poniedziałek, 19 maja 2014

Rozdział 17.

Z przerażeniem patrzyłam na gwałtownie unoszące się nademną ciało Harry'ego. Był zbyt silnie zbudowany żebym mogła w jaki kolwiek sposób pomóc samej sobie. Rozwścieczyłam go. Dobrze o tym wiem. W jego głosie był gniew. Spiął mięśnie by swoimi dłońmi rozszarpnąć moje nogi na boki. Nie miałam szans na odwrócenie biegu wydarzeń.

-Harry, błagam, nie rób mi tego! - krzyknęłam z całych sił w płucach zanim poczułam nieziemski ból. Ból który rozerwał w moim ciele to, czego nigdy nie odzyskam. Zacisnęłam powieki i ciężko znosiłam pieczenie, ból i bolesną ranę w psychice która zaczynała się we mnie żłobić. Jedyne co mi zostało to czekać aż poderżnie mi to pierdolone gardło! Boże... dlaczego z nim? Boli...

ETHAN'S POV

Słyszałem ją. Jej bolesny, rozerwany krzyk. Ktoś ją krzywdził. A ja dobrze wiedziałem kto to był. Nie miałem dłużej ochoty pozwalać na to żeby on robił z nią co chce. Wybiegłem przez drzwi zrzucając ze schodów Justina który prawdopodobnie szedł na górę. Biegłem ile sił w nogach. Słyszałem jej coraz głośniejszy krzyk, płacz i lament. Krzywdził ją a ja czułem ogień w dłoniach. Byłem gotowy go zabić.

Wbiegłem po schodach na górę dobiegając do drzwi zza których wydobywał się jej krzyk. Na podłodze stała pusta butelka po piwie. Chwyciłem ją w dłoń i z hukiem otworzyłem drzwi do sypialni Stylesa. Przeraziłem się. Ja. Chłopak.

Harry stał z nożem w jednej dłoni a drugą dłonią szarpał za włosy skuloną przy ścianie, zapłakaną i niemal nagą Megan. Zanim tu wparowałem usłyszałem : ,,zamknij ryj suko!''. Teraz tego pożałuje!

-Ethan!! - Harry nie zwracał nie mnie uwagi mimo jej krzyku w moją stronę.
-przyszedłeś popatrzyć jak zabijam moją niewolnicę? - zadrwił jak palant lekko odwracając głowę w bok.
-nie waż się jej dotknąć!
-ha! Już to zrobiłem. - ponownie zadrwił unosząc gwałtownie nóż.
-Giń ty podła kurwo! - nie wytrzymałem. Cisnąłem szkłem w głowę chłopaka.

Butelka rozprysnęła na setki kawałków. Po czym ciało Stylesa zachwiało się i bezwładnie upadło na podłogę.

VICTORIA'S POV

Wbiegłam po schodach na górę. Do oczu napłynęły mi łzy na widok własnej przyjaciółki z krwią na udach. Wiedziałam co się stało. Siedziała zwinięta w ramionach Ethana. Na podłodze obok, leżał Harry. Nawet nie wiem czy był żywy. Ominęłam go jakby był trupem i podeszłam do Megan całując w policzek.

-za co, kurwa, za co? - szepnęła mi prosto w oczy.
-Meg... ja... przykro mi...

Na moje słowa rozpłakała się jeszcze bardziej. Cholernie bolało mnie to że Harry zabrał jej w tak bestialski sposób cnotę. Jedyną rzecz jaką miała na własność. Każda kobieta ma prawo do wyboru. KAŻDA. Harry będąc świnią jej to odebrał bez jej zgody. Ona go nie kocha. Nigdy go nie kochała.

-Ethan...? - otworzyła niemo oczy spoglądając na drzwi w których przystanął Logan.
-no?
-nie zabijaj go. Tylko męcz. Tak kurwa żeby wiedział co to cierpienie. Za mnie i za ciebie. Masz moje pozwolenie.
-zrobię to.

