Jeśli mam być szczera to przyznam, że nie spałam prawie całą noc. Jestem zmęczona fizycznie, psychicznie i dalej nie wiem co działo się w nocy? Jestem nieco roztargniona o czym sama dobrze wiem, ale mam nadzieję że nie na długo. Jestem na skraju rozsądku. Serce karze zabronić Ethanowi wszelkich działań, mózg chce bólu i kary, serce chce chronić ciało przed tą kobietą i każe się chować w ukryciu, mózg chce ciągle więcej, chce wiedzieć co się dzieje. Serce czuje, mózg myśli. Nigdy tego nie pogodzę dlatego muszę wybierać.
Wstałam z łóżka lekko chwiejąc się na stopach po czym złapałam równowagę. Rozejrzałam się po pokoju. Tak jak było to do przewidzenia, Ethan i Logan zniknęli. Na łóżku siedziała Victoria ze splecionymi palcami. Nie sądzę żeby w nocy dobrze spała. Siedziała lekko zgarbiona na brzegu łóżka. Podeszłam do okna uchylając je. Świeże powietrze.
-Megan, co teraz? - zapytała podnosząc oczy w górę
-nie wiem. Jeszcze chwila i na serio zwariuję.
-nie wytrzymam tak dłużej. Wysiada mi psychika...
-boję się że mnie też. Musimy coś zrobić.
-co? Powiedz mi co?
-nie wiem do jasnej cholery... - usiadłam bezsilnie na podłodze - jedynymi sprawami które ryją mi psychikę to ta dziwna babka w koszuli, jęki jakieś popierdolone krzyki i ta niedojebana sprawa z chłopakami.
-zgadzam się...
-Vickie, musimy coś zrobić. Albo : po prostu cicho się zbieramy i wynosimy stąd we dwie, albo : zostajemy i odcinamy Logana z Ethanem od Stylesa i Biebera. Bo jeśli zrobimy to pierwsze, to Ethan z Loganem ich po prostu zabiją w męczarni a w przypadku drugim może ocalimy im nędzne dupy.
-zacznijmy od tego że nawet nie wiemy co się tam dzieje?
-sądząc po tłumionych krzykach, lub też krzykach na które po wczorajszym dniu nie mają już siły raczę sądzić że Ethan i Logan są na dole i znęcają się nad pozostałą częścią ekipy w tym domu.
-jakie przemówienie...
-daj spokój...
-dobra, chodź na dół.
-po co?
-chcę wiedzieć w jakim stanie na chwilę obecną jest mój dawny właściciel.
Spojrzałam na drzwi po czym szybko wstałam. Otworzyłam je i powoli zeszłam po schodach. Z każdym krokiem w dół czułam chłód. Nie wiem skąd... słyszałam też jęk. Bolesny jęk i łomot łańcucha uderzającego o skórę. Dobrze wiedziałam co się działo w każdej z cel. Piekło.
Podeszłyśmy na 5 metrów od pierwszej piwnicy i zatrzymałam się. Wystarczył mi sam dźwięk. Wskazałam palcem Victorii żeby poszła pod drugie drzwi. Przechodząc obok tych pierwszych zatrzymała się na moment. Kiedy spojrzała przez kraty, jej oczy rozszerzyły się, usta otwarły a dłoń szybko je zakryła. Odbiegła pod tamte drzwi. Ethan z Loganem zostawili je uchylone.
Stałam przed nimi słuchając. Sam dźwięk wystarczył mi do wszystkiego. Słyszałam ciężki oddech, urywany jęk, płacz łamany ze szlochem i przymusowym milczeniem. Potem był świst powietrza, ciężki grzmot o ciało, które musiało być odkryte. I znowu tłumiony ból.
Byłam niepewna. Tak jak Vickie stałam pod drzwiami czując strach. Ale postawiłam stopę do przodu. Jeden krok, drugi, następny, krok od drzwi... czując serce w gardle, zmusiłam zbuntowane ciało i postawiłam ostatni krok do przodu, stawając w drzwiach. Nie wiem czy chciałam zobaczyć to, co zobaczyłam....
VICTORIA'S POV
Otworzyłam lekko uchylone drzwi. Poczułam wewnętrzne ukłucie i ból gdzieś w sobie kiedy zobaczyłam, co Logan zrobił z Justinem. On go nie pobił. Skatował.
Pobity chłopak leżał na ziemi podtrzymując sponiewierane ciało na łokciach. Jego podkoszulek był w strzępach, spodnie podarte a włosy całkowicie potargane. Na nadgarstkach widniały czerwone linie i optarcia z kajdanek. Plecy promieniowały ranami od łańcucha, ramiona pokryte w fiolecie a twarz... mokra od łez. Czerwona i z krwią. Pod nosem, na wardze, brwi i policzku. Poddał się. Widziałam to. Ale patrząc na niego widziałam samą siebie...
-Logan... - chłopak niespodziewał się mojej wizyty. Odwrócił się z gniewem w oczach - nie zabijaj go.
-zrobię to, co będę chciał.
-nie możesz go zabić!
-bo ? - założył ramiona - nie przeszkodzisz mi w niczym.
-Logan, nigdy nie chciałeś jego śmierci więc czemu teraz chcesz do tego doprowadzić?!
-to moja dziwka. Nie twoja, więc się nie wpierdalaj. Jeśli go zabiję to będzie moja sprawa a ty możesz jedynie patrzeć.
-chyba się nie rozumiemy. Ja mam taki sam status jak ty, więc nie rozumiem dlaczego się rządzisz?
-bo ja jestem panem w tym domu.
-a ja kim niby kurwa jestem ?! - wkurzona rozłożyłam ręce
-Victoria wyjdź stąd zanim on cię uderzy - ... usłyszałam cichy głos Justina który siedział oparty na nadgarstkach.
-zamknij mordę! - Logan jednym ruchem łańcucha gorzko spoliczkował Justina powalając jego ciało z powrotem na podłogę. Chłopak skulił się szlochając pod nosem.
-Logan, nie bij go w ten sposób.
-a w jaki mam go bić? Taki ?! - końcem łańcucha spiorunował krok chłopaka który krzyknął resztą sił zwijając się w kulkę.
-w taki też nie, na miłość boską Logan opanój się!
-zamknij się i wyjdź.
Patrzyłam na niego czując jak gdzieś we mnie gromadzi się bunt i żal. Bałam się że zacznę płakać. Czułam że coś wewnętrznie mnie rozrywa. Poza tym... Justin...
MEGAN'S POV
-boże święty Ethan, co ty z nim zrobiłeś ?! - krzyknęłam jak porażona widząc to, co Ethan zrobił z Harry'm.
Styles klęczał przy ścianie, niemal wisząc na własnych, krwawych nadgarstkach upiętych kajdankami wysoko nad głową. Płakał nie mogąc się bronić. Ethan potargał mu włosy, rozszarpał podkoszulek, porozrywał spodnie. Ale nie to do mnie dotarło najmocniej.
Jego ciało było pokryte bolesnymi ranami od łańcucha. Ręce, dłonie, klatka piersiowa, plecy, nogi, pośladki a nawet stopy były pokaleczone przez łańcuch. Na twarzy wyrzeźbiły się gorzkie łzy. Czerwone policzki i napuchnięte oczy. Wargę zdobiło rozerwanie i krew. Z nosa i czoła sączył się czerwony płyn. Był bezsilny, słaby, sponiewierany i bez szansy na krótki odpoczynek. W ciągu kilku godzin, Ethan odebrał mu całą siłę.
-jakto ''co'' ?
-czy ty nie widzisz jak on wygląda? - Ethan spojrzał na klęczącego Stylesa, który drżał od bólu i zimna
-no i co z tego?
-nie uważasz że za bardzo go pobiłeś? Nie widzisz tych wszystkich ran?
-widzę.
Ethan robił się irytujący. Nie mogłam już powoli tego znosić.
-wyjdź stąd i zostaw go w spokoju.
-nie.
-Ethan wyłaź.
-nie.
-kurwa mać, wypierdalaj stąd ! - puściły mi nerwy
Ethan wypuścił łańcuch i gwałtownie zaczął iść w moją stronę. Cofnęłam się w panice o krok ale on zdążył mną szarpnąć i docisnąć do ściany.
-słuchaj wredoto. Ja tutaj wydaję rozkazy a nie ty, wieź zamknij japę albo skończysz tak jak on.
-grozisz mi?
Nagle poczułam jak wielka dłoń Ethana, gorzko uderzyła w moją twarz. Poczułam... ból...
-E-Ethan... - nie mogłam nic z siebie wykrztusić - ty... jesteś nienormalny ! Zostaw mnie!
-przestań się ruszać albo jebnę ci jeszcze raz!
-Ethan puść mnie!
-zamknij się!
-puszczaj nie jestem twoją niewolnicą!
-a właśnie że jesteś - wyszeptał wciskając swoje kolano między moje nogi.
-Ethan kurwa, puszczaj ją!
W piwnicy rozległ się głośny rozkaz Harry'ego. Bałam się, wiedząc że on też robił ze mną to samo...
-bo co ?!
-wystarczy że ja ją krzywdziłem, a ty się do niej nie dopierdalaj !
-morda, suko! - uderzył go w twarz.
-jesteś gównem.
-co powiedziałeś? - Ethan nachylił się do Harry'ego.
-jesteś gównem. - chwycił za potargane włosy chłopaka podnosząc go w górę. Harry niechętnie podniósł się nieco.
-a teraz, policzymy sobie do dziesięciu.
Ethan szarpiąc za loki chłopaka i trzymając jego kajdanki za jego głową, bezlitośnie kopał kolanem w krok chłopaka. Krzyczał, prosił i przepraszał ale nic nie skutkowało. Nie znosiłam niegdyś Stylesa, ale stanął mi w obronie...
-nie waż się go dotknąć jeszcze raz - stanęłam przed Ethanem zakrywając sobą, sponiewierane ciało Harry'ego, który położył bezsilnie głowę na moim ramieniu.
-Megan odejdź, przyjmę cios. - wyszeptał a jedna z jego łez spadła mi na ramię
-nie.
-posłuchaj go i odejdź bo to ciebie uderzę - Ethanowi pociemniały oczy
-nie odejdę dopóki ty go nie zostawisz.
-czemu miałbym to zrobić?
-bijesz go zbyt długo. Musisz pozwolić mu odpocząć.
-czemu ty tak nagle go bronisz ?!
-bo mimo że go nienawidzę to nie chcę żeby umierał z ręki mojego przyjaciela!
-nie jestem twoim przyjacielem.
VICTORIA'S POV
-Logan, daj spokój.
-powiedziałem, wyjdź.
-posłuchaj...
-nie, kurwa wyjdź stąd!
Zagotowało się we mnie poczułam gniew który mnie zaczął opanowywać a co gorsze, poczułam że Justin po raz pierwszy jest po mojej stronie. Nie wiedziałam czy robi to abym mu pomagała czy dlatego że poważnie nie chce mojej krzywdy.
Stałam patrząc niemo i zarazem wściekle na Logana - chłopaka który wydawał mi się być niegdyś bliski.
-co ci się tak nagle stało?
Nie odpowiedział mi. Z tyłu zabrzęczał łańcuszek przy kajdankach Justina. Skierowałam oczy w dół. Chłopak powoli wracał do siebie. Jego postać ciągle wydawała się być nieugięta. Zrozumiałam że płacz, był jedynie odzwierciedleniem bólu i niczego więcej. W środku pozostał nienaruszony. On i Styles. Ciągle ci sami a może nieco inni?
-co ty w ogóle chcesz zrobić? Zabić go?
-nie wiem. Ale to na samym końcu.
-jesteś potworem Logan.
Domknęłam drzwi zatrzaskując je w pełni wściekłości. Byłam poważnie zdenerwowana. Doszłam do drzwi. Nie wiedziałam co odpierdala Megan, ale zdziwiła mnie sama jej postawa. Odgradzała Ethanowi drogę do Stylesa... Po co?
Zauważyła mnie a potem cała reszta. Patrzyłam na nich z niezrozumieniem. Megan stała stanowczo przed Ethanem, ale i tak bardziej piorunujący był fakt że pozwoliła Stylesowi oprzeć ciało na swoich plecach. Nie mogłam zrozumieć. Wiedziałam jedynie tyle, że tak jak ja, pokłóciła się z Ethanem.
poniedziałek, 23 czerwca 2014
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 20.
* * *
-śmieszne. - Megan wzdrgnęła ramionami sącząc z kubka gorącą czekoladę.
-co jest śmieszne?
-wszystko.
-to znaczy?
-po prostu wszystko. Zaczynając od tego popierdolonego zdarzenia z przejściem władzy na nas a kończąc na naszej debilnej panice.
-nasza panika nie była debilna...
-była. Wszystko co do tej pory się tu działo jest debilne. Jeszcze chwila i zacznę myśleć że całe to zajście to jedna wielka ściema.
-z czego to wnioskujesz?
-chociażby z nagłej uległości Biebera i Stylesa.
-nie rozumiem...
-jak to możliwe że zawsze byli nieugięci, mocni, wywyższali się ponad nami wszystkimi i miotali nami, podcinali ręce, nogi, bili paskiem, łańcuchem, wyzywali a nawet katowali. A teraz tak nagle, bez większej szarpaniny pozwolili sprowadzić się na ziemię i tak o prostu pozwolili żeby chłopcy ich katowali? - zamyśliłam się na chwilę... - w ogóle jak to możliwe żeby bez większych problemów dało się z nich wycisnąć łzy?
-może w cale nie są tacy silni za jakich ich miałyśmy?
-może.
Poprawiłam się na łóżku. Mimo że miałyśmy do dyspozycji cały dom, to nasz mały, przytulny pokoik i tak był najlepszy.
Zamyśliłam się spoglądając na dłonie. Wsadziłam jedną z nich pod udo. Od momentu kiedy Bieber zrobił mi ciętą rysę na nodze, została mi gruba warstwa zaschniętej krwi. Paskudna sprawa. Chwilę potem podniosłam wzrok spoglądając na zegarek. Było dokładnie 10 minut po północy.
Ogółem w domu byłoby cicho gdyby nie to, że ani Ethan ani Logan nie postanowili wyjść z piwnic. Nie wiem kiedy mają zamiar wrócić i jak będą wyglądać jutro rano Harry z Justinem, ale nie robi to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Może dlatego że nie widzę co się tam dzieje?
Przeszkadzał mi jednak nieco ich krzyk chociażby w zaśnięciu. Ethan z Loganem chyba zbytnio napalili się na wyrządzenie zapłaty. Nie wiem do czego tam doszło ale w każdym razie bądź - do niczego dobrego.
-Meg, nie zasnę... - jęknęłam.
-wiem o tym. Ja też nie. Ale wiesz... - urwała na chwilę unosząc lekko palec w górę - lepsze to, niż krzyki Mavis albo ta dziwna kobieta w koszuli.
-a wieź mi nie pierdol o nich, bo już w cale nie zasnę...
-Vickie, jak myślisz, kim była ta babka co dzisiaj nas nastraszyła w drzwiach?
-no... na pewno to nie był hologram.
-bo?
-hologram nie byłoby w stanie niczego dotknąć a tym bardziej otworzyć drzwi.
-więc kto to był?
Spojrzałam w sufit. W istocie nie miałam pojęcia kim ona była ale jeśli w ogóle ''była'' to z całą pewnością nie mogę jej zarówno zaliczyć do istoty cielesnej, ale też nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie wiem kto to był.
-nie wiem...
-no właśnie...
Zamknęłam powieki chcąc na wszelki sposób zasnąć. Nie mogłam, mimo że krzyki ucichły. W mojej głowie wyrósł widok tej kobiety. Chciałam sobie przypomnieć jak wyglądała, ale nie potrafiłam.
Byłam niemal na granicy snu, kiedy drzwi do naszego pokoju otwarły się. Zerwałam się do pozycji siedzącej jakbym usłyszała strzał a serce nabrało zabójczego tempa.
-spokojnie, mała. To tylko my. - Ethan spokojnie oznajmił zapalając światło. Cholera... walnęło mi po oczach. Spojrzałam na Megan. Zapewne miała minę podobną do mojej.
-czy... to jest krew? - Megan zapytała mrużąc lekko oczy w stronę podkoszulka i dłoni Ethana. Szybko znalazłam wzrokiem Logana. Wyglądał niemal identycznie.
-tak.
-czyja...?
-jego.
Patrzyłam na nich z lekkim niedowierzaniem. Nie wiedziałam skąd tyle krwi by się nagle wzięło na ich dłoniach. Nie było jej tam znowu aż tyle, jakby nie wiem... rozcinali im ręce czy coś, ale krew była solidnie widoczna. Zaczynałam mieć wątpliwości.
-chłopcy, mam nadzieję że wiecie o tym, że ich śmierć nie wchodzi w ogóle w grę?
-jak to nie wchodzi? - Ethan wytężył wzrok lustrując Megan.
-co... nie wiedziałeś o tym?
-zaraz, zaraz, czekaj. Chcesz mi powiedzieć że oni mają nie zdechnąć?
-no, tak.
-żartujesz sobie ze mnie?
-nie.
-nie, czekaj, to chyba jakaś pomyłka Meg.
-w niczym się nie mylę.
-ale nie kurwa, ty na serio sobie ze mnie żartujesz?!
-nie podnoś na mnie głosu. Nie żartuję sobie.
-Megan, podaj mi jeden przykład dla którego mielibyśmy ich nie zabijać.
-podaj mi jeden przykład który przemawia za tym żeby ich zabić. Sensowny przykład.
-ten gościu co nam ich oddał sam przecież powiedział że albo oni zabiją nas, albo my ich. Więc?
-chcesz plamić dłonie krwią? Na prawdę Ethan? Mało ci było patrzeć na krew? - Megan wstała z łóżka stawając twarz w twarz z Ethanem.
-co ci szkodzi? Nie powiesz mi chyba że znowu chcesz go bronić?
-Bronić? Przed czym? - zadrwiła - przed tobą? Nie mogę i nie chcę. Ale to nie oznacza że od razu masz go zabić. Chciałeś o ile dobrze pamiętam zemsty a nie śmierci?
-Zemsta a śmierć to to samo Megan.
-gówno prawda.
Zgasiła światło kładąc się od razu do łóżka. Ja zrobiłam to samo. Leżac patrzyłam jak Logan zmywa w umywalce z dłoni krew która chyba należała do Justina. Zaczynałam w głowie, podświadomie układać scenę w której miałoby rzekomo dojść do rozlewu krwi. Ale nie byłam w stanie pojąć - jeden cios doprowadził do krwi czy seria ciosów? Mnie Justin rzadko bił łańcuchem, więc nie wiem... Ale Harry robił to często z Megan. I pamiętam że mimo iż bił ją mocno, to nigdy do krwi. Tak więc Ethan z Loganem nieźle musieli ich pobić skoro doszło do rozlewu krwi.
NARRATOR POV
Vickie zasnęła niedługo potem, Megan również a chłopcy, zmyli zbędną krew i również położyli się do łóżek. Całość była nienaturalnie sztuczną grą o której wiedzieli podświadomie jedynie chłopcy. Nie chcieli by dziewczyny miały jakikolwiek udział w tym co się działo. Chcieli być jedynymi mającymi nieograniczoną władzę.
W środku nocy, kiedy już absolutnie wszyscy spali, nastał wrzask, potem huk, jeszcze jeden wrzask, następny huk i gorzkie szlochanie.
MEGAN'S POV
Otworzyłam oczy słysząc że za drzwiami, na dole coś się stało. Całe to nienaturalne zajście wybudziło nie tylko mnie. Również chłopaków i Vickie. Patrzyliśmy jeden na drugiego aż w końcu Logan zapalił światło.
-co tak kurwa jebło?! - Ethan wstał z łóżka
-nie wiem ale bardziej zastanawia mnie, kto krzyczał.
-jeden raz na pewno krzyczał Styles, drugi raz już nie wiem...
-spadło coś na niego czy jak?
-a chuj wie.
