Obudziłam się z bólem w łydkach. Nadciągnęłam mięśnie. Ciepła kołdra otulała moje ciało, a przez okno wpadały ledwo widoczne przez chmury promienie światła. Pogoda była zaiste paskudna. Ciemnoszare bałwany sunęły po niebie a wiatr nieprzyjemnie huczał po pustej przestrzeni w drugiej części domu. A nawiązując, od wczoraj nie ma z ''NAMI'' Clarise ''Mavis'', ale wciąż czuję się tak, jakby ona gdzieś tu była. Jej wczorajsze ostatnie słowa dały się we znaki na mojej psychice.
Podniosłam się na łokciach. Wszyscy spali. Nie zważając na to która godzina, zatopiłam twarz w miękkiej poduszce i spokojnie rozłożyłam spięte nogi wzdłuż łóżka. Byłam lekko zaspana. Czułam nieprzyjemne zmęczenie na powiekach ze względu na to że wczoraj męczyłam się z uśpieniem samej siebie jeszcze dobre pół godziny. Za ten czas usłyszałam dużo biadolenia chłopaków na temat najbliższych planów co do zamiarów na tle Justina i Harry'ego. Uważam że ich cele jak i zamiary wykluczały się nawzajem i nie trzymały kupy. Zupełnie. Były masą kłębiących się pomysłów nachodzących jeden na drugi. Z tego co sama zauważyłam, jeśli jeden był trafny to drugi już go zupełnie paśćił lub zupełnie nie pasował do reszty. Pozatym wydawało mi się że wymieniane przez nich ''na głos'' pomysły, były jedynie częścią zamiarów jakie trzymali cicho w głowach. Tak w zasadzie to było to bardziej wzajemne wymienianie się nienawiścią do właścicieli tego domu i tak zwane ''gdybanie''. ''Gdybym mógł mu teraz... '' albo ''jakbym miał możliwość to bym już dawno go... '' itp, itd.
Dobrze wiedziałam że są pełni złości i entuzjazmu aby coś w końcu móc zrobić. Byli gorąco napaleni na działanie w zakresie kary. Cóż, nie dziwię się. Jednak zastanawia mnie : co tak na prawdę zamierzają zrobić? I, czy ja aby napewno będę na tyle silna psychicznie żeby go karać? ...
No, fizycznie, może jeszcze, gorzej z psychiką. Zawsze mam z nią problem. We własnej głowie widzę się jako nieugięte Macho, ale tak w głębi siebie nie jestem zbyt silna. Psychicznie rzecz jasna. Fizycznie, całkiem nieźle. Cóż, jednak wydaje mi się że kwestia odwetu za te durne 3 tygodnie sprawi że moja psychika nie wywinie mi psikusa i pozwoli na dobrowolne uniesienie ręki. Chciałabym. Owszem, brutalne, nie powiem że nie, ale chciałabym. To byłby zaiste jeden z najciekawszych, najwspanialszych i zapewne najbardziej emocjonujących widowisk dokonanych przez moją osobę.
Ale jest też druga strona medalu. Dobra, rozumiem że dostaniemy - oczywiście o ile Justin i Harry uszanują nasz wybór - władzę nad nimi, to co z tego? Okay, władza absolutna itp. , ale co mi z tego skoro tak czy siak nie będę mogła wrócić do domu? Co mi z satysfakcji karania kogoś skoro dalej będę musiała przeżywać rozłąkę z rodziną? Zabrali mi nawet telefon...
Nie jestem przygotowana. W zasadzie nie wiem czy ten trzeci dzień mija jutro czy pojutrze? Nie wiem. Jestem rozkojarzona i w zasadzie czekam jedynie na jego przyjście. Głupie ale to prawda.
Leżąc wygodnie w pokoju, który zamiast być Logana, stał się naszym wspólnym i gapiłam się w monotonnie białe ściany. Pokój jak pokój. Odstawał wyglądem od reszty domu. No, a co bynajmniej pierwszej jego części. Odstawał od reszty, tak jak cała nasza czwórka.
Usłyszałam ciche kroki na schodach. Zakładam że których z naszych owych ''WŁAŚCICIELI'' tu idzie. Ciężko było sprecyzować kto dokładnie ale ktoś szedł. Szedł, szedł i przystanął tuż przy naszych drzwiach pukając placem 3 razy.
-proszę? - powiedziałam zdezorientowana kulturalnym zachowaniem owej osoby. Po otwarciu drzwi, na prawdę doznałam niesamowitego zdziwienia.
-czy wy wszyscy należycie do tych dwóch młodych mężczyzn na dole? - mężczyzna w garniturze sprawił swoim tonem głosu że reszta szybko się wybudziła. Nie wiedziałam kto to ale zdziwiła mnie jego obecność...
-chodzi o Justina i Harry'ego?
-sądziłem że dla was jest to Pan Justin i Pan Harry. Mylę się? - oczywiście. Realista. Super.
-tak, przejęzyczenie.
-w takim razie jesteście proszeni wszyscy na dół.
-a może chociaż 15 minut na przebranie się w inne ciuchy niż piżama?
-równo 15 minut.
Zamknął drzwi. Rzuciłam wszystkim spojrzenie typu : ,, że co, kurde?'' Ale cóż. 15 minut to 15 minut i nie więcej. Czułam jakby to mówił Justin... Ubrałam się w pospolicie mówiąc, świeże ciuchy i powoli, ostrożnie, wraz z całą resztą zeszłam po schodach na dół.
Stał tam ten śmieszny człowieczek który był u nas chwilę temu. Gościu był na prawdę debilnie ubrany. Garnitur nie pasował do jego masy ciała i wzrostu. Był za duży... Ale oprócz niego stało również 3 innych mężczyzn no i oczywiście Harry z Justinem. Wielmożni Panowie tego domu. Chryste...
