* * *
-śmieszne. - Megan wzdrgnęła ramionami sącząc z kubka gorącą czekoladę.
-co jest śmieszne?
-wszystko.
-to znaczy?
-po prostu wszystko. Zaczynając od tego popierdolonego zdarzenia z przejściem władzy na nas a kończąc na naszej debilnej panice.
-nasza panika nie była debilna...
-była. Wszystko co do tej pory się tu działo jest debilne. Jeszcze chwila i zacznę myśleć że całe to zajście to jedna wielka ściema.
-z czego to wnioskujesz?
-chociażby z nagłej uległości Biebera i Stylesa.
-nie rozumiem...
-jak to możliwe że zawsze byli nieugięci, mocni, wywyższali się ponad nami wszystkimi i miotali nami, podcinali ręce, nogi, bili paskiem, łańcuchem, wyzywali a nawet katowali. A teraz tak nagle, bez większej szarpaniny pozwolili sprowadzić się na ziemię i tak o prostu pozwolili żeby chłopcy ich katowali? - zamyśliłam się na chwilę... - w ogóle jak to możliwe żeby bez większych problemów dało się z nich wycisnąć łzy?
-może w cale nie są tacy silni za jakich ich miałyśmy?
-może.
Poprawiłam się na łóżku. Mimo że miałyśmy do dyspozycji cały dom, to nasz mały, przytulny pokoik i tak był najlepszy.
Zamyśliłam się spoglądając na dłonie. Wsadziłam jedną z nich pod udo. Od momentu kiedy Bieber zrobił mi ciętą rysę na nodze, została mi gruba warstwa zaschniętej krwi. Paskudna sprawa. Chwilę potem podniosłam wzrok spoglądając na zegarek. Było dokładnie 10 minut po północy.
Ogółem w domu byłoby cicho gdyby nie to, że ani Ethan ani Logan nie postanowili wyjść z piwnic. Nie wiem kiedy mają zamiar wrócić i jak będą wyglądać jutro rano Harry z Justinem, ale nie robi to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Może dlatego że nie widzę co się tam dzieje?
Przeszkadzał mi jednak nieco ich krzyk chociażby w zaśnięciu. Ethan z Loganem chyba zbytnio napalili się na wyrządzenie zapłaty. Nie wiem do czego tam doszło ale w każdym razie bądź - do niczego dobrego.
-Meg, nie zasnę... - jęknęłam.
-wiem o tym. Ja też nie. Ale wiesz... - urwała na chwilę unosząc lekko palec w górę - lepsze to, niż krzyki Mavis albo ta dziwna kobieta w koszuli.
-a wieź mi nie pierdol o nich, bo już w cale nie zasnę...
-Vickie, jak myślisz, kim była ta babka co dzisiaj nas nastraszyła w drzwiach?
-no... na pewno to nie był hologram.
-bo?
-hologram nie byłoby w stanie niczego dotknąć a tym bardziej otworzyć drzwi.
-więc kto to był?
Spojrzałam w sufit. W istocie nie miałam pojęcia kim ona była ale jeśli w ogóle ''była'' to z całą pewnością nie mogę jej zarówno zaliczyć do istoty cielesnej, ale też nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie wiem kto to był.
-nie wiem...
-no właśnie...
Zamknęłam powieki chcąc na wszelki sposób zasnąć. Nie mogłam, mimo że krzyki ucichły. W mojej głowie wyrósł widok tej kobiety. Chciałam sobie przypomnieć jak wyglądała, ale nie potrafiłam.
Byłam niemal na granicy snu, kiedy drzwi do naszego pokoju otwarły się. Zerwałam się do pozycji siedzącej jakbym usłyszała strzał a serce nabrało zabójczego tempa.
-spokojnie, mała. To tylko my. - Ethan spokojnie oznajmił zapalając światło. Cholera... walnęło mi po oczach. Spojrzałam na Megan. Zapewne miała minę podobną do mojej.
-czy... to jest krew? - Megan zapytała mrużąc lekko oczy w stronę podkoszulka i dłoni Ethana. Szybko znalazłam wzrokiem Logana. Wyglądał niemal identycznie.
-tak.
-czyja...?
-jego.
Patrzyłam na nich z lekkim niedowierzaniem. Nie wiedziałam skąd tyle krwi by się nagle wzięło na ich dłoniach. Nie było jej tam znowu aż tyle, jakby nie wiem... rozcinali im ręce czy coś, ale krew była solidnie widoczna. Zaczynałam mieć wątpliwości.
-chłopcy, mam nadzieję że wiecie o tym, że ich śmierć nie wchodzi w ogóle w grę?