-chodźcie, trzeba sprawdzić.
Zanim ktokolwiek z nas w ogóle dotknął klamki usłyszałam ten sam dźwięk zgrzypiących drzwi, które nawiedziły nas kilka godzin temu.
Cofnęłam się o krok będąc świadoma tego że w tych samych drzwiach, które były na dole, teraz może stać ta kobieta.
-chodźcie. - warknęła Vickie otwierając stanowczo klamkę i od razu oświecając hol.
-Vick, ale ona...
-zamknij się i chodź. - chwyciła mnie za rękę ciągnąc w dół.
Zbiegłam po schodach nie patrząc nawet w stronę ''owych'' drzwi. Skierowałam się stronę pierwszych drzwi do piwnicy będąc pewna że drugi usłyszany przeze mnie krzyk należał właśnie do Harry'ego.
Podbiegłam do drzwi piwnicy, unosząc ciało na palcach. Nie mogłam otworzyć drzwi bo to Ethan miał klucze w dodatku gdzieś na górze. Nawet sama nie wiem, jak wielkie musiało być na mojej twarzy zdziwienie kiedy zobaczyłam, że Harry śpi...
-zaraz... - chwyciłam się za głowę. - czyli... to nie on krzyczał?
Patrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Żaden z nas nie wiedział do kogo należał owy krzyk. Był niemal identyczny jakby krzyczał Styles. To jego głos słyszałam... ale jak to możliwe skoro on śpi?
-dobra, nie ogarniam co tu się dzieje ale wartało by znaleźć to coś to tak hukło.
-coś? Czy masz może pomysł co to było?
-nie, ale to walnęło gdzieś blisko.
-jasne... Ethan wszystko jest blisko naszego pokoju...
Odwróciłam jeszcze raz twarz żeby popatrzeć na Stylesa. Spał. To było oczywiste. Nie było innej opcji. Nie mogliśmy więc stwierdzić że to on krzyczał. Na pewno nie zrobiłby tego tak głośno przez sen.
Patrzyłam na niego nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w gruncie rzeczy, za tym wszystkim może stać ta dziwna postać.
-a tak kobieta? Może to ona?
-Megan... to nie możliwe.
-Ethan, w tym domu wszystko jest możliwe.
-co sugerujesz?
-skąd masz pewność że to nie ona krzyczała?
-nie mam żadnej pewności Meg. Wiem tylko tyle, że oprócz krzyku był jakiś huk. Dziwi mnie jednak pewien fakt...
-jaki?
-skoro nas postawiło to na równe nogi, to jakim cudem on śpi?! Nic nie słyszał czy jak?!
Spojrzałam znowu na jego ciało. Teraz dopiero zaczynałam nieco rozkminiać sytuację. Jego ciało leżało nieruchomo i nie widziałam odstępstw w oddechach.
-czy on w ogóle żyje? - zapytałam dociskając ciałem do drzwi. Patrzyłam chwilę na ciało chłopaka leżącego pod ścianą - Harry? - moje pytanie odbiło się echem po ścianach.
-Ethan, co ty mu zrobiłeś? - Vickie zapytała w stronę chłopaka a już chwilę potem podbiegła pod drzwi drugiej piwnicy a za nią Logan.
-No co mu zrobiłeś? - powtórzyłam patrząc zdezorientowana na chłopaka
-potraktowałem go łańcuchem.
-zabiłeś go?
-nie.
-Ethan on nie oddycha.
-śpi.
-chłopie, coś ty zrobił?!
-nie zabiłem go, co najwyżej otumaniłem i mógł zemdleć, dziewczyno nie panikuj! - cofnęłam się o krok. Nie... nie lubię kiedy na mnie krzyczy... - przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć... - podszedł otulając mnie ramieniem. - nie, martw się, nie zrobiłem mu nic poważnego.
-Ethan, na pewno?
-tak.
Zobaczyłam obok siebie Vickie i Logana. Spojrzałam na nic szukając odpowiedzi. Usłyszałam jedynie komendę Logana.
-chodźcie, trzeba znaleźć to, co tak huknęło.
-ale gdzie ty chcesz tego szukać i to na dodatek w nocy?
Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Patrzyliśmy się na siebie nie wiedząc co zrobić. Spojrzałam w oczy Ethanowi. W tych oczach coś było. Coś się ukrywało. Nie wiem co, ale czułam że coś tam chował. Z głębi piwnicy wydobył się ciężki, urwany oddech. Żyje...
-mówiłem, że go nie zabiłem. - Ethan uśmiechnął się zawadiacko
-co z Justinem?
-w... porządku. Nie jest źle aczkolwiek rano będzie jeszcze gorzej.
-Logan, daj sobie na chwilę na wstrzymanie...
-nie.
* * *
Nie byłam pewna czy powinnam dać Ethanowi całkowitą kontrolę nad nim. On zrobi głupotę a ja tego nie chcę. Zemsta to nie śmierć. A Ethan, nie jest tego świadomy. Jak tak dalej pójdzie, Logan splami na zawsze ręce krwią Justina, a Ethan zakończy życie Harry'ego. A jeśli mam być szczera - nie mogę do tego dopuścić.
**********************************************************************************
Tak, tak, jest post ;3 wybaczcie mi ten ostatni incydent z postem... na serio przepraszam... <3 a, i jeśli ktoś nie wie, w ostatnim ogłoszeniu [post przed tym] zadałam wam pytanie, plis, powiedzcie mi co sądzicie <3
-śmieszne. - Megan wzdrgnęła ramionami sącząc z kubka gorącą czekoladę.
-co jest śmieszne?
-wszystko.
-to znaczy?
-po prostu wszystko. Zaczynając od tego popierdolonego zdarzenia z przejściem władzy na nas a kończąc na naszej debilnej panice.
-nasza panika nie była debilna...
-była. Wszystko co do tej pory się tu działo jest debilne. Jeszcze chwila i zacznę myśleć że całe to zajście to jedna wielka ściema.
-z czego to wnioskujesz?
-chociażby z nagłej uległości Biebera i Stylesa.
-nie rozumiem...
-jak to możliwe że zawsze byli nieugięci, mocni, wywyższali się ponad nami wszystkimi i miotali nami, podcinali ręce, nogi, bili paskiem, łańcuchem, wyzywali a nawet katowali. A teraz tak nagle, bez większej szarpaniny pozwolili sprowadzić się na ziemię i tak o prostu pozwolili żeby chłopcy ich katowali? - zamyśliłam się na chwilę... - w ogóle jak to możliwe żeby bez większych problemów dało się z nich wycisnąć łzy?
-może w cale nie są tacy silni za jakich ich miałyśmy?
-może.
Poprawiłam się na łóżku. Mimo że miałyśmy do dyspozycji cały dom, to nasz mały, przytulny pokoik i tak był najlepszy.
Zamyśliłam się spoglądając na dłonie. Wsadziłam jedną z nich pod udo. Od momentu kiedy Bieber zrobił mi ciętą rysę na nodze, została mi gruba warstwa zaschniętej krwi. Paskudna sprawa. Chwilę potem podniosłam wzrok spoglądając na zegarek. Było dokładnie 10 minut po północy.
Ogółem w domu byłoby cicho gdyby nie to, że ani Ethan ani Logan nie postanowili wyjść z piwnic. Nie wiem kiedy mają zamiar wrócić i jak będą wyglądać jutro rano Harry z Justinem, ale nie robi to na mnie jakiegoś szczególnego wrażenia. Może dlatego że nie widzę co się tam dzieje?
Przeszkadzał mi jednak nieco ich krzyk chociażby w zaśnięciu. Ethan z Loganem chyba zbytnio napalili się na wyrządzenie zapłaty. Nie wiem do czego tam doszło ale w każdym razie bądź - do niczego dobrego.
-Meg, nie zasnę... - jęknęłam.
-wiem o tym. Ja też nie. Ale wiesz... - urwała na chwilę unosząc lekko palec w górę - lepsze to, niż krzyki Mavis albo ta dziwna kobieta w koszuli.
-a wieź mi nie pierdol o nich, bo już w cale nie zasnę...
-Vickie, jak myślisz, kim była ta babka co dzisiaj nas nastraszyła w drzwiach?
-no... na pewno to nie był hologram.
-bo?
-hologram nie byłoby w stanie niczego dotknąć a tym bardziej otworzyć drzwi.
-więc kto to był?
Spojrzałam w sufit. W istocie nie miałam pojęcia kim ona była ale jeśli w ogóle ''była'' to z całą pewnością nie mogę jej zarówno zaliczyć do istoty cielesnej, ale też nie mogę tego całkowicie wykluczyć. Nie wiem kto to był.
-nie wiem...
-no właśnie...
Zamknęłam powieki chcąc na wszelki sposób zasnąć. Nie mogłam, mimo że krzyki ucichły. W mojej głowie wyrósł widok tej kobiety. Chciałam sobie przypomnieć jak wyglądała, ale nie potrafiłam.
Byłam niemal na granicy snu, kiedy drzwi do naszego pokoju otwarły się. Zerwałam się do pozycji siedzącej jakbym usłyszała strzał a serce nabrało zabójczego tempa.
-spokojnie, mała. To tylko my. - Ethan spokojnie oznajmił zapalając światło. Cholera... walnęło mi po oczach. Spojrzałam na Megan. Zapewne miała minę podobną do mojej.
-czy... to jest krew? - Megan zapytała mrużąc lekko oczy w stronę podkoszulka i dłoni Ethana. Szybko znalazłam wzrokiem Logana. Wyglądał niemal identycznie.
-tak.
-czyja...?
-jego.
Patrzyłam na nich z lekkim niedowierzaniem. Nie wiedziałam skąd tyle krwi by się nagle wzięło na ich dłoniach. Nie było jej tam znowu aż tyle, jakby nie wiem... rozcinali im ręce czy coś, ale krew była solidnie widoczna. Zaczynałam mieć wątpliwości.
-chłopcy, mam nadzieję że wiecie o tym, że ich śmierć nie wchodzi w ogóle w grę?
-jak to nie wchodzi? - Ethan wytężył wzrok lustrując Megan.
-co... nie wiedziałeś o tym?
-zaraz, zaraz, czekaj. Chcesz mi powiedzieć że oni mają nie zdechnąć?
-no, tak.
-żartujesz sobie ze mnie?
-nie.
-nie, czekaj, to chyba jakaś pomyłka Meg.
-w niczym się nie mylę.
-ale nie kurwa, ty na serio sobie ze mnie żartujesz?!
-nie podnoś na mnie głosu. Nie żartuję sobie.
-Megan, podaj mi jeden przykład dla którego mielibyśmy ich nie zabijać.
-podaj mi jeden przykład który przemawia za tym żeby ich zabić. Sensowny przykład.
-ten gościu co nam ich oddał sam przecież powiedział że albo oni zabiją nas, albo my ich. Więc?
-chcesz plamić dłonie krwią? Na prawdę Ethan? Mało ci było patrzeć na krew? - Megan wstała z łóżka stawając twarz w twarz z Ethanem.
-co ci szkodzi? Nie powiesz mi chyba że znowu chcesz go bronić?
-Bronić? Przed czym? - zadrwiła - przed tobą? Nie mogę i nie chcę. Ale to nie oznacza że od razu masz go zabić. Chciałeś o ile dobrze pamiętam zemsty a nie śmierci?
-Zemsta a śmierć to to samo Megan.
-gówno prawda.
Zgasiła światło kładąc się od razu do łóżka. Ja zrobiłam to samo. Leżac patrzyłam jak Logan zmywa w umywalce z dłoni krew która chyba należała do Justina. Zaczynałam w głowie, podświadomie układać scenę w której miałoby rzekomo dojść do rozlewu krwi. Ale nie byłam w stanie pojąć - jeden cios doprowadził do krwi czy seria ciosów? Mnie Justin rzadko bił łańcuchem, więc nie wiem... Ale Harry robił to często z Megan. I pamiętam że mimo iż bił ją mocno, to nigdy do krwi. Tak więc Ethan z Loganem nieźle musieli ich pobić skoro doszło do rozlewu krwi.
NARRATOR POV
Vickie zasnęła niedługo potem, Megan również a chłopcy, zmyli zbędną krew i również położyli się do łóżek. Całość była nienaturalnie sztuczną grą o której wiedzieli podświadomie jedynie chłopcy. Nie chcieli by dziewczyny miały jakikolwiek udział w tym co się działo. Chcieli być jedynymi mającymi nieograniczoną władzę.
W środku nocy, kiedy już absolutnie wszyscy spali, nastał wrzask, potem huk, jeszcze jeden wrzask, następny huk i gorzkie szlochanie.
MEGAN'S POV
Otworzyłam oczy słysząc że za drzwiami, na dole coś się stało. Całe to nienaturalne zajście wybudziło nie tylko mnie. Również chłopaków i Vickie. Patrzyliśmy jeden na drugiego aż w końcu Logan zapalił światło.
-co tak kurwa jebło?! - Ethan wstał z łóżka
-nie wiem ale bardziej zastanawia mnie, kto krzyczał.
-jeden raz na pewno krzyczał Styles, drugi raz już nie wiem...
-spadło coś na niego czy jak?
-a chuj wie.
-chodźcie, trzeba sprawdzić.
Zanim ktokolwiek z nas w ogóle dotknął klamki usłyszałam ten sam dźwięk zgrzypiących drzwi, które nawiedziły nas kilka godzin temu.
Cofnęłam się o krok będąc świadoma tego że w tych samych drzwiach, które były na dole, teraz może stać ta kobieta.
-chodźcie. - warknęła Vickie otwierając stanowczo klamkę i od razu oświecając hol.
-Vick, ale ona...
-zamknij się i chodź. - chwyciła mnie za rękę ciągnąc w dół.
Zbiegłam po schodach nie patrząc nawet w stronę ''owych'' drzwi. Skierowałam się stronę pierwszych drzwi do piwnicy będąc pewna że drugi usłyszany przeze mnie krzyk należał właśnie do Harry'ego.
Podbiegłam do drzwi piwnicy, unosząc ciało na palcach. Nie mogłam otworzyć drzwi bo to Ethan miał klucze w dodatku gdzieś na górze. Nawet sama nie wiem, jak wielkie musiało być na mojej twarzy zdziwienie kiedy zobaczyłam, że Harry śpi...
-zaraz... - chwyciłam się za głowę. - czyli... to nie on krzyczał?
Patrzyliśmy na siebie jak na idiotów. Żaden z nas nie wiedział do kogo należał owy krzyk. Był niemal identyczny jakby krzyczał Styles. To jego głos słyszałam... ale jak to możliwe skoro on śpi?
-dobra, nie ogarniam co tu się dzieje ale wartało by znaleźć to coś to tak hukło.
-coś? Czy masz może pomysł co to było?
-nie, ale to walnęło gdzieś blisko.
-jasne... Ethan wszystko jest blisko naszego pokoju...
Odwróciłam jeszcze raz twarz żeby popatrzeć na Stylesa. Spał. To było oczywiste. Nie było innej opcji. Nie mogliśmy więc stwierdzić że to on krzyczał. Na pewno nie zrobiłby tego tak głośno przez sen.
Patrzyłam na niego nie zdając sobie sprawy z tego, że tak w gruncie rzeczy, za tym wszystkim może stać ta dziwna postać.
-a tak kobieta? Może to ona?
-Megan... to nie możliwe.
-Ethan, w tym domu wszystko jest możliwe.
-co sugerujesz?
-skąd masz pewność że to nie ona krzyczała?
-nie mam żadnej pewności Meg. Wiem tylko tyle, że oprócz krzyku był jakiś huk. Dziwi mnie jednak pewien fakt...
-jaki?
-skoro nas postawiło to na równe nogi, to jakim cudem on śpi?! Nic nie słyszał czy jak?!
Spojrzałam znowu na jego ciało. Teraz dopiero zaczynałam nieco rozkminiać sytuację. Jego ciało leżało nieruchomo i nie widziałam odstępstw w oddechach.
-czy on w ogóle żyje? - zapytałam dociskając ciałem do drzwi. Patrzyłam chwilę na ciało chłopaka leżącego pod ścianą - Harry? - moje pytanie odbiło się echem po ścianach.
-Ethan, co ty mu zrobiłeś? - Vickie zapytała w stronę chłopaka a już chwilę potem podbiegła pod drzwi drugiej piwnicy a za nią Logan.
-No co mu zrobiłeś? - powtórzyłam patrząc zdezorientowana na chłopaka
-potraktowałem go łańcuchem.
-zabiłeś go?
-nie.
-Ethan on nie oddycha.
-śpi.
-chłopie, coś ty zrobił?!
-nie zabiłem go, co najwyżej otumaniłem i mógł zemdleć, dziewczyno nie panikuj! - cofnęłam się o krok. Nie... nie lubię kiedy na mnie krzyczy... - przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć... - podszedł otulając mnie ramieniem. - nie, martw się, nie zrobiłem mu nic poważnego.
-Ethan, na pewno?
-tak.
Zobaczyłam obok siebie Vickie i Logana. Spojrzałam na nic szukając odpowiedzi. Usłyszałam jedynie komendę Logana.
-chodźcie, trzeba znaleźć to, co tak huknęło.
-ale gdzie ty chcesz tego szukać i to na dodatek w nocy?
Spojrzeliśmy na siebie jeszcze raz. Patrzyliśmy się na siebie nie wiedząc co zrobić. Spojrzałam w oczy Ethanowi. W tych oczach coś było. Coś się ukrywało. Nie wiem co, ale czułam że coś tam chował. Z głębi piwnicy wydobył się ciężki, urwany oddech. Żyje...
-mówiłem, że go nie zabiłem. - Ethan uśmiechnął się zawadiacko
-co z Justinem?
-w... porządku. Nie jest źle aczkolwiek rano będzie jeszcze gorzej.
-Logan, daj sobie na chwilę na wstrzymanie...
-nie.
* * *
Nie byłam pewna czy powinnam dać Ethanowi całkowitą kontrolę nad nim. On zrobi głupotę a ja tego nie chcę. Zemsta to nie śmierć. A Ethan, nie jest tego świadomy. Jak tak dalej pójdzie, Logan splami na zawsze ręce krwią Justina, a Ethan zakończy życie Harry'ego. A jeśli mam być szczera - nie mogę do tego dopuścić.
**********************************************************************************
Tak, tak, jest post ;3 wybaczcie mi ten ostatni incydent z postem... na serio przepraszam... <3 a, i jeśli ktoś nie wie, w ostatnim ogłoszeniu [post przed tym] zadałam wam pytanie, plis, powiedzcie mi co sądzicie <3
środa, 11 czerwca 2014
OGŁOSZENIE.
Hej wszystkim !!! Od razu tłumaczę powód mojego pisania. Chodzi o posta który tak jak wiecie miał być w poniedziałek a się nie pojawił. Problem jest oczywisty. W poniedziałek post nie był gotowy więc nie mogłam go dodać. We wtorek coś ''spierdoliłam'' i post mi się skasował z brudnopisu. Oprócz tego wybiło mi neta.
Chcę wam powiedzieć że teraz od nowa piszę tego posta i dodam go tak szybko jak to tylko możliwe. I chcę żebyście wiedziały/li że post nie pojawił się w poniedziałek też w głównej mierze z mojego lenistwa i braku dyscypliny żeby go dokończyć. Za to was na prawdę bardzo przepraszam. Gdybym dodała w poniedziałek, nie byłoby takiego ''cyrku''. Na prawdę przepraszam was.
PRZESKOCZMY TEMAT
W nocy naszła mnie dzika myśl. Wiem że mój blog nie ma wielu czytelników, ale czy wartałoby założyć aska dla bloga? Moglibyście/mogłybyście dopytywać się o posty, bohaterów, sytuacje itp. Warto czy nie warto? Bardzo proszę, powiedzcie mi, nie mijajcie mojego pytania, proszę was <3
Chcę wam powiedzieć że teraz od nowa piszę tego posta i dodam go tak szybko jak to tylko możliwe. I chcę żebyście wiedziały/li że post nie pojawił się w poniedziałek też w głównej mierze z mojego lenistwa i braku dyscypliny żeby go dokończyć. Za to was na prawdę bardzo przepraszam. Gdybym dodała w poniedziałek, nie byłoby takiego ''cyrku''. Na prawdę przepraszam was.
