czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 11.

Nie zgodziłam się ani na opcję pierwszą ani na opcję drugą. Niczego nie wybrałam. Chłopcy wybrali za mnie. Za nas. Wybór był NASZ. A wybrali jedynie oni. Wiedziałam że to się tak skończy. Chociaż sama tak bardzo tego pragnęłam. Pragnęłam dominacji w tym pierdolonym zajściu. Tak cholernie chciałam słodkiego sma ku zemsty. Cóż. Chciałam - to mam. Ethan wraz z Loganem wybrali opcję pierwszą. W sumie, wiedziałam że ją wybiorą. Kto normalny zgodziłby się na dobrowolne obdzieranie ze skóry a potem pozwolenie aby zeżarła cię jakaś kreatura? Nikt.

Spojrzałam na Justina wraz z Harrym. Nie byli zadowoleni naszym wyborem ale musieli się z nim pogodzić. Mam nieuniknione wrażenie że wszystkie trupy w MARBLE były jak dotychczas kobietami które zapewne uległy UROKOWI Stylesa i Biebera, dlatego dały się zabić. Żaden mężczyzna, chłopak, nikt z płci męskiej nie zgodziłby się na coś takiego. Tak na poważnie? Wiem że najbliższe trzy dni mogą być ciężkie ale prawdopodobnie zaraz po nich [miejmy nadzieję] nadejdzie błogi spokój... Tak... miejmy nadzieję.

Patrzyłam jak obłąkane dziecko w nieruchome postacie Justina i Harry'ego. Byli jak z marmuru. Prawdopodobnie byliśmy pierwsi którzy wybrali opcję pierwszą. Chyba nigdy dotąd nie zetknęli się z podobną sytuacją. Byli jak grób. Milczeli. Justin pociągał nosem co jakiś czas i zdrapywał coś z paznokcia w kciuku. Harry miętolił rękaw a jego dłonie drżały.  Z tego wniosek iż : albo się cholernie boi, albo jest cholernie zły, albo mu cholernie zimno... nie wiem. Zastanawiał mnie jeden fakt. Skoro Mavis [tak sobie nazwałam tą pokojówkę] jest tutaj już tyle czasu, to dlaczego nigdy dotąd jej nie słyszałam? Skoro jest tak głośna to dlaczego nie wydała z siebie dźwięku kiedy Harry mnie tutaj przyprowadził po raz pierwszy? Czy ona się gdzieś jeszcze ukrywa?

-dlaczego nigdy dotąd nie słyszeliśmy jej krzyków ani nic? - zapytałam w końcu, nie chcąc aby ktokolwiek z nas za dużo nie myślał o wyborze opcji nr. 1
-bo jak do tej pory nie wpuszczaliśmy was tutaj. Ściany dzielące dom na dwie części są dźwiękoszczelne. A... przynajmniej tak mi się wydaje... - odburknął ciągle niezadowolony Justin.
-róbcie co chcecie, mnie jest tutaj źle, zwłaszcza że nas i tą kreaturę dzieli zaledwie pare metrów! Chodźcie stąd!
-uwierz, to nie jest pare metrów. Ona może być wszędzie. - Harry podniósł głowę a jego wzrok spotkał się z moim. Był lodowaty, przeszyty sensem każdego wypowiedzianego słowa. Mówił prawdę.
-jakto wszędzie? Przecież była zamknięta?
-przy jej sile, wściekłości i możliwościach o których wy nie wiecie, można śmiało twierdzić że ona stoi za którymi kolwiek drzwiami w tym korytarzu.

Rozejrzałam się nerwowo po korytarzu lustrując każde drzwi, szukając jakiejkolwiek maleńkiej szparki przez którą mógłby wystawać kawałek ludzkiego ciała. Albo też jego resztek. Nie było niczego. Głucha cisza, zaczynała być coraz częściej przerywana stukaniem. Wcisnęłam ramiona pod bluzę Ethana, docisnęłam policzek do jego klatki piersiowej i pisnęłam, kiedy coś za nami zastukało.

-wynośmy się stąd!

