Siedząc dociśnięta do nierównej blachy zaczęłam odczuwać niesamowity dyskomfort. Poza tym co jakiś czas mogliśmy usłyszeć jak Mavis łazi po korytarzu i coś tłucze albo rozbija. Zaczynało mi być zimno, zwłaszcza że temperatura w garażu wraz z upływem pory dnia robiła się coraz niższa. A tak się składa że robił się wieczór. To po pierwsze.
Po drugie. Jest mi niesamowicie niewygodnie, muszę do łazienki i jest mi zimno. Poza tym Logan sprawia że każdy mój ruch nie ma prawa przekroczyć granicy połowy metra od blachy garażu bo automatycznie mnie do niej przysuwa. Zazdrośnik poziom Hard.
Po trzecie. Na serio nie mam zamiaru spędzić tutaj nocy zważając na to że w okolicy korytarza jak i drzwi, nieustannie łazi Mavis. Druga sprawa. Jeśli uda jej się wyleźć z domu na zewnątrz to :
a) jakimś cudem znajdzie garaż i znając jej możliwości rozprawi się z cienką blachą bez żadnego problemu
b) wylezie poza bramkę i zaatakuje ludzi
c) będzie łazić w kółko aż my sami nie wyjdziemy z tego garażu.
Biorąc pod uwagę fakt że będzie NOC, wolałabym ją spędzić niekoniecznie tutaj. A jeśli Mavis uzna że ma ochotę na dobijanie się do nas, to całą pewnością nie zasnę.
A tak z drugiej strony i pomijając moje [lub też nasze] dyskomforty, zaczęłam się przyglądać drugiemu końcowi garażu w którym siedzieli dwaj obrażeni na cały świat, władcy tegoż domu. Hm, w sumie pojęcie OBRAŻENI jest raczej mało oddające realny wygląd tej sytuacji. Byli niesamowicie obrażeni, wściekli i znając życie, obgadywali w myślach Ethana z Loganem za każdą pierdołę.
-nie chcę żeby wyszło na to że marudzę ale wydaje mi się że chyba najwyższa pora się stąd wynosić? - zapytałam bez szczególnego zaangażowania
-huh, ciekawe jak chcesz tego dokonać? - poirytowany przerwaniem ciszy Justin znowu obrażonym tonem wyraził swoje ''NIEZADOWOLENIE''
-mówiłam ci co chcę zrobić jakieś pół godziny temu, ale oczywiście nie byłeś na tyle łaskawy żeby mnie wysłuchać. - ironicznie uniosłam brew w górę
-powtórz.
-nie powtórzę, przypomnij sobie, jak przypomnisz, to powiedz. W tedy możemy zacząć działać.
Oparłam głowę o blachę żyjąc z nadzieją że szybko się połapią. I owszem. Nie czekałam zbyt długo.
-no to może wartałoby ją najpierw w coś złapać, związać albo coś?
Wstałam w końcu rozprostowywując nogi i kręgosłup. Rozejrzałam się po całym garażu znajdując z jego kącie dość mocny kawałek sznurka i coś w rodzaju szarej samoprzylepnej taśmy.
-to powinno wystarczyć.
-co proszę? - Harry zadrwił ze mnie patrząc na moje dłonie w których trzymałam owe przedmioty.
-no przepraszam bardzo ale coś ci kurwa nie pasuje? - zaczynał mnie irytować jego brak zaangażowania, pomysłu i wszechobecne lekceważenie w głosie jak i gestach.
-jesteś jebnięta dziewczyno?! Gołymi rękami chcesz schwytać tą paskudę?!
-a co ty jesteś księżniczka i boisz się ubrudzić?! Rękawiczek ci poszukać?! - wnerwił mnie jego brak szacunku dla czyjejś pracy i chęci dobra, dla całej grupy.
-wiesz co, wymyśl coś o wiele lepszego. Ja nie mam zamiaru je dotykać.
Poczułam wewnętrzny ogień, nie wiem co we mnie wstąpiło ale jak stałam, tak rzuciłam sznurem i taśmą w twarz Harry'ego.