PRZESKOCZMY TEMAT
W nocy naszła mnie dzika myśl. Wiem że mój blog nie ma wielu czytelników, ale czy wartałoby założyć aska dla bloga? Moglibyście/mogłybyście dopytywać się o posty, bohaterów, sytuacje itp. Warto czy nie warto? Bardzo proszę, powiedzcie mi, nie mijajcie mojego pytania, proszę was <3
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Rozdział 19.
Patrzyłam jeszcze przez dłuższą chwilę na drzwi przez które mogłybyśmy przejść do drugiej części domu. Z głębi korytarza wydobył się kolejny krzyk Harry'ego, a potem o dziwo, mino oddalonych, zamkniętych i bez okien drzwi, usłyszałam krzyk Justina. Cóż. Można powiedzieć : ZACZĘŁO SIĘ.
-cholera to niesprawiedliwe że nawet teraz nie mamy ani odrobiny kontroli nad tym co się tam dzieje... - westchnęłam zakładając ramiona - nie podoba mi się to.
-wiesz... - Megan podniosła dłoń drapiąc się w czubek głowy - może oni po prostu chcą udowodnić że ani Justin ani Harry w cale nie są tacy silni ?
-co to ma do rzeczy?
-może po prostu nie chcą żebyśmy wiedziały jak mają zamiar zademonstrować swoją siłę ? Sama wiesz że nie powiedzieli nam co chcą im zrobić... W sumie to słyszałam co nieco ale to nie było logiczne...
-więc czemu nie wolno nam patrzeć?
-mówię ci, nie chcą żebyśmy wiedziały w jaki sposób chcą ich no wiesz...
-poniżyć?
-też...
-wychłostać?
-też, ale nie o tym myślę...
-ukarać?
-właśnie!
-...
Podniosłam dłoń podnosząc kciukiem policzek. Zaczęłam się zastanawiać co za tym stoi.
-Meg, chcę wiedzieć co się tam dzieje. I nie obchodzi mnie, jak to zrobię, chcę widzieć co się tam dzieje. - popatrzyłam jej w oczy podpierając się o biodra
-to co robimy? Idziemy zobaczyć te drzwi czy jakimś cudem sprawdzamy co wyczynia Ethan z Loganem?
-to drugie.
Olśniło mnie dosłownie w sekundę. Będąc nie raz zamkniętą w piwnicy gdzie Ethan zamknął Harry'ego, dobrze wiedziałam że jest małe okienko. Nie wiem jak w przypadku piwnicy którą wybrał sobie Logan, ale ostatni raz jak widziałam, było tam dość jasno więc chyba... okienko jakieś tam jest.
-chodź. Wystarczy że wyjdziemy z domu i podejdziemy pod okna.
-Vickie, zauważą nas...
-trudno, chcę widzieć i koniec. A ty ze mną pójdziesz czy ci się to podoba czy nie.
Pociągnęłam brunetkę za dłoń w stronę drzwi. Będąc w domu i stojąc w korytarzu, każdy krzyk prowokował mnie do tego aby iść i sprawdzić. Byłam tak cholernie ciekawa... Nie zmienia to faktu że Logan albo Ethan mogli się wydrzeć. Ale jakoś nie szczególnie mnie to odpychało. Byłam ciekawa.
Megan zapewne ma rację. Zarówno Logan jak i Ethan chcą mieć władzę absolutną którą nie chcą się z nami podzielić. A to że nie chcą pozwolić nam patrzeć, może być spowodowane różnymi rzeczami. I nie wiadomo o którą może chodzić? Większości, czasem trzeba się po prostu domyśleć... co nie zawsze jest takie proste jak mogłoby się wydawać...
Dochodząc już niemal do drzwi, zauważyłam że ciało Megan zesztywniało a zaraz potem moje, kiedy dotarły do nas słowa:
''zdychaj, podła kurwo!''
A chwilę potem usłyszałyśmy wrzaśnięcie. Nie krzyk. To był wrzask. Nie wiem w jaką część ciała Ethan uderzył Harry'ego, ale jest duże prawdopodobieństwo że uderzył go w krocze.
Samo zdanie nie byłoby tak piorunujące, gdyby nie obecność słowa : zdychaj. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam chcąc jak najszybciej wiedzieć co się tam dzieje. Zżerała mnie ciekawość ale i zarazem niepewność.
Podeszłyśmy powoli i cicho pod okienko. Pierwsza była piwnica wraz z Ethanem i Harry'm dlatego pozwoliłam aby Megan zajęła większą i lepszą do patrzenia część okna. Ethan stał tyłem i był zbyt zajęty żeby nas zobaczyć.
Stojąc przy oknie zauważyłam że obie sylwetki i ich postawy zmieniły się od czasu kiedy stałyśmy pod drzwiami ostatni raz. Harry wymiękł i to było solidnie widoczne. Ethan zaś stał się ... nawet ciężko to opisać. Jego spięte mięśnie były mocno zarysowane. Postawa ciało sygnalizowała że jest zdesperowany i gotowy zrobić wszystko. Harry zaś leżał. Pod ścianą, skulony, podparty jedynie na łokciu, i... aż mnie dziwi że to widzę, ale ze łzami na twarzy. Ethan, swoim łańcuchem w kilku miejscach roztargał jego ubrania. Styles wyglądał jak nie on. Wyglądał tak, jak sobie to wyobrażałam.
Ethan nie szczędził siły. Przed każdym ciosem coś mówił, a potem siarczyście chłostał go po nogach lub ramionach. Styles nie miał jak się bronić dlatego był zmuszony znosić ból. Był zupełnie bezsilny. Bezradny. Wyglądał jak małe dziecko. Nie było w jego oczach prośby o litość tylko ból. Gdyby mógł, krzyczałby zapewne o pomoc, ale nie miał nawet kogo prosić o pomoc. Był świadomy tego, jak bardzo Ethan go nienawidzi ale też dobrze wiedział, że Ethan odda mu cały ból dwukrotnie. Nie wspominając o karze za skrzywdzenie Megan. Karę za to, Ethan, chyba chce zostawić na moment, kiedy uzna że będzie go to bolało najbardziej. W cale mi go nie szkoda, chociaż mam nadzieję że Ethan, nie mówił poważnie o tym zdychaniu. Nikt nie mówił że chcemy się pozabijać nawzajem...
-z pewnej perspektywy to okrutne i brutalne - Megan szepnęła do mnie kiedy zaczęłyśmy iść w stronę drugiej piwnicy - ale z innej perspektywy, właśnie tak sobie to wyobrażałam i odczuwam pewną satysfakcję.
-zgadzam się, chociaż byłabym szczerze ... no... chyba zawiedziona gdyby Ethan go zabił...
-no coś ty! Śmierć nie wchodzi w grę!
-myślisz że on o tym wie?
-nie jest głupi, więc chyba wie...
-a jeśli nie?
-zapytam go.
Doszłyśmy pod drugie okno. Tym razem mnie dostał się lepszy widok. Cóż. W końcu się dowiedziałam dlaczego ledwo co słyszałyśmy Justina.
Logan zakleił mu szarą taśmą usta uniemożliwiając krzyk. Chłopak krztusił się własnymi łzami ale Logan nie oderwał taśmy z jego twarzy. Patrząc na nich, po raz pierwszy zrozumiałam i zobaczyłam na własne oczy, nienawiść Logana do Justina. Widziałam to w jego ruchach. Justin NIGDY by nie kulił się przed kimś kogo miał za niewolnika. Logan w końcu zademonstrował mu że nie jest zerem. Logan zrównał go z ziemią. A Justin dobrze o tym wiedział. Miałam wrażenie że był świadomy tego, jak bardzo Logan go nienawidzi. Tak samo z Harry'm i Ethanem. Justin był może silny emocjonalnie, i z pozoru silny fizycznie, ale z tego co widziałam, źle znosił ciosy jakie zadawał mu Logan. Znoszenie bólu nie było jego mocną stroną. Może na początku udawało mu się ukryć ból. Ale nie teraz. Kiedy leżał jak dziecko z kolanami podwiniętymi niemal pod sam nos, z czerwonymi policzkami, strugami łez na twarzy. To nie ten sam, silny chłopak który się nade mną znęcał.
Odeszłam na krok od okna splatając palce. Czułam się jakoś tak... inaczej niż sobie to wyobrażałam. Byłam zdziwiona i trochę rozczarowana. Sądziłam że w ciele Stylesa i Biebera jest trochę więcej determinacji, a tymczasem zetknęłam się z poddaniem i brak przeciwstawności.
Ale oczywiście nie był to powód do mojego martwienia się. Z innej strony nawet cieszyło mnie to, że tak łatwo można było sobie z nimi poradzić. W gruncie rzeczy mogliśmy tak zrobić już dawno temu...
-nad czym myślisz?
-czemu nigdy wcześniej nie sprowadziliśmy ich do takiego stanu, tylko dopiero teraz? - Megan uniosła brew. Chyba nie do końca zrozumiała o co mi chodziło.
-o czym mówisz?
-zobacz w jak banalny sposób oni pozwolili sobą manipulować... Wystarczyło parę minut żeby zmiękli do zera... Czemu nie mogliśmy nimi zawładnąć już wcześniej?
Zmarszczyła brwi patrząc w dół. Rozumiała o co mi chodzi i chyba czuła rozczarowanie.
-Vickie... nie rozumiem jednej rzeczy...
-jakiej?
-owszem, mamy władzę i kontrolę nad nimi a także nad ich domem. Możemy robić co chcemy, ale gdzie tu logika? Nie możemy do końca życia tu siedzieć i patrzeć jak Harry z Justinem spędzają kolejne dni życia w męczarniach tylko dlatego że to było nasze marzenie... Megan, musimy jakoś wrócić do domu... Nie możemy tu zostać. Nigdy nie wiadomo kto czai się w okolicy... Rozumiesz o co mi chodzi?
-Rozumiem. Ale co chcesz zrobić żeby to zmienić? Nie możemy zostawić teraz Ethana z Loganem samych i pozwolić im robić co chcą bo z całą pewnością ich zabiją a ja niczyjej śmierci nie chcę.
-nie wiem co należy a co wypada mi zrobić. Logan i Ethan czują w sobie władzę kiedy nie mają ograniczeń i dobrze wiem że w ich przypadku, nie doprowadzi to do niczego dobrego. Do niczego.
-wiem o tym...
Spojrzałam na swoje dłonie uświadamiając sobie że mogę z nimi zrobić tylko dwie rzeczy na chwilę obecną. Albo nimi zadam ból, albo uleczę ból. Nie wiem jeszcze do czego zmusi mnie sytuacja. Chcący się dowiedzieć jestem zmuszona poczekać. Nie wiem ile.
-Vickie, wartało by wrócić. Ethan kazał nam poczekać. Może być zły jak zobaczy że gdzieś poszłyśmy...
-taa...
Poczłapałam nierównomiernym krokiem za Megan. W mojej głowie myśli robiły z moją psychiką wszystko co tylko im się chciało. Wojna... Totalny rozpierdol. Chaos. Nie czuję się dobrze z takim nawałem myśli. Powinnam być w gruncie rzeczy szczęśliwa że nadszedł ''TEN DZIEŃ'' ale jakoś nie czuję tego ''klimatu''. Coś tu nie gra...
Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi. Zamiast spokojnie zrobić kilka kroków, musiałam znowu przystanąć. Nie tylko ja. Na podłodze, tuż pod fotelami leżała koszula. Nie była jaka koszula. Biała. Wydawała się należeć do jakiejś kobiety. Ot zwykła koszula nocna. Ale... co ona robi na środku pokoju, kiedy przedtem jej tu nie było?
-zaraz... - Megan podniosła materiał z podłogi. Podnosząc go, zobaczyłyśmy spód materiału. Nieskazitelna biel, z drugiej strony kryła charakterystyczne plamy i jedno roztarganie. Ten zapach był paskudny... taki ... słodki?
-czyje to może być?
-nie wiem, ale cuchnie paskudnie.
-kobieca?
-raczej. Facet by w takiej nie chodził.
Za naszymi plecami coś zaszeleściło. Odwróciłam się. Nie widziałam nikogo i niczego. Ponownie spojrzałam na koszulę żeby się jej przyjrzeć, kiedy tym razem, z blatu spadł nóż a potem łyżeczka zataczając z brzękiem kółka na podłodze. Patrzyłam jak w omam na sztućce walające się na podłodze. Ich ''zachowanie'' nie było naturalne. Patrzyłam w nie jak w obrazek do puki brzęk nie ustał. Kiedy ostatni raz postanowiłam spojrzeć na koszulę którą trzymała Megan, w głębi korytarza rozległ się krzyk Harry'ego po czym zaskrzypiały otwierające się drzwi do drugiej części domu. To co się działo w tamtej chwili nie było tak po prostu normalnym zachowaniem...
-Megan, odłóż to. - dziewczyna powoli położyła materiał na podłodze. Odsunęłam się o krok w tył kiedy usłyszałam dziwny dźwięk, po czym drzwi od przejścia do drugiej części domu zaczęły się cudem powoli, zgrzypiąco otwierać. Zamarłam nie wiedząc co się dzieje ?! Za nami rozległ się kolejny krzyk. Poczułam w głębi siebie strach.
Czułam serce w piersi a z każdym kolejnym krzykiem który wydawał z siebie Harry, drzwi poszerzały się coraz mocniej. Zaczynałam panikować i bać się, czy w tym domu jest ktoś jeszcze ? Ktoś nie powołany i czy jest to stworzenie cielesne ... ?
Mój mózg przestał logicznie myśleć, serce zatrzymało się, źrenice powiększyły, oczy wyłupiały, ręce zaczęły drżeć a nogi zerwały się do ucieczki, kiedy nagle w drzwiach zobaczyłyśmy kobietę w bieli...
To był moment w którym biegłam, krzycząc, dysząc, uciekając i niemal płacząc jednocześnie. Nawet nie wiedziałam gdzie? Wrzasnęłam wniebogłosy, kiedy usłyszałam ponowny zgrzyt drzwi. Byłyśmy już niemal przy piwnicy Logana. Kiedy Ethan wybiegł z tamtej piwnicy jak porażony, słysząc nasz krzyk. Logan wypadł po chwili również z drzwi, nie mogąc zrozumieć czemu krzyczałyśmy...
-duch, kobieta, potwór, nie wiem kto to był... - Megan wypuściła z siebie emocje dając upust we łzach. Bała się. mnie serce chciało wyjść gardłem. Wtuliłam się w Logana który gładził mnie po włosach.
-gdzie to było?
-w drzwiach, tam w przejściu...
-do drugiej części domu?
-tak...
Chłopcy postanowili sprawdzić co się stało. Logan zostawił uchylone drzwi poszedł za Ethanem, który mijając drzwi do jego piwnicy, trzasnął nimi zamykając je. Spojrzałam lekko w bok. Justin klęczał z rękami uniesionymi wysoko nad głowę. Jego twarz była mokra i czerwona a oddech nierównomierny. Na gołych ramionach widoczne były czerwone kreski które niedługo potem zamianią barwę na inny kolor. W takiej odsłonie, nawet mi się podobał.
Czułam zimno na kostkach. To nie był dobry znak. Czułam się jak w jakimś nawiedzonym domu. Z resztą to był nawiedzony dom... tak sądzę. Nawiedzony i nienormalny. Nie lubię takich domów... Boję się ich. Boję się nawet teraz. Nie wiem czy obok mnie kogoś nie ma... Wiem że to nienormalne wierzyć w duchy, ale ja w nie wierzę. Boże Święty, ja się boję... nie przetrwam nocy... Śpię dzisiaj z Loganem. Innej opcji nie ma.
***********************************************************************
Hej !!! Mam do was prośbę, jeśli ktoś z was głosował w mojej ankiecie, to proszę... niech zrobi to jeszcze raz... coś się zepsuło i straciłam wszystkie głosy... Bardzo was proszę <3 Mam nadzieję że post się podobał ;** xx
-cholera to niesprawiedliwe że nawet teraz nie mamy ani odrobiny kontroli nad tym co się tam dzieje... - westchnęłam zakładając ramiona - nie podoba mi się to.
-wiesz... - Megan podniosła dłoń drapiąc się w czubek głowy - może oni po prostu chcą udowodnić że ani Justin ani Harry w cale nie są tacy silni ?
-co to ma do rzeczy?
-może po prostu nie chcą żebyśmy wiedziały jak mają zamiar zademonstrować swoją siłę ? Sama wiesz że nie powiedzieli nam co chcą im zrobić... W sumie to słyszałam co nieco ale to nie było logiczne...
-więc czemu nie wolno nam patrzeć?
-mówię ci, nie chcą żebyśmy wiedziały w jaki sposób chcą ich no wiesz...
-poniżyć?
-też...
-wychłostać?
-też, ale nie o tym myślę...
-ukarać?
-właśnie!
-...
Podniosłam dłoń podnosząc kciukiem policzek. Zaczęłam się zastanawiać co za tym stoi.
-Meg, chcę wiedzieć co się tam dzieje. I nie obchodzi mnie, jak to zrobię, chcę widzieć co się tam dzieje. - popatrzyłam jej w oczy podpierając się o biodra
-to co robimy? Idziemy zobaczyć te drzwi czy jakimś cudem sprawdzamy co wyczynia Ethan z Loganem?
-to drugie.
Olśniło mnie dosłownie w sekundę. Będąc nie raz zamkniętą w piwnicy gdzie Ethan zamknął Harry'ego, dobrze wiedziałam że jest małe okienko. Nie wiem jak w przypadku piwnicy którą wybrał sobie Logan, ale ostatni raz jak widziałam, było tam dość jasno więc chyba... okienko jakieś tam jest.
-chodź. Wystarczy że wyjdziemy z domu i podejdziemy pod okna.
-Vickie, zauważą nas...
-trudno, chcę widzieć i koniec. A ty ze mną pójdziesz czy ci się to podoba czy nie.
Pociągnęłam brunetkę za dłoń w stronę drzwi. Będąc w domu i stojąc w korytarzu, każdy krzyk prowokował mnie do tego aby iść i sprawdzić. Byłam tak cholernie ciekawa... Nie zmienia to faktu że Logan albo Ethan mogli się wydrzeć. Ale jakoś nie szczególnie mnie to odpychało. Byłam ciekawa.
Megan zapewne ma rację. Zarówno Logan jak i Ethan chcą mieć władzę absolutną którą nie chcą się z nami podzielić. A to że nie chcą pozwolić nam patrzeć, może być spowodowane różnymi rzeczami. I nie wiadomo o którą może chodzić? Większości, czasem trzeba się po prostu domyśleć... co nie zawsze jest takie proste jak mogłoby się wydawać...
Dochodząc już niemal do drzwi, zauważyłam że ciało Megan zesztywniało a zaraz potem moje, kiedy dotarły do nas słowa:
''zdychaj, podła kurwo!''
A chwilę potem usłyszałyśmy wrzaśnięcie. Nie krzyk. To był wrzask. Nie wiem w jaką część ciała Ethan uderzył Harry'ego, ale jest duże prawdopodobieństwo że uderzył go w krocze.
Samo zdanie nie byłoby tak piorunujące, gdyby nie obecność słowa : zdychaj. Szarpnęłam za klamkę i wyszłam chcąc jak najszybciej wiedzieć co się tam dzieje. Zżerała mnie ciekawość ale i zarazem niepewność.
Podeszłyśmy powoli i cicho pod okienko. Pierwsza była piwnica wraz z Ethanem i Harry'm dlatego pozwoliłam aby Megan zajęła większą i lepszą do patrzenia część okna. Ethan stał tyłem i był zbyt zajęty żeby nas zobaczyć.