-jak to nie wchodzi? - Ethan wytężył wzrok lustrując Megan.
-co... nie wiedziałeś o tym?
-zaraz, zaraz, czekaj. Chcesz mi powiedzieć że oni mają nie zdechnąć?
-no, tak.
-żartujesz sobie ze mnie?
-nie.
-nie, czekaj, to chyba jakaś pomyłka Meg.
-w niczym się nie mylę.
-ale nie kurwa, ty na serio sobie ze mnie żartujesz?!
-nie podnoś na mnie głosu. Nie żartuję sobie.
-Megan, podaj mi jeden przykład dla którego mielibyśmy ich nie zabijać.
-podaj mi jeden przykład który przemawia za tym żeby ich zabić. Sensowny przykład.
-ten gościu co nam ich oddał sam przecież powiedział że albo oni zabiją nas, albo my ich. Więc?
-chcesz plamić dłonie krwią? Na prawdę Ethan? Mało ci było patrzeć na krew? - Megan wstała z łóżka stawając twarz w twarz z Ethanem.
-co ci szkodzi? Nie powiesz mi chyba że znowu chcesz go bronić?
-Bronić? Przed czym? - zadrwiła - przed tobą? Nie mogę i nie chcę. Ale to nie oznacza że od razu masz go zabić. Chciałeś o ile dobrze pamiętam zemsty a nie śmierci?
-Zemsta a śmierć to to samo Megan.
-gówno prawda.
Zgasiła światło kładąc się od razu do łóżka. Ja zrobiłam to samo. Leżac patrzyłam jak Logan zmywa w umywalce z dłoni krew która chyba należała do Justina. Zaczynałam w głowie, podświadomie układać scenę w której miałoby rzekomo dojść do rozlewu krwi. Ale nie byłam w stanie pojąć - jeden cios doprowadził do krwi czy seria ciosów? Mnie Justin rzadko bił łańcuchem, więc nie wiem... Ale Harry robił to często z Megan. I pamiętam że mimo iż bił ją mocno, to nigdy do krwi. Tak więc Ethan z Loganem nieźle musieli ich pobić skoro doszło do rozlewu krwi.
NARRATOR POV
Vickie zasnęła niedługo potem, Megan również a chłopcy, zmyli zbędną krew i również położyli się do łóżek. Całość była nienaturalnie sztuczną grą o której wiedzieli podświadomie jedynie chłopcy. Nie chcieli by dziewczyny miały jakikolwiek udział w tym co się działo. Chcieli być jedynymi mającymi nieograniczoną władzę.
W środku nocy, kiedy już absolutnie wszyscy spali, nastał wrzask, potem huk, jeszcze jeden wrzask, następny huk i gorzkie szlochanie.
MEGAN'S POV
Otworzyłam oczy słysząc że za drzwiami, na dole coś się stało. Całe to nienaturalne zajście wybudziło nie tylko mnie. Również chłopaków i Vickie. Patrzyliśmy jeden na drugiego aż w końcu Logan zapalił światło.
-co tak kurwa jebło?! - Ethan wstał z łóżka
-nie wiem ale bardziej zastanawia mnie, kto krzyczał.
-jeden raz na pewno krzyczał Styles, drugi raz już nie wiem...
-spadło coś na niego czy jak?
-a chuj wie.
-chodźcie, trzeba sprawdzić.
Zanim ktokolwiek z nas w ogóle dotknął klamki usłyszałam ten sam dźwięk zgrzypiących drzwi, które nawiedziły nas kilka godzin temu.
Cofnęłam się o krok będąc świadoma tego że w tych samych drzwiach, które były na dole, teraz może stać ta kobieta.
-chodźcie. - warknęła Vickie otwierając stanowczo klamkę i od razu oświecając hol.
-Vick, ale ona...
-zamknij się i chodź. - chwyciła mnie za rękę ciągnąc w dół.
Zbiegłam po schodach nie patrząc nawet w stronę ''owych'' drzwi. Skierowałam się stronę pierwszych drzwi do piwnicy będąc pewna że drugi usłyszany przeze mnie krzyk należał właśnie do Harry'ego.
Podbiegłam do drzwi piwnicy, unosząc ciało na palcach. Nie mogłam otworzyć drzwi bo to Ethan miał klucze w dodatku gdzieś na górze. Nawet sama nie wiem, jak wielkie musiało być na mojej twarzy zdziwienie kiedy zobaczyłam, że Harry śpi...
-zaraz... - chwyciłam się za głowę. - czyli... to nie on krzyczał?
Patrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Żaden z nas nie wiedział do kogo należał owy krzyk. Był niemal identyczny jakby krzyczał Styles. To jego głos słyszałam... ale jak to możliwe skoro on śpi?
