się zbieramy i wynosimy stąd we dwie, albo : zostajemy i odcinamy Logana z Ethanem od Stylesa i Biebera. Bo jeśli zrobimy to pierwsze, to Ethan z Loganem ich po prostu zabiją w męczarni a w przypadku drugim może ocalimy im nędzne dupy.
-zacznijmy od tego że nawet nie wiemy co się tam dzieje?
-sądząc po tłumionych krzykach, lub też krzykach na które po wczorajszym dniu nie mają już siły raczę sądzić że Ethan i Logan są na dole i znęcają się nad pozostałą częścią ekipy w tym domu.
-jakie przemówienie...
-daj spokój...
-dobra, chodź na dół.
-po co?
-chcę wiedzieć w jakim stanie na chwilę obecną jest mój dawny właściciel.

Spojrzałam na drzwi po czym szybko wstałam. Otworzyłam je i powoli zeszłam po schodach. Z każdym krokiem w dół czułam chłód. Nie wiem skąd... słyszałam też jęk. Bolesny jęk i łomot łańcucha uderzającego o skórę. Dobrze wiedziałam co się działo w każdej z cel. Piekło.

Podeszłyśmy na 5 metrów od pierwszej piwnicy i zatrzymałam się. Wystarczył mi sam dźwięk. Wskazałam palcem Victorii żeby poszła pod drugie drzwi. Przechodząc obok tych pierwszych zatrzymała się na moment. Kiedy spojrzała przez kraty, jej oczy rozszerzyły się, usta otwarły a dłoń szybko je zakryła. Odbiegła pod tamte drzwi. Ethan z Loganem zostawili je uchylone.

Stałam przed nimi słuchając. Sam dźwięk wystarczył mi do wszystkiego. Słyszałam ciężki oddech, urywany jęk, płacz łamany ze szlochem i przymusowym milczeniem. Potem był świst powietrza, ciężki grzmot o ciało, które musiało być odkryte. I znowu tłumiony ból.

Byłam niepewna. Tak jak Vickie stałam pod drzwiami czując strach. Ale postawiłam stopę do przodu. Jeden krok, drugi, następny, krok od drzwi... czując serce w gardle, zmusiłam zbuntowane ciało i postawiłam ostatni krok do przodu, stawając w drzwiach. Nie wiem czy chciałam zobaczyć to, co zobaczyłam....

VICTORIA'S POV

Otworzyłam lekko uchylone drzwi. Poczułam wewnętrzne ukłucie i ból gdzieś w sobie kiedy zobaczyłam, co Logan zrobił z Justinem. On go nie pobił. Skatował.

Pobity chłopak leżał na ziemi podtrzymując sponiewierane ciało na łokciach. Jego podkoszulek był w strzępach, spodnie podarte a włosy całkowicie potargane. Na nadgarstkach widniały czerwone linie i optarcia z kajdanek. Plecy promieniowały ranami od łańcucha, ramiona pokryte w fiolecie a twarz... mokra od łez. Czerwona i z krwią. Pod nosem, na wardze, brwi i policzku. Poddał się. Widziałam to. Ale patrząc na niego widziałam samą siebie...

-Logan... - chłopak niespodziewał się mojej wizyty. Odwrócił się z gniewem w oczach - nie zabijaj go.
-zrobię to, co będę chciał.
-nie możesz go zabić!
-bo ? - założył ramiona - nie przeszkodzisz mi w niczym.
-Logan, nigdy nie chciałeś jego śmierci więc czemu teraz chcesz do tego doprowadzić?!
-to moja dziwka. Nie twoja, więc się nie wpierdalaj. Jeśli go zabiję to będzie moja sprawa a ty możesz jedynie patrzeć.
-chyba się nie rozumiemy. Ja mam taki sam status jak ty, więc nie rozumiem dlaczego się rządzisz?
-bo ja jestem panem w tym domu.
-a ja kim niby kurwa jestem ?! - wkurzona rozłożyłam ręce
-Victoria wyjdź stąd zanim on cię uderzy - ... usłyszałam cichy głos Justina który siedział oparty na nadgarstkach.
-zamknij mordę! - Logan jednym ruchem łańcucha gorzko spoliczkował Justina powalając jego ciało z powrotem na podłogę. Chłopak skulił się szlochając pod nosem.
-Logan, nie bij go w ten sposób.
-a w jaki mam go bić? Taki ?! - końcem łańcucha spiorunował krok chłopaka który krzyknął resztą sił zwijając się w kulkę.
-w taki też nie, na miłość boską Logan opanój się!
-zamknij się i wyjdź.

Patrzyłam na niego czując jak gdzieś we mnie gromadzi się bunt i żal. Bałam się że zacznę płakać. Czułam że coś wewnętrznie mnie rozrywa. Poza tym... Justin...

MEGAN'S POV

-boże święty Ethan, co ty z nim zrobiłeś ?! - krzyknęłam jak porażona widząc to, co Ethan zrobił z Harry'm.

Styles klęczał przy ścianie, niemal wisząc na własnych, krwawych nadgarstkach upiętych kajdankami wysoko nad głową. Płakał nie mogąc się bronić. Ethan potargał mu włosy, rozszarpał podkoszulek, porozrywał spodnie. Ale nie to do mnie dotarło najmocniej.

Jego ciało było pokryte bolesnymi ranami od łańcucha. Ręce, dłonie, klatka piersiowa, plecy, nogi, pośladki a nawet stopy były pokaleczone przez łańcuch. Na twarzy wyrzeźbiły się gorzkie łzy. Czerwone policzki i napuchnięte oczy. Wargę zdobiło rozerwanie i krew. Z nosa i czoła sączył się czerwony płyn. Był bezsilny, słaby, sponiewierany i bez szansy na krótki odpoczynek. W ciągu kilku godzin, Ethan odebrał mu całą siłę.