MEGAN'S POV

Aż do rana czułam w sobie ból który przypominał mi o tym co straciłam. Każde drgnięcie omal nie doprowadzało mnie do płaczu. Nie miałam ochoty na nic. Jedyne czego pragnęłam, to wieczora. Tej pierdolonej godziny 20.00. Czekałam na nią jak na nic innego. Czekałam, bo już nic innego mi nie zostało. Chciałam doczekać tego pięknego momentu. Uwieńczenia moich cierpień. Tego wszystkiego co mi wyrządził.

Nie wiem czy on przeżyje. Nie wiem co Ethan chce mu zrobić. Wiem tylko tyle że chciałabym aby otrzymał kilka konkretnych ran. Pierwszą z nich, chce aby była ciągła świadomość tego że jego matka go nienawidzi za to kim jest i że się nim brzydzi. Drugą z nich byłby fizyczny ból zadawany wszelką formą. Tak jak robił to mnie. Łańcuchem, pięściami, paskiem, czasem i nożem. I chcę bólu psychicznego. Chcę jego strachu. Ogromnego. Takiego który by go przeszywał od dołu do góry. Chcę żeby się bał. Prosił o litość. Płakał. Należy mu się. Nie wiem jak surowo Logan zastosuje się w stosunku do Justina, jednak wiem, że nie będzie szczędził siły.

-Ethan? - zapytałam chłopaka leżącego na łóżku obok mojego.
-no?
-co zrobiliście z Justinem? - zapytałam, bo od wczoraj nie wiem o nim zupełnie niczego.
-nic. I jego i tego skurwiela, po prostu trzymamy w podświadomości, związanych , na podłodze w holu i tyle.
-uh... Czy ty wiesz co chcesz mu zrobić?
-wiem.
-możesz mi powiedzieć? - zapytałam odwracając całe ciało w jego stronę.
-przede wszystkim będzie musiał się oswoić z łańcuchem. W przeciwnym wypadku będzie mu ciężko.
-a Justin?
-nie ma ulgowego. Równe traktowanie.
-...jak długo to potrwa?
-dokładnie 4 tygodnie. Tak długo jak długo my to musieliśmy znosić.
-która godzina? - zapytałam niecierpliwiąc się z każdą minutą.
-16.36 a co?
-niecierpliwię się...

Przewróciłam się na drugi bok. Jeśli mam być szczera, to ułożyłam sobie scenariusz w głowie. Co prawda nie był on odzwierciedleniem tego jak będzie to wyglądało w rzeczywistości ale możliwe że niewiele będzie się różnił od tego co się stanie za 4 godziny.

Jako poszkodowana i cholernie zła, miałam w głowie pewien dość ciekawy scenariusz. Wymyśliłam sobie dwie możliwe sytuacje. Pierwsza z nich będzie gwałtowna. Drugą nazwałam ''przesłuchaniem''. Albo zadziałają gwałtownie albo najpierw będą się z nimi kłócić i wypytywać i przyczynę a potem o kasę.

Nie wiem tylko czy zarówno Ethan jak i Logan myślą o wsadzeniu swoich ''podopiecznych'' razem do piwnicy czy też chcą ich mieć na własność. Tego nie wiem. Boże... jak ten czas się dłuży...

*4 godziny później*

Leżałam nadal na łóżku kiedy zegarek wypstrykał godzinę 20.00 . Niemal spadłam z łóżka na świadomość tego, że nadszedł długo oczekiwany przeze mnie moment. W pokoju byłam jedynie ja i Vickie. Chłopcy dawno zeszli na dół. Słyszałam więcej jak 2 głosy dlatego zakładam że szanowne księżniczki już są trzeźwe. Boże, jak ja się nimi brzydzę...

Usłyszałam odgłos kół podjeżdżających pod dom księżniczek i parkujący tak jak ostatnio, pod naszym oknem. Wysiedli z niego ponownie ci sami mężczyźni. Nie zdziwił mnie fakt że mają przy sobie różnej maści ekwipunek typu śmieszny kij z kuleczką na końcu. Z lekka przypominał bat. Ale po co? Nie wiem.

