środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 12.

Czując panikę we krwi boleśnie wbiłam Ethanowi paznokcie w ramię. Zorientowałam się dopiero kiedy syknął z bólu. Podniosłam się na równe nogi przylegając ciałem do zimnej blachy wjazdu do garażu. Patrzyłam oko w oko z tą paskudą która na tamtą chwilę wydała mi się nieziemsko odrażającą istotą, jak na kogoś kto był człowiekiem, a co lepsze - kobietą. Była straszna pod każdym względem.

Cóż, jedynie tyle zdążyłam zauważyć. Nie dała mi czasu na to bym przyjrzała się jej lepiej. Swoim wcześniejszym rozmachem wydłubała w naszych drzwiach sporą dziurę. Co prawda nie była ona zbyt wielka ale sądząc po tym, że jest to człowiek, uznałam że rozum jeszcze zapewne je został. Nie myliłam się. Wsadziła ramię w otwór i chwyciła za klamkę.

Zamarliśmy zapewne wszyscy oprócz Styles'a ciągle leżącego pod drzwiami. Wiem że to nie godzi się z moralną etykietą ale nie chciałam ryzykować własnego zdrowia tylko po to żeby go stamtąd zabrać. Zerwaliśmy się na równe nogi. Nasze ciała przylgnięte do blachy i panika w głowie dawały o sobie mocno znać.

Kiedy dotarł do mnie fakt, że ona zaraz tu wejdzie, coś we mnie pękło. Jej dłoń nacisnęła na klamkę otwierając sobie tym sposobem drzwi. Klucze tam zostały. Przekręciła je. Drogę miałaby wolną gdyby nie nieprzytomny Harry leżący tuż pod drzwiami. Nienawidziłam go z całego serca, a mimo to coś mnie zmusiło do chęci pomocy mu. Bałam się jednak że sama mogę skończyć pod drzwiami.

Poczułam dłoń Ethana na mojej. Ścisnęłam ją i czułam jak łzy zaraz wypełzną z moich śluzówek. Trzęsłam się, ale moje serce przestało bić na jakieś dwie sekundy, kiedy drzwi o mały włos się nie otwarły. Powstała szpara. Mavis nie mogła wejść. Harry jej odgradzał dostęp.

Zobaczyłam jak jej jedno ramię sięga w głąb naszego pokoju. Harry zaczynał w tym samym czasie odzyskiwać przytomność, kiedy jej palce zatopiły się w lokach i szarpnęły z dość dużą siłą. Jęknął po czym zorientował się, kto go szarpie za włosy. Wstał jak porażony dociskając drzwi kolanem.

-szafa! - wrzasnął Justin kierując się w stronę szafki z narzędziami. - musimy zastawić nią drzwi!

Byłam zbyt przerażona sytuacją żeby zareagować. Osunęłam sie na podłogę osłaniając się kolanami. Patrzyłam na ich ruchy. Zwinne, płynne, szybkie. Słyszałam jej krzyk. Zastanawiało mnie - czy ona pała w tym momencie nienawiścią, czy zważając na jej chorobę - jest po prostu głodna? Chce zemsty, czy kurwa o co jej chodzi ?! Czuję się jak w nawiedzonym domu...

W ogóle skąd ci ludzie, których widziałam rano, wiedzieli o Mavis? Może oni mają jakiś związek z tą paskudą? Wiem, to kobieta, ale ona teraz zachowuje się jak zwierzę. Jedno jest pewne. Na pewno nie mamy do czynienia ze zdrową psychicznie i fizycznie osobą. Pytanie tylko: dlaczego ona zareagowała DOPIERO teraz?

-wszystko w porządku? - Justin położył dłoń na ramieniu Harry'ego
-ta.. jest OK.

Spojrzałam na jego twarz. Obolała. Musiał nieźle walnąć o ścianę. Zmartwiona i blada. Cóż, Styles nad którym ktoś góruje to nie ten Styles który ma się za pana i władcę. Ale cóż. Wolę nic nie mówić bo jeszcze mnie wypchnie za tą szafę i drzwi. A nie spieszy mi się do tego...

VICTORIA'S POV

Przyklapnęłam tuż obok Megan. Nie podobała mi się sytuacja w jakiej się znaleźliśmy. Szczerze? Wolałabym w tym momencie widzieć nad sobą rękę Biebera który by uderzał mnie po nogach. Przy najmniej byłabym pewna że kiedyś da mi spokój i będę mogła wrócić do pokoju. Teraz, jest inaczej. Chociaż w sumie, męczy mnie jedno pytanie...

-...nas jest 6 a ona jest jedna. Serio nie możemy wyleźć z tego garażu,złapać ją i po prostu wpierdolić do jakiegoś pomieszczenia albo dziury skąd na pewno nie wylezie ?! - spojrzeli na mnie nieco zadziwionym wzrokiem po czym obrzucili wzrokiem siebie
-niby gdzie ty chcesz ją dać? - zapytał Biebs zakładając ramiona
-sądząc po tym że zadajesz mi to pytanie, mam rozumieć że masz zamiar tu siedzieć do końca życia? - ironicznie odpowiedziałam, na co Biebs uniósł brwi
-chcę jedynie wiedzieć gdzie ją dać?
-chociażby do MARBLE. Miałaby tam mnóstwo żarcia, a nam dałaby spokój - wiem, to o MARBLE było paskudne...
-a jak chcesz ją złapać?
-tak żeby nikogo nie podrapała, nie ugryła i żeby jej krew nie dostała się do naszych ran ewentualnie do ust.