-zważając na to że papiery wykazują waszą przynależność do właścicieli tego domu - zaczął ten śmieszny człowiek. A, niech się nazywa Ron. - zostaliśmy poproszeni o upieczętowanie waszej przynależności.
-n-nie rozumiem? - wydukała z siebie Megan unosząc jedną brew w górę.
-bardzo proszę, podejdźcie i podstawcie nadgarstki.
Ron, zaczął szukać czegoś w czarnej walizce. Wyjął z niej, coś co przypominało stępel. Ułożył na nim jakieś pojedyncze znaczki i nakazał aby każdy z nas podstawił nadgarstek. Cóż, byłam pierwsza w kolejności...
Chwycił za mój nadgarstek i z rozmachu cisnął stęplem w moją skórę. Poczułam pieczenie które zamieniało się z każdą sekundą w coś boleśniejszego. W końcu oderwał ode mnie owy przedmiot. Na mojej skórze na której opórcz zaczerwienienia widniał czarny napis. Przetarłam po nim palcami.
1. Cholernie zabolało.
2. To nie chciało się rozmyć!
-co to jest?!
-oznaczenie.
-a co ja to jestem?! Może mi jeszcze kod kreskowy zrobicie ?! - niedowierzałam temu co widziałam.
Na mojej jasnej skórze widniał tatuaż... paskudny tatuaż... cholera jasna! Co to za napis?
'' Właściciele: Justin Drew Bieber & Harry Edward Styles. Niewolnica Victoria Tooker. Nr. 158''
Co - to - kurwa - ma - być - ?! Rozumiem że nie mam żadnego pierdolonego znaczenia w tym domu ale to już przesada!!!
* * *
-na jaką cholerę mi to?! - Ethan krzyczał zaraz po tym jak nieproszeni goście wyszli.
-nie rzucaj się. To ma ci przypominać do kogo tu należysz. - Harry prychnął śmiechem. Co za...
-jesteście nienormalni !!!
-hamuj słowa dziecko drogie. Możesz żałować.
-czego mam żałować? - Ethan drwił z każdego słowa wypowiedzianego przez Stylesa. Wiedziałam że to skończy się albo kłótnią albo szarpaniną - tego że za chwilę mi przyłożysz a za dwa dni ja oddam ci 8 razy mocniej?! Tego mam żałować?! Nigdy! Jak chcesz wiedzieć, to czekam na to z niecierpliwością!
Harry'emu pociemniały tęczówki. Chwyciłam Megan za łokieć ciągnąc ją do tyłu. Styles wstał z fotela i powolnym krokiem zmierzał w stronę Ethana stojącego twardo w ziemi. Logan stanął naprzeciw Ethanowi zagradzając drogę, na co automatycznie zareagował Justin. Oni na siebie działają jak... ciężko to opisać, ale pałają do siebie wzajemną nienawiścią.
Widziałam ich twarze zwrócone przeciwko sobie. Dobrze wiedziałam że teraz dla Ethana nie liczy się ból. On wiedział że po jutrze to on będzie górował i już nic go nie obchodziło.
-będziecie udawać idiotów czy w końcu pogodzicie się z tym że jesteśmy nad wami górą? - zadrwił Justin
-jesteś bezczelnym fiutem. Po prostu fiutem. Fajnie byłoby popatrzeć jak zdychasz. - Logan odpowiedział na drwiący komentarz Justina
-serio? Chcesz popatrzeć na moją śmierć? - zadziwił mnie drwiący ton głosu Justina
-nawet nie wiesz jaką wielką by mi to sprawiło przyjemność.
-więc czemu żaden z was nie zabił nas do tej pory? - tym razem odezwał się Harry
-cóż, już raz, kiedy rozwaliliśmy wam łby szkłem, mieliśmy wielką ochotę was oblać benzyną i podpalić, jednak litość dziewczyn okazała się dla was zbawienna.
Mierzyli się morderczo wzrokiem. Po chwili wypowiedź Harry'ego sprawiła że zmiękły mi kolana.
-skoro chcesz popatrzeć na moją powolną i bolesną śmierć, to zaraz będziesz miał okazję.
Nie wiedziałam czy on mówił poważnie czy znowu zadrwił żeby w kurzyć Ethana? Nie wiedziałam...
Jednak przekonałam się już niedługo potem i mogę przysiądz że serce cofnęło mi się do gardła.
Harry, wraz z Justinem wyjęli z komody dwa łańcuchy. Źle mi się kojarzy łańcuch, dlatego chwyciłam Megan mocniej za ramię. Co mnie zdziwiło, ominęli z tymi łańcuchami Ethana wraz z Loganem i stanęli tuż przed nami.
-chwyć to. - Justin wystawił do mnie dłoń z łańcuchem.
-ale...
-powiedziałem, chwyć to! - chwyciłam w dłoń, zaraz po Megan, metalowy, zimny, metrowy kawałek łańcucha. Jednak sekundę potem doznałam paraliżu...
Nie wiedziałam że oni będą w stanie zmusić nas, do czegoś takiego... Podciągnęli koszulki na plecach, przyklękli i...
-chłostaj. Tak długo aż nie umrę z wycieńczenia. - Harry wysyczał klękając przed Megan.
-nie mogę...
-chłostaj!
-Harry...
-masz mnie zabić, rozumiesz?! Ethan zażyczył sobie mojego ciepienia, więc wychłostaj mnie!
Jezu genialne *-*
OdpowiedzUsuńCzekam na nn ♥♥♥
OdpowiedzUsuń