Prawdopodobnie jeden z chłopaków otworzył drzwi. Coś dziwnie podskoczyło mi w żołądku. Tak jakbym kręciła się karuzelą która w szybkim tempie zmienia kierunek jazdy. Na dole zaczęła się już jakaś rozmowa jakiej nie dosłyszałam się. Zaczęłam być wraz z Vickie jej uczestniczką, dopiero w tedy, gdy zeszłyśmy po schodach na dół. Co za piękny widok.

VICTORIA'S POV

Na twarzy Megan gościł uśmiech od momentu wybicia godziny 20.00 . Dobrze wiem, jak bardzo czekałyśmy na ten moment. Zaraz za nią, zeszłam na dół opierając swoje ciało o barierkę i zakładając ramiona. Spojrzałam na dwa samce alfa w tym domu. Co za paskudne, udające niewiniątko gówno...

-gdzie pieniądze? - zapytał [być może] szef całej, przybyłej ekipy w stronę Justina który jak dziecko miętolił w palcach róg od swojego podkoszulka. Nikt się nie odezwał. Ethan oparł się o komodę z wyższością patrząc na odrębną dwójkę. Ciągle obaj milczeli. Justin ani drgnął. Parę razy rzucił wzrokiem po podłodze i to na tyle. A hrabia Harold? Fascynował się czubkami swoich bosych od wczoraj stóp.
-zapytam inaczej- podszedł o krok bliżej i brakowało 20 cm żeby zetknął się z ciałem Justina - gdzie jest sejf? - oczy obojga nastolatków uniosły się momentalnie w górę.
-nie... nie masz prawa zabrać nam pieniędzy... - szepnął Harry
-co powiedziałeś? Powtórz? - speszony chłopak spuścił wzrok
-że... nie masz prawa zabrać nam pieniędzy... - górujący ciałem mężczyzna, gorzko spoliczkował Harry'ego
-co powiedziałeś? Bo się chyba kurwa, przesłyszałem ?! - uniósł głos na co Harry przyłożył dłoń do policzka i cofnął się o krok - gdzie jest sejf?

Znowu żaden z nich się nie odezwał. Wpatrywałam się raz w ową grupę ludzi, raz w Justina, raz w Harry'ego, raz w Logana a raz Ethana. Co chwilę odwracałam głowę do Megan. Cyrk. A nawet gorzej. Porażka. Głucho nasłuchiwałam szmeru. Nawet ich oddechu nie mogłam usłyszeć. Masakra... Ale no cóż.

Nawet nie zauważyłam momentu w którym któryś z ''pomocników'' [nie umiem ich inaczej nazwać] sięgnął do torby z ekwipunkiem i podał do ręki najwyższemu mężczyźnie owy śmieszny kij z kuleczką przypominający bat. Wystawił owy przedmiot Justinowi tuż przed nos.

-powiedz gdzie jest sejf, albo dowiesz się do czego to służy. - Justin jak porażony wpatrywał się przez chwilę w owy przedmiot. Potem odwrócił na chwilę twarz do Harry'ego który swoim ruchem głowy znacząco zabronił mu powiedzenia o znajdowaniu się skrytego pomieszczenia. Nazwijmy sobie tego gościa Mike. Tak więc on, po raz kolejny odezwał się, ale z tego co pamiętam nie był już tak delikatny - dobra, sami tego chcieliście. Nie chcecie powiedzieć po dobroci, dobrze. Nie ma sprawy. Aaron, podaj mi kajdanki.

Uniosłam brwi. Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji ale szczerze powiem że mi się to spodobało. Harry zaplątał się z walające się drobne fotele przez co Ethan szybko go unieruchomił. Justinowi udało się uciec, jednak nie na daleki dystans gdyż już po chwili sztywno przyprowadził go Logan.