Stojąc przy oknie zauważyłam że obie sylwetki i ich postawy zmieniły się od czasu kiedy stałyśmy pod drzwiami ostatni raz. Harry wymiękł i to było solidnie widoczne. Ethan zaś stał się ... nawet ciężko to opisać. Jego spięte mięśnie były mocno zarysowane. Postawa ciało sygnalizowała że jest zdesperowany i gotowy zrobić wszystko. Harry zaś leżał. Pod ścianą, skulony, podparty jedynie na łokciu, i... aż mnie dziwi że to widzę, ale ze łzami na twarzy. Ethan, swoim łańcuchem w kilku miejscach roztargał jego ubrania. Styles wyglądał jak nie on. Wyglądał tak, jak sobie to wyobrażałam.
Ethan nie szczędził siły. Przed każdym ciosem coś mówił, a potem siarczyście chłostał go po nogach lub ramionach. Styles nie miał jak się bronić dlatego był zmuszony znosić ból. Był zupełnie bezsilny. Bezradny. Wyglądał jak małe dziecko. Nie było w jego oczach prośby o litość tylko ból. Gdyby mógł, krzyczałby zapewne o pomoc, ale nie miał nawet kogo prosić o pomoc. Był świadomy tego, jak bardzo Ethan go nienawidzi ale też dobrze wiedział, że Ethan odda mu cały ból dwukrotnie. Nie wspominając o karze za skrzywdzenie Megan. Karę za to, Ethan, chyba chce zostawić na moment, kiedy uzna że będzie go to bolało najbardziej. W cale mi go nie szkoda, chociaż mam nadzieję że Ethan, nie mówił poważnie o tym zdychaniu. Nikt nie mówił że chcemy się pozabijać nawzajem...
-z pewnej perspektywy to okrutne i brutalne - Megan szepnęła do mnie kiedy zaczęłyśmy iść w stronę drugiej piwnicy - ale z innej perspektywy, właśnie tak sobie to wyobrażałam i odczuwam pewną satysfakcję.
-zgadzam się, chociaż byłabym szczerze ... no... chyba zawiedziona gdyby Ethan go zabił...
-no coś ty! Śmierć nie wchodzi w grę!
-myślisz że on o tym wie?
-nie jest głupi, więc chyba wie...
-a jeśli nie?
-zapytam go.
Doszłyśmy pod drugie okno. Tym razem mnie dostał się lepszy widok. Cóż. W końcu się dowiedziałam dlaczego ledwo co słyszałyśmy Justina.
Logan zakleił mu szarą taśmą usta uniemożliwiając krzyk. Chłopak krztusił się własnymi łzami ale Logan nie oderwał taśmy z jego twarzy. Patrząc na nich, po raz pierwszy zrozumiałam i zobaczyłam na własne oczy, nienawiść Logana do Justina. Widziałam to w jego ruchach. Justin NIGDY by nie kulił się przed kimś kogo miał za niewolnika. Logan w końcu zademonstrował mu że nie jest zerem. Logan zrównał go z ziemią. A Justin dobrze o tym wiedział. Miałam wrażenie że był świadomy tego, jak bardzo Logan go nienawidzi. Tak samo z Harry'm i Ethanem. Justin był może silny emocjonalnie, i z pozoru silny fizycznie, ale z tego co widziałam, źle znosił ciosy jakie zadawał mu Logan. Znoszenie bólu nie było jego mocną stroną. Może na początku udawało mu się ukryć ból. Ale nie teraz. Kiedy leżał jak dziecko z kolanami podwiniętymi niemal pod sam nos, z czerwonymi policzkami, strugami łez na twarzy. To nie ten sam, silny chłopak który się nade mną znęcał.
Odeszłam na krok od okna splatając palce. Czułam się jakoś tak... inaczej niż sobie to wyobrażałam. Byłam zdziwiona i trochę rozczarowana. Sądziłam że w ciele Stylesa i Biebera jest trochę więcej determinacji, a tymczasem zetknęłam się z poddaniem i brak przeciwstawności.
Ale oczywiście nie był to powód do mojego martwienia się. Z innej strony nawet cieszyło mnie to, że tak łatwo można było sobie z nimi poradzić. W gruncie rzeczy mogliśmy tak zrobić już dawno temu...
-nad czym myślisz?
-czemu nigdy wcześniej nie sprowadziliśmy ich do takiego stanu, tylko dopiero teraz? - Megan uniosła brew. Chyba nie do końca zrozumiała o co mi chodziło.
-o czym mówisz?
-zobacz w jak banalny sposób oni pozwolili sobą manipulować... Wystarczyło parę minut żeby zmiękli do zera... Czemu nie mogliśmy nimi zawładnąć już wcześniej?
Zmarszczyła brwi patrząc w dół. Rozumiała o co mi chodzi i chyba czuła rozczarowanie.
-Vickie... nie rozumiem jednej rzeczy...
-jakiej?
-owszem, mamy władzę i kontrolę nad nimi a także nad ich domem. Możemy robić co chcemy, ale gdzie tu logika? Nie możemy do końca życia tu siedzieć i patrzeć jak Harry z Justinem spędzają kolejne dni życia w męczarniach tylko dlatego że to było nasze marzenie... Megan, musimy jakoś wrócić do domu... Nie możemy tu zostać. Nigdy nie wiadomo kto czai się w okolicy... Rozumiesz o co mi chodzi?
-Rozumiem. Ale co chcesz zrobić żeby to zmienić? Nie możemy zostawić teraz Ethana z Loganem samych i pozwolić im robić co chcą bo z całą pewnością ich zabiją a ja niczyjej śmierci nie chcę.
-nie wiem co należy a co wypada mi zrobić. Logan i Ethan czują w sobie władzę kiedy nie mają ograniczeń i dobrze wiem że w ich przypadku, nie doprowadzi to do niczego dobrego. Do niczego.
-wiem o tym...
Spojrzałam na swoje dłonie uświadamiając sobie że mogę z nimi zrobić tylko dwie rzeczy na chwilę obecną. Albo nimi zadam ból, albo uleczę ból. Nie wiem jeszcze do czego zmusi mnie sytuacja. Chcący się dowiedzieć jestem zmuszona poczekać. Nie wiem ile.
-Vickie, wartało by wrócić. Ethan kazał nam poczekać. Może być zły jak zobaczy że gdzieś poszłyśmy...
-taa...
Poczłapałam nierównomiernym krokiem za Megan. W mojej głowie myśli robiły z moją psychiką wszystko co tylko im się chciało. Wojna... Totalny rozpierdol. Chaos. Nie czuję się dobrze z takim nawałem myśli. Powinnam być w gruncie rzeczy szczęśliwa że nadszedł ''TEN DZIEŃ'' ale jakoś nie czuję tego ''klimatu''. Coś tu nie gra...
Weszłam do domu zamykając za sobą drzwi. Zamiast spokojnie zrobić kilka kroków, musiałam znowu przystanąć. Nie tylko ja. Na podłodze, tuż pod fotelami leżała koszula. Nie była jaka koszula. Biała. Wydawała się należeć do jakiejś kobiety. Ot zwykła koszula nocna. Ale... co ona robi na środku pokoju, kiedy przedtem jej tu nie było?
-zaraz... - Megan podniosła materiał z podłogi. Podnosząc go, zobaczyłyśmy spód materiału. Nieskazitelna biel, z drugiej strony kryła charakterystyczne plamy i jedno roztarganie. Ten zapach był paskudny... taki ... słodki?
-czyje to może być?
-nie wiem, ale cuchnie paskudnie.
-kobieca?
-raczej. Facet by w takiej nie chodził.
Za naszymi plecami coś zaszeleściło. Odwróciłam się. Nie widziałam nikogo i niczego. Ponownie spojrzałam na koszulę żeby się jej przyjrzeć, kiedy tym razem, z blatu spadł nóż a potem łyżeczka zataczając z brzękiem kółka na podłodze. Patrzyłam jak w omam na sztućce walające się na podłodze. Ich ''zachowanie'' nie było naturalne. Patrzyłam w nie jak w obrazek do puki brzęk nie ustał. Kiedy ostatni raz postanowiłam spojrzeć na koszulę którą trzymała Megan, w głębi korytarza rozległ się krzyk Harry'ego po czym zaskrzypiały otwierające się drzwi do drugiej części domu. To co się działo w tamtej chwili nie było tak po prostu normalnym zachowaniem...
-Megan, odłóż to. - dziewczyna powoli położyła materiał na podłodze. Odsunęłam się o krok w tył kiedy usłyszałam dziwny dźwięk, po czym drzwi od przejścia do drugiej części domu zaczęły się cudem powoli, zgrzypiąco otwierać. Zamarłam nie wiedząc co się dzieje ?! Za nami rozległ się kolejny krzyk. Poczułam w głębi siebie strach.
Czułam serce w piersi a z każdym kolejnym krzykiem który wydawał z siebie Harry, drzwi poszerzały się coraz mocniej. Zaczynałam panikować i bać się, czy w tym domu jest ktoś jeszcze ? Ktoś nie powołany i czy jest to stworzenie cielesne ... ?
Mój mózg przestał logicznie myśleć, serce zatrzymało się, źrenice powiększyły, oczy wyłupiały, ręce zaczęły drżeć a nogi zerwały się do ucieczki, kiedy nagle w drzwiach zobaczyłyśmy kobietę w bieli...
To był moment w którym biegłam, krzycząc, dysząc, uciekając i niemal płacząc jednocześnie. Nawet nie wiedziałam gdzie? Wrzasnęłam wniebogłosy, kiedy usłyszałam ponowny zgrzyt drzwi. Byłyśmy już niemal przy piwnicy Logana. Kiedy Ethan wybiegł z tamtej piwnicy jak porażony, słysząc nasz krzyk. Logan wypadł po chwili również z drzwi, nie mogąc zrozumieć czemu krzyczałyśmy...
-duch, kobieta, potwór, nie wiem kto to był... - Megan wypuściła z siebie emocje dając upust we łzach. Bała się. mnie serce chciało wyjść gardłem. Wtuliłam się w Logana który gładził mnie po włosach.
-gdzie to było?
-w drzwiach, tam w przejściu...
-do drugiej części domu?
-tak...
Chłopcy postanowili sprawdzić co się stało. Logan zostawił uchylone drzwi poszedł za Ethanem, który mijając drzwi do jego piwnicy, trzasnął nimi zamykając je. Spojrzałam lekko w bok. Justin klęczał z rękami uniesionymi wysoko nad głowę. Jego twarz była mokra i czerwona a oddech nierównomierny. Na gołych ramionach widoczne były czerwone kreski które niedługo potem zamianią barwę na inny kolor. W takiej odsłonie, nawet mi się podobał.
Czułam zimno na kostkach. To nie był dobry znak. Czułam się jak w jakimś nawiedzonym domu. Z resztą to był nawiedzony dom... tak sądzę. Nawiedzony i nienormalny. Nie lubię takich domów... Boję się ich. Boję się nawet teraz. Nie wiem czy obok mnie kogoś nie ma... Wiem że to nienormalne wierzyć w duchy, ale ja w nie wierzę. Boże Święty, ja się boję... nie przetrwam nocy... Śpię dzisiaj z Loganem. Innej opcji nie ma.
***********************************************************************
Hej !!! Mam do was prośbę, jeśli ktoś z was głosował w mojej ankiecie, to proszę... niech zrobi to jeszcze raz... coś się zepsuło i straciłam wszystkie głosy... Bardzo was proszę <3 Mam nadzieję że post się podobał ;** xx
wtorek, 27 maja 2014
Rozdział 18.
Śmieszył mnie ten widok. Ale za razem fajnie się na to patrzyło. Na tą bezsilność. Bezradność i debilne zachowanie. Byli zaiste onieśmieleni faktem że nie mają już władzy. W sumie to się im nie dziwię. Też bym się czuła podobnie gdyby nagle odebrano mi władzę. Boże... ile ja na to czekałam... Megan wróciła do mnie z miską pełną chipsów. Rozumiem że zaczyna się dla nas luz.
-Ethan złaź! Nie rozumiesz?! Zejdź ze mnie !!! - Ethana śmieszyło zupełnie jak mnie, to że Harry rzucał się na prawo i lewo.
-zamknij się.
-sam się zamknij! Nie będziesz mi rozkazywać! - Harry wyszarpnął się dość solidnie o mało nie zrzucając Ethana ze swoich pleców. Ten jednak szybko zareagował. Uderzył ręką w głowę Harry'ego po czym policzek Stylesa huknął o podłogę.
-a... ! - urwał niedokończony jęk zaciskając zęby w złości.
Ethan z uśmiechem wstał, podnosząc Harry'ego za włosy. Styles jęknął boleśnie kiedy Ethan niespodziewanie wypuścił z garści zaciśnięte loki po czym twarz związanego chłopaka ponownie runęła o ziemię. Spojrzałam na Megan. Wysunęła szeroko kąciki ust w górę odsłaniając 2 rzędy białych zębów. W końcu ma powód do uśmiechu.
-mam tu stać do końca życia? - Justin zadrwił po czym Logan natychmiast zareagował.
-jeśli tylko sobie tego życzysz.
-spadaj gnojku, do pięt mi nie dorastasz.
- i kto to mówi? - Logan wykorzystując nieświadomość chłopaka szybko go odwrócił piorunując jego krocze, uderzeniem z kolana. Justin upadł na podłogę jęcząc jak dziecko. - i kto tu komu do pięt nie dorasta?
-jesteś.... jesteś... - usiłował jakoś mu dogryźć ale ból nim zawładnął więc odczekał jeszcze chwilę - jesteś popierdolony!
-dziękuję. Staram się jak mogę. Teraz wstawaj. - chwycił za zwisający od obroży Justina metalowy krążek ciągnąc go w górę.
Byłam ciekawa gdzie ich mają zamiar dać. Jednak nie zdziwił mnie fakt że każdy z nich postanowił zabrać swojego ''podopiecznego'' w inną stronę. Poszłam za każdym z nich. Ethan uznał że woli piwnicę. Mądry wybór. Ktoś zakręcił chyba zawór.
Spojrzałam przez uchylone drzwi. Harry rzucał swoim ciałem na wszystkie strony aż Ethan jednym ruchem zrzucił go na ziemię a potem doczepił koniec łańcucha do jego obroży.
-piękna z ciebie suka, wiesz? - Ethan spoliczkował wściekłego Stylesa który ledwo co łapał oddech. Był mega zdenerwowany. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zabójczym tempie. Linia szczęki była solidnie zarysowana na twarzy a spięte mięśnie boleśnie ściskały się w za małych kajdankach. Jakież to... ''przykre''.
Megan pociągnęła mnie dalej. Logan zabrał Justina do drugiej piwnicy na końcu korytarza. Rzadko kiedy tam ktoś kiedyś lądował jednak skoro były dwie, Logan z tego skorzystał. Tak jak Ethan, doczepił miotającemu się chłopakowi łańcuch do szyi. Zauważyłam że ani Logan ani Ethan nie poluzowali uścisku w kajdankach.
Justin siedział naburmuszony, może zły na samego siebie, może przerażony. Nie wiem. Mimo to na pewno był zły. Siedział z zeciśniętą szczęką z wbitym gdzieś wzrokiem. Mimo jego niesamowitej powagi zauważyłam że uwierały go solidnie kajdanki. Cóż. Nic na to nie poradzę. A nawet jeśli bym mogła, to i tak bym nawet nie podeszła. Kto wie, co takiemu teraz siedzi w głowie?
Gapiłam się na spięte ciało Justina jeszcze chwilę. Taki bezbronny... no, w końcu mam to czego chciałam. Azatem wartało czekać, chociaż z pewnej perspektywy nie jestem do końca pewna czy aby na pewno się udało?
Justin i Harry znają ten dom jak własną kieszeń kiedy MY, tak na prawdę dopiero go odkrywamy. Te mury mają tajemnicę. O drugiej części domu wiem prawie nic, oprócz tego że jest tam MARBLE i resztki ciała Mavis. Nawet nie wiem co tak na prawdę kryje się za resztą tych wszystkich drzwi. Co jeśli w tym domu jest KTOŚ jeszcze, a my nawet o tym nie wiemy?
Oprócz głuchoty i dziwnego a zarazem paskudnie słodkiego zapachu to po drugiej stronie drzwi z napisem ''13'', z całą pewnością kryje się coś jeszcze. Druga część domu jest dla mnie zagadką którą chciałabym odkryć a mimo to nie mogę bo się boję. Cmentarz.
Mam też obawy dotyczące własnego bezpieczeństwa. Nie wiem czy Harry i Justin nie zdołają uciec z piwnic a potem po kolei nas pozabijać? Nie wiem kim na prawdę są ludzie którzy wydali ich w nasze ręce? Nie znam okolicy. Nie wiem nawet co jest za domem. Nie wiem gdzie powinniśmy w razie czego uciekać i u kogo szukać pomocy? Tak na prawdę to wiem jedynie tyle, że jestem Victoria i mam przyjaciółkę Megan. Nic więcej.
Patrząc na uziemionego, zakutego w ciasne kajdanki i uczepionego łańcuchem do ściany Justina, który siedział czerwony ze złości, zaczynałam mieć podejrzenie: czy my nie robimy głupoty? Czy to mądre że mamy zamiar dokonać zemsty na kimś, kogo imię i nazwisko widnieje na naszych nadgarstkach? Czy tu jest jakiś haczyk?
Nie wiem tego. Odpowiedzi jednak nie dostanę ani z ust Justina ani Harry'ego. Odpowiedź da mi jedynie czas. Cicha modlitwa nadziei do niepewności. Nie wiem ile minie czasu. Wydawałoby się, że wiem sporo. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że wiem niewiele. Zastanawiam się... czy ta cała bajka ma prawo mieć Happy End?
Rozmyślenia rozmyśleniami a czas płynie. Na tamtą chwilę byłam szczerze napalona na jakiekolwiek działanie bądź na jakikolwiek ruch ze strony Logana. W końcu jednak coś się ''ruszyło''. Tyle że nie w tym kierunku w którym oczekiwałam że ruszy. Logan zamknął nam drzwi przed nosem przekręcając klucz.
-Logan, otwórz. - zastukałam palcami w drzwi. W odpowiedzi uzyskałam jedynie odburknięcie.
-uhm, nie teraz. - nieco rozszerzyłam oczy. Usłyszałam też odgłos podnoszenia z ziemi zwiniętego kawałka łańcucha. Prawdopodobnie.
-Logan nie bądź chamski i otwórz drzwi.
-Vickie, idźcie stąd. To nie jest miejsce i czas dla was. Zajmijcie się na razie czymś innym.
-otwieraj! - uderzyłam pięścią w drzwi.
Drzwi otworzyły się z dość dużym rozmachem. Logana najwidoczniej znudziło moje marudzenie. Stał w drzwiach ze ściągniętą koszulką i kawałkiem nieco przyrdzewiałego łańcucha w dłoni. Wyglądał szczerze mówiąc seksownie. Za nim, na podłodze, dalej siedział Justin. Tym razem, jego wzrok był utkwiony na łańcuchu. No i prawidłowo.
-co chcesz? - jego ton głosu zniżył się co czyniło go jeszcze bardziej seksownym ale i aroganckim zarazem.
-widzieć to, co robisz. Chyba nie ma w tym nic złego?
-nie będziecie na to patrzeć bo to sprawa między mną a nim.
-czyżby? - uniosłam brwi - wedle mnie, mój udział w tej całej szopce jest znacznie większy niż twój, więc czemu nie mogę patrzeć?
-nieistotne. Po prostu nie powinnaś tego widzieć i tyle.
-Logan...
-Sorry ale NIE. - Zatrzasnął nam drzwi przed nosem. Znowu.
Poczułam się obrażona. Nie sądziłam że Logan odmówi mi w sprawie najmniejszego udziału w tym, co chce zrobić. Justin był bestią, która katowała w głównej mierze mnie a nie jego, więc nie rozumiem czemu on nagle przywłaszczył sobie do niego całe prawo?
Nie podobało mi się zachowanie Logana. Oczywiście nie z powodu tego że miał zamiar bić Justina, tylko dlatego że mnie olał.