-jesteś pierdolonym egoistą! Nie zdziwię się jak przy następnej bójce z Ethanem, Megan pozwoli ci zdechnąć!
Stylesowi rozszerzyły się źrenice. Dziwnie się poczułam z faktem że użyłam Megan jako argumentu, ale będzie musiała mi to wybaczyć.
-skoro jesteś tak genialny w słowach, to rusz dupsko i łaskawie sam coś wymyśl! Bo jak narazie to siedzisz obrażony na cały świat i gówno cię obchodzi czy my damy radę wytrzymać tu jeszcze czy już mamy dość!
Wściekła wróciłam pod blachę siadając obok Logana i Megan, modląc się w duszy aby żadne z nich mnie nie dotknęło bo by zapewne oni też oberwali.
Dobrze wiedziałam że mierzą mnie wzrokiem i czują wstręt do moich słów, ale denerwowała mnie ich całkowita obojętność.
-niby dlaczego to my mielibyśmy coś wymyślić? - Justin złożył ramiona
-nikt cię do tego nie zmusza. Ale jeśli chcemy żyć w spokoju wszyscy, to chyba wszyscy powinniśmy coś robić a jak na razie to tylko Vickie ruszyła głową. - Logan posłał mu informujący sygnął że ma przestać robić z siebie idiotę.
-kurwa... - Styles zaklął pod nosem podnosząc dłonie nieco ponad zgięte kolana - dobra, pierdolę jej brud, trzeba to gówno złapać i rozjebać.
Wstał. Patrzyłam z niedowierzaniem na jego ciało, chwytające za szafę i odciągające ją solidnie w bok. Wstaliśmy w końcu z podłogi.
-co robimy? - Megan zapytała chwytając w dłoń kij do kiełbasek.
-Łapiemy, wiążemy, zabieramy do MARBLE, rozwalamy jej łeb. - Justin chwycił w dłoń kij do golfa.
Linia pod drzwiami nie wskazywała, aby ktoś przed nimi stał. Styles wypuścił ciężko powietrze naciskając na klamkę i otwierając drzwi gwałtownie. Na szczęście nie było tam nikogo.
MEGAN'S POV
Wyszliśmy powoli, niemal jeden za drugim, człapiąc ciszej od oddechu. Ważny był każdy szelst, który mógł oznaczać jej obecność między nami lub też blisko nas. Szłam powoli ściskając w dłoniach długi pręt. To była jedyna moja ,,BROŃ''.
Udało nam się wyjść poza korytarz. W tedy zobaczyliśmy jej sylwetkę. Wieczór był już późny. Nawet nie wiedziałam że jest aż tak późno. W domu unosił się nieprzyjemny zapach krwi i potu pomieszanego w jedno. Stała nieruchomo wpatrując się w nas mglistym wzrokiem. Jej oczy były blade. Tęczówki niemal zanikły na tle białka. Paskudny widok. Była przerażająca. Dzieliła nas głucha cisza i jeden korytarz.
Bolał mnie fakt, że będę świadkiem morderstwa kogoś, kogo być może da się wyleczyć. Ale wiedziałam że na chwilę obecną to jedyne wyjście.
-Witaj Clarise. - odezwał się w końcu Harry. Więc to jest jej imię. Cóż, przywykłam do Mavis.
-spadaj draniu. - zadziwił mnie fakt że ona potrafi mówić.
-brzydko. Nie powinnaś tak mówić do swojego właściciela.
-jesteś tylko bachorem którego ojciec nie kochał. Nie jesteś moim panem. Jesteś niczym!
-mylisz się, jest od ciebie o wiele mocniejszy i lepszy pod każdym względem - odburknął Justin
-nie odzywaj się. Ciebie widać też rodzice nie kochali.
-zamknij się. Jesteś naszą niewolnicą i powinnaś słuchać.
-ja? - zadrwiła chwiejąc się na nogach - nigdy. Nigdy was nie będę słuchać, pozabijam was wszystkich!