Mike rozpinając kajdanki, zakuł je za plecami wyrywających się nastolatków sadzając ich na dwóch osobnych krzesłach. Zaczynało to ciekawie wyglądać. Co dziwne żaden z nich nie wydał z siebie ani słowa protestu. Zupełnie nie rozumiem dlaczego?

Posadzono ich na krzesłach. Przeniosłam się z oparcia o barierki w wygodniejsze miejsce przy kanapie. Dokładnie na przeciwko owych ''niewiniątek'' . Niesamowite.

Mike nakazał dwojgu ze swoich towarzyszy przywiązać ich do oparcia krzesła. Pospiesznie chwycili za sznur. Zdziwiła mnie ich determinacja. Byli małomówni. Bardzo małomówni. Pozwalali sobą manipulować. Na sam koniec Mike zarządził abo każdemu z nich nałożyć opaskę na oczy.

Do momentu w którym mogli patrzeć, zachowywali kamienną twarz. Cichą, bez skrupułów. Byli nieruszeni. Nawet kiedy zasłonięto im oczy. Kiedy Mike zaczął wyczyniając cuda w dłoniach z owym ''batem'' dostrzegłam że owy przedmiot jest dość giętki. Zaczął krążyć wokół nieruchomo usztywnionych ciał dwojga młodych nastolatków.

 

-tak więc, już widać kto tu będzie górą. Panie Styles i Panie Bieber - dotknął końcówką tegoż przedmiotu skóry na szyi Justina i przejechał nim pod samo ucho po czym obszedł jego krzesło i dotarł do krzesła Stylesa, ponownie pocierając końcówką bata o skórę tym razem na ciele Harry'ego, docierając do obojczyków i delikatnie muskając skórę na ramieniu. Widziałam że delikatnie zadrżał. - hm, a może już teraz, lepiej będzie jak dostaniecie miano niewolnika? - pocierał końcówką bata o spięte ramię Harry'ego. - tak... Niewolnik Harry i niewolnik Justin. Brzmi na prawdę nieźle. - lekko machnął palcami a kuleczka delikatnie uderzyła o skórę na ramieniu Harry'ego. Odszedł od niego podchodząc do Justina. Patrzyłam na jego oniemiałe ciało i cerę przybierającą blady odcień. Mike dotknął końcówką bata policzka Justina. - takie ładne twarze... - lekko uderzył batem w policzek Biebera który zadrżał i połknął gwałtownie ślinę. - byłoby szkoda gdybym je teraz potraktował batem. - Justin znów przełknął ślinę a Mike dręczył ich swoim gadaniem dalej. - ale równie dobrze mogę sprawić że mój bat zaprzyjaźni się z waszymi plecami. Może brzuchem, nogami. Ramiona też mogą być. - przejechał Harry'emu końcem bata po ustach - mogę sprawić że całe wasze ciało zaprzyjaźni się z moim batem, jeśli nie powiecie mi gdzie jest sejf?

-nie dowiesz się gdzie trzymamy pieniądze. - Harry stanowczo oznajmił Mike'owi. Dokładnie w tej samej chwili zobaczyłam jak podłużny, cienki, czarny przedmiot z siłą uderza w udo zupełnie niczego nieświadomego chłopaka. Harry jęknął z bólu zaciskając zęby.
-zła odpowiedź.

Podszedł bliżej do Justina. I kładąc bat na jego ramieniu, uświadomił go, gdzie wymierzy cios jeśli nie usłyszy tego co zechce.
-gdzie jest sejf?
-Justin nie mów mu. - Harry ponownie zaprotestował po czym Mike po raz kolejny z rozmachu wymierzył cios batem w jego drugą nogę. Chłopak zacisnął wargi.
-no, to gdzie on jest?
-nie mogę ci powiedzieć.
-dlaczego?
-to wszystko co mamy a ty nie masz prawa nam tego zabrać. - Mike wyraźnie zmarszczył brwi. Uniósł bat i ze świstem powietrza uderzył w ramię Justina który jęknął jak małe dziecko po czym usiłował przysunąć policzek do obolałego miejsca.
-dobra, to nic nie da. Daję wam jeszcze jedną szansę. Jeśli żaden z was mi nie odpowie na moje proste pytanie, będę was chłostać tak długo aż mi któryś powie a potem rozwalę wam ten zasrany dom i sam go znajdę.

