Śmieszył mnie ten widok. Ale za razem fajnie się na to patrzyło. Na tą bezsilność. Bezradność i debilne zachowanie. Byli zaiste onieśmieleni faktem że nie mają już władzy. W sumie to się im nie dziwię. Też bym się czuła podobnie gdyby nagle odebrano mi władzę. Boże... ile ja na to czekałam... Megan wróciła do mnie z miską pełną chipsów. Rozumiem że zaczyna się dla nas luz.
-Ethan złaź! Nie rozumiesz?! Zejdź ze mnie !!! - Ethana śmieszyło zupełnie jak mnie, to że Harry rzucał się na prawo i lewo.
-zamknij się.
-sam się zamknij! Nie będziesz mi rozkazywać! - Harry wyszarpnął się dość solidnie o mało nie zrzucając Ethana ze swoich pleców. Ten jednak szybko zareagował. Uderzył ręką w głowę Harry'ego po czym policzek Stylesa huknął o podłogę.
-a... ! - urwał niedokończony jęk zaciskając zęby w złości.
Ethan z uśmiechem wstał, podnosząc Harry'ego za włosy. Styles jęknął boleśnie kiedy Ethan niespodziewanie wypuścił z garści zaciśnięte loki po czym twarz związanego chłopaka ponownie runęła o ziemię. Spojrzałam na Megan. Wysunęła szeroko kąciki ust w górę odsłaniając 2 rzędy białych zębów. W końcu ma powód do uśmiechu.
-mam tu stać do końca życia? - Justin zadrwił po czym Logan natychmiast zareagował.
-jeśli tylko sobie tego życzysz.
-spadaj gnojku, do pięt mi nie dorastasz.
- i kto to mówi? - Logan wykorzystując nieświadomość chłopaka szybko go odwrócił piorunując jego krocze, uderzeniem z kolana. Justin upadł na podłogę jęcząc jak dziecko. - i kto tu komu do pięt nie dorasta?
-jesteś.... jesteś... - usiłował jakoś mu dogryźć ale ból nim zawładnął więc odczekał jeszcze chwilę - jesteś popierdolony!
-dziękuję. Staram się jak mogę. Teraz wstawaj. - chwycił za zwisający od obroży Justina metalowy krążek ciągnąc go w górę.
Byłam ciekawa gdzie ich mają zamiar dać. Jednak nie zdziwił mnie fakt że każdy z nich postanowił zabrać swojego ''podopiecznego'' w inną stronę. Poszłam za każdym z nich. Ethan uznał że woli piwnicę. Mądry wybór. Ktoś zakręcił chyba zawór.
Spojrzałam przez uchylone drzwi. Harry rzucał swoim ciałem na wszystkie strony aż Ethan jednym ruchem zrzucił go na ziemię a potem doczepił koniec łańcucha do jego obroży.
-piękna z ciebie suka, wiesz? - Ethan spoliczkował wściekłego Stylesa który ledwo co łapał oddech. Był mega zdenerwowany. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zabójczym tempie. Linia szczęki była solidnie zarysowana na twarzy a spięte mięśnie boleśnie ściskały się w za małych kajdankach. Jakież to... ''przykre''.
Megan pociągnęła mnie dalej. Logan zabrał Justina do drugiej piwnicy na końcu korytarza. Rzadko kiedy tam ktoś kiedyś lądował jednak skoro były dwie, Logan z tego skorzystał. Tak jak Ethan, doczepił miotającemu się chłopakowi łańcuch do szyi. Zauważyłam że ani Logan ani Ethan nie poluzowali uścisku w kajdankach.
Justin siedział naburmuszony, może zły na samego siebie, może przerażony. Nie wiem. Mimo to na pewno był zły. Siedział z zeciśniętą szczęką z wbitym gdzieś wzrokiem. Mimo jego niesamowitej powagi zauważyłam że uwierały go solidnie kajdanki. Cóż. Nic na to nie poradzę. A nawet jeśli bym mogła, to i tak bym nawet nie podeszła. Kto wie, co takiemu teraz siedzi w głowie?