-Clarise opanuj się!
-tyle czasu spędziłam w zamknięciu, wszystko przez was wy zasrani bachorzy! Teraz mi za to zapłacicie!
Wrzasnęła rzucając się w naszą stronę. Podniosłam kij na wysokość klatki piersiowej i dobrze wiedziałam że nie mogę się wycofać. Chociaż stałam tak blisko, nie byłam w stanie zadziałać w niczym. Ani ja ani Vickie. Mogłyśmy jedynie osłaniać.
Cała czwórka pochwyciła ją kładąc na ziemi. Przywiązali jej ramię do tułowia a usta zakleili. Zachowywała się jak opętana kobieta w horrorze. Coś jak egzorcyzmy.
Zaciągnęli ją za związane nogi do MARBLE. Tam, kazali mnie i Victorii poczekać. Zostawili otwarte drzwi. Słyszałam jej zduszone, gardłowe krzyki, a kiedy odkleili taśmę, usłyszałam jej ostatnie słowa:
-zobaczycie wy przeklęci mordercy! Kiedyś was zabiją! Będą rozszarpywać! A ja - zaśmiała się jak opętana własnymi myślami - a ja będę was nawiedzać po nocach. Będę waszym koszmarem. Ten dom jest mną skażony, będę do was przychodzić!
I w tedy usłyszałam odgłos siekiery i paskudny odgłos łamanego kręgosłupa. Ona ucichła...
Czułam własne serce w gardle. Czułam jego bicie, które biło jak tykająca bomba. Zamarłam w przerażeniu kiedy przed drzwi potoczyła się jej głowa i tam spoczęła z miną zaklętą na otwartych ustach i białych gałkach ocznych. Nie zasnę.
VICTORIA'S POV
Powoli, na miękkich kolanach wróciłam do naszego pokoju, potykając się dwa razy na schodach. Byłam osłabiona psychicznie. Byłam niesamowicie osłabiona psychicznie. Czułam wewnętrzną próżnię. Umysł odleciał. Zostało ciało i bombardujące mnie myśli. Usiadłam bezwładnie na dywan. Nagle, zupełnie nieruszony zabiciem człowieka Ethan ruszył typowy temat:
-no! Zostały tylko 2 dni!
-i co z tego? - Vick ruszyła ramionami
-Vickie, mała! Za dwa dni, lepsze życie! - Logan krzyknął radośnie
-a, no tak.
-Logan? - Ethan odwrócił się na łóżku w jego stronę. Czyli w sumie naszą.
-tak ogółem, masz pomysł jak wykorzystać fakt że będą nam całkowicie podwładni?
-na razie nie, a ty już coś wymyśliłeś?
-ooo, sporo tego.
-ale że niby co? - zapytałam unosząc brew
-no zemsta mała, za to zasrane pomiatanie, bicie, katowanie, obrażanie, kaleczenie i ogólnie cała resztę.
-co chcesz im zrobić?
-nie mam dokładnie sprecyzowanego, tego co chcę, ale wiem, że cokolwiek bym nie robił, będzie to kurewsko bolało!
Nie chciałam dłużej słuchać o bólu i cierpieniu. Weszłam na łóżko, opadając bezwładnie i zasypiając dosłownie chwilę potem. Jedyne co zdążyłam sobie wyobrazić to Biebera, na dole, w piwnicy, przyciśniętego przeze mnie do ściany, z zakriwonymi oczami, strugami łez na czerwonych policzkach, z opuchniętymi wargami, potarganymi włosami, z rękami związanymi za plecami i metalowym łańcuchem, przykutym do ścinany, zakończony obrożą spoczywającą na jego szyi. Wiem, jestem brutalna, wiem poszłam spać bo nie chciałam słuchać o bólu a sama go wymyśliłam, wiem nie powinnam. Ale ten widok... ten widok czeka na mnie. Jeszcze tylko 2 dni.
Jej. pozbyli sie Mavis. Jak sie chce to mozna. Wszystko ;) czekam na nexta ;)
OdpowiedzUsuń