-dobra, nie ogarniam co tu się dzieje ale wartało by znaleźć to coś to tak hukło.
-coś? Czy masz może pomysł co to było?
-nie, ale to walnęło gdzieś blisko.
-jasne... Ethan wszystko jest blisko naszego pokoju...
Odwróciłam jeszcze raz twarz żeby popatrzeć na Stylesa. Spał. To było oczywiste. Nie było innej opcji. Nie mogliśmy więc stwierdzić że to on krzyczał. Na pewno nie zrobiłby tego tak głośno przez sen.
Patrzyłam na niego nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w gruncie rzeczy, za tym wszystkim może stać ta dziwna postać.
-a tak kobieta? Może to ona?
-Megan... to nie możliwe.
-Ethan, w tym domu wszystko jest możliwe.
-co sugerujesz?
-skąd masz pewność że to nie ona krzyczała?
-nie mam żadnej pewności Meg. Wiem tylko tyle, że oprócz krzyku był jakiś huk. Dziwi mnie jednak pewien fakt...
-jaki?
-skoro nas postawiło to na równe nogi, to jakim cudem on śpi?! Nic nie słyszał czy jak?!
Spojrzałam znowu na jego ciało. Teraz dopiero zaczynałam nieco rozkminiać sytuację. Jego ciało leżało nieruchomo i nie widziałam odstępstw w oddechach.
-czy on w ogóle żyje? - zapytałam dociskając ciałem do drzwi. Patrzyłam chwilę na ciało chłopaka leżącego pod ścianą - Harry? - moje pytanie odbiło się echem po ścianach.
-Ethan, co ty mu zrobiłeś? - Vickie zapytała w stronę chłopaka a już chwilę potem podbiegła pod drzwi drugiej piwnicy a za nią Logan.
-No co mu zrobiłeś? - powtórzyłam patrząc zdezorientowana na chłopaka
-potraktowałem go łańcuchem.
-zabiłeś go?
-nie.
-Ethan on nie oddycha.
-śpi.
-chłopie, coś ty zrobił?!
-nie zabiłem go, co najwyżej otumaniłem i mógł zemdleć, dziewczyno nie panikuj! - cofnęłam się o krok. Nie... nie lubię kiedy na mnie krzyczy... - przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć... - podszedł otulając mnie ramieniem. - nie, martw się, nie zrobiłem mu nic poważnego.
-Ethan, na pewno?
-tak.
Zobaczyłam obok siebie Vickie i Logana. Spojrzałam na nic szukając odpowiedzi. Usłyszałam jedynie komendę Logana.
-chodźcie, trzeba znaleźć to, co tak huknęło.
-ale gdzie ty chcesz tego szukać i to na dodatek w nocy?
Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Patrzyliśmy się na siebie nie wiedząc co zrobić. Spojrzałam w oczy Ethanowi. W tych oczach coś było. Coś się ukrywało. Nie wiem co, ale czułam że coś tam chował. Z głębi piwnicy wydobył się ciężki, urwany oddech. Żyje...
-mówiłem, że go nie zabiłem. - Ethan uśmiechnął się zawadiacko
-co z Justinem?
-w... porządku. Nie jest źle aczkolwiek rano będzie jeszcze gorzej.
-Logan, daj sobie na chwilę na wstrzymanie...
-nie.
* * *
Nie byłam pewna czy powinnam dać Ethanowi całkowitą kontrolę nad nim. On zrobi głupotę a ja tego nie chcę. Zemsta to nie śmierć. A Ethan, nie jest tego świadomy. Jak tak dalej pójdzie, Logan splami na zawsze ręce krwią Justina, a Ethan zakończy życie Harry'ego. A jeśli mam być szczera - nie mogę do tego dopuścić.
**********************************************************************************
Tak, tak, jest post ;3 wybaczcie mi ten ostatni incydent z postem... na serio przepraszam... <3 a, i jeśli ktoś nie wie, w ostatnim ogłoszeniu [post przed tym] zadałam wam pytanie, plis, powiedzcie mi co sądzicie <3
Rozdział jest cudny. wspaniałe napięcie. z kazdym rozdzialem akcja co raz bardziej sie rozkreca. wspaniale. a co sadze o tym pomysle juz pisalam pod poprzednim postem. a le moge powtorzyc ze moim zdaniem za duzego sensu to nie ma
OdpowiedzUsuńWow nie spodziewałam się świetny rozdział. Ciekawe kto krzyczał i kim jest ta kobita heheehehehe. Czekam nn
OdpowiedzUsuń