Gapiłam się na spięte ciało Justina jeszcze chwilę. Taki bezbronny... no, w końcu mam to czego chciałam. Azatem wartało czekać, chociaż z pewnej perspektywy nie jestem do końca pewna czy aby na pewno się udało?
Justin i Harry znają ten dom jak własną kieszeń kiedy MY, tak na prawdę dopiero go odkrywamy. Te mury mają tajemnicę. O drugiej części domu wiem prawie nic, oprócz tego że jest tam MARBLE i resztki ciała Mavis. Nawet nie wiem co tak na prawdę kryje się za resztą tych wszystkich drzwi. Co jeśli w tym domu jest KTOŚ jeszcze, a my nawet o tym nie wiemy?
Oprócz głuchoty i dziwnego a zarazem paskudnie słodkiego zapachu to po drugiej stronie drzwi z napisem ''13'', z całą pewnością kryje się coś jeszcze. Druga część domu jest dla mnie zagadką którą chciałabym odkryć a mimo to nie mogę bo się boję. Cmentarz.
Mam też obawy dotyczące własnego bezpieczeństwa. Nie wiem czy Harry i Justin nie zdołają uciec z piwnic a potem po kolei nas pozabijać? Nie wiem kim na prawdę są ludzie którzy wydali ich w nasze ręce? Nie znam okolicy. Nie wiem nawet co jest za domem. Nie wiem gdzie powinniśmy w razie czego uciekać i u kogo szukać pomocy? Tak na prawdę to wiem jedynie tyle, że jestem Victoria i mam przyjaciółkę Megan. Nic więcej.
Patrząc na uziemionego, zakutego w ciasne kajdanki i uczepionego łańcuchem do ściany Justina, który siedział czerwony ze złości, zaczynałam mieć podejrzenie: czy my nie robimy głupoty? Czy to mądre że mamy zamiar dokonać zemsty na kimś, kogo imię i nazwisko widnieje na naszych nadgarstkach? Czy tu jest jakiś haczyk?
Nie wiem tego. Odpowiedzi jednak nie dostanę ani z ust Justina ani Harry'ego. Odpowiedź da mi jedynie czas. Cicha modlitwa nadziei do niepewności. Nie wiem ile minie czasu. Wydawałoby się, że wiem sporo. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że wiem niewiele. Zastanawiam się... czy ta cała bajka ma prawo mieć Happy End?
Rozmyślenia rozmyśleniami a czas płynie. Na tamtą chwilę byłam szczerze napalona na jakiekolwiek działanie bądź na jakikolwiek ruch ze strony Logana. W końcu jednak coś się ''ruszyło''. Tyle że nie w tym kierunku w którym oczekiwałam że ruszy. Logan zamknął nam drzwi przed nosem przekręcając klucz.
-Logan, otwórz. - zastukałam palcami w drzwi. W odpowiedzi uzyskałam jedynie odburknięcie.
-uhm, nie teraz. - nieco rozszerzyłam oczy. Usłyszałam też odgłos podnoszenia z ziemi zwiniętego kawałka łańcucha. Prawdopodobnie.
-Logan nie bądź chamski i otwórz drzwi.
-Vickie, idźcie stąd. To nie jest miejsce i czas dla was. Zajmijcie się na razie czymś innym.
-otwieraj! - uderzyłam pięścią w drzwi.
Drzwi otworzyły się z dość dużym rozmachem. Logana najwidoczniej znudziło moje marudzenie. Stał w drzwiach ze ściągniętą koszulką i kawałkiem nieco przyrdzewiałego łańcucha w dłoni. Wyglądał szczerze mówiąc seksownie. Za nim, na podłodze, dalej siedział Justin. Tym razem, jego wzrok był utkwiony na łańcuchu. No i prawidłowo.