Stałam pod drzwiami i jedynym sposobem na jakiekolwiek dowiedzenie się tego co tam się dzieje, było słuchanie. W głównej mierze, był to początkowo głos Logana który w arogancki sposób zadawał pytania. Wiedział że jest sam i że może sobie na to pozwolić. Justin nie odpowiedział ani na jedno pytanie.
Po chwili usłyszałam świst powietrza, a zaraz potem zduszony krzyk. Logan wymierzył pierwszy cios. Tak cholernie zależało mi, aby widzieć minę Justina. Chciałam zobaczyć ten ból na jego twarzy. Niestety okazało się to nie realne.
Megan zrezygnowana z dalszego stania pod drzwiami, pociągnęła mnie do przodu. Zdałam sobie sprawę z tego, że chce iść zobaczyć co wyczynia Ethan. Nie sądzę żeby robił cokolwiek innego niż Logan...
Przybliżając się coraz bardziej do drzwi, zaczynałam coraz głośniej słyszeć dźwięki dochodzące z tamtego pokoju. Zapewne, Ethan bawił się już ciałem związanego chłopaka. Bił go, słyszałam. Nie wiedziałam tylko gdzie i jak?
Doszłyśmy do drzwi. Te miały jedną zaletę. Tą zaletą był otwór zabity dwiema rurami. Coś jak drobne okienko. Megan wychyliłam się przystając nieco na palcach. Dołączyłam do niej chwilę potem.
Zobaczyłam dwie postacie. Wysokiego, silnego i górującego , młodego mężczyznę z twardym skórzanym paskiem w ręku, oraz jedynie na pozór silnego, skutego, wściekłego i bezbronnego chłopaka który klęczał przy ścianie. Ethan wymierzał ciosy pasem , chłostając nogi Stylesa. Harry nie mógł pozwolić na to, aby ktoś usłyszał, że go to boli. Upust w bólu dawał jedynie przerywanym oddechem i zduszonymi jękami. No cóż. My kiedyś znosiłyśmy dokładnie to samo. W dodatku on ma spodnie zakrywające uda. My miałyśmy spodenki...
Patrzyłam na szybkie ruchy Ethana i Harry'ego, który co parę sekund był chłostany. Dokładnie widziałam że przed każdym ciosem chciał się jakoś przygotować na ból.
Nie było mi go szkoda, widząc jakie znosił baty. W głębi serca chciałam aby Ethan przyspieszył i bił go mocnej. Styles zasłużył na ból. Zasłużył za to, co zrobił Megan. Za to jaki był.
Moje oczy były utkwione za zamkniętych oczach Stylesa i zaciśniętej szczęce kiedy Ethan niespodziewanie się odwrócił ocierając lekko spocone czoło.
-czego tutaj szukacie?
-patrzymy tylko.
-no więc Do Widzenia.
-że co? - tym razem, Megan, uniosła brwi. Jemu też coś odjebało?
-to co słyszałaś. To nie jest miejsce dla dziewczyn.
-a niby gdzie jest miejsce dla dziewczyn ?! - krzyknęła podpierając się o biodra.
-w kuchni - Harry nie tracąc arogancji rzucił tekst w stronę Megan.
-morda, suko! - Ethan cisnął paskiem w nogi Harry'ego dając mu do zrozumienia że ma się zamknąć. Styles jęknął z bólu -idźcie do salonu i poczekajcie tam na nas.
W jego oczach był gniew. Nie rozumiem dlaczego? Co zrobiłyśmy patrząc? Czemu jednocześnie Logan z Ethanem tak bardzo chcą mieć ich na własność?! To nie jest odpowiednie zachowanie na obecną chwilę.
-dobra, chodź. - Megan chwyciła mnie za łokieć ciągnąc w stronę salonu.
Kiedy usiadłyśmy na pierwszej lepszej kanapie, nie dając jej dojść do słowa, zapytałam:
-co się tu nagle stało? - spuściła wzrok patrząc na dłonie
-nie wiem ale nie podoba mi się to. Miało być po równo.
-wiem... - westchnęłam biorąc łyka stojącej niedaleko wody.
-co teraz masz zamiar zrobić?
-cóż... skoro Ethan z Loganem nie chcą nas dopuścić do tej całej SPRAWY... to może wartałoby w końcu iść i zobaczyć co jest za domem?
-c-co? - zakrztusiłam się
-no co? Nigdy tam nie byłyśmy.
-byłyśmy. Raz.
-oj tam, to był tylko raz i na dodatek nie widziałyśmy wszystkiego... chodź, warto zobaczyć jaką rupieciarnię urządzili w ogrodzie.
-jesteś pewna że chcesz tam iść?
-a dlaczego by nie?
-wiesz... jakoś nie jestem przekonana...
-w takim razie, olśnij mnie i powiedz, co masz zamiar robić przez cały dzień?
Zaczęłam w głowie kartkować listę rzeczy jakie mogłybyśmy zrobić.
-wiesz... skoro tak bardzo ci zależy żeby coś robić i sprawdzać, to czemu nie zajrzymy do tych drzwi przy suficie w drugiej części domu?
Jej oczy rozszerzyły się a tęczówki powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki.
-ty na serio chcesz tam iść? - zapytała patrząc z niedowierzaniem. Owszem, nie byłam przekonana, co do tego, czy nie robimy głupoty ale no cóż...
-no... wiesz... chyba lepiej wiedzieć co tam jest, niż żyć w nieświadomości, prawda?
Z głębi korytarza usłyszałyśmy bolesny krzyk Harry'ego. Najwidoczniej już nie dał rady powstrzymywać się od ukrywania emocji. Po chwili usłyszałam jego kolejny krzyk. Nie słyszałam jeszcze jak dotąd Justina. Może dlatego że on był o wiele dalej od nas i drzwi u niego były szczelnie zamknięte?
-wiesz... zamiast słuchania krzyku, to może jednak sprawdzimy co jest w tych drzwiach? - Megan niepewnie zaproponowała unosząc jeden kącik ust w górę.
-coś tak czułam że to powiesz...
*******************************************************
Witajcie! <3 przepraszam was że rozdział nie ukazał się w poniedziałek tylko dzisiaj ale szalała u mnie za oknem burza i bałam się korzystać z internetu. Mam nadzieję że mi wybaczycie ;*
-Ethan złaź! Nie rozumiesz?! Zejdź ze mnie !!! - Ethana śmieszyło zupełnie jak mnie, to że Harry rzucał się na prawo i lewo.
-zamknij się.
-sam się zamknij! Nie będziesz mi rozkazywać! - Harry wyszarpnął się dość solidnie o mało nie zrzucając Ethana ze swoich pleców. Ten jednak szybko zareagował. Uderzył ręką w głowę Harry'ego po czym policzek Stylesa huknął o podłogę.
-a... ! - urwał niedokończony jęk zaciskając zęby w złości.
Ethan z uśmiechem wstał, podnosząc Harry'ego za włosy. Styles jęknął boleśnie kiedy Ethan niespodziewanie wypuścił z garści zaciśnięte loki po czym twarz związanego chłopaka ponownie runęła o ziemię. Spojrzałam na Megan. Wysunęła szeroko kąciki ust w górę odsłaniając 2 rzędy białych zębów. W końcu ma powód do uśmiechu.
-mam tu stać do końca życia? - Justin zadrwił po czym Logan natychmiast zareagował.
-jeśli tylko sobie tego życzysz.
-spadaj gnojku, do pięt mi nie dorastasz.
- i kto to mówi? - Logan wykorzystując nieświadomość chłopaka szybko go odwrócił piorunując jego krocze, uderzeniem z kolana. Justin upadł na podłogę jęcząc jak dziecko. - i kto tu komu do pięt nie dorasta?
-jesteś.... jesteś... - usiłował jakoś mu dogryźć ale ból nim zawładnął więc odczekał jeszcze chwilę - jesteś popierdolony!
-dziękuję. Staram się jak mogę. Teraz wstawaj. - chwycił za zwisający od obroży Justina metalowy krążek ciągnąc go w górę.
Byłam ciekawa gdzie ich mają zamiar dać. Jednak nie zdziwił mnie fakt że każdy z nich postanowił zabrać swojego ''podopiecznego'' w inną stronę. Poszłam za każdym z nich. Ethan uznał że woli piwnicę. Mądry wybór. Ktoś zakręcił chyba zawór.
Spojrzałam przez uchylone drzwi. Harry rzucał swoim ciałem na wszystkie strony aż Ethan jednym ruchem zrzucił go na ziemię a potem doczepił koniec łańcucha do jego obroży.
-piękna z ciebie suka, wiesz? - Ethan spoliczkował wściekłego Stylesa który ledwo co łapał oddech. Był mega zdenerwowany. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w zabójczym tempie. Linia szczęki była solidnie zarysowana na twarzy a spięte mięśnie boleśnie ściskały się w za małych kajdankach. Jakież to... ''przykre''.
Megan pociągnęła mnie dalej. Logan zabrał Justina do drugiej piwnicy na końcu korytarza. Rzadko kiedy tam ktoś kiedyś lądował jednak skoro były dwie, Logan z tego skorzystał. Tak jak Ethan, doczepił miotającemu się chłopakowi łańcuch do szyi. Zauważyłam że ani Logan ani Ethan nie poluzowali uścisku w kajdankach.
Justin siedział naburmuszony, może zły na samego siebie, może przerażony. Nie wiem. Mimo to na pewno był zły. Siedział z zeciśniętą szczęką z wbitym gdzieś wzrokiem. Mimo jego niesamowitej powagi zauważyłam że uwierały go solidnie kajdanki. Cóż. Nic na to nie poradzę. A nawet jeśli bym mogła, to i tak bym nawet nie podeszła. Kto wie, co takiemu teraz siedzi w głowie?
Gapiłam się na spięte ciało Justina jeszcze chwilę. Taki bezbronny... no, w końcu mam to czego chciałam. Azatem wartało czekać, chociaż z pewnej perspektywy nie jestem do końca pewna czy aby na pewno się udało?
Justin i Harry znają ten dom jak własną kieszeń kiedy MY, tak na prawdę dopiero go odkrywamy. Te mury mają tajemnicę. O drugiej części domu wiem prawie nic, oprócz tego że jest tam MARBLE i resztki ciała Mavis. Nawet nie wiem co tak na prawdę kryje się za resztą tych wszystkich drzwi. Co jeśli w tym domu jest KTOŚ jeszcze, a my nawet o tym nie wiemy?
Oprócz głuchoty i dziwnego a zarazem paskudnie słodkiego zapachu to po drugiej stronie drzwi z napisem ''13'', z całą pewnością kryje się coś jeszcze. Druga część domu jest dla mnie zagadką którą chciałabym odkryć a mimo to nie mogę bo się boję. Cmentarz.
Mam też obawy dotyczące własnego bezpieczeństwa. Nie wiem czy Harry i Justin nie zdołają uciec z piwnic a potem po kolei nas pozabijać? Nie wiem kim na prawdę są ludzie którzy wydali ich w nasze ręce? Nie znam okolicy. Nie wiem nawet co jest za domem. Nie wiem gdzie powinniśmy w razie czego uciekać i u kogo szukać pomocy? Tak na prawdę to wiem jedynie tyle, że jestem Victoria i mam przyjaciółkę Megan. Nic więcej.
Patrząc na uziemionego, zakutego w ciasne kajdanki i uczepionego łańcuchem do ściany Justina, który siedział czerwony ze złości, zaczynałam mieć podejrzenie: czy my nie robimy głupoty? Czy to mądre że mamy zamiar dokonać zemsty na kimś, kogo imię i nazwisko widnieje na naszych nadgarstkach? Czy tu jest jakiś haczyk?
Nie wiem tego. Odpowiedzi jednak nie dostanę ani z ust Justina ani Harry'ego. Odpowiedź da mi jedynie czas. Cicha modlitwa nadziei do niepewności. Nie wiem ile minie czasu. Wydawałoby się, że wiem sporo. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę z tego, że wiem niewiele. Zastanawiam się... czy ta cała bajka ma prawo mieć Happy End?
Rozmyślenia rozmyśleniami a czas płynie. Na tamtą chwilę byłam szczerze napalona na jakiekolwiek działanie bądź na jakikolwiek ruch ze strony Logana. W końcu jednak coś się ''ruszyło''. Tyle że nie w tym kierunku w którym oczekiwałam że ruszy. Logan zamknął nam drzwi przed nosem przekręcając klucz.
-Logan, otwórz. - zastukałam palcami w drzwi. W odpowiedzi uzyskałam jedynie odburknięcie.
-uhm, nie teraz. - nieco rozszerzyłam oczy. Usłyszałam też odgłos podnoszenia z ziemi zwiniętego kawałka łańcucha. Prawdopodobnie.
-Logan nie bądź chamski i otwórz drzwi.
-Vickie, idźcie stąd. To nie jest miejsce i czas dla was. Zajmijcie się na razie czymś innym.
-otwieraj! - uderzyłam pięścią w drzwi.
Drzwi otworzyły się z dość dużym rozmachem. Logana najwidoczniej znudziło moje marudzenie. Stał w drzwiach ze ściągniętą koszulką i kawałkiem nieco przyrdzewiałego łańcucha w dłoni. Wyglądał szczerze mówiąc seksownie. Za nim, na podłodze, dalej siedział Justin. Tym razem, jego wzrok był utkwiony na łańcuchu. No i prawidłowo.
-co chcesz? - jego ton głosu zniżył się co czyniło go jeszcze bardziej seksownym ale i aroganckim zarazem.
-widzieć to, co robisz. Chyba nie ma w tym nic złego?
-nie będziecie na to patrzeć bo to sprawa między mną a nim.
-czyżby? - uniosłam brwi - wedle mnie, mój udział w tej całej szopce jest znacznie większy niż twój, więc czemu nie mogę patrzeć?
-nieistotne. Po prostu nie powinnaś tego widzieć i tyle.
-Logan...
-Sorry ale NIE. - Zatrzasnął nam drzwi przed nosem. Znowu.
Poczułam się obrażona. Nie sądziłam że Logan odmówi mi w sprawie najmniejszego udziału w tym, co chce zrobić. Justin był bestią, która katowała w głównej mierze mnie a nie jego, więc nie rozumiem czemu on nagle przywłaszczył sobie do niego całe prawo?
Nie podobało mi się zachowanie Logana. Oczywiście nie z powodu tego że miał zamiar bić Justina, tylko dlatego że mnie olał.
Stałam pod drzwiami i jedynym sposobem na jakiekolwiek dowiedzenie się tego co tam się dzieje, było słuchanie. W głównej mierze, był to początkowo głos Logana który w arogancki sposób zadawał pytania. Wiedział że jest sam i że może sobie na to pozwolić. Justin nie odpowiedział ani na jedno pytanie.
Po chwili usłyszałam świst powietrza, a zaraz potem zduszony krzyk. Logan wymierzył pierwszy cios. Tak cholernie zależało mi, aby widzieć minę Justina. Chciałam zobaczyć ten ból na jego twarzy. Niestety okazało się to nie realne.
Megan zrezygnowana z dalszego stania pod drzwiami, pociągnęła mnie do przodu. Zdałam sobie sprawę z tego, że chce iść zobaczyć co wyczynia Ethan. Nie sądzę żeby robił cokolwiek innego niż Logan...
Przybliżając się coraz bardziej do drzwi, zaczynałam coraz głośniej słyszeć dźwięki dochodzące z tamtego pokoju. Zapewne, Ethan bawił się już ciałem związanego chłopaka. Bił go, słyszałam. Nie wiedziałam tylko gdzie i jak?
Doszłyśmy do drzwi. Te miały jedną zaletę. Tą zaletą był otwór zabity dwiema rurami. Coś jak drobne okienko. Megan wychyliłam się przystając nieco na palcach. Dołączyłam do niej chwilę potem.
Zobaczyłam dwie postacie. Wysokiego, silnego i górującego , młodego mężczyznę z twardym skórzanym paskiem w ręku, oraz jedynie na pozór silnego, skutego, wściekłego i bezbronnego chłopaka który klęczał przy ścianie. Ethan wymierzał ciosy pasem , chłostając nogi Stylesa. Harry nie mógł pozwolić na to, aby ktoś usłyszał, że go to boli. Upust w bólu dawał jedynie przerywanym oddechem i zduszonymi jękami. No cóż. My kiedyś znosiłyśmy dokładnie to samo. W dodatku on ma spodnie zakrywające uda. My miałyśmy spodenki...
Patrzyłam na szybkie ruchy Ethana i Harry'ego, który co parę sekund był chłostany. Dokładnie widziałam że przed każdym ciosem chciał się jakoś przygotować na ból.
Nie było mi go szkoda, widząc jakie znosił baty. W głębi serca chciałam aby Ethan przyspieszył i bił go mocnej. Styles zasłużył na ból. Zasłużył za to, co zrobił Megan. Za to jaki był.
Moje oczy były utkwione za zamkniętych oczach Stylesa i zaciśniętej szczęce kiedy Ethan niespodziewanie się odwrócił ocierając lekko spocone czoło.
-czego tutaj szukacie?
-patrzymy tylko.
-no więc Do Widzenia.
-że co? - tym razem, Megan, uniosła brwi. Jemu też coś odjebało?
-to co słyszałaś. To nie jest miejsce dla dziewczyn.
-a niby gdzie jest miejsce dla dziewczyn ?! - krzyknęła podpierając się o biodra.
-w kuchni - Harry nie tracąc arogancji rzucił tekst w stronę Megan.
-morda, suko! - Ethan cisnął paskiem w nogi Harry'ego dając mu do zrozumienia że ma się zamknąć. Styles jęknął z bólu -idźcie do salonu i poczekajcie tam na nas.
W jego oczach był gniew. Nie rozumiem dlaczego? Co zrobiłyśmy patrząc? Czemu jednocześnie Logan z Ethanem tak bardzo chcą mieć ich na własność?! To nie jest odpowiednie zachowanie na obecną chwilę.
-dobra, chodź. - Megan chwyciła mnie za łokieć ciągnąc w stronę salonu.
Kiedy usiadłyśmy na pierwszej lepszej kanapie, nie dając jej dojść do słowa, zapytałam:
-co się tu nagle stało? - spuściła wzrok patrząc na dłonie
-nie wiem ale nie podoba mi się to. Miało być po równo.
-wiem... - westchnęłam biorąc łyka stojącej niedaleko wody.
-co teraz masz zamiar zrobić?
-cóż... skoro Ethan z Loganem nie chcą nas dopuścić do tej całej SPRAWY... to może wartałoby w końcu iść i zobaczyć co jest za domem?
-c-co? - zakrztusiłam się
-no co? Nigdy tam nie byłyśmy.
-byłyśmy. Raz.
-oj tam, to był tylko raz i na dodatek nie widziałyśmy wszystkiego... chodź, warto zobaczyć jaką rupieciarnię urządzili w ogrodzie.
-jesteś pewna że chcesz tam iść?
-a dlaczego by nie?
-wiesz... jakoś nie jestem przekonana...
-w takim razie, olśnij mnie i powiedz, co masz zamiar robić przez cały dzień?
Zaczęłam w głowie kartkować listę rzeczy jakie mogłybyśmy zrobić.
-wiesz... skoro tak bardzo ci zależy żeby coś robić i sprawdzać, to czemu nie zajrzymy do tych drzwi przy suficie w drugiej części domu?
Jej oczy rozszerzyły się a tęczówki powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówki.
-ty na serio chcesz tam iść? - zapytała patrząc z niedowierzaniem. Owszem, nie byłam przekonana, co do tego, czy nie robimy głupoty ale no cóż...
-no... wiesz... chyba lepiej wiedzieć co tam jest, niż żyć w nieświadomości, prawda?
Z głębi korytarza usłyszałyśmy bolesny krzyk Harry'ego. Najwidoczniej już nie dał rady powstrzymywać się od ukrywania emocji. Po chwili usłyszałam jego kolejny krzyk. Nie słyszałam jeszcze jak dotąd Justina. Może dlatego że on był o wiele dalej od nas i drzwi u niego były szczelnie zamknięte?