Usłyszałam ciężki oddech Harry'ego. Podoba mi się ten szantaż.

-tak więc, pytam was po raz ostatni : gdzie jest sejf? - tak jak to przewidziałam nastała cisza. Justin spuścił głowę w dół. Wiedział. Oni obaj wiedzieli. Co w tym sejfie było takiego cennego? Kasa? Czy coś więcej?

Mike, zdenerwowany czekaniem które zdawało się nie mieć końca, zaczął bezlitośnie chłostać raz po razie każdego z nich. Raz bił po nagach, raz po brzuchu albo i po ramionach. Słyszałam zduszone jęki. Mike nie oszczędzał siły. Bił po kolei każdego z nich. Czekał aż któryś wymięknie. Robił to ze sporym wkładem siły bo zauważyłam rozdarty kawałek podkoszulka u Justina.

-dobra, jak nie tak, to innym sposobem.

Nakazał aby ich oderwano od krzeseł. Nie za bardzo wiedziałam po co, ale szybko się zorientowałam. Ethan wraz z Loganem, czując niemałą satysfakcję, przytrzymywali nieruchomo ramiona chłopaków których siłą Mike sprowadził na kolana. Nie fatygował się ze zdjęciem im koszulek. Zaczął boleśnie chłostać ich plecy. Teraz słyszałam już głośniejsze jęki przepełnione większym bólem.

Słyszałam ich zduszone oddechy i powstrzymywane krzyki. Mike nie oszczędzał siły, dlatego w końcu Justin wymiękł jęcząc jak dziecko:

-na piętrze... w sypialni, po lewo... za obrazem... przestań już...

Nie słyszałam jeszcze tak dziecięcego głosu Justina, dlatego muszę przyznać że brzmiał istotnie jak małe dziecko.

Mike poszedł na górę. Nie było go z dobre 20 minut kiedy wrócił z torbą pełną pieniędzy. Zakładam że oskubał ich z całej kasy jaką mieli. I to dosłownie. Dopiero kiedy wrócił pozwolił aby postawić ich na równe nogi i zdjąć im opaski z oczu.

-grzeczni chłopcy. Widzicie jak ładnie się dogadujemy? - zadrwił z nich. - a teraz druga sprawa. Wczoraj mówiłem wam o rolach w tym domu. Oni przeżyli, więc chyba dobrze wiecie z czym się to wiąże?
-spierdalaj. - Justin zmarszczył brwi po czym Mike go spoliczkował
-stul pysk, szczeniaku.
-nie mam zamiaru oddać się w ręce niedorostków którzy sami są moimi niewolnikami! - Justin krzyczał zbulwersowany
-trudno. Tak sobie wybrali i nie masz prawa teraz go zmienić.
-to co mam zrobić?! Dać się chłostać za byle gówno ?!
-najwidoczniej.

Patrzyłam na ich wstrząśnięte i zdenerwowane twarze które nie dopuszczały do wiadomości że teraz role się zamieniają. A mnie się to w chuj podobało. Jednak najlepszą rzeczą i tak był fakt że za moment będę świadkiem uwieńczenia mojego czekania.

-to niby co my mamy teraz robić?! - krzyknął zły Harry
-poddać się i słuchać swoich Właścicieli.
-WŁAŚCICIELI ?!  Że niby kurwa kogo?!
-Ethan. Logan. Megan. I Victoria.
-chyba by mnie do reszty pojebało...
-no to widzisz. Od tej pory, to oni mają prawo robić z wami co tam tylko chcą.