-co chcesz? - jego ton głosu zniżył się co czyniło go jeszcze bardziej seksownym ale i aroganckim zarazem.
-widzieć to, co robisz. Chyba nie ma w tym nic złego?
-nie będziecie na to patrzeć bo to sprawa między mną a nim.
-czyżby? - uniosłam brwi - wedle mnie, mój udział w tej całej szopce jest znacznie większy niż twój, więc czemu nie mogę patrzeć?
-nieistotne. Po prostu nie powinnaś tego widzieć i tyle.
-Logan...
-Sorry ale NIE. - Zatrzasnął nam drzwi przed nosem. Znowu.
Poczułam się obrażona. Nie sądziłam że Logan odmówi mi w sprawie najmniejszego udziału w tym, co chce zrobić. Justin był bestią, która katowała w głównej mierze mnie a nie jego, więc nie rozumiem czemu on nagle przywłaszczył sobie do niego całe prawo?
Nie podobało mi się zachowanie Logana. Oczywiście nie z powodu tego że miał zamiar bić Justina, tylko dlatego że mnie olał.
Stałam pod drzwiami i jedynym sposobem na jakiekolwiek dowiedzenie się tego co tam się dzieje, było słuchanie. W głównej mierze, był to początkowo głos Logana który w arogancki sposób zadawał pytania. Wiedział że jest sam i że może sobie na to pozwolić. Justin nie odpowiedział ani na jedno pytanie.
Po chwili usłyszałam świst powietrza, a zaraz potem zduszony krzyk. Logan wymierzył pierwszy cios. Tak cholernie zależało mi, aby widzieć minę Justina. Chciałam zobaczyć ten ból na jego twarzy. Niestety okazało się to nie realne.
Megan zrezygnowana z dalszego stania pod drzwiami, pociągnęła mnie do przodu. Zdałam sobie sprawę z tego, że chce iść zobaczyć co wyczynia Ethan. Nie sądzę żeby robił cokolwiek innego niż Logan...
Przybliżając się coraz bardziej do drzwi, zaczynałam coraz głośniej słyszeć dźwięki dochodzące z tamtego pokoju. Zapewne, Ethan bawił się już ciałem związanego chłopaka. Bił go, słyszałam. Nie wiedziałam tylko gdzie i jak?
Doszłyśmy do drzwi. Te miały jedną zaletę. Tą zaletą był otwór zabity dwiema rurami. Coś jak drobne okienko. Megan wychyliłam się przystając nieco na palcach. Dołączyłam do niej chwilę potem.
Zobaczyłam dwie postacie. Wysokiego, silnego i górującego , młodego mężczyznę z twardym skórzanym paskiem w ręku, oraz jedynie na pozór silnego, skutego, wściekłego i bezbronnego chłopaka który klęczał przy ścianie. Ethan wymierzał ciosy pasem , chłostając nogi Stylesa. Harry nie mógł pozwolić na to, aby ktoś usłyszał, że go to boli. Upust w bólu dawał jedynie przerywanym oddechem i zduszonymi jękami. No cóż. My kiedyś znosiłyśmy dokładnie to samo. W dodatku on ma spodnie zakrywające uda. My miałyśmy spodenki...
Patrzyłam na szybkie ruchy Ethana i Harry'ego, który co parę sekund był chłostany. Dokładnie widziałam że przed każdym ciosem chciał się jakoś przygotować na ból.
Nie było mi go szkoda, widząc jakie znosił baty. W głębi serca chciałam aby Ethan przyspieszył i bił go mocnej. Styles zasłużył na ból. Zasłużył za to, co zrobił Megan. Za to jaki był.
Moje oczy były utkwione za zamkniętych oczach Stylesa i zaciśniętej szczęce kiedy Ethan niespodziewanie się odwrócił ocierając lekko spocone czoło.
-czego tutaj szukacie?
-patrzymy tylko.
-no więc Do Widzenia.