Jeszcze raz obrzucili się spojrzeniami. Chłopcy na siłę udawają że znoszą swoje towarzystwo choć w głębi serca wiem, że się nienawidzą. I... wiem że to się odbije zarówno na nas, jak i na nich...

-no to geniuszu, skoro poddałaś propozycję, to bądź tak miła i poprowadź całe działania. - rozbawiony Bieber, któremu nagle wszystko zaczęło zwisać, rzucił dość arogancko w moją stronę.
-boli cię coś? Ja tylko poddałam propozycję, tak?
-skoro ją poddałaś to teraz bądź taki kozak i zacznij działania a my dołączymy potem.
-jebło cię ?! Mam tam sama wyjść ?!
-Life is Brutal.
-Brutal, to ty zaraz będziesz mieć na twarzy, jak nie zaczniesz logicznie myśleć i nie przestaniesz pierdolić głupot! - Loganowi lekko puściły nerwy. Otóż Justin potrafił być nieziemsko irytujący jak na faceta...
-zamknij się szmato, bo jakby nie patrzeć nadal podlegasz pod moją kontrolę, więc lepiej stul pysk.
-że co proszę? - Logan zaczynął przybierać nieprzyjemną dla samego siebie postawę wobec Justina który - jak wiadomo - był dość nieprzewidywalną osobą. - zachowujesz się jakbyś był moim ojcem, a tak w gruncie rzeczy to jesteś tylko o rok starszym,rozpieszczonym bachorem! - ich postawa wobec siebie zaczynała być niewygodna
-zamknij się gówniarzu bo ciebie wepchnę jako pierwszego!
-a może to ciebie wepchniemy tam jako pierwszego?! - Ethan wstawił się za Loganem
-zawryj ryj dziecko, ty tu nie masz nic do gadania! To że nasi koledzy za trzy dni dadzą wam częściową władzę nie oznacza że możecie już teraz robić z siebie królów!
-to samo myślę o tobie Styles! - Ethan zgiął ramię i z niesamowitą siłą uderzył w brzuch, nieprzygotowanego na cios Harry'ego.
-przegiąłeś szmato!

Justin rzucił się z pięściami do twarzy Ethana zadając mu uderzenia. Logan wyszarpał Justina od Ethana powalając go na plecy i chcąc brutalnie odegrać się za... cholera, nawet nie wiem już za co... po prostu zaczął go dusić.

-Logan dziwko, zostaw go! - Harry podniósł się z podłogi chcąc odepchnąć Logana od przyduszonego Justina ale Ethan momentalnie zareagował ponownie powalając Harry'ego na ziemię. Wisiał tuż nad nim.

-złaź ze mnie bydlaku! - syknął Styles uderzając łokciem Ethana w nos.
-dobra suko, sam tego chciałeś! - Ethan podniósł biodra, opierając swoje ciało jedynie na ramionach i palcach u stóp, kiedy z wysokości 30 centymetrów runął kolanem, prosto w krok dociśniętego do podłogi Harry'ego.

Z ust Stylesa wydobył się wrzask, a jego oczy powiększyły się. Momentalnie zaczął prosić aby Ethan zdjął z niego kolano. Słyszałam syk Ethana:
-boli, prawda?

Po czym ułożył palce na jego gardle. Zaczął go dusić i jednocześnie wiercić kolanem. Wiedział że sprawia mu to ból ale robił to celowo. Spojrzałam na sparaliżowaną Megan a potem na Stylesa któremu łzy zaczęły cieknąć po twarzy. Płaczący Harry...

-Chłopcy przestańcie! - Megan w kilka sekund poderwał się z podłogi odrywając wściekłego Ethana od Harry'ego który od razu zwinął się w kłębek.
-Logan, udusisz go! - mój wrzask rozległ się po korytarzu kiedy spojrzałam na powoli domykające się powieki Justina. - przestań!
-Vickie odsuń się, zasłużył!
-Logan do cholery zostaw go!

Oderwałam jego dłonie od szyii dławiącego się powietrzem Justina. Widziałam w jego oczach pogardę co do moich ruchów ale jeszcze chwila, i on by go udusił.

-zostawcie te suki, trzeba się stąd wynosić- Ethan chwycił za nadgarstki Megan odciągając ją jak najdalej od zwiniętego Harry'ego. Ból musiał go ciągle przeszywać. Owszem, należało się im obu. Ale... nie tak mocno...

Logan przycisnął mnie do blachy zakazując abym do którego kolwiek z nich podeszła. Cóż, zgodziłam się, jednak widok tamtej dwójki leżącej bezwładnie na ziemi rozpraszał mnie do granic możliwości. Wiem że oni się nienawidzą i coś mi się wydaje że za te trzy dni, chłopcy zrobią im istne piekło...

-Victoria, przepraszam za to co powiedziałem. - Jęknął Justin podnosząc się niezdarnie z podłogi i kierując wzrok na mnie.
-ok...

Podniósł czerwonego na twarzy Harry'ego i zaprowadził w drugą część garażu z dala od drzwi i od nas. Szczerze? Uh, nie spodziewałam się przeprosin...

1 komentarz:

  1. Nono. Justin ja przeprosil. O_o szok normalnie. wgl beka. wszyscy zapomnieli o Marvis :p.ale cos czuje ze ona im o sobie przypomni niedlugo :p czekam ;)

    OdpowiedzUsuń