Szarpnęłam całym swoim ciałem, Ethana w stronę wyjścia. Chciałam jak najszybciej stąd wyjść. On jednak stał jak wryty. Oni wszyscy stali. Ethan, Logan, Vickie, Justin, Harry, tylko nie ja... Postanowiłam że uniosę wzrok na tą wysokość, na jakiej oni utkwili. Podniosłam w tempie pioruna oczy w górę, kiedy mój wzrok zetknął się z drzwiami na piętrze, do którego prowadziły schody. Wrzask rozległ się w mojej głowie kiedy zobaczyłam w pół otwarte drzwi, oplecione bokiem przez niedogryzki resztek palców z który sączyła się kleista maź. W dwóch były paznokcie. Poczułam odrazę i strach. Zza drzwi wyłaniała się kobieca postać. Kobieta jak kobieta. Tyle że inna. Była żywym trupem. Brakowało jej oka. Na twarzy widziałam dziwnie zarysowane blizny. Jej ciało było obleczone w podarte i brudne krwią ubrania typowej pokojówki. Jej ciało było jedną wielką kałuża krwi. Była skażona pod każdym względem.

Poczułam że łzy mi cisną się litrami do oczu a ramiona drętwieją od ucisku w talii Ethana. Byłam przerażona. Skaza jej obecności dotarła do mojego nosa dając o sobie znać. Paskudny odór.

-wiać, cholera, wiać! - Styles krzyknął jak małe dziecko, kiedy zorientowaliśmy że Mavis zmierza w naszą stronę. Kiedy my poderwaliśmy nogi do biegu, ona autentycznie, zeskoczyła z piętra! Bestia poderwała nogi do biegu i wrzeszcząc :
-jesteście martwi! - zaczęła biec w naszą stronę.

Dobiegłam do drzwi wychodząc najszybciej jak się tylko da. Logan pchnął mnie na podłogę żeby ustąpić reszcie miejsca. Patrzyłam jak Justin przytrzymuje drzwi z całą siłą a Harry domyka je kluczem.
-do garażu, te drzwi długo nie pociągną!

Moje nogi przeszywał ból ale stawiałam szybkie kroki. W głowie syczał mi jej wrzask i słyszałam jak dobija się do tamtych drzwi. Dobiegłam do podziemnych schodków prowadzących do garażu. Wbiegłam na dół opadając bezsilnie na kolana. Zaczęłam płakać...

-Meg, będzie dobrze... - Ethan próbował mnie uspokoić
-nie kurwa, nie będzie dobrze...
-KURWA MAĆ!!!!! - Bieber zaklął uderzając pięśćmi w ścianę i ukruszając tynk. - pierdolone klucze!!!
-c...co się stało? - usłyszałam głos Vickie
-ja pierdole.... - wplótł palce w loki powoli i zapewne boleśnie, szarpiąc nimi klął pod nosem - dlaczego musiałem zostawić te jebane klucze, od tego pierdolonego garażu w tym chujowym portfelu na stole ?!!!
-Stary, uspokój się - Harry położył dłoń na jego ramieniu

Patrzyłam na jego bezradność wobec sytuacji i umacniało mnie to w przekonaniu że jego bezsilność jest czymś niesamowitym. To, jak nie wie co z sobą zrobić bo wszystko co jest mu znane, legło w gruzach. Tylko 3 dni...

Siedziałam ciągle porażona sytuacją na tyłach garażu schowana za ścianą, ukryta w ramionach Ethana. On jeden mnie bronił. Jest wspaniałym człowiekiem.

Patrzyłam na drzwi wejściowe, kiedy nagle pod spodem zobaczyłam mały cień. Tak jakby ktoś po drugiej stronie drzwi właśnie przystanął. Zamarłam bo chwilę potem usłyszałam wrzask i huk, a po zaledwie paru sekundach, drzwi, do których Styles siedział tyłem, niemal roztrzaskały się na kawałki i wystająca z nich ręka zdołała chwycić Harry'ego za włosy i szarpnąć całym jego ciałem. W panice i braku kontroli nad swoim ciałem, uderzył głową o ścianę i upadł tracąc przytomność tuż pod drzwiami które niemal staranowała Mavis.

1 komentarz:

  1. Jak moglas skonczyc w tym momencie? Co sie z nimi stanie? Czy jej uciekna? I wiele pytan krazy teraz po mojej glowie. czekam na nexta ;)
    twoja wierna czytelniczka ;)

    OdpowiedzUsuń