-jakto ''co'' ?
-czy ty nie widzisz jak on wygląda? - Ethan spojrzał na klęczącego Stylesa, który drżał od bólu i zimna
-no i co z tego?
-nie uważasz że za bardzo go pobiłeś? Nie widzisz tych wszystkich ran?
-widzę.

Ethan robił się irytujący. Nie mogłam już powoli tego znosić.

-wyjdź stąd i zostaw go w spokoju.
-nie.
-Ethan wyłaź.
-nie.
-kurwa mać, wypierdalaj stąd ! - puściły mi nerwy

Ethan wypuścił łańcuch i gwałtownie zaczął iść w moją stronę. Cofnęłam się w panice o krok ale on zdążył mną szarpnąć i docisnąć do ściany.

-słuchaj wredoto. Ja tutaj wydaję rozkazy a nie ty, wieź zamknij japę albo skończysz tak jak on.
-grozisz mi?

Nagle poczułam jak wielka dłoń Ethana, gorzko uderzyła w moją twarz. Poczułam... ból...

-E-Ethan... - nie mogłam nic z siebie wykrztusić - ty... jesteś nienormalny ! Zostaw mnie!
-przestań się ruszać albo jebnę ci jeszcze raz!
-Ethan puść mnie!
-zamknij się!
-puszczaj nie jestem twoją niewolnicą!
-a właśnie że jesteś - wyszeptał wciskając swoje kolano między moje nogi.
-Ethan kurwa, puszczaj ją!

W piwnicy rozległ się głośny rozkaz Harry'ego. Bałam się, wiedząc że on też robił ze mną to samo...

-bo co ?!
-wystarczy że ja ją krzywdziłem, a ty się do niej nie dopierdalaj !
-morda, suko! - uderzył go w twarz.
-jesteś gównem.
-co powiedziałeś? - Ethan nachylił się do Harry'ego.
-jesteś gównem. - chwycił za potargane włosy chłopaka podnosząc go w górę. Harry niechętnie podniósł się nieco.
-a teraz, policzymy sobie do dziesięciu.

Ethan szarpiąc za loki chłopaka i trzymając jego kajdanki za jego głową, bezlitośnie kopał kolanem w krok chłopaka. Krzyczał, prosił i przepraszał ale nic nie skutkowało. Nie znosiłam niegdyś Stylesa, ale stanął mi w obronie...

-nie waż się go dotknąć jeszcze raz - stanęłam przed Ethanem zakrywając sobą, sponiewierane ciało Harry'ego, który położył bezsilnie głowę na moim ramieniu.
-Megan odejdź, przyjmę cios. - wyszeptał a jedna z jego łez spadła mi na ramię
-nie.
-posłuchaj go i odejdź bo to ciebie uderzę - Ethanowi pociemniały oczy
-nie odejdę dopóki ty go nie zostawisz.
-czemu miałbym to zrobić?
-bijesz go zbyt długo. Musisz pozwolić mu odpocząć.
-czemu ty tak nagle go bronisz ?!
-bo mimo że go nienawidzę to nie chcę żeby umierał z ręki mojego przyjaciela!
-nie jestem twoim przyjacielem.

VICTORIA'S POV
-Logan, daj spokój.
-powiedziałem, wyjdź.
-posłuchaj...
-nie, kurwa wyjdź stąd!

Zagotowało się we mnie poczułam gniew który mnie zaczął opanowywać a co gorsze, poczułam że Justin po raz pierwszy jest po mojej stronie. Nie wiedziałam czy robi to abym mu pomagała czy dlatego że poważnie nie chce mojej krzywdy.

Stałam patrząc niemo i zarazem wściekle na Logana - chłopaka który wydawał mi się być niegdyś bliski.

-co ci się tak nagle stało?

Nie odpowiedział mi. Z tyłu zabrzęczał łańcuszek przy kajdankach Justina. Skierowałam oczy w dół. Chłopak powoli wracał do siebie. Jego postać ciągle wydawała się być nieugięta. Zrozumiałam że płacz, był jedynie odzwierciedleniem bólu i niczego więcej. W środku pozostał nienaruszony. On i Styles. Ciągle ci sami a może nieco inni?

-co ty w ogóle chcesz zrobić? Zabić go?
-nie wiem. Ale to na samym końcu.
-jesteś potworem Logan.

Domknęłam drzwi zatrzaskując je w pełni wściekłości. Byłam poważnie zdenerwowana. Doszłam do drzwi. Nie wiedziałam co odpierdala Megan, ale zdziwiła mnie sama jej postawa. Odgradzała Ethanowi drogę do Stylesa... Po co?

Zauważyła mnie a potem cała reszta. Patrzyłam na nich z niezrozumieniem. Megan stała stanowczo przed Ethanem, ale i tak bardziej piorunujący był fakt że pozwoliła Stylesowi oprzeć ciało na swoich plecach. Nie mogłam zrozumieć. Wiedziałam jedynie tyle, że tak jak ja, pokłóciła się z Ethanem.

2 komentarze:

  1. Kolejny wspanialy rozdzial. akcja sie rozkreca. czekam na dalszy ciag wydarzen. wspaniale ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jesteś nominowana do Liebster Award . Aby dowiedzieć się wiecej zapraszam na bloga : http://ninaandcrazylive.blogspot.com/2014/08/lab.html

    OdpowiedzUsuń