-wiesz... zamiast słuchania krzyku, to może jednak sprawdzimy co jest w tych drzwiach? - Megan niepewnie zaproponowała unosząc jeden kącik ust w górę.
-coś tak czułam że to powiesz...
*******************************************************
Witajcie! <3 przepraszam was że rozdział nie ukazał się w poniedziałek tylko dzisiaj ale szalała u mnie za oknem burza i bałam się korzystać z internetu. Mam nadzieję że mi wybaczycie ;*
poniedziałek, 19 maja 2014
Rozdział 17.
Z przerażeniem patrzyłam na gwałtownie unoszące się nademną ciało
Harry'ego. Był zbyt silnie zbudowany żebym mogła w jaki kolwiek sposób
pomóc samej sobie. Rozwścieczyłam go. Dobrze o tym wiem. W jego głosie
był gniew. Spiął mięśnie by swoimi dłońmi rozszarpnąć moje nogi na boki.
Nie miałam szans na odwrócenie biegu wydarzeń.
-Harry, błagam, nie rób mi tego! - krzyknęłam z całych sił w płucach zanim poczułam nieziemski ból. Ból który rozerwał w moim ciele to, czego nigdy nie odzyskam. Zacisnęłam powieki i ciężko znosiłam pieczenie, ból i bolesną ranę w psychice która zaczynała się we mnie żłobić. Jedyne co mi zostało to czekać aż poderżnie mi to pierdolone gardło! Boże... dlaczego z nim? Boli...
ETHAN'S POV
Słyszałem ją. Jej bolesny, rozerwany krzyk. Ktoś ją krzywdził. A ja dobrze wiedziałem kto to był. Nie miałem dłużej ochoty pozwalać na to żeby on robił z nią co chce. Wybiegłem przez drzwi zrzucając ze schodów Justina który prawdopodobnie szedł na górę. Biegłem ile sił w nogach. Słyszałem jej coraz głośniejszy krzyk, płacz i lament. Krzywdził ją a ja czułem ogień w dłoniach. Byłem gotowy go zabić.
Wbiegłem po schodach na górę dobiegając do drzwi zza których wydobywał się jej krzyk. Na podłodze stała pusta butelka po piwie. Chwyciłem ją w dłoń i z hukiem otworzyłem drzwi do sypialni Stylesa. Przeraziłem się. Ja. Chłopak.
Harry stał z nożem w jednej dłoni a drugą dłonią szarpał za włosy skuloną przy ścianie, zapłakaną i niemal nagą Megan. Zanim tu wparowałem usłyszałem : ,,zamknij ryj suko!''. Teraz tego pożałuje!
-Ethan!! - Harry nie zwracał nie mnie uwagi mimo jej krzyku w moją stronę.
-przyszedłeś popatrzyć jak zabijam moją niewolnicę? - zadrwił jak palant lekko odwracając głowę w bok.
-nie waż się jej dotknąć!
-ha! Już to zrobiłem. - ponownie zadrwił unosząc gwałtownie nóż.
-Giń ty podła kurwo! - nie wytrzymałem. Cisnąłem szkłem w głowę chłopaka.
Butelka rozprysnęła na setki kawałków. Po czym ciało Stylesa zachwiało się i bezwładnie upadło na podłogę.
VICTORIA'S POV
Wbiegłam po schodach na górę. Do oczu napłynęły mi łzy na widok własnej przyjaciółki z krwią na udach. Wiedziałam co się stało. Siedziała zwinięta w ramionach Ethana. Na podłodze obok, leżał Harry. Nawet nie wiem czy był żywy. Ominęłam go jakby był trupem i podeszłam do Megan całując w policzek.
-za co, kurwa, za co? - szepnęła mi prosto w oczy.
-Meg... ja... przykro mi...
Na moje słowa rozpłakała się jeszcze bardziej. Cholernie bolało mnie to że Harry zabrał jej w tak bestialski sposób cnotę. Jedyną rzecz jaką miała na własność. Każda kobieta ma prawo do wyboru. KAŻDA. Harry będąc świnią jej to odebrał bez jej zgody. Ona go nie kocha. Nigdy go nie kochała.
-Ethan...? - otworzyła niemo oczy spoglądając na drzwi w których przystanął Logan.
-no?
-nie zabijaj go. Tylko męcz. Tak kurwa żeby wiedział co to cierpienie. Za mnie i za ciebie. Masz moje pozwolenie.
-zrobię to.
MEGAN'S POV
Aż do rana czułam w sobie ból który przypominał mi o tym co straciłam. Każde drgnięcie omal nie doprowadzało mnie do płaczu. Nie miałam ochoty na nic. Jedyne czego pragnęłam, to wieczora. Tej pierdolonej godziny 20.00. Czekałam na nią jak na nic innego. Czekałam, bo już nic innego mi nie zostało. Chciałam doczekać tego pięknego momentu. Uwieńczenia moich cierpień. Tego wszystkiego co mi wyrządził.
Nie wiem czy on przeżyje. Nie wiem co Ethan chce mu zrobić. Wiem tylko tyle że chciałabym aby otrzymał kilka konkretnych ran. Pierwszą z nich, chce aby była ciągła świadomość tego że jego matka go nienawidzi za to kim jest i że się nim brzydzi. Drugą z nich byłby fizyczny ból zadawany wszelką formą. Tak jak robił to mnie. Łańcuchem, pięściami, paskiem, czasem i nożem. I chcę bólu psychicznego. Chcę jego strachu. Ogromnego. Takiego który by go przeszywał od dołu do góry. Chcę żeby się bał. Prosił o litość. Płakał. Należy mu się. Nie wiem jak surowo Logan zastosuje się w stosunku do Justina, jednak wiem, że nie będzie szczędził siły.
-Ethan? - zapytałam chłopaka leżącego na łóżku obok mojego.
-no?
-co zrobiliście z Justinem? - zapytałam, bo od wczoraj nie wiem o nim zupełnie niczego.
-nic. I jego i tego skurwiela, po prostu trzymamy w podświadomości, związanych , na podłodze w holu i tyle.
-uh... Czy ty wiesz co chcesz mu zrobić?
-wiem.
-możesz mi powiedzieć? - zapytałam odwracając całe ciało w jego stronę.
-przede wszystkim będzie musiał się oswoić z łańcuchem. W przeciwnym wypadku będzie mu ciężko.
-a Justin?
-nie ma ulgowego. Równe traktowanie.
-...jak długo to potrwa?
-dokładnie 4 tygodnie. Tak długo jak długo my to musieliśmy znosić.
-która godzina? - zapytałam niecierpliwiąc się z każdą minutą.
-16.36 a co?
-niecierpliwię się...
Przewróciłam się na drugi bok. Jeśli mam być szczera, to ułożyłam sobie scenariusz w głowie. Co prawda nie był on odzwierciedleniem tego jak będzie to wyglądało w rzeczywistości ale możliwe że niewiele będzie się różnił od tego co się stanie za 4 godziny.
Jako poszkodowana i cholernie zła, miałam w głowie pewien dość ciekawy scenariusz. Wymyśliłam sobie dwie możliwe sytuacje. Pierwsza z nich będzie gwałtowna. Drugą nazwałam ''przesłuchaniem''. Albo zadziałają gwałtownie albo najpierw będą się z nimi kłócić i wypytywać i przyczynę a potem o kasę.
Nie wiem tylko czy zarówno Ethan jak i Logan myślą o wsadzeniu swoich ''podopiecznych'' razem do piwnicy czy też chcą ich mieć na własność. Tego nie wiem. Boże... jak ten czas się dłuży...
*4 godziny później*
Leżałam nadal na łóżku kiedy zegarek wypstrykał godzinę 20.00 . Niemal spadłam z łóżka na świadomość tego, że nadszedł długo oczekiwany przeze mnie moment. W pokoju byłam jedynie ja i Vickie. Chłopcy dawno zeszli na dół. Słyszałam więcej jak 2 głosy dlatego zakładam że szanowne księżniczki już są trzeźwe. Boże, jak ja się nimi brzydzę...
Usłyszałam odgłos kół podjeżdżających pod dom księżniczek i parkujący tak jak ostatnio, pod naszym oknem. Wysiedli z niego ponownie ci sami mężczyźni. Nie zdziwił mnie fakt że mają przy sobie różnej maści ekwipunek typu śmieszny kij z kuleczką na końcu. Z lekka przypominał bat. Ale po co? Nie wiem.
Prawdopodobnie jeden z chłopaków otworzył drzwi. Coś dziwnie podskoczyło mi w żołądku. Tak jakbym kręciła się karuzelą która w szybkim tempie zmienia kierunek jazdy. Na dole zaczęła się już jakaś rozmowa jakiej nie dosłyszałam się. Zaczęłam być wraz z Vickie jej uczestniczką, dopiero w tedy, gdy zeszłyśmy po schodach na dół. Co za piękny widok.
VICTORIA'S POV
Na twarzy Megan gościł uśmiech od momentu wybicia godziny 20.00 . Dobrze wiem, jak bardzo czekałyśmy na ten moment. Zaraz za nią, zeszłam na dół opierając swoje ciało o barierkę i zakładając ramiona. Spojrzałam na dwa samce alfa w tym domu. Co za paskudne, udające niewiniątko gówno...
-gdzie pieniądze? - zapytał [być może] szef całej, przybyłej ekipy w stronę Justina który jak dziecko miętolił w palcach róg od swojego podkoszulka. Nikt się nie odezwał. Ethan oparł się o komodę z wyższością patrząc na odrębną dwójkę. Ciągle obaj milczeli. Justin ani drgnął. Parę razy rzucił wzrokiem po podłodze i to na tyle. A hrabia Harold? Fascynował się czubkami swoich bosych od wczoraj stóp.
-zapytam inaczej- podszedł o krok bliżej i brakowało 20 cm żeby zetknął się z ciałem Justina - gdzie jest sejf? - oczy obojga nastolatków uniosły się momentalnie w górę.
-nie... nie masz prawa zabrać nam pieniędzy... - szepnął Harry
-co powiedziałeś? Powtórz? - speszony chłopak spuścił wzrok
-że... nie masz prawa zabrać nam pieniędzy... - górujący ciałem mężczyzna, gorzko spoliczkował Harry'ego
-co powiedziałeś? Bo się chyba kurwa, przesłyszałem ?! - uniósł głos na co Harry przyłożył dłoń do policzka i cofnął się o krok - gdzie jest sejf?
Znowu żaden z nich się nie odezwał. Wpatrywałam się raz w ową grupę ludzi, raz w Justina, raz w Harry'ego, raz w Logana a raz Ethana. Co chwilę odwracałam głowę do Megan. Cyrk. A nawet gorzej. Porażka. Głucho nasłuchiwałam szmeru. Nawet ich oddechu nie mogłam usłyszeć. Masakra... Ale no cóż.
Nawet nie zauważyłam momentu w którym któryś z ''pomocników'' [nie umiem ich inaczej nazwać] sięgnął do torby z ekwipunkiem i podał do ręki najwyższemu mężczyźnie owy śmieszny kij z kuleczką przypominający bat. Wystawił owy przedmiot Justinowi tuż przed nos.
-powiedz gdzie jest sejf, albo dowiesz się do czego to służy. - Justin jak porażony wpatrywał się przez chwilę w owy przedmiot. Potem odwrócił na chwilę twarz do Harry'ego który swoim ruchem głowy znacząco zabronił mu powiedzenia o znajdowaniu się skrytego pomieszczenia. Nazwijmy sobie tego gościa Mike. Tak więc on, po raz kolejny odezwał się, ale z tego co pamiętam nie był już tak delikatny - dobra, sami tego chcieliście. Nie chcecie powiedzieć po dobroci, dobrze. Nie ma sprawy. Aaron, podaj mi kajdanki.
Uniosłam brwi. Nie spodziewałam się takiego obrotu akcji ale szczerze powiem że mi się to spodobało. Harry zaplątał się z walające się drobne fotele przez co Ethan szybko go unieruchomił. Justinowi udało się uciec, jednak nie na daleki dystans gdyż już po chwili sztywno przyprowadził go Logan.
Mike rozpinając kajdanki, zakuł je za plecami wyrywających się nastolatków sadzając ich na dwóch osobnych krzesłach. Zaczynało to ciekawie wyglądać. Co dziwne żaden z nich nie wydał z siebie ani słowa protestu. Zupełnie nie rozumiem dlaczego?
Posadzono ich na krzesłach. Przeniosłam się z oparcia o barierki w wygodniejsze miejsce przy kanapie. Dokładnie na przeciwko owych ''niewiniątek'' . Niesamowite.
Mike nakazał dwojgu ze swoich towarzyszy przywiązać ich do oparcia krzesła. Pospiesznie chwycili za sznur. Zdziwiła mnie ich determinacja. Byli małomówni. Bardzo małomówni. Pozwalali sobą manipulować. Na sam koniec Mike zarządził abo każdemu z nich nałożyć opaskę na oczy.
Do momentu w którym mogli patrzeć, zachowywali kamienną twarz. Cichą, bez skrupułów. Byli nieruszeni. Nawet kiedy zasłonięto im oczy. Kiedy Mike zaczął wyczyniając cuda w dłoniach z owym ''batem'' dostrzegłam że owy przedmiot jest dość giętki. Zaczął krążyć wokół nieruchomo usztywnionych ciał dwojga młodych nastolatków.

-nie dowiesz się gdzie trzymamy pieniądze. - Harry stanowczo oznajmił Mike'owi. Dokładnie w tej samej chwili zobaczyłam jak podłużny, cienki, czarny przedmiot z siłą uderza w udo zupełnie niczego nieświadomego chłopaka. Harry jęknął z bólu zaciskając zęby.
-zła odpowiedź.
Podszedł bliżej do Justina. I kładąc bat na jego ramieniu, uświadomił go, gdzie wymierzy cios jeśli nie usłyszy tego co zechce.
-gdzie jest sejf?
-Justin nie mów mu. - Harry ponownie zaprotestował po czym Mike po raz kolejny z rozmachu wymierzył cios batem w jego drugą nogę. Chłopak zacisnął wargi.
-no, to gdzie on jest?
-nie mogę ci powiedzieć.
-dlaczego?
-to wszystko co mamy a ty nie masz prawa nam tego zabrać. - Mike wyraźnie zmarszczył brwi. Uniósł bat i ze świstem powietrza uderzył w ramię Justina który jęknął jak małe dziecko po czym usiłował przysunąć policzek do obolałego miejsca.
-dobra, to nic nie da. Daję wam jeszcze jedną szansę. Jeśli żaden z was mi nie odpowie na moje proste pytanie, będę was chłostać tak długo aż mi któryś powie a potem rozwalę wam ten zasrany dom i sam go znajdę.
Usłyszałam ciężki oddech Harry'ego. Podoba mi się ten szantaż.
-tak więc, pytam was po raz ostatni : gdzie jest sejf? - tak jak to przewidziałam nastała cisza. Justin spuścił głowę w dół. Wiedział. Oni obaj wiedzieli. Co w tym sejfie było takiego cennego? Kasa? Czy coś więcej?
Mike, zdenerwowany czekaniem które zdawało się nie mieć końca, zaczął bezlitośnie chłostać raz po razie każdego z nich. Raz bił po nagach, raz po brzuchu albo i po ramionach. Słyszałam zduszone jęki. Mike nie oszczędzał siły. Bił po kolei każdego z nich. Czekał aż któryś wymięknie. Robił to ze sporym wkładem siły bo zauważyłam rozdarty kawałek podkoszulka u Justina.
-dobra, jak nie tak, to innym sposobem.
Nakazał aby ich oderwano od krzeseł. Nie za bardzo wiedziałam po co, ale szybko się zorientowałam. Ethan wraz z Loganem, czując niemałą satysfakcję, przytrzymywali nieruchomo ramiona chłopaków których siłą Mike sprowadził na kolana. Nie fatygował się ze zdjęciem im koszulek. Zaczął boleśnie chłostać ich plecy. Teraz słyszałam już głośniejsze jęki przepełnione większym bólem.
Słyszałam ich zduszone oddechy i powstrzymywane krzyki. Mike nie oszczędzał siły, dlatego w końcu Justin wymiękł jęcząc jak dziecko:
-na piętrze... w sypialni, po lewo... za obrazem... przestań już...
Nie słyszałam jeszcze tak dziecięcego głosu Justina, dlatego muszę przyznać że brzmiał istotnie jak małe dziecko.
Mike poszedł na górę. Nie było go z dobre 20 minut kiedy wrócił z torbą pełną pieniędzy. Zakładam że oskubał ich z całej kasy jaką mieli. I to dosłownie. Dopiero kiedy wrócił pozwolił aby postawić ich na równe nogi i zdjąć im opaski z oczu.
-grzeczni chłopcy. Widzicie jak ładnie się dogadujemy? - zadrwił z nich. - a teraz druga sprawa. Wczoraj mówiłem wam o rolach w tym domu. Oni przeżyli, więc chyba dobrze wiecie z czym się to wiąże?
-spierdalaj. - Justin zmarszczył brwi po czym Mike go spoliczkował
-stul pysk, szczeniaku.
-nie mam zamiaru oddać się w ręce niedorostków którzy sami są moimi niewolnikami! - Justin krzyczał zbulwersowany
-trudno. Tak sobie wybrali i nie masz prawa teraz go zmienić.
-to co mam zrobić?! Dać się chłostać za byle gówno ?!
-najwidoczniej.
Patrzyłam na ich wstrząśnięte i zdenerwowane twarze które nie dopuszczały do wiadomości że teraz role się zamieniają. A mnie się to w chuj podobało. Jednak najlepszą rzeczą i tak był fakt że za moment będę świadkiem uwieńczenia mojego czekania.
-to niby co my mamy teraz robić?! - krzyknął zły Harry
-poddać się i słuchać swoich Właścicieli.
-WŁAŚCICIELI ?! Że niby kurwa kogo?!
-Ethan. Logan. Megan. I Victoria.
-chyba by mnie do reszty pojebało...
-no to widzisz. Od tej pory, to oni mają prawo robić z wami co tam tylko chcą.
Harry nie mógł ciągle doprowadzić do świadomości faktu że teraz to nie on jest Panem swojego niewolnika, tylko Jego Niewolnik jest teraz JEGO Panem. Na jego twarzy była narysowana wyraźną linią pogarda i złość.
-jaka szkoda że nie pozdychaliście tej zasranej nocy... - wymruczał piekielnie zły.
-life is brutal. - rzuciła ironicznie Megan zarzucając luźno puszczonymi włosami i wymijając Harry'ego.
Justin stał i gapił się w sufit zapewne przeklinając ten dzień. Ja tam jednak czułam satysfakcję. Najlepszy cyrk zaczął się jednak w momencie kiedy Mike i reszta postanowili nas zostawić ''SAMYCH'' . Kiedy wyszli chłopcy stali nieruchomo. Zadziwił mnie fakt, jak szybko ból na plecach mógł przerodzić się w złość. Harry poruszył szczęką dając wszystkim do zrozumienia że jest zły.
Co prawda nie powinno mnie to bawić, ale dość zabawny był moment, w którym powinna być totalna spina, a Megan sprawił że o mały włos nie wybuchłam śmiechem. Harry ciągle piekielnie zły na cały świat, w końcu postanowił łaskawie podnieść oczy do góry co dało skutek zetknięciu się jego wzroku z wzrokiem Megan. Ta sytuacja nie byłaby zabawna o ile Megan nie uniosła by ironicznie jeden brwi do góry.
-co się tak na mnie patrzysz?
-przymknij się.
-nie zabronisz mi mówić. Co najwyżej ja mogę zabronić tobie.
-żarty sobie ze mnie stroisz?
-sorry babe, nie ty jesteś od zadawania pytań a już na pewno nie od tego żeby mi pyskować. - Arogancko uśmiechnęła się rzucając mu ironiczne spojrzenie, co wprawiło go w jeszcze większą złość.
-za kogo ty się gówniaro masz?