-że co? - tym razem, Megan, uniosła brwi. Jemu też coś odjebało?
-to co słyszałaś. To nie jest miejsce dla dziewczyn.
-a niby gdzie jest miejsce dla dziewczyn ?! - krzyknęła podpierając się o biodra.
-w kuchni - Harry nie tracąc arogancji rzucił tekst w stronę Megan.
-morda, suko! - Ethan cisnął paskiem w nogi Harry'ego dając mu do zrozumienia że ma się zamknąć. Styles jęknął z bólu -idźcie do salonu i poczekajcie tam na nas.
W jego oczach był gniew. Nie rozumiem dlaczego? Co zrobiłyśmy patrząc? Czemu jednocześnie Logan z Ethanem tak bardzo chcą mieć ich na własność?! To nie jest odpowiednie zachowanie na obecną chwilę.
-dobra, chodź. - Megan chwyciła mnie za łokieć ciągnąc w stronę salonu.
Kiedy usiadłyśmy na pierwszej lepszej kanapie, nie dając jej dojść do słowa, zapytałam:
-co się tu nagle stało? - spuściła wzrok patrząc na dłonie
-nie wiem ale nie podoba mi się to. Miało być po równo.
-wiem... - westchnęłam biorąc łyka stojącej niedaleko wody.
-co teraz masz zamiar zrobić?
-cóż... skoro Ethan z Loganem nie chcą nas dopuścić do tej całej SPRAWY... to może wartałoby w końcu iść i zobaczyć co jest za domem?
-c-co? - zakrztusiłam się
-no co? Nigdy tam nie byłyśmy.
-byłyśmy. Raz.
-oj tam, to był tylko raz i na dodatek nie widziałyśmy wszystkiego... chodź, warto zobaczyć jaką rupieciarnię urządzili w ogrodzie.
-jesteś pewna że chcesz tam iść?
-a dlaczego by nie?
-wiesz... jakoś nie jestem przekonana...
-w takim razie, olśnij mnie i powiedz, co masz zamiar robić przez cały dzień?
Zaczęłam w głowie kartkować listę rzeczy jakie mogłybyśmy zrobić.
-wiesz... skoro tak bardzo ci zależy żeby coś robić i sprawdzać, to czemu nie zajrzymy do tych drzwi przy suficie w drugiej części domu?
Jej oczy rozszerzyły się a tęczówki powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki.
-ty na serio chcesz tam iść? - zapytała patrząc z niedowierzaniem. Owszem, nie byłam przekonana, co do tego, czy nie robimy głupoty ale no cóż...
-no... wiesz... chyba lepiej wiedzieć co tam jest, niż żyć w nieświadomości, prawda?
Z głębi korytarza usłyszałyśmy bolesny krzyk Harry'ego. Najwidoczniej już nie dał rady powstrzymywać się od ukrywania emocji. Po chwili usłyszałam jego kolejny krzyk. Nie słyszałam jeszcze jak dotąd Justina. Może dlatego że on był o wiele dalej od nas i drzwi u niego były szczelnie zamknięte?
-wiesz... zamiast słuchania krzyku, to może jednak sprawdzimy co jest w tych drzwiach? - Megan niepewnie zaproponowała unosząc jeden kącik ust w górę.
-coś tak czułam że to powiesz...
*******************************************************
Witajcie! <3 przepraszam was że rozdział nie ukazał się w poniedziałek tylko dzisiaj ale szalała u mnie za oknem burza i bałam się korzystać z internetu. Mam nadzieję że mi wybaczycie ;*
Oczywiscie ze wybaczymy. za tak cudny rozdzial nie mozna sie gniewac. ciekawa jestem co tam jest za tymi drzwiami. no i co sie stalo ethanowi i loganowi ze tacy sa. milion pytan mam. mam nadzieje ze odpowiedz na kilka z nich otrzymam za tydzien w nastepnym rozdziale. czekam ;)
OdpowiedzUsuń