Harry nie mógł ciągle doprowadzić do świadomości faktu że teraz to nie on jest Panem swojego niewolnika, tylko Jego Niewolnik jest teraz JEGO Panem. Na jego twarzy była narysowana wyraźną linią pogarda i złość.

-jaka szkoda że nie pozdychaliście tej zasranej nocy... - wymruczał piekielnie zły.
-life is brutal. - rzuciła ironicznie Megan zarzucając luźno puszczonymi włosami i wymijając Harry'ego.

Justin stał i gapił się w sufit zapewne przeklinając ten dzień. Ja tam jednak czułam satysfakcję. Najlepszy cyrk zaczął się jednak w momencie kiedy Mike i reszta postanowili nas zostawić ''SAMYCH'' . Kiedy wyszli chłopcy stali nieruchomo. Zadziwił mnie fakt, jak szybko ból na plecach mógł przerodzić się w złość. Harry poruszył szczęką dając wszystkim do zrozumienia że jest zły.

Co prawda nie powinno mnie to bawić, ale dość zabawny był moment, w którym powinna być totalna spina, a Megan sprawił że o mały włos nie wybuchłam śmiechem. Harry ciągle piekielnie zły na cały świat, w końcu postanowił łaskawie podnieść oczy do góry co dało skutek zetknięciu się jego wzroku z wzrokiem Megan. Ta sytuacja nie byłaby zabawna o ile Megan nie uniosła by ironicznie jeden brwi do góry.

-co się tak na mnie patrzysz?
-przymknij się.
-nie zabronisz mi mówić. Co najwyżej ja mogę zabronić tobie.
-żarty sobie ze mnie stroisz?
-sorry babe, nie ty jesteś od zadawania pytań a już na pewno nie od tego żeby mi pyskować. - Arogancko uśmiechnęła się rzucając mu ironiczne spojrzenie, co wprawiło go w jeszcze większą złość.
-za kogo ty się gówniaro masz?

Megan nie musiała odpowiadać. Ethan sprowadził go na ziemię bijąc siarczyście w tył głowy. Harry'ego to rozgniewało dlatego rzucił się na Ethana mimo rąk spiętych za plecami. Ethan jednak mając szybką drogę dostępu, powalił go na ziemię kładąc na brzuchu. Justin wyrwał jak torpeda, i zaczął kopać Ethana po plecach na Logan zareagował natychmiastowym dociśnięciem go do ściany.

-nie macie prawa nas dotknąć! - syknął wściekły Justin
-o? A od kiedy to?! - Logan wygiął Justinowi ramiona w tył
-Puszczaj mnie!
-Zamknij się - Logan z uśmiecham na twarzy szarpnął za włosy Justina wyginając mu głowę w tył.
-Ethan złaź ze mnie! - Harry rzucał się na prawo i lewo a Ethan z aroganckim uśmiechem cały czas dawał mu klapsy. W istocie.. zabawnie to wyglądało.
-dobra suczki, nie ma tak dobrze! Wypadałoby założyć obrożę! - Ethan również szarpnął Harry'ego za włosy odchylając jego głowę do tyłu i wyciągając z szafki typową obrożę, zakładając mu ciasno na szyję po czym drugą podał Loganowi.



-Jesteś nienormalny! - rzucał się Justin wrzeszcząc na Logana
-morda suczko. Teraz jesteś podwładny. I lepiej żebyś się słuchał.



*********************************************************************

Hej wszystkim !!! Tak, dzisiaj dłuższy post niż zwykle ale miało to konkretny cel. Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu dlatego postanowiłam że będą posty dodawane co poniedziałek takiej długości jak dzisiaj. Mam nadzieję że podobał się wam post ;3 Jeśli przeczytaliście a się wam podoba, proszę napiszcie krótkiego komentarza xxx

2 komentarze:

  1. Dobrze im tak yeah. Świetny rdz czk nn

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki gnoj z tego Harrego. zasluguje na kare. A takie dluzsze rozdzialiki sa jeszcze fajniejsze. wspaniale piszesz. czekam na nexta ;)

    OdpowiedzUsuń