Megan nie musiała odpowiadać. Ethan sprowadził go na ziemię bijąc siarczyście w tył głowy. Harry'ego to rozgniewało dlatego rzucił się na Ethana mimo rąk spiętych za plecami. Ethan jednak mając szybką drogę dostępu, powalił go na ziemię kładąc na brzuchu. Justin wyrwał jak torpeda, i zaczął kopać Ethana po plecach na Logan zareagował natychmiastowym dociśnięciem go do ściany.
-nie macie prawa nas dotknąć! - syknął wściekły Justin
-o? A od kiedy to?! - Logan wygiął Justinowi ramiona w tył
-Puszczaj mnie!
-Zamknij się - Logan z uśmiecham na twarzy szarpnął za włosy Justina wyginając mu głowę w tył.
-Ethan złaź ze mnie! - Harry rzucał się na prawo i lewo a Ethan z aroganckim uśmiechem cały czas dawał mu klapsy. W istocie.. zabawnie to wyglądało.
-dobra suczki, nie ma tak dobrze! Wypadałoby założyć obrożę! - Ethan również szarpnął Harry'ego za włosy odchylając jego głowę do tyłu i wyciągając z szafki typową obrożę, zakładając mu ciasno na szyję po czym drugą podał Loganowi.

-Jesteś nienormalny! - rzucał się Justin wrzeszcząc na Logana
-morda suczko. Teraz jesteś podwładny. I lepiej żebyś się słuchał.
*********************************************************************
Hej wszystkim !!! Tak, dzisiaj dłuższy post niż zwykle ale miało to konkretny cel. Ostatnio nie mam zbyt wiele czasu dlatego postanowiłam że będą posty dodawane co poniedziałek takiej długości jak dzisiaj. Mam nadzieję że podobał się wam post ;3 Jeśli przeczytaliście a się wam podoba, proszę napiszcie krótkiego komentarza xxx
piątek, 9 maja 2014
Rozdział 16.
Zamknęłam oczy. Chciałam się delektować chwilą w której mogę po raz ostatni bezkarnie stać przy oknie, przytulać przyjaciółkę i czuć zapach powietrza jakie roznosiło się wraz z nadchodzącym wieczorem. Przerażał mnie fakt, jak cholernie byłam bezbronna wobec sytuacji. Jeśli ucieknę, to mnie na pewno ktoś znajdzie i prawdopodobnie umrę w katuszach. Jeśli jednak zostanę, mogę ale nie muszę umierać. Jeśli jednak mój koniec pisany jest na dzień dzisiejszy, to... cóż. Może uda mi się umrzeć śmiercią szybką?
Boże, o czym ja myślę... Puściłam jej drżące i ciepłe ciało. Patrzyła na mnie takimi oczami, jakimi patrzyła na mnie od zawsze. Takimi dużymi i pełnymi czegoś co ja zawsze odbierałam jako spokojne zrozumienie tego co właśnie zrobiłam. Tak jakby mówiła w głowie : ,,jesteś głupia, ale i tak cię kocham''. Tak patrzyła na mnie i teraz. Wiedziałam że się boi, ale że od zawsze była optymistą nie mogła pozwolić bym zobaczyła strach na jej twarzy. To po prostu moja przyjaciółka.
-słuchajcie, są dwie opcje na przetrwanie sytuacji. - Ethan nachylił się do nas, co zrobiliśmy również i my tworząc koło. - albo weźmiemy i ich gdzieś przytrzymamy do jutrzejszego wieczora albo się wymkniemy i uciekniemy. Co robimy?
Spojrzałam najpierw na Megan. Wydawało mi się że sądziła o ucieczce to samo co ja.
-proponuję ich przytrzymać w jakimś miejscu. To najlepszy sposób na rozwiązanie sytuacji.
-w takim razie od czego zaczynamy, co nam będzie potrzebne, kiedy zaczynamy i gdzie ich wsadzimy?
-pamiętaj że nie mogą wiedzieć o tym że ich przetrzymujemy! - Logan nas wyprzedził
-czemu?
-jeśli jutro powiedzą, że ich siłą przytrzymaliśmy to możemy za to oberwać.
-w sumie racja...
-no to może zróbmy tak jak kiedyś z tymi butelkami?
-chcesz ich?
-chcę żeby zemdleli.
-dobra, to od czego zaczynamy?
-no, na pewno nie możemy działać w grupie.
-dobra potrzebny nam plan.
Ethan wyjął spod łóżka notes i ołówek. Wyrwał jedną kartkę i położył na podłodze. Zaczęliśmy się zastanawiać co nam będzie potrzebne, kto co będzie robił i gdzie ich zamkniemy? Tak więc po naradzie doszliśmy do wniosku iż:
1. Zamkniemy ich w piwnicy i będziemy się starali się przytrzymać ich w omdleniu aż do 19. Potem, zanim się obudzą wystawimy ich na korytarz tak aby myśleli że zemdleli poprzez upadek.
2. Ja zejdę do piwnicy tak by nikt mnie nie zobaczył i po cichu nieco odkręcę zawór z parą przez co w piwnicy znacznie się ochłodzi.
3. Megan będzie udawać że nie wie zupełnie o niczym, zejdzie na dół i będzie się tam kręcić a na samym końcu powie że idzie posprzątać na górze w sypialni. Tam wyjmie spod łóżka kajdanki które Styles od zawsze tam trzyma i potajemnie przyniesie je na górę.
4. Kiedy Megan wróci a ja odkręcę zawór Ethan wraz z Loganem zejdą na dół i pójdą w stronę drugiej części domu, gubiąc chłopaków w jednym z korytarzy by potem z zaskoczenia palnąć ich szkłem bądź czymś twardym.
5. Na samym końcu chłopcy zabiorą ich do piwnicy a tam już naszą rolą będzie dokładne zakłucie im kostek i nadgarstków. Pilnować będziemy co 4 godziny. Na zmianę bądź wszyscy razem.
-sądzę że to wypali. - Ethan mlasnął zadowolony wargami.
-ta, no to wypadałoby zacząć działać, nie?
-chyba tak.
-Vickie, ty pierwsza.
-...uh... okay.
-tylko pamiętaj żeby nikt cię nie zauważył.
-postaram się...
Otworzyłam drzwi niemal bezszelestnie. W holu nie było nikogo. Świecił się telewizor i słyszałam głosy chłopaków. Oznaczało to że są na dole.
Mając sporą nadzieję jak i ''koci'' refleks ześlizgnęłam się bezszelestnie po schodach wymykając się w stronę piwnicy. Powoli stąpałam na palcach żeby moje ostatnie kroki przypadkiem mnie nie wydały.
Kiedy odeszłam wystarczająco daleko otworzyłam metalową klapę w ścianie odsłaniając dziesiątki guziczków i jeden dość spory czerwony zawór. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Chwyciłam za niego i mocno przekręciłam. Nieco przyrdzewiał więc wymagało to użycia siły z mojej strony. Lekko odkręciłam pokrętło i domknęłam klapę. Podeszłam do drzwi od piwnicy by przez kratki zobaczyć czy z rury wydobywa się gaz. Owszem, udało się. Kolejnym zadaniem był powrót na górę.
MEGAN'S POV
Stresowałam się, nie powiem. Ode mnie zależała 1/4 część zadania. Kiedy drzwi od naszego pokoju powoli się otwarły, zobaczyłam uśmiechniętą Victorię. Chyba się jej udało...
-no mała, teraz twoja kolej. - Ethan przyjaźnie poklepał mnie po ramieniu.
-uh, a jak mi nie wyjdzie?
-to przyspieszymy akcję i też się uda. Spokojnie, będzie dobrze. Idź.
Wyszłam tym razem normalnie. Nie jak Vickie. Normalnie. Tak by to słyszeli. Zeszłam po schodach i doszłam do lodówki. Jedynie Styles zwrócił na mnie uwagę odwracając głowę na chwilę w moją stronę. Wyjęłam ser, wędlinę, 2 kromki chleba i starałam się robić atmosferę jakbym nie wiedziała zupełnie o niczym. Potem dołożyłam kolejne dwie kromki i robiąc w sumie 4 ułożyłam na talerzu, i zaczęłam wchodzić po schodach. Zrobiłam wrażenie że przygotowałam nam kolację. Nie było tego w planie ale ok.
Zaniosłam talerz na górę i odczekałam jakieś 5 minut. Zjedliśmy, bo szkoda byłoby zmarnować, zabrałam talerz i mając w głowie plan - zeszłam na dół. Odłożyłam talerz do zmywarki i jak gdyby nigdy nic, cicho, nic nie mówiąc, ruszyłam w stronę sypialni, starając się na wszystkie możliwe sposoby, robić wrażenie że idę do łazienki.
Cicho obeszłam drzwi od toalety i podreptałam na górę. Tak szybko i cicho zarazem dobiegłam do sypialni i zaczęłam szukać kajdanek. Przyklękłam zaglądając pod łóżko. Kurwa. Nie ma. Styles musiał je gdzieś przełożyć! Cholera... gdzie mam szukać tych zasranych kajdanek?!
-szukasz może tego? - nagle moje serce przystanęło. Odwróciłam się i zobaczyłam w drzwiach Harry'ego wymachującego w dłoni kajdankami których szukałam. Poczułam że grunt mi się usuwa spod nóg.
-j-ja, nie...
-czego tu szukasz? - domknął drzwi. Poczułam się zagrożona.
-ja... już miałam wyjść. - wstałam szybko podbiegając do drzwi i usiłując jak najszybciej wyminąć Stylesa.
-dokąd to?! - chwycił za moje włosy i szarpnął do tyłu.
-puść, ja już wychodzę! - pisnęłam przerażona nagłym ruchem
-nigdzie nie wychodzisz. Już nigdy stąd nie wyjdziesz.
Szarpnął za moje włosy rzucając mnie na łóżko. Poczułam że strach ściska mnie w dołku. Chciałam go złapać a sama stałam się jego ofiarą. Leżałam na brzuchu. Harry usiadł na moich pośladkach jedną ręką ściskając moje nadgarstki za plecami a drugą dociskał moją głowę w materac. Zaczęłam krzyczeć.
-zamknij się dziwko! - Odwrócił mnie policzkując.
-co ty chcesz mi zrobić!? - pisnęłam przerażona, kiedy zobaczyłam jak odsłania swoje ciało zdejmując podkoszulek a potem rozpinając pasek od spodni.
-zrobić sobie przyjemność. Potem poderżnę ci gardło. - syknął ponownie odwracając mnie na brzuch i noże m rozrywając moje spodenki a potem bieliznę.
-Harry nie rób tego! - w moich żyłach krew płynęła osiem razy szybciej. Z każdym jego drgnięciem czułam że jestem już martwa. Moje ciało się buntowało. Chciałam uciec. Krzyczałam, błagałam żeby nie robił mi krzywdy ale nie słuchał.
-szukałaś kajdanek, teraz ich na tobie użyję - wyciągnął moje ręce wysoko i przypiął kajdankami do ramy łóżka. Poczułam że za chwilę stracę coś czego nigdy w życiu nie odzyskam. Stracę to z kimś kogo nie kocham, z kimś kto mnie w tym momencie krzywdzi i dobrze o tym wie. Czuję wewnętrzny ból...
Odwrócił mnie po raz ostatni wyciągając moje nogi wysoko do góry a potem rozchylając je na boki. Nie chciałam na to patrzeć. Nie na to jak ten chuj zabiera mi coś czego nie miałam zamiaru mu ofiarować.
-Harry, proszę, nie rób mi tego... - wyjęłczałam zalewając policzki kolejnymi strugami ciepłych łez.
Jego dłonie krążyły po całym moim ciele. Bezczelnie dotykały biustu, ściskały, gładziły moją skórę w momencie kiedy czułam do niego odrazę. Był paskudny jak dla mnie. Jego górująca nade mną figura była jedynie cząstką niego. Czułam jak ściska swoimi palcami moje pośladki. Pisnęłam.
Poczułam jego usta na swojej szyi. Tak cholernie nie chciałam żeby to robił! Nie mnie! Boże...
-Harry... nie rób mi tego...
-niby czemu miałbym tego nie robić? - nachylił się nade mną odrywając swoje wargi od mojej skóry po czym szorstko przejechał kciukiem po mojej kobiecości. - jesteś słaba, naga, przykuta do łóżka a przede wszystkim MOJA. Powinnaś mnie zadowalać.
-nie chcę z tobą seksu! Nie rozumiesz!? Nie kocham cię i nie chcę tego!
-a jeśli pokażę ci to? - wyjął spod łóżka nóż i przyłożył mi do gardła. Serce we mnie stanęło.
-dalej będziesz się opierać czy się zamkniesz i zrobisz mi dobrze? - jego arogancka twarz nachyliła się ku mojej szepcząc mi do ucha...
-jesteś pierdoloną cipą Styles! - splunęłam na jego policzek. Spojrzał na mnie oczami w odcieniu szmaragdu po czym zmarszczył brwi.
-dobra suko, sama tego chciałaś !!!
Boże, o czym ja myślę... Puściłam jej drżące i ciepłe ciało. Patrzyła na mnie takimi oczami, jakimi patrzyła na mnie od zawsze. Takimi dużymi i pełnymi czegoś co ja zawsze odbierałam jako spokojne zrozumienie tego co właśnie zrobiłam. Tak jakby mówiła w głowie : ,,jesteś głupia, ale i tak cię kocham''. Tak patrzyła na mnie i teraz. Wiedziałam że się boi, ale że od zawsze była optymistą nie mogła pozwolić bym zobaczyła strach na jej twarzy. To po prostu moja przyjaciółka.
-słuchajcie, są dwie opcje na przetrwanie sytuacji. - Ethan nachylił się do nas, co zrobiliśmy również i my tworząc koło. - albo weźmiemy i ich gdzieś przytrzymamy do jutrzejszego wieczora albo się wymkniemy i uciekniemy. Co robimy?
Spojrzałam najpierw na Megan. Wydawało mi się że sądziła o ucieczce to samo co ja.
-proponuję ich przytrzymać w jakimś miejscu. To najlepszy sposób na rozwiązanie sytuacji.
-w takim razie od czego zaczynamy, co nam będzie potrzebne, kiedy zaczynamy i gdzie ich wsadzimy?
-pamiętaj że nie mogą wiedzieć o tym że ich przetrzymujemy! - Logan nas wyprzedził
-czemu?
-jeśli jutro powiedzą, że ich siłą przytrzymaliśmy to możemy za to oberwać.
-w sumie racja...
-no to może zróbmy tak jak kiedyś z tymi butelkami?
-chcesz ich?
-chcę żeby zemdleli.
-dobra, to od czego zaczynamy?
-no, na pewno nie możemy działać w grupie.
-dobra potrzebny nam plan.
Ethan wyjął spod łóżka notes i ołówek. Wyrwał jedną kartkę i położył na podłodze. Zaczęliśmy się zastanawiać co nam będzie potrzebne, kto co będzie robił i gdzie ich zamkniemy? Tak więc po naradzie doszliśmy do wniosku iż:
1. Zamkniemy ich w piwnicy i będziemy się starali się przytrzymać ich w omdleniu aż do 19. Potem, zanim się obudzą wystawimy ich na korytarz tak aby myśleli że zemdleli poprzez upadek.
2. Ja zejdę do piwnicy tak by nikt mnie nie zobaczył i po cichu nieco odkręcę zawór z parą przez co w piwnicy znacznie się ochłodzi.
3. Megan będzie udawać że nie wie zupełnie o niczym, zejdzie na dół i będzie się tam kręcić a na samym końcu powie że idzie posprzątać na górze w sypialni. Tam wyjmie spod łóżka kajdanki które Styles od zawsze tam trzyma i potajemnie przyniesie je na górę.
4. Kiedy Megan wróci a ja odkręcę zawór Ethan wraz z Loganem zejdą na dół i pójdą w stronę drugiej części domu, gubiąc chłopaków w jednym z korytarzy by potem z zaskoczenia palnąć ich szkłem bądź czymś twardym.
5. Na samym końcu chłopcy zabiorą ich do piwnicy a tam już naszą rolą będzie dokładne zakłucie im kostek i nadgarstków. Pilnować będziemy co 4 godziny. Na zmianę bądź wszyscy razem.
-sądzę że to wypali. - Ethan mlasnął zadowolony wargami.
-ta, no to wypadałoby zacząć działać, nie?
-chyba tak.
-Vickie, ty pierwsza.
-...uh... okay.
-tylko pamiętaj żeby nikt cię nie zauważył.
-postaram się...
Otworzyłam drzwi niemal bezszelestnie. W holu nie było nikogo. Świecił się telewizor i słyszałam głosy chłopaków. Oznaczało to że są na dole.
Mając sporą nadzieję jak i ''koci'' refleks ześlizgnęłam się bezszelestnie po schodach wymykając się w stronę piwnicy. Powoli stąpałam na palcach żeby moje ostatnie kroki przypadkiem mnie nie wydały.
Kiedy odeszłam wystarczająco daleko otworzyłam metalową klapę w ścianie odsłaniając dziesiątki guziczków i jeden dość spory czerwony zawór. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Chwyciłam za niego i mocno przekręciłam. Nieco przyrdzewiał więc wymagało to użycia siły z mojej strony. Lekko odkręciłam pokrętło i domknęłam klapę. Podeszłam do drzwi od piwnicy by przez kratki zobaczyć czy z rury wydobywa się gaz. Owszem, udało się. Kolejnym zadaniem był powrót na górę.
MEGAN'S POV
Stresowałam się, nie powiem. Ode mnie zależała 1/4 część zadania. Kiedy drzwi od naszego pokoju powoli się otwarły, zobaczyłam uśmiechniętą Victorię. Chyba się jej udało...
-no mała, teraz twoja kolej. - Ethan przyjaźnie poklepał mnie po ramieniu.
-uh, a jak mi nie wyjdzie?
-to przyspieszymy akcję i też się uda. Spokojnie, będzie dobrze. Idź.
Wyszłam tym razem normalnie. Nie jak Vickie. Normalnie. Tak by to słyszeli. Zeszłam po schodach i doszłam do lodówki. Jedynie Styles zwrócił na mnie uwagę odwracając głowę na chwilę w moją stronę. Wyjęłam ser, wędlinę, 2 kromki chleba i starałam się robić atmosferę jakbym nie wiedziała zupełnie o niczym. Potem dołożyłam kolejne dwie kromki i robiąc w sumie 4 ułożyłam na talerzu, i zaczęłam wchodzić po schodach. Zrobiłam wrażenie że przygotowałam nam kolację. Nie było tego w planie ale ok.
Zaniosłam talerz na górę i odczekałam jakieś 5 minut. Zjedliśmy, bo szkoda byłoby zmarnować, zabrałam talerz i mając w głowie plan - zeszłam na dół. Odłożyłam talerz do zmywarki i jak gdyby nigdy nic, cicho, nic nie mówiąc, ruszyłam w stronę sypialni, starając się na wszystkie możliwe sposoby, robić wrażenie że idę do łazienki.
Cicho obeszłam drzwi od toalety i podreptałam na górę. Tak szybko i cicho zarazem dobiegłam do sypialni i zaczęłam szukać kajdanek. Przyklękłam zaglądając pod łóżko. Kurwa. Nie ma. Styles musiał je gdzieś przełożyć! Cholera... gdzie mam szukać tych zasranych kajdanek?!
-szukasz może tego? - nagle moje serce przystanęło. Odwróciłam się i zobaczyłam w drzwiach Harry'ego wymachującego w dłoni kajdankami których szukałam. Poczułam że grunt mi się usuwa spod nóg.
-j-ja, nie...
-czego tu szukasz? - domknął drzwi. Poczułam się zagrożona.
-ja... już miałam wyjść. - wstałam szybko podbiegając do drzwi i usiłując jak najszybciej wyminąć Stylesa.
-dokąd to?! - chwycił za moje włosy i szarpnął do tyłu.
-puść, ja już wychodzę! - pisnęłam przerażona nagłym ruchem
-nigdzie nie wychodzisz. Już nigdy stąd nie wyjdziesz.
Szarpnął za moje włosy rzucając mnie na łóżko. Poczułam że strach ściska mnie w dołku. Chciałam go złapać a sama stałam się jego ofiarą. Leżałam na brzuchu. Harry usiadł na moich pośladkach jedną ręką ściskając moje nadgarstki za plecami a drugą dociskał moją głowę w materac. Zaczęłam krzyczeć.
-zamknij się dziwko! - Odwrócił mnie policzkując.
-co ty chcesz mi zrobić!? - pisnęłam przerażona, kiedy zobaczyłam jak odsłania swoje ciało zdejmując podkoszulek a potem rozpinając pasek od spodni.
-zrobić sobie przyjemność. Potem poderżnę ci gardło. - syknął ponownie odwracając mnie na brzuch i noże m rozrywając moje spodenki a potem bieliznę.
-Harry nie rób tego! - w moich żyłach krew płynęła osiem razy szybciej. Z każdym jego drgnięciem czułam że jestem już martwa. Moje ciało się buntowało. Chciałam uciec. Krzyczałam, błagałam żeby nie robił mi krzywdy ale nie słuchał.
-szukałaś kajdanek, teraz ich na tobie użyję - wyciągnął moje ręce wysoko i przypiął kajdankami do ramy łóżka. Poczułam że za chwilę stracę coś czego nigdy w życiu nie odzyskam. Stracę to z kimś kogo nie kocham, z kimś kto mnie w tym momencie krzywdzi i dobrze o tym wie. Czuję wewnętrzny ból...
Odwrócił mnie po raz ostatni wyciągając moje nogi wysoko do góry a potem rozchylając je na boki. Nie chciałam na to patrzeć. Nie na to jak ten chuj zabiera mi coś czego nie miałam zamiaru mu ofiarować.
-Harry, proszę, nie rób mi tego... - wyjęłczałam zalewając policzki kolejnymi strugami ciepłych łez.
Jego dłonie krążyły po całym moim ciele. Bezczelnie dotykały biustu, ściskały, gładziły moją skórę w momencie kiedy czułam do niego odrazę. Był paskudny jak dla mnie. Jego górująca nade mną figura była jedynie cząstką niego. Czułam jak ściska swoimi palcami moje pośladki. Pisnęłam.
Poczułam jego usta na swojej szyi. Tak cholernie nie chciałam żeby to robił! Nie mnie! Boże...
-Harry... nie rób mi tego...
-niby czemu miałbym tego nie robić? - nachylił się nade mną odrywając swoje wargi od mojej skóry po czym szorstko przejechał kciukiem po mojej kobiecości. - jesteś słaba, naga, przykuta do łóżka a przede wszystkim MOJA. Powinnaś mnie zadowalać.
-nie chcę z tobą seksu! Nie rozumiesz!? Nie kocham cię i nie chcę tego!
-a jeśli pokażę ci to? - wyjął spod łóżka nóż i przyłożył mi do gardła. Serce we mnie stanęło.
-dalej będziesz się opierać czy się zamkniesz i zrobisz mi dobrze? - jego arogancka twarz nachyliła się ku mojej szepcząc mi do ucha...
-jesteś pierdoloną cipą Styles! - splunęłam na jego policzek. Spojrzał na mnie oczami w odcieniu szmaragdu po czym zmarszczył brwi.
-dobra suko, sama tego chciałaś !!!
środa, 30 kwietnia 2014
Rozdział 15.
Na tamtą chwilę moje życie zatrzymało się w miejscu. Nie byłam w stanie określić skutków i konsekwencji tego czego oni od nas oczekują. Byłam zbyt sparaliżowana żeby wymierzyć cios. Poza tym nie mogłam tak po prostu go wychłostać... usłyszałam głos Megan.
-nie zrobię tego!
-Megan, nie wkurwiaj mnie tylko rób co ci każę! - w jej oczach zobaczyłam wściekłość. Sama czułam coś podobnego. Ale czy byłam zła? Chyba nie. Justin nie prowokował mnie do złości. Czekał jedynie.
-pierdol się, ja nie będę na tobie używać łańcucha! - Megan rzuciła kawałkiem metalu o podłogę który odbił się z hukiem. Sama również wypuściłam owy kawałek łańcucha. - a wy się kurwa ogarnijcie! - odwróciła się krzycząc w stronę Ethana z Loganem.
Chwyciła za mój rękaw. Poczłapałam za nią po schodach na górę. Czułam się dość dziwnie z faktem że miałabym go tak nagle wychłostać. Na dodatek nie byłaby to MOJA zachcianka. Nie odwracałam się w stronę męskiego członkostwa w tym domu. Po prostu wyszłam po schodach i domknęłam drzwi.
-co za idioci... - Meg runęła na łóżko. Przez przypadek otarła o nadgarstek i nawiązał się kolejny temat. - po jaką cholerę potrzebny mi ten durny kod, weź mi to wytłumacz?!
-nie wiem... może po prostu Justin i Harry nie chcą stracić stanu i wypieczętowali nam to żeby odznaczyć swoją wyższość?
-... jaśniej proszę.
-dobra, nie tłumaczę ci bo na serio nie wiem...
Drzwi otwarły się a wnich pojawiły się dwie sylwetki znane nam na codzień. Logan z Ethanem.
-co wam jebło? - zapytałam nie mogąc uwierzyć w to, że oni są cały czas na maksa wyluzowani...
-nic. To było spontaniczne. - Logan uśmiechnął się arogancko.
-to nie było śmieszne. Dla żadnej z nas...
-oj Megan, nie marudź. Mogłaś mu walnąć parę razy, zdechnąłby i byłoby po sprawie a tak to musimy się z nimi obchodzić jeszcze dwa dni.
-przepraszam bardzo, mam rozumieć że to moja wina?
-a niby czyja?
-Ethan, czy ty się słyszysz?! - Megan oburzona słowami Ethana wstała na równe nogi rozkładając dłonie na boki - moją winą jest to że mam słabą psychikę i nie chciałam uderzyć go?!
-tak? To jestem bardzo ciekawy jak ty sobie wyobrażasz swoje życie za te pieprzone dwa dni, skoro ty się boisz nawet jebnąć go łańcuchem w kark!
Zgasił nas. Ją i też mnie. Mimo że się nie odzywałam. On miał rację. Nie poradzimy sobie jeśli znowu ogarnie nas strach przed poskromieniem im skóry.
Megan usiadła na jej dawne miejsce załamując bezsilnie dłonie. Ta bezradność wobec sytuacji była jak piorun który nas wszystkich poraził. A w szczególności nas dwie. Totalna porażka... Absolutnie nie miałam pojęcia jak niby miałabym sobie poradzić. To miało być NOWE, LEPSZE życie... ale czy tak będzie?
Cały dzień aż do wieczora wlókł się w niemiłosiernym napięciu. Jednak tego dnia ani Harry, ani Justin nie żądali od nas zupełnie niczego. Co było dziwne. Siedzieliśmy cały czas na górze. Czasem ktoś schodził po coś do jedzenia ewentualnie do łazienki. Wydawałoby się że dzień przewinął nam się w nudny sposób. Cóż, nic bardziej mylnego.
To, że chłopcy nas nie wołali nie oznacza że nie działo się nic ciekawego. Otóż gdzieś tak w granicach godzin późnego popołudnia, podwórko naszego ''PAŁACU'' odwiedził samochód. Ale nie byle jaki samochód. Dokładnie ten sam którego wiedzieliśmy przedwczoraj rano. Byli tam też ci sami ludzie. A że zaparkowali dokładnie tuż pod naszym, wpół otwartym oknem, to mieliśmy okazję co nieco zobaczyć jak i podsłuchać.
Co prawda całość trwała krótko, jednak była to część nad podziw interesująca. Co bynajmniej jak dla kogoś kto cały dzień zamula w pokoju. Otóż Justin i Harry wyszli naprzeciw czwórki ludzi. Trzech białych i jeden Afroamerykanin. Wedle mojego postrzegania sytuacji, Justin i Harry byli tam najmłodsi a co bynajmniej rysy twarzy i budowy ciał tamtych mężczyzn wydawały się być o wiele mocniejsze i wyraźniejsze od ciał chłopaków które przy nich robiły wrażenie kruchych.
Postawy Stylesa i Biebera były dość niepewne ale maskowane przez udawane luzackie gesty typu dłonie w kieszeniach. Nie zauważyli nas w oknie więc mogliśmy bezkarnie podglądać i podsłuchiwać. Uciszyliśmy się.
-gdzie hajs? - zapytał najwyższy mężczyzna.
-nie mamy.
-że słucham?
-nie mamy, oni się nie zgodzili.
-mądre dzieciaki, nie ma co. - zaśmiał się arogancko na co Justin PRAWDOPODOBNIE zmarszczył brwi. - no co się krzywisz? Jedni mądrzy się wam trafili i już trzeba być przegranym, co? - drwił z nich. Spoko koleś, na serio spoko.
-przestań, gdyby to od nas zależało to skończyli by tak samo jak cała reszta.
-więc w czym problem? - ciągle z nich drwił
-po pierwsze, nie zgodzili się, po drugie, Clarise nie żyje.
-jak to nie żyje?! - owy mężczyzna nagle uniósł się całym swoim ciałem rozkładając szeroko barki. Wyjęli dłonie z kieszeni i cofnęli się o krok. - co wyście z nią zrobili gówniarze?!
-no... o-ona... - Harry próbował się wytłumaczyć jednak owy mężczyzna wpadł do domu i usłyszałam trzask drzwi. Szybko otwarliśmy kawałek naszych drzwi żeby chociaż coś usłyszeć. Słyszeliśmy jego motaninę a potem wrzask przepełniony złością. Do naszych uszy dobiegł dźwięk kroków. Domknęliśmy drzwi i wróciliśmy pod okno.
Zobaczyłam tamtych mężczyzn którzy domknęli drzwi od samochodu i założyli ramiona. Wysoki mężczyzna powrócił dobiegając do chłopaków. Z tego co widziałam na własne oczy, byli przerażeni.
-co wy z nią zrobiliście?! - chłopcy spojrzeli jeden na drugiego nie wiedząc co mają powiedzieć - no kurwa gadaj!!! - chwycił Harry'ego za podkoszulek
-ona wylazła z klatki i chciała nas pozabijać, co innego mieliśmy zrobić?! - Justin szybko krzyknął wyrywając Harry'ego z uścisku mężczyzny.
-zabiliście postrach tego domu, co wy teraz macie zamiar zrobić z tymi bachorami?!
-przecież sami wybrali że chcą górować więc jak możemy ich pozabijać?!
-słuchaj, mam zamiar dostać od was te pierdolone pieniądze! I nie obchodzi mnie co z nimi zrobicie!
-ale co my mamy z nimi zrobić...? - Harry opadł bezsilnie na kolana
-albo wy zabijecie ich, albo oni zabiją was. Jutro dokładnie o 20.00 mija wasz termin. Jeśli oni nie będą martwi, to sam będę wydawał im komendy, żebyście zdechli! - wsiadł do samochodu - a pieniądze i tak wam zabiorę! - odjechali...
Nie wiedziałam na kogo patrzeć i co myśleć. Najpierw zilustrowałam chłopaków. Justin podniósł Harry'ego za ramię. Stali dosyć długo w bezruchu. Potem spojrzałam na Megan. W jej oczach utkwiły jeszcze nie wylane łzy. Opadła na moje ramię i zaczęła płakać. Przytuliłam ją, wiedząc że jeśli Harry i Justin posuną się do morderstw na naszej czwórce, zginiemy w przeciągu 24 godzin. Ta myśl mnie przeraziła. A jeszcze większy strach poczułam na ciele, kiedy usłyszałam że weszli do domu i pozamykali drzwi. Odczułam wrażenie że jestem w więzieniu. Miejscu z którym zwiąże się mój koniec i fakt że nie mogę stąd uciec...
-nie zrobię tego!
-Megan, nie wkurwiaj mnie tylko rób co ci każę! - w jej oczach zobaczyłam wściekłość. Sama czułam coś podobnego. Ale czy byłam zła? Chyba nie. Justin nie prowokował mnie do złości. Czekał jedynie.
-pierdol się, ja nie będę na tobie używać łańcucha! - Megan rzuciła kawałkiem metalu o podłogę który odbił się z hukiem. Sama również wypuściłam owy kawałek łańcucha. - a wy się kurwa ogarnijcie! - odwróciła się krzycząc w stronę Ethana z Loganem.
Chwyciła za mój rękaw. Poczłapałam za nią po schodach na górę. Czułam się dość dziwnie z faktem że miałabym go tak nagle wychłostać. Na dodatek nie byłaby to MOJA zachcianka. Nie odwracałam się w stronę męskiego członkostwa w tym domu. Po prostu wyszłam po schodach i domknęłam drzwi.
-co za idioci... - Meg runęła na łóżko. Przez przypadek otarła o nadgarstek i nawiązał się kolejny temat. - po jaką cholerę potrzebny mi ten durny kod, weź mi to wytłumacz?!
-nie wiem... może po prostu Justin i Harry nie chcą stracić stanu i wypieczętowali nam to żeby odznaczyć swoją wyższość?
-... jaśniej proszę.
-dobra, nie tłumaczę ci bo na serio nie wiem...
Drzwi otwarły się a wnich pojawiły się dwie sylwetki znane nam na codzień. Logan z Ethanem.
-co wam jebło? - zapytałam nie mogąc uwierzyć w to, że oni są cały czas na maksa wyluzowani...
-nic. To było spontaniczne. - Logan uśmiechnął się arogancko.
-to nie było śmieszne. Dla żadnej z nas...
-oj Megan, nie marudź. Mogłaś mu walnąć parę razy, zdechnąłby i byłoby po sprawie a tak to musimy się z nimi obchodzić jeszcze dwa dni.
-przepraszam bardzo, mam rozumieć że to moja wina?
-a niby czyja?
-Ethan, czy ty się słyszysz?! - Megan oburzona słowami Ethana wstała na równe nogi rozkładając dłonie na boki - moją winą jest to że mam słabą psychikę i nie chciałam uderzyć go?!
-tak? To jestem bardzo ciekawy jak ty sobie wyobrażasz swoje życie za te pieprzone dwa dni, skoro ty się boisz nawet jebnąć go łańcuchem w kark!
Zgasił nas. Ją i też mnie. Mimo że się nie odzywałam. On miał rację. Nie poradzimy sobie jeśli znowu ogarnie nas strach przed poskromieniem im skóry.
Megan usiadła na jej dawne miejsce załamując bezsilnie dłonie. Ta bezradność wobec sytuacji była jak piorun który nas wszystkich poraził. A w szczególności nas dwie. Totalna porażka... Absolutnie nie miałam pojęcia jak niby miałabym sobie poradzić. To miało być NOWE, LEPSZE życie... ale czy tak będzie?
Cały dzień aż do wieczora wlókł się w niemiłosiernym napięciu. Jednak tego dnia ani Harry, ani Justin nie żądali od nas zupełnie niczego. Co było dziwne. Siedzieliśmy cały czas na górze. Czasem ktoś schodził po coś do jedzenia ewentualnie do łazienki. Wydawałoby się że dzień przewinął nam się w nudny sposób. Cóż, nic bardziej mylnego.
To, że chłopcy nas nie wołali nie oznacza że nie działo się nic ciekawego. Otóż gdzieś tak w granicach godzin późnego popołudnia, podwórko naszego ''PAŁACU'' odwiedził samochód. Ale nie byle jaki samochód. Dokładnie ten sam którego wiedzieliśmy przedwczoraj rano. Byli tam też ci sami ludzie. A że zaparkowali dokładnie tuż pod naszym, wpół otwartym oknem, to mieliśmy okazję co nieco zobaczyć jak i podsłuchać.
Co prawda całość trwała krótko, jednak była to część nad podziw interesująca. Co bynajmniej jak dla kogoś kto cały dzień zamula w pokoju. Otóż Justin i Harry wyszli naprzeciw czwórki ludzi. Trzech białych i jeden Afroamerykanin. Wedle mojego postrzegania sytuacji, Justin i Harry byli tam najmłodsi a co bynajmniej rysy twarzy i budowy ciał tamtych mężczyzn wydawały się być o wiele mocniejsze i wyraźniejsze od ciał chłopaków które przy nich robiły wrażenie kruchych.
Postawy Stylesa i Biebera były dość niepewne ale maskowane przez udawane luzackie gesty typu dłonie w kieszeniach. Nie zauważyli nas w oknie więc mogliśmy bezkarnie podglądać i podsłuchiwać. Uciszyliśmy się.
-gdzie hajs? - zapytał najwyższy mężczyzna.
-nie mamy.
-że słucham?
-nie mamy, oni się nie zgodzili.
-mądre dzieciaki, nie ma co. - zaśmiał się arogancko na co Justin PRAWDOPODOBNIE zmarszczył brwi. - no co się krzywisz? Jedni mądrzy się wam trafili i już trzeba być przegranym, co? - drwił z nich. Spoko koleś, na serio spoko.
-przestań, gdyby to od nas zależało to skończyli by tak samo jak cała reszta.
-więc w czym problem? - ciągle z nich drwił
-po pierwsze, nie zgodzili się, po drugie, Clarise nie żyje.
-jak to nie żyje?! - owy mężczyzna nagle uniósł się całym swoim ciałem rozkładając szeroko barki. Wyjęli dłonie z kieszeni i cofnęli się o krok. - co wyście z nią zrobili gówniarze?!
-no... o-ona... - Harry próbował się wytłumaczyć jednak owy mężczyzna wpadł do domu i usłyszałam trzask drzwi. Szybko otwarliśmy kawałek naszych drzwi żeby chociaż coś usłyszeć. Słyszeliśmy jego motaninę a potem wrzask przepełniony złością. Do naszych uszy dobiegł dźwięk kroków. Domknęliśmy drzwi i wróciliśmy pod okno.
Zobaczyłam tamtych mężczyzn którzy domknęli drzwi od samochodu i założyli ramiona. Wysoki mężczyzna powrócił dobiegając do chłopaków. Z tego co widziałam na własne oczy, byli przerażeni.
-co wy z nią zrobiliście?! - chłopcy spojrzeli jeden na drugiego nie wiedząc co mają powiedzieć - no kurwa gadaj!!! - chwycił Harry'ego za podkoszulek
-ona wylazła z klatki i chciała nas pozabijać, co innego mieliśmy zrobić?! - Justin szybko krzyknął wyrywając Harry'ego z uścisku mężczyzny.
-zabiliście postrach tego domu, co wy teraz macie zamiar zrobić z tymi bachorami?!
-przecież sami wybrali że chcą górować więc jak możemy ich pozabijać?!
-słuchaj, mam zamiar dostać od was te pierdolone pieniądze! I nie obchodzi mnie co z nimi zrobicie!
-ale co my mamy z nimi zrobić...? - Harry opadł bezsilnie na kolana
-albo wy zabijecie ich, albo oni zabiją was. Jutro dokładnie o 20.00 mija wasz termin. Jeśli oni nie będą martwi, to sam będę wydawał im komendy, żebyście zdechli! - wsiadł do samochodu - a pieniądze i tak wam zabiorę! - odjechali...
Nie wiedziałam na kogo patrzeć i co myśleć. Najpierw zilustrowałam chłopaków. Justin podniósł Harry'ego za ramię. Stali dosyć długo w bezruchu. Potem spojrzałam na Megan. W jej oczach utkwiły jeszcze nie wylane łzy. Opadła na moje ramię i zaczęła płakać. Przytuliłam ją, wiedząc że jeśli Harry i Justin posuną się do morderstw na naszej czwórce, zginiemy w przeciągu 24 godzin. Ta myśl mnie przeraziła. A jeszcze większy strach poczułam na ciele, kiedy usłyszałam że weszli do domu i pozamykali drzwi. Odczułam wrażenie że jestem w więzieniu. Miejscu z którym zwiąże się mój koniec i fakt że nie mogę stąd uciec...
Subskrybuj:
Posty (Atom)